Wisława Szymborska

                                              „Jacyś ludzie”

 

Jacyś ludzie w ucieczce przed jakimiś ludźmi.

W jakimś kraju pod słońcem

I niektórymi chmurami.

 

Zostawiają za sobą jakieś swoje wszystko,

Obsiane pola, jakieś kury, psy,

Lusterka, w których właśnie przegląda się ogień.

 

Mają na plecach dzbanki i tobołki,

Im bardziej puste, tym z dnia na dzień cięższe.

 

Odbywa się po cichu czyjeś ustawanie,

A w zgiełku czyjeś komuś chleba wydzieranie

I czyjeś martwym dzieckiem potrząsanie.

 

Przed nimi jakaś wciąż nie tędy droga,

Nie ten ,co trzeba most

Nad rzeką dziwnie różową.

Dokoła jakieś strzały, raz bliżej, raz dalej,

W górze samolot trochę kołujący.

 

Przydałaby się jakaś niewidzialność,

Jakaś bura kamienność,

A jeszcze lepiej niebyłość

Na pewien krótki czas albo i długi.

 

Coś jeszcze się wydarzy, tylko gdzie i co.

Ktoś wyjdzie im naprzeciw, tylko kiedy, kto,

W ilu postaciach i w jakich zamiarach.

Jeśli będzie miał wybór,

Może nie zechce być wrogiem

I pozostawi ich przy jakiś życiu.

 

( Bezradnemu i przerażonemu Frankowi P.- bezradna i przerażona mama)