W tym miejscu publikujemy wybrane listy, nadchodzące do Magdy Umer i jej na nie odpowiedzi

Dobrego czytania.


www.chlip-hop.bloog.pl  -Blog Magdy Umer i Andrzeja Poniedzielskiego


"Olśnienie"   -   artykuł Magdy Umer z marcowego Zwierciadła  /wersja specjalna, poszerzona/

 

16 marca 2007  godzina 16.15 - Powtórzenie Szansy na sukces z piosenkami Agnieszki Osieckiej.      /W Jury Magda Umer, Krystyna Janda i Agata Passent/


4 marca 2007

 

Trzy lata temu zmarł Jeremi Przybora

 

Witamy Pani Magdo Tak ten czas szybko leci a to już 3 lata...Brakuje nam  i nie tylko nam Pana Jermiego strasznie Czasem łapiemy się na tym ,że chcielibyśmy żeby tacy wielcy Polacy żyli wiecznie ale naprawde

Weselsze jest to,że jutro 3 marca (ja Tomek)  bedę obchodzić 31 urodziny, tak blisko tej smutnej rocznicy związanej z Panem Jeremim Mam nadziejże,że teraz macha do Nas wszystkich razem z Panem Jerzym Wasowskim nucąc np Kuplety Starszych Panów

Dziękujemy Naszym Mamom,za to że od wczesnych  lat dzieciństwa piosenki Starszych Panów były obecne i w naszych domach i w sercach Pozdrawiamy wczesno wiosennie

Tomek i Leszek

 

Trzy lata temu zmarł Jeremi Przybora
Trzy lata temu, 4 marca 2004 roku, zmarł Jeremi Przybora, jeden z najwybitniejszych twórców w historii polskiej muzyki estradowej i współzałożyciel legendarnego "Kabaretu Starszych Panów".
- Gdyby Jeremi Przybora pisał np. po francusku, to wymieniano by Go jednym tchem obok Brassena, Brela czy Viana - pisał Wojciech Młynarski we wstępie do "Piosenek prawie wszystkich" Przybory. Był kimś więcej niż tylko tekściarzem i librecistą - Przybora wpływał na wyobraźnię i język kilku pokoleń Polaków. To, że o podejrzanych typach mówimy dzisiaj "tanie dranie", ironicznie nucimy "wesołe jest życie staruszka", wiemy, że najważniejsze w życiu jest "by żądz moc móc wzmóc", a "piosenka jest dobra na wszystko", zawdzięczamy właśnie jego piosenkom.
Przyszły twórca Kabaretu Starszych Panów karierę zaczynał jeszcze przed wojną jako spiker Polskiego Radia. W czasie okupacji był m.in. współwłaścicielem i sprzedawcą w sklepie. Po wojnie trafił do bydgoskiego radia - tam zaczął pisać swoje pierwsze satyryczne teksty.
Po powrocie do Warszawy podjął pracę w Polskim Radio. W 1949 roku wraz z kompozytorem Jerzym Wasowskim założył słynny Teatrzyk Eterek nazywany "najszerszym uśmiechem radia czasów stalinowskich". Bohaterami byli m.in.: wdowa Eufemia (do tej roli pozyskano Irenę Kwiatkowską, grany przez Andrzeja Mularczyka profesor Pęduszko, czyli Śmieszny Staruszek oraz nierozwijający się ani fizycznie, ani umysłowo chłoptaś Mundzio (w tej roli wystąpił Tadeusz Fijewski).
W 1958 roku ruszył telewizyjny Kabaret Starszych Panów, w którym występowali najwybitniejsi artyści, m.in. Kalina Jędrusik, Wiesław Michnikowski, Irena Kwiatkowska, Mieczysław Czechowicz, Wiesław Gołas. W ciągu 8 lat wyemitowano 16 odcinków Kabaretu. - W Kabarecie Starszych Panów niby nie mówiło się o polityce, a jednak nikt tak dowcipnie nie podsumowywał paranoi poprzedniego systemu jak Jeremi, pisząc na przykład "Kino nieczynne - ekran w pralni" albo "Załamałem się dopiero w kolejce po jajka, kiedy kazano mi przynieść własne skorupki" - wspominała Magda Umer.
Jeremi Przybora tworzył nie tylko na potrzeby Kabaretu - napisał scenariusz filmu "Upał" w reżyserii Kazimierza Kutza, był autorem libretta i tekstów piosenek spektakli teatralnych. Pisał także książki (m.in. "Spacerek przez Eterek", 1957, "Dziecko szczęścia", 1975, "Divertimento", 1976, "Mieszanka firmowa", 1977). W 1978 roku, niezmiennie z Jerzym Wasowskim, założył Kabaret Jeszcze Starszych Panów.
Przybora stworzył dziesiątki skeczów i piosenek, które do dziś umie na pamięć połowa Polaków, ale też mnóstwo świetnych, niewielkich opowiadań humorystycznych zgromadzonych w kilku zbiorkach. Trzytomowe "Memuary" (1998) uchodzą za wzorzec polskiego pamiętnikarstwa. W ostatnich latach życia Przybora poświęcił się głównie przekładom klasyki dla dzieci m.in. "Piotrusia Pana". Na podstawie tego przekładu powstał potem słynny musical w teatrze Roma.

Dziekujemy! Tomka pozdrawiamy urodzinowo!!!MU

 

Figlarny był!
I każdej wiosny
Przypominał Mu się Wasowski
On pisał słowa, tamten muzykę
I tak bez wielkich peanów
Kwitł wśród nas Kabaret Słusznych Panów :)
 
Taki był UKŁAD i ja to rozumiem,
Zwłaszcza, że za tym stoi cudowna Magda Umer! :)
 
 
Sianinie!
Pan poeta...pan poeta..pozdrawiam serdecznie Magda U

 

 

Ojjjj, miło było nad tym morzem, nawet bardzo, tylko dlaczego tak krótko? Coś mi się ostatnio za bardzo spodobało jeżdżenie po Polsce i cierpi na tym moja studencka kieszeń, a tu wycieczki do kwietnia zaplanowane. Przynajmniej PKP zarabia dzięki takim jak ja. Przy okazji pochwalę się, że w kwietniu w końcu pierwszy raz zawitam na Karaoke. Trochę wstyd, że tak późno, ale nie po drodze trochę ta stolica. A kwiecień pasuje idealnie, bo to dzień po koncercie Edyty Geppert w Rampie, więc nie ma problemu, koleżanka-towarzyszka stwierdziła, że wytrzyma ze mną nawet dwie noce. Ale chyba nie wie, na co się porwała ;)
I taka myśl o tym, że jednak jest na co czekać, bardzo pomaga w życiu i pozwala oderwać się trochę od studenckiego życia. A moje studia niestety chyba nie są tymi wymarzonymi, po pierwszej sesji, na szczęście zaliczonej bez problemów, zastanawiam się co ja tu robię i co mi strzeliło do głowy z takim kierunkiem. Filozofia, historia, czy historia stosunków międzynarodowych, to kompletnie nie dla mnie. Ale, że ja mam tak, że kończę wszystko, co zaczynam i niczego nie przerywam w połowie, to mam nadzieję, że i studia skończę. Chociaż na razie chyba mnie czeka przedłużenie sesji, bo niestety zdobycie jednego wpisu graniczy z cudem, a ja, po dwóch tygodniach latania za panią dr od psychologii, bezowocnego oczywiście, w cuda już nie wierzę.
A teraz siedzę, o 2:30 w nocy i czekam na koncert "Ucisz serca" na TVP Kultura o 2:55. Powariowali w tej telewizji! Nawet powtórki o jakiejś ludzkiej porze nie znalazłam. Powtórkę ostatniego Pamiętajmy o Osieckiej  też gdzies widziałam ok 3. To się nazywa czas antenowy...
Indii bardzo szkoda, przykro mi bardzo, pewnie wszyscy Pani powtarzają, że zdrowie najważniejsze i już słuchać Pani tego nie może. Proszę leżeć, zdrowieć i zbierać siły, bo to bardzo potrzebne i Pani i nam wszystkim.
Oj, nudzę chyba...Przepraszam, już sobie idę.
Tak tylko na koniec, bardzo podoba mi się Pani stanowisko w sprawie (nie)wysyłania autografów. Jestem z Pani dumna! Ale jeśli Pani tak oficjalnie zaprasza za kulisy po wszelkich występach, to i ja, za pozwoleniem, wproszę się po Karaoke ;)
Pozdrawiam serdecznie i życzę szybkiego powrotu do zdrowia,
K z Ł
K z L!
 
Przyjdź po karaoke za kulisy. ja tam bym sobie postudiowała filozofię i historię... Pozdrawiam MU

 

przedwiośnie

 

Kochana Pani Magdo,

Dziś podczas spaceru spotkałam Przedwiośnie! Bardzo się cieszę, każdy dzień zbliża nas do wytęsknionej wiosny, już ptaki weselej śpiewają, u Pani na pewno jeszcze weselej niż u mnie w mieście.

Jak tam leczenie, coś pomaga, jest lepiej? Musi być, ale może niech Pani się trochę oszczędza, przynajmniej trochę, żeby całkiem wrócić do zdrowia...

Przesyłam Przedwiośnie i pozdrawiam

Joasia

 

Joasiu!

