Magda Umer                                                          Pęcice Małe 13 lipca 2009 roku

 

                                             SZCZĘŚCIE

    

Od kilku dni biję się z myślami, co by tu napisać na zadany przez miłą panią redaktor  „Sensu” temat: ”Szczęście” i nagle wpada mi do ręki gazeta z  interesującym wywiadem, przeprowadzonym z pisarzem, panem Eustachym Rylskim.

Wywiad nosi bezlitosny  tytuł:” SZCZĘŚCIE NIE WCHODZI W RACHUBĘ”.

 Pozwolę sobie zacytować najistotniejszy  fragment, bo chciałabym, aby się stał punktem wyjścia do moich rozważań na ten temat:

 

„ -Bywa pan szczęśliwy? - (pyta pani Dorota Wodecka z GW)

  

-Pochlebiam sobie, że nigdy mi się to nie zdarzyło.  

 

Zadowolenie z życia bierze się z sumy przyjemności, jakich potrafimy doświadczyć,

od tych najdosadniejszych, jak seks czy dobre jedzenie, do najsubtelniejszych, jak     przeżywanie sztuki. Szczęście natomiast to poczucie spełnienia w życiu i niczym niezmącona wiara w jego sens i celowość, jak również bezduszna odporność na cierpienia otaczającego nas świata. W moim przypadku nie wchodzi w rachubę. Pochlebiam sobie, że nie wchodzi w rachubę.”

 

Ja niestety nie mogę sobie  pochlebić, bo u mnie wchodzi w rachubę.

Chociaż  często zadaję sobie pytanie: czy mam prawo bywać szczęśliwa, kiedy tyle nieszczęścia naokoło? Bo przecież nawet jeżeli nie mam prawa, to bywam.

Bezprawnie i z wyrzutami sumienia, ale bywam. I walczę o prawo do szczęścia.

Barykaduję się celowo przed doniesieniami ze świata, wyłączając wszystkie środki masowego przekazu,  żeby choćby przez tydzień  pobyć  w stanie błogiej niewiedzy.

  I bywam wtedy szczęśliwa jak dziecko.

Jest takie powiedzenie: ”Niewiele mu (jej) do szczęścia potrzeba”.

Zawsze mam wrażenie, że to trochę o mnie. Już nie mówię o przeżywaniu sztuki, bo tym wypełnione było prawie całe moje życie. Zachwyca mnie wiele zwyczajnych rzeczy

i mam nadzieję, że nie mylę pojęcia  szczęścia z zadowoleniem. Spróbujmy się odnieść

do przykładów pana Eustachego. Zmierzmy się z  banalnym problemem seksu,

czy dobrego jedzenia, które pisarz nazywa przyjemnościami  dosadnymi.

1)Seks

Czym  innym jest zadowolenie z seksu, spokój zakończeń nerwowych, odprężenie i uspokojenie dające zdrowie psychiczne, a czym innym spotkanie osoby, z którą uprawianie seksu jest  przygodą tak niezwykłą, że nie wymyślono słów do jej opisania. To jest chyba szczęście: natrafić na  tę skórę, dotyk, zapach, bliskość, czułość i niewysłowioną rozkosz

 na deser.

Nie wiem czy zdarza się to często, ale myślę, że wybrańcami losu są ci, którym się zdarzyło.

Człowiek czuje się wtedy szczęśliwym zwierzęciem, a  nie czuje się zakłopotany swoją zwierzęcością. Nie tylko nie wstydzi się tego drugiego zwierzęcia, ale jest mu wdzięczny za  wspólny bezwstyd. Niewykluczone że, jakby to banalnie nie brzmiało, w grę wchodzi tu jeszcze uczucie miłości. A jeśli jeszcze do tego dodamy, że efektem tej zabawy bywa stworzenie nowego człowieka, o którym śnimy i marzymy…czy może być coś szczęśliwszego?

Niektórzy, (szczególnie ci w latach) twierdzą,  że może. I że tym czymś jest: 

2)Dobre jedzenie

Czy dobre jedzenie może być czymś więcej niż przyjemnością dosadną?

Moim zdaniem może.

Czym innym jest zadowolenie z dobrego obiadu, zaspokojenie uczucia głodu, nawet zachwyt nad codzienną pomidorową, lub niecodziennym  sushi, a czym innym posiłek na świeżym powietrzu, w wymarzonym krajobrazie i towarzystwie, z cykadami bądź ptakami, strumykiem lub falami morskimi, z  ulubioną,  szemrzącą muzyką w tle, z sorbetem cytrynowym

 i ceremonią parzenia zielonej herbaty na deser.

To już jest tzw. komplet kulinarny, ekstaza dla oczu i uszu, szaleństwo kubeczków smakowych i te rzeczy. Parę razy udało mi się doświadczyć takich przeżyć i trudno by mi było znaleźć inne słowo niż szczęście. Szczęście i już. Zadowolenie  kubeczków smakowych szczęściu tychże kubeczków - nie dorasta do pięt. A w wieku dojrzałym, kiedy libido już tak nie zawraca głowy(to znaczy między innymi głowy),szczęście kubeczków smakowych,

 z powodzeniem zastępuje szczęście typu omawianego wcześniej. Na szczęście.

 

Często wątpię w to, aby życie miało cel i sens a jednak nie zamieniłabym go na nie-życie.

I bywam sobie bezkarnie szczęśliwa; bez sensu i bez celu.

 Bywałam i bywam także nieszczęśliwa i na temat nieszczęścia mogłabym napisać trzytomową powieść, ale nie chciałabym. Na szczęście nie chciałabym.

Jako osoba doświadczona w nieszczęściu wysuwam nawet nieśmiałą hipotezę,

że im człowiek bardziej bywał nieszczęśliwy, tym lepiej potrafi docenić szczęście .

A nawet byle szczęście. I dziękować za nie Bogu. Dzisiaj na przykład wyszłam ze szpitala onkologicznego na Ursynowie, w którym spędziłam zaledwie pół godziny i zgodziłam się ze swoją definicją szczęścia sprzed lat. Dawno temu, na pytanie ankieterki-poetki

 Magdy Czapińskiej, co to jest szczęście,  odpowiedziałam bez zastanowienia:

                                   ” szczęście to brak nieszczęść”.

I dzisiaj, po zastanowieniu, odpowiedziałabym chyba tak samo. I dodała, że

o szczęście trzeba walczyć, szczęścia trzeba się nałapać na zapas, żeby wspominanie go pomagało w mrokach życia.

Nie tylko wtedy, kiedy jest szaro i nieciekawie; także wtedy kiedy jest czarno i beznadziejnie.

I dobrze jest umieć nie tracić na nie  nadziei. Oczywiście nadziei na szczęście.

Nie tu , to TAM. Pa ram pam pam.  

 

                                                 pozdrawiam  - Magda Umer