1. Pani Magdo, czy to
wypada w czasach kultu młodości przyznawać się, że świętuje Pani
jubileusz 40-lecia pracy? Co więcej, ogłaszać to w gazetach i na afiszach?
2. Czy którąś z
tych jubileuszowych dekad wspomina Pani lepiej? Zdarza się Pani spoglądać
wstecz i oceniać, co było?
Ale ze zdumieniem zauważyłam ostatnio, że
w młodości tak często nie występowałam!
Może dlatego, że kiedyś byłam dużo starsza niż teraz?
3. W oficjalnej Pani
biografii (podawanej na stronie Teatru Polonia) pada takie zdanie:
„Perfekcyjne połączenie wiersza, muzyki i aktorstwa w jej wykonaniu sprawiło,
że upowszechniła się moda na piosenkę poetycką". Czuje Pani ciężar
odpowiedzialności za tę modę?
MU- Nie czuję, bo nie
wydaje mi się, aby to była
prawda.
4. Jest Pani wielką
szczęściarą - trafiały do Pani piosenki pisane przez mistrzów, może zechce
Pani słówkiem powiedzieć, co wnieśli oni w Pani artystyczne życie?
MU- A z tym się zgadzam
bardzo chętnie! Śpiewałam piosenki Mistrzów. Oni
ukształtowali
moją wrażliwość, pomagali żyć. Pisali dla mnie najwspanialsi autorzy tekstów
i kompozytorzy. I myślę , że Im właśnie i Ich
piosenkom zawdzięczam tak długie trwanie na scenie. Jeremiego Przybory
i Agnieszki Osieckiej nie ma już
na tym świecie, a Ich piosenki się
nie starzeją.
Jeszcze większym szczęściem
było to, że przyjaźniłam się z tymi niezwykłymi artystami przez długie
lata. Będę za Nimi tęsknić aż do śmierci. A mam wrażenie, że kiedy śpiewam
Ich piosenki, to sobie znowu trochę jesteśmy razem.
Kiedyś Marek Grechuta
napisał dla mnie muzykę do wiersza Jana Kochanowskiego Pt: ”Śnie, który
uczysz umierać człowieka”. Dopiero teraz mam ochotę ją zaśpiewać.
MU- Wykonam wyjątkowo
piękne piosenki. Innych nie umiem.
7.W niedawno wydanej
książce „Jak trwoga to do bloga" wyznaje Pani prosto i szczerze:
„kocham bociany". Jak stan uczuć? Bo pora jakby sprzyjająca. I czy
przypadkowa jest koincydencja dat jubileuszowego recitalu i powrotu bocianów do
rodzinnego kraju?
MU-
Z bocianami zaczyna się co roku nowe życie. I co roku, kiedy odlatują
do ciepłych krajów , pytam siebie :dlaczego
ja tak nie mogę? Zazdroszczę im i czekam aż wrócą.
A stan uczuć? -Podgorączkowy.
Wiosenny. Jasny jak słońce.
Koincydencja z jednej
strony przypadkowa, a z drugiej myślę ,że Krysia nie składałaby mi żadnej propozycji artystycznej
w zimie. Ona wie, że dla mnie to jest niedopuszczalna pora roku.
Gazeta Wyborcza