 

Leżę i słucham lekarzy. Musi być lepiej ! Pozdrawiam . Słyszę ptaki!!! MU

 

Dzień dobry Pani!
 Przede wszystkim chcę podziękować.
 Różnym dziwnym ludziom wydaje się, że dzieci nie potrzebują obcowania ze
 sztuką. Wydaje im się, że wystarczy sklecić tekst wyszperany z
zakamarków pamięci, dodać jakiś podkład muzyczny i zanucić, zaciągając
 (wciąż nie rozumiem, czy po to, żeby było bardziej ludowo, czy też
 dlatego, że po prostu zabrakło talentu albo zwykłej ludzkiej pracy?).
 Sąsiad zastuka coś w keyboard i już możemy wydać płytę. Niektórzy
 popełniaja jeszcze gorsze zbrodnie wobec dziecięcych uszu - chwytają
jakiś fantastyczny tekst, cudowną poetycką kołysankę i traktują ją jak
 mielone mięso, formując z niej ohydne żylaste kotlety. A potem
 zaaferowane ciotki i babcie kupują ukochanym wnuczętom takie płyty i
 radośnie wręczają rodzicom, mówiąc: "Pamiętasz, ja też Ci to śpiewałam!
 Nawet <Kołysanka dla okruszka> jest!"
Przyznaję, że nie mogłam już znieść tego, co dostała moja
 kilkumiesięczna córeczka! Zawodzenie, które nazwano "Kołysankami dla
 bobasa", to jedno z największych okrucieństw wobec (nie tylko moich
 zapewne) uszu. Byłam zdruzgotana - jak można tak traktować dzieci?
 Poziomu śpiewu powstydziłaby się nawet przeciętna uczennica szkoły
 muzycznej pierwszego stopnia. Teksty niepełne, poprzekręcane,
 wyciagnięte sama nie wiem już skąd - jak można usypiać dzieci
 piosenkami, w których cyganie kradną poduszki, przez co dzieci muszą
 teraz spać na gołej ziemi? Jak można umieszczać na płycie podkład
 muzyczny (dla zachęcenia rodziców do samodzielnego śpiewania zapewne), w
 którym linia melodyczna w kulminacyjnym momencie zmienia tonację z mol
 na dur, bo tak przyjemniej dla ucha? Zgroza!
 Dlatego właśnie chcę podziękować Pani i Panu Grzegorzowi Turnauowi  za
 płytę, którą
 udało mi się wyszperać w Merlinie (przy naszym małym szkrabie nie mam
 wielu możliwości chodzenia po sklepach muzycznych). Dziękuję, że
 zaśpiewali i zagrali Państwo na tej płycie tak pięknie, kojąco,
 cudownie. Dziękuję za poziom tej płyty, za warstwę muzyczną,
 przygotowanie - za włożoną w nią pracę. Dziękuję, że moja córeczka może
 mieć kontakt z prawdziwą muzyką przeznaczoną specjalnie dla niej.
 Dziękuję, że potraktowali Państwo wydanie tej płyty poważnie i
 prawdziwie. Dziękuję wreszcie, że teraz i my, rodzice, i nasza ukochana
 mała Myszka możemy słuchać tych samych wykonawców.
 Pozdrawiamy serdecznie, życząc dalszej tak cudownej pracy twórczej,
 Ula i Wojciech Setlakowie z Natalią (pies był w gościach :)

 

Natalio Mała Myszko, Ulu. Wojciechu i psie w gościach!
Ach, jaki to miły i ważny list!
Dziękujemy bardzo, bardzo!!!
MU i GT

dla całej rodzinki!

 

Pani Magdo, Kochana Witam,
 
(taka forma powitania wydaje mi się bezpieczna, bo adekwatna,
bez względu na porę dnia, lub nocy, w której list ten, ewentualnie,
do Pani dotrze).
To znowu  ,znana już Pani odrobinę, z poprzedniego listu i krótkiego spotkania
za kulisami ATENEUM "połamańcowa baba, znajoma Tolka M.-barda.
 
"A w Zakopanem (... i nie tylko) sypie śnieg"- że przytoczę coś z "klasyki".
Ja natomiast siedzę w swoim warszawskim mieszkaniu i obserwuję ów snieg
przez okno.Nie tylko dlatego,że w taką pogodę dość trudno poruszać się po ulicy
o kulach lub na wózku inwalidzkim i  bynajmniej nie z braku konkretniejszego zajęcia,
 tyle, że to "konkretniejsze" dziś jakoś nie idzie. Tak mi smętnawo jakoś...
do tego stopnia, że nie pomaga już nawet"upij się ze mną chińską wódką",
 co umie oznacza przedostatnie stadium melancholii. A wtedy i patrzenie
w ekran komputera, bo na tym - przede wszystkim- polega u mnie " zarabianie
na życie", też nie większego sensu. I nagle... eureka. Ten sam, cholerny, komputer
może mi przecież pomóc w kontakcie z Panią, a to lepsze NAWET od tego ,
co "DAWNE " i "ZABAWNE... proszę mi wierzyć. Zaczynam więc pisać do Pani
list,ot tak bez wyraźnego powodu. Potem przypominam sobie, nie wiadomo czemu,
że, chyba czasem zbyt ważne bywa dla nas wszystkich:

"Pokazywanie"

się z najlepszej strony

właściwego momentu na, ale przeważnie innym

braków, też raczej cudzych

klasy, choć tylko czasem

zamożności, bo niczego ciekawszego nie ma

komuś na czoło

albo też palcem, czegokolwiek, byle natrętnie.

Jeszcze raz czytam ten list. Fatalnie. Ale Pani i tak zrozumie.

P.S. Przyszło mi do głowy, że na poprawienie nastroju, nie wiem mojego, czy Pani,

prześlę zt ym  listem-co za potworna megalomania- fotografię, moją i Tolka M.

Zdjęcie ma 17 lat, czyli jest jeszcze z czasów, wprawdzie durmych, ale jeszcze nie 

takich znowu chmurnych. Z rozpędu, a może z rozmysłem dołączam jeszcze jakieś

swoje zdjęcie solo. Zdjęcie trochę młodsze, ja o 11lat starsza, niż na fotografii z Tolkiem,

a dziś... dziś trzeba do tego dodać jeszcze jakieś 6 lat. Przemijanie, głupia sprawa.

Przepraszam- pozdrawiam- Ewa Karbowska

Pani Ewo!

1.Śnieg już nie pada, wiosna za chwile i będzie lepiej. W przyrodzie oczywiście...

2.Pani lekcji jeszcze nie odrobiłam, bo do tego potrzebne skupienie, a ja leże i choruje i łykam jakieś pigułki, które usypiają. Ale kiedyś może przeczytam...

3. Niech sobie pani pisze do mnie od czasu do czasu i tak jakoś obie przeminiemy i wszystko się uspokoi. Pozdrawiam panią i barda Tolka M(to on kiedyś napisał, że to za duza miłość na taki mały kraj?).I kogo tam pani jeszcze chce-MU


 

Witam,
 
Pani Magdo ja w sprawie "Podzielcie się".
Od lat jestem fanem Maryli, "Podzielcie się" napisała niejaka M.Kamińska w spółce z J.Jeżykowską w (chyba 1987 roku) a pierwszy raz zaśpiewała ją Marylka w Polskim Radiu (Trójka) w 1988 roku. Następne unikatowe nagranie pochodzi z płyty "Volia", którą Maryla wydała w 2005 roku w nakładzie 100 sztuk dla swoich fanów. Robi nam Marylka co roku taką niespodziankę na Gwiazdkę - płyta tylko dla nas.
Przesyłam Pani to nagranie - pięknie zaspiewane.
 
Z pozdrowieniami wiosennymi
Kuba.
Kubo!
DZiekuje BARDZO! piękne! Wysyłam W ŚWIAT! MU

 

Kochana Pani Magdo!
Przesylam w zalaczniku piosenke "Ja dla ciebie", o ktorej ostatnio pisalam. Jej tytul moze byc watpliwy, tu internet nie jest czasem dokladnym zrodlem. Jednak na pewno spiewa ja Pani oraz Pan Andrzej. W oryginale Pan Andrzej zapewne spiewal ja z Pania Elzbieta Adamiak. :))
Co do imprezy z okazji 25-lecia pracy artystycznej P. Andrzeja: nie mam pojecia, gdzie i kiedy sie odbyla. Z pewnoscia jednak piosenka byla zaspiewana z tego powodu, bo... mowi Pani o tym sama na koniec piosenki.
Niewazne jednak wszystko: wazne jest to, ze piosenka jest wyjatkowej urody. Pozdrawiam jeszcze z zimowo-wiosennego Nowego Jorku-DOROTA SZYMBORSKA
 
PANI DOROTO JESZCZE PO TAMTEJ STRONIE1
 
Ja juz mam taką sklerozę! Oczywiście że znam. Ta piosenka miała chyba tytuł: "życie bywa snem",ale także nie jestem pewna.Po raz pierwszy zaśpiewaliśmy ją razem w koncercie pt:":Mężczyźni mojego życia", w radiowej Trójce-21 kwietnia 1995 roku. Muzykę napisał Tadeusz Woźniak.A 25 lecie Andrzeja także było w Trojce ale nie pamiętam kiedy. To jest piosenka wyjątkowej urody!I dobrze że mi ją pani przypomniała; może włączymy ja do "Chlip-hopu"? Who knows...
Pozdrawiam i dziekuję!
 
Załogo-a może zamieścicie ją w dziale- prezenty dźwiękowe?

Zamieszczamy i jesteśmy za włączeniem...

 

Zbiga żal photo
 

 
Oj- gdzie ty to znalazłaś?! To my z Wojtkiem jako duet "Duo" w amerykańskim klubie polonijnym :"Nieprzeciętny łeb". Śpiewaliśmy "Jak ten śnieg pada" S.Adamo! To było chyba w 1998 mym albo 99 roku... Całuję MU

 

 

Pani Magdo!

Wczoraj byłam w Warszawie. Było bardzo zimno. Na ogrzanie kupiłam sobie „Zwierciadło” i przeczytałam bardzo ładny tekst „Olśnienia”. Często wspomina Pani swojego Tatę. Miałam przyjemność znać, no może słowo „znać” to zbyt dużo, ale widywać Pani Tatę.  Na pewno znałam Pani Babcię. Jako dziecko codziennie przynosiłam Jej gazetę i dostawałam za to cukierka. (…)

Mieszkałam na przeciwko Pani Babci. Pamiętam czasy, gdy Pani Babcia jako jedyna na naszej ulicy miała samochód – starą „Warszawę”. Bardzo podobał mi się wielki drewniany dom w którym mieszkała. Później, po Jej śmierci przyjeżdżał jeszcze Pani Tata siadał w ogrodzie i wyplatał koszyki, do których potem zbierał orzechy.  Czasami kupował kiełbasę od mojego Taty. Może czasami Pani jadła tę kiełbasę. I w ten sposób nasze energie otarły się o siebie. Mój Tata też już nie żyje.

