Wojciech Młynarski

 

 

                                           „Kolejna jesień”

 

Znów biegnę z głową pochyloną

I kiedy tyle barw się mieni,

gdy brzozy tańczą, klony płoną,

znowu mnie nie ma w tej jesieni.

 

Z walizki wielkiej wyciągnąłem

szaliczek tkany z szarej troski,

nie patrząc jak co świt, minąłem

sejm ptasi w parku Ujazdowskim.

 

I ten kretyński pęd ,co gna mnie,

minąć mi kazał żółtą różę,

która szeptała: ”Stań, spójrz na mnie,

bo jutro już się nie powtórzę”.

 

Jutro się zacznie pora mglista,

czas fatalnego kapuśniaczka,

lecz dzisiaj Kubuś Fatalista

tak mnie poucza znad bukłaczka:

 

Odpuść, przyhamuj, przystań,

kmotrze,

nim smutne róże w szronie

zginą,

popróbuj jabłka , gdy najsłodsze,

spójrz, jak się płoni

dzikie wino...

 

Tak kończy się króciutki wrzesień,

szalony jak spóźniona miłość,

i kończy się kolejna jesień,

ta, w której znowu mnie nie było...                                     

 

  (Dla Andrzeja Poniedzielskiego, który marzy o tym ,żeby pojechać w Suwalskie, bo tam, jego zdaniem, znajduje się Światowe Centrum Jesieni-ale ciągle nie może sobie na to pozwolić ,bo ma za dużo pracy, co z kolei cieszy jego żonę i dzieci)