Tadeusz Żeleński
Boy


"WIERSZYK , KTÓRY SAM AUTOR UWAŻA ZA NIE BARDZO MADRY"

Niech mi kto wreszcie powi-

Diabłów kroć sto tysięcy!-

Czemu się tak nerwowi

Stajemy coraz więcej?

 

Długom to zgłębiał, przecie

Doszedłem do kwintesencji:

W tym zło, że na tym świecie

Nic nie ma konsekwencji.

 

Rzecz jedna sama w sobie

Nie ciągle jest jednaka,

Lecz bywa w różnej dobie

To taka , to owaka.

 

Bywają dni ,że człowiek

Strasznie jest siebie pewny,

Rad , od otwarcia powiek,

Jak prosię w deszcz ulewny.

 

Przed lustrem wówczas staje

I sam jest z siebie dumny,

I sam się sobie zdaje

Przystojny i rozumny.

 

Na drugi dzień, przeciwnie:

Ta sama , ot , osoba,

A wszystko się w niej dziwnie

Znów człeku nie podoba.

 

Pysk mu się widzi krzywy,

Wiersze haniebnie głupie

I bardzo jest zgryźliwy,

I sam ma siebie w pogardzie.

 

Nie macie wprost pojęcia,

Jak to jest źle na nerwy,

Bez chwili odpoczęcia

Tak huśtać się bez przerwy.

Ba , gdyby się to dało

(To byłoby najprościej!)

Wprowadzić jakąś stałą

Podstawę wszechwartości!

Tak głowę dręczę biedną,

Gdy myśl się jakaś czepi:

Ach, czyż to tylko jedno

Mogłoby tu być lepiej...

 

 

Dla chrzestnego ojca Mateusza, z którym jadłam dzisiaj obiad na zebraniu melioracyjnym