Dzisiaj na miejscu domu Pani Babci  postawiono  budynek i w stanie surowym stoi już może ze 20 lat. Pewnie już nie nadaje się do niczego. Szkoda, że ten stary dom zburzono.

Artykuł w „Zwierciadle” przywołał wspomnienia z dzieciństwa. Dzięki temu jakoś cieplej było wracać ze szpitala od siostry, która jest ciężko chora. Pozdrawiam i proszę o dalsze dawki optymizmu a za dotychczasowe dziękuję.

Łowicz,  26  luty 2007r..                  

                                                                        Anna Kasińska 

 

Pani Aniu!

 

Bardzo mnie pani wzruszyła tym listem. Przypomniały mi się wszystkie wyplecione przez tatę koszyki, kołyska dla Mateusza i najlepsze na świecie   orzechy… .Nawet nie wiedziałam, że ten piękny dom zburzono…

Jakoś zamknęłam w sobie tamten czas na co tylko można zamknąć…To wszystko tak jeszcze boli…Całuje i życzę szczęścia w życiu! MU

 

 

2 marca 2007

Zdjęcia z premiery  "Albumu rodzinnego " w Ateneum

 

A to my w Tarnowie (pod kościołem, zbiórka na bilet powrotny).

Marzymy o tym, aby kupić ten dom (wyremontować!!!) w Tarnowie i w ogródku postawić Pani pomik, hahhahhahhahha

Oj świerszczyki ,ale was goni po swiecie.Dziekuję za relacje.Uczcie sie w przerwach-Magda

Gdzie was jeszcze nie zaniesie...całuje MU

 

Pani Magda Umer a krzyzowki (pytanie numer 26)

 

Dzien dobry

Szanowna Pani Magdo.
Swoja ostatnia odpowiedzia o p. Wojtku przewidziala Pani moje kolejne pytanie dotyczace Trojki.

26. Ja tez oprócz wspólpracy teatralnej i telewizyjnej pamietam z Radiowej Trójki epizod dotyczacy Panstwa wspólpracy na falach eteru. Wspominam taki Pani cykl audycji na zywo z serii "Trzeci do pary"? Jak sie Pani czula w tej roli? I czy bylo to Pani pierwsze doswiadczenie radiowe?

Zyczac wyjatkowych chwil spedzonych podczas najblizszego urlopu przesylam

PO - - - - WI - NIE z polnocy Polski

Jacek Górski
(D.J.J.A.C.K.)
 
Panie Jacku!

 Cykl "Trzeci do pary" w naszym wykonaniu, to byly własnie "Snuje i lomoty".Ja każdą chwile z Wojtkiem wspominam jako dar od losu.To  co najbardziej podziwiam w ludziach to wdzięk, poczucie humoru i inteligencja.A Wojtek to kwintesencja tych cech...Uwielbiam go!Pozdrawiam.Kiedy ma pan te urodziny?!MU. 

 

serdeczności,serdeczności,serdeczności...

 
Dzień dobry Pani Magdo!
Jakże się cieszę, że znalazłam jakiś kontakt i mogę napisać do Pani. Przyznam , że kiedyś już szukałam
i niestety nie udało mi się, a teraz proszę , jak miło!
Chciałabym Pani serdecznie podziękować za moc wzruszeń, którch mi pani dostarczyła śpiewając, czy reżyserując różne ważne przedstawienia.
Pamiętam, że po,, Zielono mi''  miałam ochotę zawiązć na telewizorze wielką zieloną kokardę, taka byłam poruszona
i szczęśliwa.A miłośniczką telewizji nie jestem.
Ten koncert uświadomił mi,, ile jest w moim życiu Agnieszki Osieckiej", jej tekstów, myśli,piosenek.To było magiczne wydarzenie.DZIĘKUJĘ!
Podobnie zresztą ma się sprawa z Panem Jeremim Przyborą, którego twórczość wywarła i wywiera do dziś na mnie ogromne wrażenie.Mimo,że jestem pokoleniem , które
Kabarety Starszych Panów zna tylko z powtórek, to  Pan Jeremi jest dla mnie niedoścignionym mistrzem słowa i humoru. Kiedyś szukałam adresu do niego,chciałam mu wysłać list z fiołkiem, nie zdążyłam niestety...
Tak więc Pani Magdo jestem Pani niezmiernie wdzięczna
za te wszyskie programy, piosenki ,słowa.Są dla mnie niezmiernie ważne(to przy Pani płycie wykluwała się we mnie kobiecość - ,,oj piecu, piecu z piersią kobiecą'').
Mam nadzieję ,że Pani nie zanudziłam.
 Kończąc chciałabym przedstawić Pani mój projekt fotograficzny pt:  www.mejdinpolend.pl
Jego treść zawiera się między...
                                ...między obrazem a słowem...
                            ...między spojrzeniem a refleksją...
                            ...między absurdem a rzeczywistością...
Jeśli znajdzie Pani chwilę to serdecznie polecam.
Pozdrawiam
.                       Beata Jaśniak
Pani Beato!
 
Nie zanudziła mnie pani.I wysyłam projekt- aby inni obejrzeli.Pozdrawiam serdecznieMU

 

Czego się trzymać ?
Kiedy zapach dzicięcej główki jest upragnionym wspomnieniem
Przeszłość ,szlakiem nieudacznych wyborów
Przyszłość, rezygnacją na starcie ?
 
 
Jolu!
 Czegokolwiek>Może wiary?Nie umiem ci pomóc, kochanie...MU

 

"Zawsze, przez całe życie chciałbym być dzieckiem" Muniek S - tasiemiec wyszedł - sorry

 
Wariactwo...kompletne wariactwo. Malujemy drabiny w przedszkolu, czytamy wiersze Wawiłow...po buncie przeciwko utworom typu: "dziękuję matuś miła, żeś mnie pracy nauczyła, w domu w polu i w ogrodzie tyle jest roboty codzień". Wolimy Kałużystów, Rupaki albo Smutny wiersz ... A w wolnej chwili na Pchłę Szachrajkę do teatru, aby wszyscy weszli, żeby nie było nieporozumień, pewność, że Te dzieci będę na właściwych miejscach.I się udało, cudem!
 
Wnioski : dieci ogolnie są w porzo...z małym ale:
   - mówią do nauczycieli ciociu/wujku. / to w sumie nie wina dzieci tylko dziwnych zwyczajów/
   - nieustająco kleją się i "ciociu ja cię kocham"
   - mają manię czasania - a ich nowa pani w zastępstwie, nienawidzi jak się dotyka jej włosów
   - nie lubią leżakowania w chwili gdy chwilowa przedszkolanka poszłaby najchętniej na leżak i pod kołdrę.
   - nie lubią jeść obiadów. /to też nie ich wina, skoro panie kucharzące nie rozumieją, że dajmy na to trzylatki nie cierpią kotletów mielonych, marchewki z groszkiem i zupy fasolowej. Też bym nie lubiła jeść. A jak na podwieczorek daliby mi parówkę z bułką i odrobiną keczupu to popłakałabym się w sekundę./ Ale coś jeść muszą chyba, czy nie? Chciałam podpowiedzieć stare sposoby : chowanie kotleta w ziemniaki, w kubek po kompocie przykryty serwetkami...ale się nie dało bo panie słuchały i obserwowały. Jak miałam 3 lata zawsze mnie dziwiło, że jedzenie z talerzy koleżanek znika. Bo przecież  nie możliwe aby to zjadły. Byłam pewna, że wszyscy mają jakiś tajemny sposób na pozbycie się żarcia i nikt nie chce mnie wtajemniczyć, nawet Pani. Czułam spisek, tylko mnie zmuszano, a inni...czary mary i zjedzone koszmary. Raz na jakiś czas kogoś pani upomniała, ale to dla niepoznaki. Wtedy ukarani podejmowali odpowiednie kroki, pani była zadowolona i chwaliła, dzieci się uśmiechały  - czyli co? Jawnie sobie ze mnie drwili.
 
 
 
Tylko czas się miesza, godzina 8, 12, 16, 20, 24, 4, 7. wszystko jedno. Byle się nie skompromitować i nie wydzwaniać gdzieś w środku świtu, żeby nie zrobić z siebie kretynki telefonami o 24. Trzeba uważać, także na maile do pani promotor wysyłane przez sen. Ostrożność- cisza nocna w tym kraju obowiązuje!!!!
 
Anula - chwilowo przedszkolanka w gęstej mgle
 
Ps1. Leje deszcz, wali w parapet...nie ma co nosa wynurzać z wnętrza ciepłej kołdry. Ale żeby się wynurzyć jednak to najpierw trzeba się w tę kołdrę zalogować. Logowanie się zawiesza i nie łączy.
 
Ps0. Powodów do dumy mam wiele a najważniejsze, to słuchanie się doktora Paj Chi VO!!!!!! Tak ma być Druga Strono, tak trzymać! It is the most important!!!!!!
 
Przedszkolanko w gęstej mgle!
Podziwiam cię!Ja się zalogowałam w kołdrę
odrabiam lekcje i tez jestem dzielna.całuje-MU

 

Dzień dobry bardzo":)
 
Przykro mi, że nie może Pani jechać do Indii:( Rozumiem ból:(. Aj ze zgoła banalniejszego powodu nie odwiedzam nicei i okolic. Ale musi byc lepiej, nie?A przynajmniej nie gorzej.  Pytala pani kiedy mogło być MULIMARE- ten festiwl sztuk wszelakich. Otóż napewno 1979, może też rok wcześniej. A, ze na warsztaty organizowane przez Z.LAskowika w Łazach jeździł Pan Zamachowski, to wiem. Pododbno kiedys ułzył piosneki na jakis występ. MAm od dawnych członków kabaretu "Cuba i przyjaciele" zdjęcie, gdzie był Z.Laskowik, wprawdzie od tyłu, bo ich oglądał ale jest!. JAk tylko zgodza sie czlonkowiu zesoołu, to je pani przesle jesli oczywiscie Pani by chciała:):):) Poki co walcze z dooktoratem:))) Zresztą TEY był dla nich autorytetem i kiedys pododbno zachwycili go, więc poarował im swoja piosenkę!!! i ONI JAKO JEDYNY KABARET MOGLI JA WYKONYWAĆ:) Trzy rozdziały ma juz promotor,a  pozastałe chyba cztery sa pozaczynane,a  a niektóre już nawet w połowie zrobione:))
 
póki co, życze zdrowia i byle do wiosny Pani Magdo:))
pozdrawiamy Alicja i Bronek ,w załączniku, w nowych wcieleniach:)
 
 
Alicjo,Bronku!
 
