Pęcice Małe- 11 grudnia 2008 roku                                                                    Magda Umer

 

                                                     Moje pieskie życie.

1.

Urodziłam się i przez 46 lat mieszkałam  w Warszawie.

W dzieciństwie nie miałam żadnego zwierzątka. Cała rodzina alergików, chory na zanik mięśni młodszy brat, wózek inwalidzki, sto tysięcy kłopotów z organizacją codziennego dnia.

Dzisiaj myślę, że to żadne usprawiedliwienie. Że gdybyśmy mieli psa , nasze życie, a już na pewno życie mojego chorego brata było by po prostu lepsze. I - mimo tych  alergii- zdrowsze.

Ale o tym mogłam się przekonać  dopiero po latach  i tylko dlatego, że od 13 lat żyję na wsi i mam psy. Bez których (łykając codziennie claritinę, bo dalej jestem uczulona na sierść ) już nie wyobrażam sobie życia.

Łyżwa( prawie wyżeł) -najstarsza, ma  swoje lata. Nie wiemy dokładnie ile, bo mąż znalazł ją pod jakąś ciężarówką. Dzisiaj jest schorowaną staruszką, mówię do niej per” pani profesor”, bo jest najmądrzejszym psem na kuli ziemskiej. Po jakimś czasie w Łyżwie zakochał się bezdomny wilczur( no, prawie wilczur) i zaczął pomieszkiwać pod naszymi oknami… Był cały czarny; łącznie z czarną rozpaczą w oczach. Mówiliśmy na niego Zyzol Bambus i dokonywaliśmy cudów, aby przestał się bać.  Za nic nie chciał wejść do środka. Piekielnie bał się ludzi, ale miłość do Łyżwy była silniejsza od strachu, więc mieszkał pod oknami ukochanej. Sąsiedzi i przyjaciele lubili obserwować to uczucie. Byli jak Romeo i Julia.

 Jeremi Przybora nazwał go psem zewnętrznym, w przeciwieństwie do Łyżwy- psa wewnętrznego. Obserwowanie miłości tych dwojga było ciekawsze od najciekawszych programów telewizyjnych. A kiedy urodziły im się dzieci – cały dom promieniał ze szczęścia. I wtedy Bambus, jako głowa rodziny , postanowił zamieszkać z nimi - w środku. I bywał mniej smutny. I zaczynał nam ufać. Doszło nawet do pieszczot. Do końca życia jednak chorował na depresję i podkradał wszystkim słodycze.

Po jego śmierci nastał niejaki Markotny. Prawie labrador.  Pies z hodowli Marka Kotańskiego, ofiarowany przez jego córkę Joasię. Wylicytowałam go na aukcji na rzecz Markotu. Markotny jest prawie zawsze wesoły. Jakby walczył z własnym imieniem.

 Najpierw był kimś w rodzaju synka Łyżwy , potem jej młodszym bratem, a potem to już rozpanoszył się i zaczął Nią rządzić. Nią i…nami. Nie wiedzieć kiedy.

Teraz mogę zaryzykować tezę ,że w naszym domu mieszkają psy i my „na dokładkę”. Prawie wszystko  jest im podporządkowane. Jak w domu „Ferdynanda Wspaniałego” Ludwika Jerzego Kerna. Ukochanej powieści mojej i  moich dzieci.

 Bo to prawda, że psy mogą skomplikować życie. Dla nich, nie raz i  nie dwa, trzeba zrezygnować z czegoś dla siebie. Z wygody i świętego spokoju.

Ale za to nikt nie daje tyle ciepła i czułości. Kiedy wracamy do domu najmilsze jest  przytulanie się czymkolwiek do czegokolwiek. Przekazywanie sobie wzajemnie najlepszej energii, która dodaje siły i pozwala walczyć z przeciwnościami Losu.

A tych niestety nie brakuje; chyba nikomu. Tak już urządzony jest ten świat. O którym ktoś, mając pewnie na myśli wyłącznie opuszczone, głodne  i nieszczęśliwe  psy, powiedział: „pieski”. Pieski świat.

Tyle osób samotnych w mieszkaniach i tyle samotnych psów w schroniskach.

