Krzysztof Darewicz
"Według najnowszych szacunków"
(z Banda Aceh na
Sumatrze)
Tamtej niedzieli Runala wstała o 6.00 rano.
Z wioski położonej tuż przy plaży poszła na
zbocze pobliskiego wzgórza pracować na swoim polu ryżowym.
Pogoda była piękna, ocean spokojny.
Po dwóch godzinach, ni stąd ni zowąd usłyszała
potężny huk.
Jak wybuch bomby.
Spojrzała na ocean i zobaczyła kłębiący się w
oddali szary tuman...
-Pewnie nadciąga burza, czas wracac do
domu-pomyślała.
Ale zanim dobiegła do wioski, pojawiła się woda.
Podnosiła się błyskawicznie i oddalała ją od
wioski.
W domu zostalo troje dzieci i mąż.
Fala porwała Runalę ku wzgórzu i rzuciła na
zbocze.
Po pół godzinie woda zaczęła opadać.
Runala była tak przerażona , że została na
zboczu kilka godzin.
W końcu zeszła w stronę plaży.
Jej wioski nie było,
domu nie było,
dzieci nie było
i męża nie było.
Wszystkie nadmorskie wioski
na południe od Banda Aceh,
gdzie uderzenie tsunami bylo najsilniejsze,
spotkał ten sam los.
Wczoraj gubernator indonezyjskiej prowincji Aceh
poinformował, że-według najnowszych szacunków-
w rejonie tym zginęło prawdopodobnie ponad 270
tysięcy osób, czyli prawie dziesięciokrotnie więcej, niż przypuszczano.
(...)
Runalę poznałem wczoraj, w obozie Lampaya,
urządzonym na plantacji palm kokosowych.
- Chwileczkę, przecież mówiłaś,że twoje dzieci
zginęły,a w namiocie widzę trzy baraszkujące szkraby?-pytam.
(...)
- "To są sieroty , które straciły rodziców.
Gdy okazało sie ,że moje dzieci zginęły , nie
namyślałam się ani chwili.
Zaadoptowałam te trzy biedactwa.
Więc znów mam dzieci i nie muszę cały czas
myśleć o tym, co się stało.
Wierzę ,że gdybym to ja zginęła, a moje dzieci
ocalały,
to jakaś inna kobieta też by się nimi zajęła".
(Dla wszystkich , którzy tu
dzisiaj zajrzą...fragmenty reportażu pod tytułem "Żywi w środku piekła"-
Rzeczpospolita 7 stycznia 2005 roku)