Pisz i broń.W towarzystwie pieknego Bronka oczywiście.Byle do wiosny!MU

 

POZDROWIENIA DLA PANI MAGDY

 
DZIEŃDOBRY PANI MAGDO.CHCIAŁAM PANIĄ SERDECZNIE POZDROWIĆ I PODZIĘKOWAĆ ZA TE WSZYSTKIE PIĘKNE PIOSENKI WYŚPIEWANE PRZEZ PANIĄ..JA TEŻ BARDZO LUBIĘ PIOSENKĘ POETYCKĄ I KIEDYŚ MARZYŁAM ŻEBY RAZEM Z PANIĄ ZAŚPIEWAĆ .W DOMU KULTURY W JAWORZNIE ŚPIEWAŁAM PRZEZ KILKA LAT WŁAŚNIE PIOSENKĘ POETYCKĄ. MIĘDZY INNYMI PIOSENKĘ O ROMEO. ŻAL MI ŻE NIE SZŁAM W KIERUNKU PIOSENKI ŻYCIE PISZE NIERAZ INNY SCENARIUSZ.CHCIAŁABYM ŚPIEWAĆ WŁAŚNIE POEZJĘ . WIEM ŻE POWINNO MI STARCZYĆ SPIEWANIE W DOMU DO SYNA ALE CZAR JAKI PANUJE PRZY MIKROFONIE I MUZYCE JEST JEDYNY W SWOIM RODZAJU.MOŻE JESZCZE KIEDYŚ ZAŚPIEWAM.KTO WIE.PRACUJĘ I ZARABIAM NA ŻYCIE.CIESZĘ SIĘ ŻE MAM PRACĘ ALE CZASEM CHCIAŁABYM ODSKOCZYĆ W ŚWIAT PIOSENKI MUZYKI MIKROFONU I SCENY.BRAKUJE MI TEGO.PANI MAGDO MAM NA IMIĘ SYLWIA NAGRANE MAM DWIE PIOSENKI NA PŁYCIE JEŚLI BĘDZIE PANI CHCIAŁA TO PRZEŚLĘ JE POCZTĄ .CHOĆ NIE WIEM CZY PNI PRZECZYTA TEN LIST .POZDRAWIAM PANIĄ SERDECZNIE. SYLWIA SARNA-BADER Z KATOWIC.
 

Pani Sylwio!

A nie może mi pani wysłać MP3-ki? Pozdrawiam MU

 

 

Witam
Znalazłam pani stronę na stronie p. Krystyny Jandy. ponieważ bardzo pania
cenię , jako artstkę, chciałabym polecić Pani ksiazkę, która ukazała się na
rynku 3 dni temu. jestem jej autorką
Może znajdzie Pani czas, żeby ja przeczytać i wyrazić swoją opinię, za co z
góry dziekuję
http://strata-dziecka.zlotemysli.pl/studzina.php

Z poważaniem
Karolina Zwolenkiewicz

Pani Karolino!

Dziekuje bardzo.Jeśli znajde nie tyle czas, co siłę żeby ja
przeczytać-napiszę do pani.Pozdrawiam serdecznieM
U
 

 

piszę do Pani...


Pani Magdo, tydzień temu spotkałem Panią przypadkowo (?) w CH Janki. Byłem
przezięiony i po nieudanym dniu, ale to spotkanie zapewniło mi dobre
samopoczucie na resztę dnia. Nie mogłem odmówić sobie powiedzenia "Dzień
Dobry", choć znajomość to dość jednostronna, jak to bywa w takich
przypadkach... Ośmieliłem się napisać coś do Pani jedynie po śmierci Pana
Jeremiego, ale na stronę Pani zaglądam dość regularnie... Nie pamiętam już ,
czy wspominałem w tym jedynym poprzednim mailu, że mam dar spotykania -
przypadkowego (stąd ten znak zapytania wcześniej, gdyż jeśli to moja magia,
to o przypadku nie ma oczywiście mowy ;o) ludzi, których najmocniej lubię i
szanuję. Wystarczy, że intensywnie o kimś myślę. Naprawdę ! ;o) Np. kiedyś
myślałem o niezwykłości humoru "Dymu z paierosa" i zadzwonił telefon.
Skrzeczący nieco głos zaczął bez wstępów mi coś tłumaczyć. Musiałem
przerwać, by przez przypadek nie dowiedzieć się rzeczy dla mnie nie
przeznaczonych : "Pani Mario, bardzo przepraszam, ale to chyba pomyłka".
"-Jak to, to nie ... ?" Nie, Pani Mario, to inny numer, ale ja oczywiście od
razu Panią rozpoznałem, bo od dzieciństwa słucham "Trójki" ;o). Teraz do
pomyślenia został mi więc jeszcze Pan Andrzej Poniedzielski... ;o) Z Panem
Jeremim spotkałem się kiedyś na Nowogrodzkiej, gdzie - nieco zagubiony -
szukał miejsca do zaparkowania. Ustąpiłem mu własne, po czym znalazłem dla
swojego auta inne. Gdy wysiadłem, Pan Jeremi wracał już od strony Hotelu
Forum,  z małżonką. Gdy go mijałem z ukłonem, zatrzymał się, odwrócił do
Pani Alicji i powiedział : "A to jest ten miły pan, o którym Ci mówiłem..."
Ośmieliło mnie to na tyle, że wyciągnąłem wizytówkę, powiedziałem coś
onieśmielony o uwielbieniu tworczości Mistrza i pożegnałem się. Pozostało
bardzo miłe wspomnienie.
Przed chwilą na antenie Trójki fetowano prof. Bartoszewskiego z okazji
urodzin (które słusznie będą z pewnością trwały kilka m-cy). Mówiono
oczywiście o odchodzeniu autorytetów i potrzeby ich posiadania. Jednak wciąż
istnieje pokolenie, gdzie ta potrzeba jest bardzo silna. Zadzwoniła do radia
w czasie tej audycji jakaś pani doktor stomatolog i powiedziała, że gdyby
tylko Pan Profesor miał taką potrzebę, to jej gabinet jest stale do jego
dyspozycji. Czuję się więc usprawiedliwony Pani Magdo, gdyż też jestem
lekarzem, i choć rzadszych specjalności (neurologia, choć z doświadcz.
raczej pediatrycznym, i EEG), to także jestem do usług w razie , nie daj
Boże , potrzeby jakiejś rady. Pozdrawiam Panią bardzo serdecznie - Zbyszek
Bentkowski ; Grodzisk Maz. / Warszawa ; tel.(...)

Mily panie Zbyszku!

Chyba nawet zapamietałam pana "Dzień Dobry".Jak tylko przyjdzie mi do
glowy zrobić EEG-dzwonię, chociaz nie jestem juz malą dziewczynka.Pozdrawiam
serdecznie-Magda U

 

 

Pytanie córki dawnej koleżanki


 
Droga Pani Magdo
Serdecznie pozdrawiam i zapewniam, że podziwiam zarówno głos jak i teksty piosenek.Idą one ze mną  przez życie i wciąż nabierają nowego sensu. Serdecznie za wszystkie dziękuję:)))
     Pracuję w szkole, której jestem absolwentką i w kktórej kiedyś uczyła się moja mama.
Właśnie zbliża się 60 rocznica powstania  szkoły i moja mama opowiedziała mi historię swojej młodości, w której Pani wystąpiła jako młodsza koleżanka szkolna o imieniu Maryla. Moja mama (Oleńka Haręża) kończyła kierunek gastronomiczny w Kaliszu a szkoła mieściła się wówczas przy ulicy Przemysłowej. Emerytowana nauczycielka pani Jażyńska, również Panią pamięta.
Czy pochodzi Pani z okolic Kalisza?
Czy rzeczywiście jest Pani Absolwentką obecnego Zespołu Szkół Gastronomiczno- Hotelarskich im Janka Bytnara "Rudego" w Kaliszu? Zapewniam, że nie zamierzam Pani nękać. Mojej mamie by ulżyło, gdyby okazało się, że jakimś cudem pamieta Pani swoją starszą koleżankę, która pięknie recytowała, śpiewała na akademiach... (moją mamę). Mama jest bardzo dumna z tego, że Pani życie tak twórczo się potoczyło.
Pozdrawiam i ściskam Panią gorąco :))) Monika Kraszewska
 
Pani Moniko!
 
1.To jakieś nieporozumienie.
2.Moim zdaniem byłam w Kaliszu raz w życiu,kilka lat temu , na recitalu.I pamietam że bylo bardzo milo!
3Ja urodziłam sie w Warszawie, 9 października  1949 roku i przez 11 lat(to znaczy do szkoły podstawowej i średniej) chodziłam do szkoły numer 14 na ulicy Nowowiejskiej 37, to znaczy do szkoly im.Stanisława Satszica, ktory wtedy zmuszony był ukrywac sie pod pseudonimem Klementa Gottwalda .
4.Ale pozdrawiam serdecznie panią i mamę pani-MU

 

Witam,
Pani Magdo moze mi pani pomoze. Od kilku dni poszukuję autora tekstu piosenki "Podzielcie się", którą w latach osiemdziesiątych wykonywała pani Maryla Rodowicz. Może pani wie, kto  to napisał. Wprawdzie to wstyd mi zwracać się z takim błachym pytaniem, ale nie daje mi to spokoju ;)
Serdecznie dziekuję za pomoc i cieplutko pozdrawiam,
margot
 
Margot!
 
Nie wiem i chyba nawet nie znam tej piosenki.Może ktoś wie?!MU

 

Witam serdecznie Kochana Mu !!!
 
