Jan Twardowski
Niewidzialne
Żółknie pora roku
węgorze wyruszają w ostatnią podróż
cisza stamtąd
wilga dawno uciekła uczyc polskiego w Afryce
barwa niebieska oddala się a zbliża różowa
starsi maleją
niewinni dźwigają ciężar
grób się zarumienił
opadają skrzydla po locie godowym
pamięć zmienia rzeczy
kamień usnął ze zmęczenia
liść osiki sie trzęsie narzeka na za dlugi
ogonek
krowa ryczy bo ma nieufność do języka
księżyc kawaler stale tylko jeden
i jeszcze tyle niewidzialnego
gdyby nie to-niczego nie byłoby widać
Zosi i Andrzejowi Ł-z tej samej
przyczyny co 23 listopada ubiegłego roku...JUż czekam na 23 listopda 2004
roku,w tym samym miejscu i w tym samym towarzystwie.