Andrzej Stasiuk
Tego wieczoru uciekł mi ostatni autobus.
Pięć godzin marszu, pomyślałem, ale wiatr wiał
w plecy , prosto na południe.Drzewa, chmury,
krowy
schodzące z pastwisk, ja , wszystko w ruchu i
tylko
księżyc pozostawał nieruchomy.
Domy po obu stronach drogi jak telewizory
wyświetlały w oknach życie ludzi.
Mężczyźni jedli, kobiety uprzątały stoły,
dzieci
w plamach cienia, znieruchomiałe, bez oddechu
oczekiwały reklam i splecionych ciał.
A ja szedłem.Łańcuch domostw pękał i znów
się scalał.Psy były uwiązane.
I zostawiałem to wszystko, wyprzedzałem;
powolne gesty,przeciąganie przed snem,uklepywanie
poduszek, drgnienia dłoni nakręcających zegary.
O północy byłem sam.Jakbym
wykradł się ze świata.Do tej pory nie wiem,
czy oszczędziłem te godziny jak Filleas
Fogg,który uszczknął śmierci jeden dzień.
Frankowi, który pisze wlaśnie
na jutro wypracowanie z języka polskiego..pt:"Życie każdego człowieka
warte jest uwagi, ma swoje tajemnice i dramaty"...