    Zima nam się wreszcie pojawiła, a ja dzięki temu powędrowałam na pierwsze sanki z synem, wyprawa się udała.Pozatym nieustannie szukamy z mężem własnego miejsca na ziemi ale jakoś to nie tak ciągle coś się nie udaje i tak myślę sobie że jakiś Anioł coś szykuje bo uparcie nie daj nam na razie nic kupić .Kacperek rośnie i coraz bardziej kochany jest . Każdego dnia na nowo odkrywamy się, cieszę się póki jest caly nasz potem trzeba go będzie oddać światu dlatego teraz łapiemy każdy dzień . ...Znów tylu odeszło ...pozdrawiam ciepło szkoda że to kilka słów ale moje oczy już patrzeć nie mogą syn śpi a ja padam.Uśmiechamy się z Kacperkiem ciepło.
 
Iwona Wojnarowicz-Wątorek i Kacperek z Sosnowca

 
Iwono z Sosnowca, ktorej oczy juz patrzec nie mogą i padasz!
 
Pamietam jak pisalas ,że chyba wyjdziesz za mąż i urodzisz dziecko-a tu prosze-obywatel Kacper na pierwszych sankach...Ani sie obejrzysz jak pójdzie do szkoly.Pozdrawiam MU
 

 

Pani Magdo,
kiedyś już dziękowałam pani za wiarę, którą mi pani piosenki podarowały. Dzięki nim i Pani rośnie we mnie takie coś, trudno mi to nazwać, czy nawet opisać, co sprawia, że jestem bardziej człowiekiem, niż marionetką, mimo że jeszcze nie dorosłam, mam raptem siedemnaście lat. Lata Agnieszkowe, przeplatane piosenkami Pani dały mi bardzo dużo. Jeszcze raz Pani za to dziękuję! Chciałabym prosić Panią o ocenę moich opowiadań, które są moją największą, najradośniejszą i największą pasją i bardzo mi zalezy na Pani zdaniu. A tak na marginesie, czy wie Pani, że do połowy stycznia kwitły fiołki!? Widziałam na własne oczy w moim ogrodzie!
Ucałowania,
Natalia Perek

 

Przestworza

 

Dziewczynka na obrazku tęskni

 

warkoczyki masz jak pajęcze nitki

a noc jest taka długa

warkoczykiem oczu nie przesłonisz

gwiazdy chodzą w okiennych framugach

 

                                    Halina Poświatowska

* * *

 

Moje kroki są ciche, lekkie, nieśmiałe. A może spadnie deszcz? Mógłby spaść, czekam na niego już od tylu dni... Niech spadnie i niech rozmyje K.

-Coś ty taka zamyślona?

-Nudno strasznie.

K. kiwa głową, ale to nieprawda, ona wcale się nie nudzi. Kręci na palcu kosmyk włosów, wydyma leciutko usta, trzepocze rzęsami. Uśmiecha się tylko trochę, wstydzi się, wypadł jej jeden z mlecznych zębów.

-Hej! Bawicie się z nami? - woła do nas jakiś chłopiec, rzuca K. piłkę. Ona od razu podbiega do grupki dzieci, ja stoję nieruchomo.

-Ty, mała, co z tobą? Idziesz, czy nie?

-Nie... -szepczę i odwracam się na pięcie. Wypadam z ciemnawej bramy naszej kamienicy  prosto w suchy i drżący letni dzień. Przewracam się na chodniku, otarte kolano piecze, krew spływa po łydce.

Mijam panią Wdowę, która zawsze pakuje mi do kieszeni całą garść landrynek. Kiedyś z K. rzucałyśmy je na tory, pociąg robił z nich kolorowy proszek, w sam raz dla gołębi.

-Gdzie idziesz? -pyta pani Wdowa i stawia na chodniku torbę z zakupami. Rzodkiewki, chleb, trochę sera, jakieś butelki, chyba z olejem.

-Do dziadka.

-A gdzie on mieszka?

Znowu złapała mnie na kłamstwie. Dziadek K. mieszka razem z nią, a mój... Nie wiem, może w lesie, albo nad morzem... Gdybym wiedziała, poszłabym do niego i usiadłabym mu na kolanach, tak samo, jak to robi K.

-Nie wiem.

-To może pójdziesz do mnie?

W mieszkaniu pani Wdowy pachnie miodem, jak ona sama. Pasadziła mnie na stołku, przemywa mi kolano spirytusem. Strasznie szczypie, ściskam panią Wdowę za nadgarstek, żeby już przestała.

Zaciskam zęby, zamykam oczy, ale i tak czuję, że spirytus wierci mi dziury w kolanie. W końcu pani Wdowa owija kolano bandażem, całuje mnie w czoło i daje mi landrynki. 

 

-Lusterko, medalik, fiolka, okruch. Napisałaś?

-Już prawie... -mówię i kaligrafuję na kartce kolejne słowa.

-Dobrze, a teraz: sawanna, miłość, migdałowy, kamień, uliczka.

-Uliczki nie umiem.

Patrzy na mnie przez chwilę, potem bierze moją kartkę i swoim długopisem pisze siedem okrągłych, równych literek.

-Teraz już umiesz?

-Tak.

-No to następne: tatuś, dziadziuś, cyganiątko, marzenia, morze, brawa.

-Tatuś też?

-Tatuś też.

Tatuś zawsze był trudny, nawet od dziadziusia trudniejszy. Czasem łapała mnie za rękę, kładła swoje palce na moich i razem pisałyśmy tego tatusia. Dwie pierwsze literki trudno się ze sobą łączyło, nie zawsze się udawało, nawet jej. Czasem trzeba było siedmiu, ośmiu takich tatusiów, żeby nareszcie ładnie wszystko wyglądało. Przy pisaniu tatusia ona przestawała sobie nucić i przymykała oczy.

-Jeszcze: woda, młoda, lwy i brnąć, a potem kończymy.

-Dobrze.

Kartkę zawsze kładę w to samo miejsce, między zieloną książkę ze złotym napisem, a pudełkiem na pierścionki. Po pisaniu piję mleko, a mama kawę. Ja kawy nie mogę pić, to pewnie przez ten zapach, dzieci nie powinny pachnieć w ten sposób. K. kiedyś się napiła, a potem musiałyśmy się chować w komórce, żeby jej mama nie poczuła jak pachnie.

 

Nie wiem, czemu mama Marty zbiera anioły. Moja mama niczego nie zbiera, żadnych muszelek, ani obrazków. Nie kupuje pozytywek, czy nawet nowych cukierniczek. Dlatego nie mogę, jak Marta, usiąść na podłodze i obserwować anioły, aż się któryś z nich niechcący poruszy. Anioły mnie nie chronią, tak jak Martę, więc mam zbite kolano i nie mam tatusia.

 

K. mówi, że motyle są najładniejsze. Wolę ćmy, lubię patrzeć jak sobie palą skrzydełka w świetle żarówki. Mama też nazywa mnie ćmą, bo lubię biegać jak one, na oślep, od jednej ściany do drugiej. Oglądam sobie widoki za oknem, mama śpi, jedziemy zielonym pociągiem.

Świat jest zielony, nie pomarańczowy jak jesienią, ani biały, jak zimą. Wszędzie ta zieleń jest inna, czasem ciemna, prawie czarna, innym razem niemal żółta. Rzucam sobie landrynki, ale nie trafiam pod koła pociagu, za szybko jedziemy.

-Masz, dziecko, ciastko.

Jakaś pani wciska mi w rękę maślane ciastko z cukrem.

-Dziękuję.

Przygląda mi się, kiedy jem. Nie smakuje mi, jest za suche, ale zjadam, nie chcę robić jej przykrości. Wyjmuję z naszej torby butelkę mleka i podlewam to ciastko, aż robi się miękkie.

Mama się budzi, przeczesuje palcami rude włosy i prostuje się.

-Przepraszam, która jest godzina? -pyta jakiegoś pana.

-Za piętnaście piąta.

-Dziękuję.

Patrzę przez palce na zachodzące słońce, gołym okiem nie można, psuje oczy. Babcia najpierw przytula mamę, coś jej szepcze na ucho, a potem podrywa mnie do góry i podrzuca parę razy.

 

Mam pełną buzię jagód, ale i tak opowiadam wszystko babci. Ona słucha i słucha, nic nie mówi, kiedy opisuję jej nową sukienkę K., kamienie w naszej bramie. Opowiadam, jak mama zgubiła naszyjnik, że w końcu umiem pisać tatusia, że ciągle obcieram sobie kolana.

-A pamiętasz, jak byłyśmy w cyrku? -pyta mnie mama, a ja wtedy opowiadam o akrobatach, o słoniach, żonglerach.

Babcia się śmieje, czasami poprawia sobie fartuch, ale ciągle patrzy mi w oczy.

Robi się ciemno, strasznie chce mi się spać. Babcia zanosi mnie do łóżka, przykrywa kołdrą, całuje  na dobranoc. Gdy tylko wychodzi z pokoju, na palcach podbiegam do drzwi i nasłuchuję.

-Nie dzwonił, nie pisał? -to głos babci, bardzo niski i ciepły.

-Nie. Wcale nie chcę.

-Przecież widzę, że chcesz. Mała go potrzebuje, wiesz o tym doskonale.

Mama mówi coś bardzo cicho, a potem słyszę, że płacze. Wślizguję się do łóżka, nakrywam się kołdrą. Ale potem znowu wychodzę, biorę kartkę i ołówek. Piszę uliczkę, cyganiątko, lwa i tatusia.

Idzie mi już naprawdę dobrze, nawet literki w tatusiu ładnie się łączą.

 

Mama wraca do domu sama, zostawia mnie u babci. Mimo że tulę się do niej najmocniej jak potrafię, mimo że płaczę. Słuchamy z babcią stukotu pociągowych kół, aż zielony wężyk znika za linią horyzontu. Mama znikła, jakby rozmyła się w powietrzu po wejściu do pociągu, nie mogę się  do niej przytulić, nie mogę jej zawołać.

Rozbłyska w mojej głowie jakiś nowy, nieznany dotąd obrazek. Chcę go złapać, ale on ucieka i czuję tylko pustkę. Babcia bierze mnie za rękę, idę za nią potulnie, aż dochodzimy do jej cichego domku.  Otwieramy furtkę, głaszczę babcinego, szarego kota.

