Jeremi Przybora
"ZĄB ZUPA DĄB"
Przed drzwiami do dentysty
siedzimy według listy-
we wzroku mamy szklisty
polarny strachu ziąb.
Cierpienia szare cienie
czekamy na cierpienie-
co dłuższe ma korzenie
niż obolały ząb.
Oj!
Ząb zupa dąb zupa ząb
dąb zupa ząb zupa dąb ząb dąb
Ząb zupa ząb zupa ząb dąb
Gdy zadmie bólu trębacz
w zepsutą konchę zęba-
gdy włosy staną dęba,
a oko wpadnie w głąb-
w cierpienia futerale
płoniemy od zapaleń,
tańczymy nerwów balet,
złorzecząc na ten ząb.
Oj!
Ząb zupa dąb...itd
Lecz kiedy się wyczerpie
kontyngent naszych cierpień
i w nagłej bólu przerwie
zakwitnie ulgi klomb-
wyjdziemy od dentysty
skąpani w szczęściu czystym,
jedynym, rzeczywistym-
że nas nie boli ząb.
Oj!
Ząb zupa dąb...itd
I zamiast w życiu wcale
nie szukać innych zalet
i się radować stale,
gdy ból nie krzywi gąb-
my znów będziemy chcieli
pieniędzy i niedzieli,
i innych dupereli,
wciąż ostrząc na nie ząb.
(Mojemu dzielnemu Frankowi, który
przeżył dzisiaj bohaterską wizytę u dentysty i czeka go kilka strasznych
dni)