Wystarczy sobie to uświadomić, wziąć psiaka do siebie i zacznie się zupełnie inne

życie. O niebo lepsze.

Bez psa można nawet  zejść  na psy…

 Czego nikomu nie życzę

                                             -Magda Umer  

    

 

2.

Pieszczany

12 marca 2009 roku

 

 

Mówi się często, że pies to najwierniejszy przyjaciel człowieka. I chyba  tak jest w istocie.

A jak się człowiek odwdzięcza za tę wierność?

 Kto, jeśli  nie homo teoretycznie sapiens , wymyślił takie niedopuszczalne powiedzenia jak:

1-„nie dla psa kiełbasa”,

2-„pies z kulawą nogą”

3 -„pogoda pod psem” ?!

A co ten sapiens teoretycznie homo,  chce mniej więcej przez to powiedzieć?

 Otóż  niestety mniej więcej to:

1a- nie dla kogoś gorszego, coś lepszego.

1b- nikt ważny , albo prawie nikt; młodzież by dziś powiedziała: nobody

1c-okropna, beznadziejna  pogoda.

I, z jednej strony, to  szczęście że psy nie rozumieją ludzkiego języka, bo nie jest im przykro

 i wstyd za ludzi, a z drugiej trochę  żal, że nie mogą sobie poczytać „Ferdynanda Wspaniałego”, czy wierszy Jana Brzechwy. Chciałabym zobaczyć czytającą Łyżwę po poobiedniej drzemce. Albo Markotnego studiującego jakąś psią prasę z ładnymi zdjęciami apetycznych suk…

Ale przecież jeszcze wszystko się może zdarzyć. Świat szaleje, nauka przekracza co chwilę  nieprzekraczalne granice i  możemy jeszcze doczekać epoki czytających psów!

 Póki co umiemy się porozumiewać, bez znajomości języka psiego i człowieczego.

Radość , smutek, złość, niecierpliwość , wdzięczność, żal- to wszystko potrafimy wyrazić oczami, dotykiem, barwą głosu. Te najważniejsze rzeczy dzieją się, tak naprawdę,

 poza językiem. Wiemy o sobie nawzajem bardzo dużo, nie zamieniwszy przysłowiowego słowa. Łączy nas niezwykła empatia, czyli zdolność współodczuwania.

Tak sobie dzisiaj pomyślałam, że to coś najważniejszego, co pies powinien dawać człowiekowi, a człowiek psu- to poczucie bezpieczeństwa. Kiedy  idziemy sobie razem  na spacer, noga w łapę, mamy uczucie, że  świat naokoło jest przyjaźniejszy, mniej groźny. Że nie jesteśmy samotni. Że mamy skąd wychodzić i dokąd wracać. Że należymy do siebie i

 dobrze nam z tym należeniem!

Psy, które do nikogo nie należą, nie mają domu i pana, nie mają poczucia bezpieczeństwa. Mają w oczach lęk nie do opisania. Chyba że są to psy, które żyją w południowych Indiach -na przykład w stanie Tamil Nadu.

Tam one należą do całego świata i cały świat należy do nich. Domem może być każdy kąt; wszędzie jest ciepło. Ludzie dają im do jedzenia byle co i to im musi  wystarczyć .

Tam ludzie także jedzą byle co…Dzielą  się tym byle czym; wspólną biedą.

I one, nie znające agresji, ufne psy z Tamil Nadu, nie pogniewałyby się o wymienione przeze mnie na początku  trzy niedopuszczalne  powiedzenia:

1.”Nie dla psa kiełbasa”- bo tam nikt nie je mięsa. Ani psy, ani  ludzie.

 2..”Pies z kulawą nogą”- bo tam jest bardzo dużo kulawych. I  ludzi i psów.

     I nikomu nie przyszłoby do głowy, że to prawie nikt.

3.”Pogoda pod psem”- bo tam jest prawie zawsze piękna pogoda!

 Której i Państwu, i naszym psom życzę.

 A także nie naszym.

 Może zwłaszcza nie naszym. Tym, którym nikt pogody zastąpić nie może.   

                                                                                                                         Magda Umer