 

-Nikt już nie przyjedzie, idź, mała, do domu, nie pałętaj się tu.

Nie odzywam się, maszynista mija mnie, znudzony zwracaniem mi uwagi. Siadam na drewnianej peronowej ławeczce i czekam. Babcia zaplotła mi dwa warkoczyki, ale z lewego zsunęła się wstążka, zauważam też dziurę w buciku. Kieszeń mam, jak zwykle, pełną landrynek.

 

Szeleszczą pomarańczowe liście, otwierają się kasztanowe główki. Babcia owija się kocem, wzdycha, a potem ceruje moje spodnie. Rysuję mamę. Włosy, ruda chmurka, fruwają wokół owalnej twarzy, czerwone usta, uśmiechnięte troszkę smutno, oczy... Nie pamiętam, jaki miały kolor, może niebieski, jak moje, może zielone, jak babci. Potem biały sweter, zrobiła sobie go na drutach, z wełny od pani Wdowy. W ręku trzyma kwiaty, nie wyszły, nie potrafię zbyt dobrze rysować. Ktoś puka do drzwi. Babcia zsuwa koc, poprawia włosy i idzie otworzyć.

Zaciskam dłonie, patrzę jej w oczy. Brązowe.

 

 

* * *

 

Wsuwam rękę do kieszeni, ale nie znajduję w niej landrynek. Pamiętam, że lubiłam żółte i zielone, pozostałe oddawałam K. Teraz wypełniam kieszenie biletami, na autobus i do teatru, guzikami, które odpadły od płaszcza, chusteczkami, mnóstwem papierków bez znaczenia.

K. kazała mi włożyć buty na obcasach, czuję się jak na szczudłach. Ona ma podobne, ale kroczy na nich pewnie, rozdaje wokół promienne uśmiechy, mam wrażenie, że zaraz odfrunie.

Gdybym mogła te buty zdjąć i iść dalej na boso...

-Myślisz, że jest tu dużo szkła?

K. patrzy pod nogi, zatrzymuje się, rozgląda.

-Nie, ale nie zdejmuj butów, musisz się nauczyć chodzić na obcasach.

Jeden krok, drugi krok... Lewa stopa już się zaczerwieniła, chwieję się na boki, ale idę dalej.

K. łapie mnie w ostatniej chwili przed upadkiem. Moja błękitna spódniczka odsłania kościste kolana, które tylko zimą da się ukryć pod grubymi, czarnymi rajstopami.

-Kiedy wraca twoja mama? -pyta K., kiedy mijamy kościół i skręcamy w boczną uliczkę.

-Jutro wieczorem.

-Mogę u Ciebie przenocować?

Wystarczy leciutkie skinienie głową, aby K. zaczęła snuć tysiące planów na wieczór i całą noc.

 

Nade mną niebo białe, sufitowe, pode mną błękitne, pościelowe. Na mojej twarzy obłok różowy, poziomkowy, na dekolcie i szyi zielony, ogórkowy.

-Mogę o coś spytać?

-Pytaj.

Lubię, kiedy jest taka cicha, kiedy nie musi niczego udowadniać światu. Tylko wtedy czuję zawieszoną między nami nitkę przyjaźni i przestaję pragnąć, żeby zostawiła mnie w spokoju.

-Tęsknisz za tatą?

-Nie.

Niezbyt wygodna chwila ciszy. K. podrywa się do góry, biegnie do łazienki, wraca umyta i uśmiechnięta. Będzie milczeć, aż wymyśli jakiś wesoły temat, żeby go nagle rzucić, lekko i naturalnie. Uśniemy, zmęczone śmiechem, z ulgą, że nie musimy już skrywać żadnych niewypowiedzianych zdań.

 

Chłopiec mówi niewiele, przychodzi do nas rzadko. Czasem spotykam go na ulicy, bierze mnie za rękę i prowadzi za miasto, na tory. Lubi pociągi, może na nie patrzeć godzinami. Cóż, dla mnie pociąg jest tylko zielonym wężykiem, znikającym na horyzoncie i uwożącym dorosłych gdzieś daleko, do miejsc, których nie umiem sobie wyobrazić. Chłopiec inaczej myśli, inaczej widzi. Dla niego świat jest ogromną plątaniną pociągowych torów, przejazdów i stacji. Często go nie rozumiem, ukrywam to jednak, boję się, że nie będzie mnie lubił. Jego odmienność sprawia, że czuję się jeszcze mniejsza i niepozorna, jakbym nic nie znaczyła w tych moich wiecznie podartych rajtuzach i zielonym sweterku. Mam wrażenie, że moje oczy nie potrafią widzieć i, co gorsza, nigdy widzieć się nie nauczą.

Któregoś dnia Chłopiec obserwował nas, kiedy szłyśmy do szkoły. Podbiegł do mnie i złapał mnie za rękę:

-Chyba nie pójdziesz z nim?

K., moja przyjaciółka, postawiła torbę na ziemi i czekała, aż podejmę decyzję. Nie zatrzymała na nim wzroku ani na chwilę, ale Chłopiec się tym nie przejmował. Ścisnął moją dłoń mocniej, aż w końcu powiedziałam:

-Idę.

K. odeszła bez słowa. Czułam jakieś bezkształtne wyrzuty sumienia, chciałam za nią pobiec

 i sprawdzić, czy płacze. Ale Chłopiec był przy mnie, nie umiałam go zignorować.

-Nad rzekę?

-Tak.

Leżeliśmy obok siebie na jasnej piaskowej plamie. Moczyłam stopy w wodzie, Chłopiec wygładzał fałdy na piasku. Zdawał się niczego nie mieć, być zaczepionym przechodniem,

o którym się nic nie wie.

-Brudne są te nasze przestworza, prawda? –usłyszałam szept Chłopca tuż przy moim uchu.

W jego dużych oczach odbijały się chmury, trawa, woda w rzece, a w moich odbijały się jego oczy. Szepnął, że tworzymy w ten sposób filtr, przez który przepuszczamy przestworza, całe, z każdym najmniejszym zgrubieniem, z każdym włóknem, aby je choć trochę wyczyścić.

Często wyobraża sobie taki filtr. Nigdy nie zadowala go rzeczywistość, chce ją nieustannie upiększać i zmieniać. Opowiada mi, że wyobraża sobie bluszcz, który zakrywa wszystkie szare domy, obrasta mury. Przez długi czas marzyłam o tym, by zamieszkać w jego świecie, zbudowanym w wyobraźni. Chciałam stać się częścią jego życia, ale wydawało mi się, że nie mogę się do niego nawet porównywać.

 

Nie zadzwoniła. Słuchawka lepka, nagrzana promieniami lipcowego słońca, niebieska, nie wiadomo dlaczego. Stojąc w plastikowej budce widzę dziewczynkę w białej sukience, rzuca przechodniom kamyki pod nogi. Po chwili przychodzi jej  matka, zabiera kamienie i każe jej wrócić do domu.

K. siedzi po turecku na krawężniku, bawi się włosami.Ona nadal nie dzwoni.

-Może spróbujesz na koszt abonenta? -proponuje K., prostując nogi. Podaje mi wyuczony na pamięć numer do centrali, naciskam gorące klawisze, słyszę sygnał. Rozmawiam chwilę z jakimś niskim, spokojnym głosem, nie wiem, czy męskim, czy żeńskim. Słucham przez moment muzyki, chyba Chopina, sama nie wiem.

-Mamo? To ja. Czemu nie zadzwoniłaś?

-Spałam, córeczko. Jak tam u was?

K. przechodzi na drugą stronę ulicy, kupuje sobie lody.

-U nas? Gorąco...

-Tęsknię za tobą, wiesz?

-Ja za tobą też, mamo. Niedługo się zobaczymy, wracamy za parę dni.

Cisza po drugiej stronie słuchawki. K. nadgryza wafelek, rozmazuje sobie lody na policzku.

-Mamo? Jesteś tam?

-Jestem, jestem. Idzie chyba burza, niebo jest strasznie ciężkie.

-Może pojedziesz na trochę do babci? My byśmy tam dojechały, zamiast do miasta.-proponuję opierając się o ściankę budki.

-Dobrze, jeszcze zadzwonię, to porozmawiamy.

-Dobrze.

Słyszę w słuchawce niewyraźny szelest słów, cichnących, po chwili zastąpionych przez długi sygnał. Zamykam za sobą plastikowe drzwiczki, zamazane bezsensownymi napisami. Wracamy z K. do namiotu, równym tempem, opalone, zawsze odrobinę zbyt chude.

 

K. nie lubi burzy. Boi się ciągłych błysków, wzmagającego się odgłosu spadających kropel. Boi się, że usłyszy kiedyś potężny, głuchy grzmot, a potem nagle zapadnie cisza. Najchętniej kuli się w kącie, nie odzywa się i czeka, aż wszystko się skończy i świat na nowo zrobi się jasny i spokojny.

Ja zamknęłabym burzę w słoiku. Wtedy mogłabym do woli przyglądać się ognistym wstążkom błyskawic, ciemnym kołtunom chmur. Całowałabym ścianki tego słoika, czułabym pod ustami trzęsące się serce burzy. Służyłaby mi za nocą lampkę.

 

K. otwiera oczy, mruga, przeciąga się. Do namiotu wpada jasnożółte, ranne światło, oświetla nasze kubki, zwinięte i porzucone ubrania, książki i latarki.

-Szumi morze, słyszysz?

W odpowiedzi ruszam lekko głową, w dół i w górę. K. pokazuje rząd równych, białych zębów i wychodzi na zewnątrz. Bawię się w dom, ścielę nasze posłania, wieszam ręczniki na sznurkach między sosnami, wytrzepuję piasek z butów.

Biegnąc po rozgrzanej plaży parzymy sobie stopy.

-Zamieniasz się w wiatr, K.! Jesteś już wszędzie! -krzyczę do niej, gdy z wariackim okrzykiem na ustach zbiega z wydm.

-To ty też się zamień! Odfruńmy!

