Zbigniew Herbert

"Pan od przyrody"

Nie mogę przypomnieć sobie jego twarzy

Stawał wysoko nade mną, na długich, rozstawionych nogach.

Widziałem złoty łańcuszek, popielaty surdut i chudą szyję,

Do której przyszpilony był nieżywy krawat.


On pierwszy pokazał nam nogę zdechłej żaby,

Która dotykana igłą gwałtownie się kurczy.

On nas wprowadził przez złoty binokular

W intymne życie naszego pradziadka-pantofelka.


On przyniósł ciemne ziarno i powiedział:sporysz.

Z jego namowy w dziesiątym roku życia zostałem ojcem,

Gdy po napiętym oczekiwaniu z kasztana zanurzonego w wodzie

Ukazał się żółty kiełek i wszystko rozśpiewało się wokoło...


W drugim roku wojny zabili pana od przyrody łobuzy od historii.

Jeśli poszedł do nieba- może chodzi teraz na długich promieniach

Odzianych w szare pończochy, z ogromną siatką i zieloną skrzynką

Wesoło dyndającą z tyłu,


Ale jeśli nie poszedł do góry...

-Kiedy na leśnej ścieżce spotykam żuka , który gramoli się na kopiec piasku

-podchodzę, szastam nogami i mowię:

-Dzień dobry, panie profesorze, pozwoli pan,że mu pomogę...

...Przenoszę go delikatnie i długo za nim patrzę

Aż ginie w ciemnym pokoju profesorskim, na końcu korytarza liści...

Moim kochanym Zosi i Andrzejowi Ł ,dziękując za cudowny urodzinowo - imieninowo-rocznicowy obiad rodzinny.