Łapię ją za ramię, padamy na piasek. Machamy rękami, kreślimy dwa duże orły, nad nami kołysze się niebo. Niebo spada, zagarnia całą plażę i podrywa nas do góry. Wiszę do góry nogami, rozsypuję się na drobne kawałki, łączę się z powietrzem. Jestem wiatrem, przeganiam po morzu białe bałwany, topię małe okręty, otulam sobą ogłupiałe mewy.

K. się śmieje.

 

-Hej, pojedźmy tam!

Podnoszę głowę, K. podtyka mi pocztówkę z jakiejś wioski nad jeziorem.

-Pojedziemy. Kiedyś. –mówię i zamykam oczy. Autobus wlecze się leniwie pod górkę, zostawia za sobą betonowe osiedle, jedzie przez park. K. coś mówi, o jakimś chłopaku, ale nie słucham. Widzę szkołę.

Pojedziemy. Kiedyś pojedziemy. Kiedyś wybiegnę, po powietrznej ścieżce, przez okno w klasie, nie zabiorę torby z książkami, ani butów na zmianę, będę biec tak długo, aż dobiegnę do chmur. A potem odszukam prawdziwe anioły, nie te, które zbierała mama Marty.

-No, obudź się.

K. potrąca mnie łokciem. Na naszej ławce leży ta pocztówka, K. przepisuje z tablicy jakieś wzory.

-O kim tak marzysz, co? –pyta mnie cicho.

-O niczym. Daj spokój.

K. odwraca się ode mnie, pewnie się obrazi.

 

K. ma nowe buty. Czarne, tak jak jej nowy płaszcz, sukienka, nawet klamerka do włosów. Zwyczajna grzywka, proste włosy, nie podkręcane, jak zazwyczaj. Bez obcasów wydaje się taka mała, krucha. Obejmuję ją ramieniem, podaję chusteczkę.

K. płacze. Cicho, bez łkania. Wiem, że muszę rzucić jej wieniec, że ona nie zrobi nawet kroku w tamtą stronę.

-Nie płacz, proszę.

-Ja... nigdy...

-Wiem, nigdy nie płaczesz, wiem.

K. nagle wycofuje się, idę za nią. Wychodzimy z tłumu, K. zaczyna biec.

-Poczekaj!

Wołam, ale ona nie słucha. Przewraca się przy bramie cmentarza, próbuję ją podnieść, ale potykam się i leżę obok niej.

Zawsze chciałam mieć dziadka, choć przez chwilę. Marzyłam o tym, żeby wziął mnie na kolana, przytulił. A nie mam nawet zdjęcia.

Kuliłyśmy się pod bramą, aż ktoś nas podniósł i zaprowadził do domu.

 

Mama podała K. wywar z rumianku. K. pije bardzo wolno, łyk po łyku. Powoli pojawia się na jej twarzy niewyraźny rumieniec, ożywia bladą cerę. K. wygląda na chorą, ma zapuchnięte oczy. Kiedy ją odprowadzam, nic nie mówi, nie śmieje się, nie spogląda zalotnie na przechodzących chłopców. Przed swoimi drzwiami długo szuka kluczy, znajduje je w kieszeni, otwiera, wchodzi. I znowu płacze. Mała, bardzo szczupła w czarnej sukience, zakrywa oczy dłońmi, wpada do łazienki i zamyka się w środku.

Dzwoni telefon. Rodzice K. Nie, nie może podejść, jest w łazience. Nie, nic się nie stało, kąpie się. Tak, zanocuję u niej, zapamiętam, zamkniemy drzwi na podwójny zamek, będziemy uważać. K. czuje się dobrze, nie mówiła o dziadku. Rano państwo wrócą, powtórzę jej. W razie czego, zadzwonimy. Do widzenia.

-Otwórz, proszę! –wołam pod drzwiami łazienki. Słyszę, że odkręca kran.

-Otwórz, no, otwórz.

Wychodzi, spogląda w korytarzowe lustro.

Pokój jej dziadka pozostał nietknięty. Nawet jego buty stoją równo przy łóżku, niedoczytana książka leży otwarta na stoliku. K. siada na jego fotelu.

Zasypiamy, zmęczone, ja na tapczanie, K. na fotelu.

 

Mama założyła błękitną sukienkę. Układam białą pościel na jednym z naszych szerokich parapetów, opieram policzek o szybę, w dole widzę ulicę, kocie łby. Nie tak dawno rozmawiałam w ten sposób z księżycem. Opowiadałam mu bajki, śpiewałam kołysanki. Czekam, mija chwila za chwilą, ale nie słyszę stukotu butów na obcasie, ani śmiechów, jak zwykle. Opadają mi powoli powieki, w głowie wszystko zaczyna ciążyć. Poprawiam sobie poduszkę. Już zasypiam, kiedy słyszę głos mamy.

Stoją na chodniku, objęci wpół, wpatrzeni w siebie. Dobrze mi znana błękitna sukienka, która zawsze mówi to samo: ,,wychodzę, postaraj się mnie zrozumieć”. A obok niej ciemna, obca postać. Widzę popłoch w jego oczach, kiedy nagle zauważa mnie w oknie. Zamykam szybko oczy, udaję, że śpię. Słyszę:

-Zasnęła, pewnie czekała bardzo długo.

-Idź do niej, idź już. Dobrej nocy.

Lekkie cmoknięcie w czoło, drobny uścisk dłoni. Zgrzyt starego zamka,a potem skrzypienie drzwi. Czuję, jak mama odgarnia mi włosy, nakrywa mnie kołdrą, która zdążyła się zsunąć, a ja nie miałam czasu jej poprawić.

 

-O czym chcesz napisać bajkę?

-Nie wiem. O czymkolwiek.

-O aniele?

-Może być i o aniele.

K. wyrywa z zeszytu kartkę w kratkę. Zapełnia dwie pierwsze linijki równymi, fantazyjnie wykończonymi literkami. Według K. anioły mają bielutkie skrzydełka, spijają rosę z trawy i tańczą. Opisałam jej drewnianego anioła, tego, który stał na kominku w domu Marty.

Maleńka, drewniana figurka chłopca siedzącego po turecku. Chłopiec patrzył gdzieś w dal, zdawał się niczego nie widzieć, być myślami bardzo daleko. W ręku trzymał jakąś książeczkę, o jego kolana oparta była maleńka harfa. Z jego ramion wyrastały szare, skromne skrzydełka.

To był ulubiony anioł mamy Marty. Nie pozwalała nam go dotykać, Marta nigdy nie mogła się nim bawić, tak jak innymi aniołami.

 

-Odrobiłaś lekcje?

Pamiętam ten ton, niedzielny, odświętny, poważniejszy niż zwykle. Potakuję, odsuwam na bok zeszyt z niedokończonym wypracowaniem. Skończę wieczorem, a jeśli nie, to trudno, pójdę do szkoły bez niego.

Mama każe mi włożyć spódnicę w kwiaty, biały sweterek. Spogląda z poważną miną na moje chude łydki, wystające kolana. Chciałaby chyba jakoś je zakryć, ale wie, że nie mam dłuższej spódnicy.

Wchodząc do restauracji mama łapie mnie za rękę, ciągnie do stolika pod oknem.

-To właśnie moja córka. Opowiadałam ci o niej.

Szeroko uśmiechnięty mężczyzna wskazuje mi miejsce. Przestaję być dla niego postacią widywaną w oknie, kiedy w nocy odprowadza mamę. Opowiada mi o swoich fotografiach, o egzotycznych krajach, w których był. Uśmiecha się, gdy mówię o K., ale natychmiast przenosi wzrok na mamę, odnotowuje każdy jej najmniejszy gest.

-Masz rację, we wszystkim masz rację, kochanie... –mówi, kiedy mama opowiada o jakimś zdarzeniu w pracy.

Wędruję palcem po brzegu szklanego pucharka.

-Ty też masz wiele racji, nie musisz się o to martwić.

-Zawsze można na tobie polegać. Cenię to w tobie.

Układam w pucharku czekoladowe groszki. Kolorystycznie, w pary, potem topię je w lodach. Przez okno widzę, że zaczyna padać deszcz, przechodnie uciekają pod daszek przystanku autobusowego. Jasnowłosa kelnerka stawia przede mną szklankę z sokiem.

-Smakują ci lody, mała?

-Tak, dziękuję.

Lody, zlane alkoholem, lepkie i mdłe, oblepiają srebrną łyżeczkę. 

 

Walizki w przedpokoju, tak równo ustawione pod ścianą. Czarne buty, za duże na mnie i na mamę, w szafce obok moich sandałów. Obcy, groźny obraz z czarnym ptakiem w salonie na ścianie. Na umywalce nieznane buteleczki, w kuchni trzecie krzesło. Płaszcz, dwa dodatkowe lusterka, pudło z książkami, trzeci komplet kluczy. I jeszcze album ze zdjęciami, gruby, zielony, oprawiony w skórę. Zastawa stołowa w róże, ręcznik z tygrysem, czarna teczka biurowa. I te kroki, pewne, mocne, głośne.

A kiedy siedzę w nocy na parapecie, nie słyszę śmiechów z ulicy, ale z kuchni, tuż za ścianą.

 

-Przemoczyłaś buty.

-Nie, wcale nie!

-Przecież widzę. Nigdzie dziś nie wyjdziesz, masz się położyć i wziąć aspirynę.

-Ale ja wcale...

Poi mnie herbatą z malinami, zapędza do łóżka i każe połknąć tabletkę aspiryny. Kiedy wraca mama, moje buty już suszą się na kaloryferze, a ja leżę w łóżku.

Jego fotografie, w kolorowych ramkach, szczelnie oklejają całe mieszkanie, dają ciepło, wcześniej mi nieznane.

-Śpi, przemokła, nie pójdzie jutro do szkoły –słyszę jego głos zza drzwi.

Gdzieś znika błękitna sukienka mamy, pojawiają nowe, wzorzyste, ładniejsze.

 

Chłopiec uśmiecha się lekko, mruży jasne oczy. Stoi za siatką, która odgradza od miasta szkolne boisko. Robi krok w prawo, krok w lewo. Widzi mnie, coś mówi, ale nie słyszę, stoję za daleko. Przejeżdża palcem po drucianych oczkach siatki, wygrywa na nich jakąś melodyjkę. Odwracam głowę, kątem oka widzę siedzącą pod ścianą K. Rozmawia z kimś, nie patrzy na mnie. Biegnę, wyciągam dłoń w stronę Chłopca. On ją otwiera i przesuwa po siatce. Melodia jest spokojna, słodka, tak cicha, że istnieje bardziej we mnie, niż na zewnątrz. Dzwonek, Chłopiec gwałtownie się odsuwa i odchodzi, szybkim krokiem, nie spoglądając za siebie.

 

K. zamyka za sobą drzwi, zbiegam po schodach. Po ulicy spaceruje kot, biały, z brązową łatą. Pręży grzbiet, ociera o moje łydki, mruczy. Idziemy razem w świtle latarni, oddalając się od K. i jej domu.

-Co tu robisz?

Kot ucieka, spłoszony przez Chłopca biegnie w stronę parku.

-Wracam do domu. –mówię głośno i wyraźnie, przyspieszam kroku.

-Chodź ze mną, wrócisz trochę później.

-Nie mogę.

Już ma moją dłoń. Odsuwa rękaw pomarańczowego swetra, którym ją sobie otuliłam. Patrzy na mnie, jest pewien, że mu ulegnę.

-Pójdziesz ze mną. –mówi i ciągnie mnie do przejścia dla pieszych.

-Nie.

Nie chcę oglądać jego smutku, nie chcę widzieć, jak nagle zalewa jasne tęczówki, jak spływa po twarzy. Nie chcę czuć, jak uwalnia moją dłoń z uścisku, jak odsuwa się na krok. I jak odchodzi, bez słowa.

Nie chcę też wiedzieć, że ranię nie jedną osobę, ale dwie.

 

Kiedy byłam mała, graliśmy w pewną grę. K. jej nie lubiła, zawsze uciekała, gdy ja chowałam się za studnią, a Chłopiec podstępnie wabił Martę, albo jakieś inne dziecko w kąt podwórza i wypytywał o mnie. Nigdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego K. nie lubi Chłopca. Czy widzi w nim coś złego? Przecież nie może zobaczyć w nim nic, czego nie widziałaby we mnie.

 

Plotłam sobie warkocze. Delikatnie rozdzielałam włosy na trzy pasma, dbając, by były równe. Podkręciłam na palcu końcówki, zawiązałam na nich czerwone wstążki.

K. nakryła się kołdrą i głośno płakała. Promienie słońca igrały wesoło na białej pościeli.

Odsunęłam kołdrę z jej twarzy, odgarnęłam włosy.

-Wynoś się! Idź do niego!

-Do kogo? –spytałam cicho. K. drgnęła, wśród szlochów usłyszałam imię, krótkie, zaledwie kilka prostych dźwięków. K. często nazywa Chłopca po imieniu.

-Nie pójdę do niego.

-Pójdziesz... pójdziesz, tylko tego chcesz... –usłyszałam zachrypnięty głos, przechodzący nagle w jęk.

-Co mam zrobić?

-Zostań ze mną.Tak bardzo cię potrzebuję. Najbardziej. –powiedziała po długiej chwili milczenia.

Zakręciło mi się w głowie, rozchwiało. Z trudem doszłam do łóżka, osunęłam się na białe poduszki i zamknęłam oczy. K. odwróciła się de mnie plecami, udawała, że zasnęła. Leżałyśmy bez ruchu kilka godzin, słoneczne promienie dawno już pospadały z łóżka na podłogę.

 

Zostać z nią, tylko z nią. Nikogo innego nie potrzebować, nie wołać, nie prosić. Zapomnieć o uśmiechach, nie myśleć o nikim, o niczym innym. Zanurzyć się w jej chceniu, w marzeniu, w myślach, w niej. Kiedy upadnie podać rękę, podnieść i osłonić od wiatru.

Wsunąć do kieszeni dwa brązowe kasztany, oczyścić z piasku kilka innych i schować do torby. Kupić ulgowy bilet na jedno ze środkowych miejsc w czwartym rzędzie, skulić się na nim w czasie antraktu i oddychać. Spojrzeć do góry, zobaczyć ciemną połać teatralnego sufitu, kilka okrągłych lamp. Zakryć ciągle zbyt chude łydki, zdmuchnąć opadającą na oczy grzywkę.

Oddychać. Oddychać póki jej nie ma.

 

Zasłaniam ręką wydarty z zeszytu skrawek kartki. Napisałam na nim pięć słów: park, ławka, fontanna, siódma, przyjdź. Dopisuję szóste: proszę. Zaraz po dzwonku zbiegam po schodach, otwieram ciężkie drzwi wyjściowe, wychodzę przed szkołę pierwsza, wyprzedzając K. i resztę klasy. Daję małej dziewczynce zwiniętą kartkę, po chwili widzę, jak biegnie w stronę koleżanek, macha do mnie. Zaniesie bratu. K. zwraca mi pożyczony rano ołówek.

 

Oglądają telewizję, przytuleni, okryci brązowym kocem. Mama popija kawę z błękitnego kubka, jedzą ciastka. Zakładam płaszcz, każą mi owinąć szyję szalikiem. Podchodzę do nich, całuję w policzki i wychodzę z mieszkania.

Chłopiec spaceruje parkową alejką, robi kilka kroków w prawo, potem kilka w lewo, przysiada na parę sekund i zaczyna wędrówkę od nowa. Nie zauważa mnie, idę na przełaj przez trawnik, płosząc przy tym kilka gołębi.

-Jestem. –szepczę mu do ucha. 

-Jesteś... nie rozumiem, przecież nie chciałaś, nie mógłaś się ze mną spotkać...

Siadam na krańcu ławki, kulę się. Mówię bardzo cicho, tak cicho, żebym sama prawie się nie słyszała, że nie potrafię wybrać, że potrzebuję go, ale też K., że nie mogę tak po prostu go zostawić.

-Czemu ona wymaga od ciebie takiego wyboru? –pyta Chłopiec, obejmując mnie ramieniem.

Nie odpowiadam.

Nagle słyszę, że mówi o śniegu. Że niedługo już spadnie, wszystko przykryje, będzie miękki i biały. Będzie osiadał na moich włosach, na ustach. Zobaczymy go, kiedy wcześnie rano podejdziemy do okna. Na szybach mróz wymaluje kwiaty, chodniki będą śliskie, więc on będzie trzymał mnie za rękę, żebym się nie przewróciła.

Kiedyś wsiądziemy do pociągu.

 

Czyjaś wielka, przezroczysta dłoń poprowadziła dookoła mnie grubą linię. Wpisała mnie w okrąg, nakreślony czerwoną, tłustą szminką. Potem ta sama dłoń nakręciła mnie, nakazała wyprostować się i tańczyć, do melodii z pozytywki.

Ile razy jeszcze będę musiała się obrócić, ile razy uśmiechnąć? Stoję w sztywnej,

bladoniebieskiej spódniczce, moje oczy zachodzą mgłą.

Chciałabym teraz złapać za łapkę jedną z moich dawnych lalek, z oczami jak dwa węgielki, właśnie teraz, kiedy jestem jedną z nich.

 

 

 
NATALIO!
 
1.PODOBAJĄ MI SIĘ "PRZESTWORZA". Jak na 17 lat to ho ho...
2.Wiem, bo i ja widzaiłam je w ogrodzie.To była najcieplejsza zima jaka pamiętam ...
3.Ucałowania.Magda Umer

 

Julia i Franek Wrzosek

 
Julia i Franek po zajęciach areobiku-A
 
A!
 
Po aerobiku także w porzo!Pozdrawiam MU

 

SREBRNA NATALIA....................... :)


                     Droga  MU !!!  :)

       Skoro SREBRNA NATALIA KG już przeczytana- to jestem niezwykle ciekawa
co pani o niej sądzi.Ja właśnie skończyłam czytać i bardzo mi się podoba
mimo różnych opinii jakie słyszałam na temat powyższej...

  Prawie już wiosennie pozdrawiam  Kamila  :)

Kamilo!

Przeczytałam juz w październiku albo listopadzie.Podobała mi się! I zupelnie
nieznane zdjęcia.Cena jaką płaci się za talent czy  geniusz jest
nieprawdopodobna.A my potem zachwycamy sie tym co stworzył , a nam to pomaga
zyć.I ta niezwykla matka...pozdrawiam cie serdecznieMU

 

 

Kochana Pani Magdo!
"Odkrylam" w internecie (to jednak jest fajna rzecz) piosenke pt. "Ja dla ciebie", zaspiewana z okazji 25-lecia pracy artystycznej Andrzeja Poniedzielskiego. Zaspiewali ja Panstwo w duecie. Chwycila mnie ta piosenka za serce ogromnie. Podzielilam sie nia od razu z bliska mi osoba, zreszta Pani ulubionej plci. :))) Bardzo dziekuje za te piosenke.
Przykro mi, ze nie mogla Pani wyjechac do Indii. Ale niedlugo w Polsce tez bedzie wiosna i slonce i kwiaty. I Dorota wroci. :))) Co moze akurat nie jest najwazniejsze, ale tez cieszy. Zwlaszcza mnie. :)))
Sciskam goraco i slonecznie, Dorota Szymborska

Powracająca lada chwila!

Ja w ogole nie pamietam,żebym zaśpiewala z nim taką piosenkę."Ja dla Ciebie:?!Pierwsze słyszę.A kiedy i gdzie bylo to 25 lecie?Pozdrawiam serdecznieMU

 

Droga Pani MU!
Dostałam fotorelację z podróży do Indii i Nepalu. Pewnie teskni już Pani za takimi widokami, więc przesyłam............pozdrawiam! gk
 
 

GK!
 
Boże,ale zdjęcia!!!Tęsknie to mało powiedziane.Jestem wściekła ,że nie dali mi jechać.Ale grzecznie leżę i leczę się,żeby mi w koncu dali zyc jak dawniej.Pozdrawiam serdeczniei mam nadzieje ,że powoli wydobywa sie pani z tych golfowych dolków...?MU

 

 

Witamy,

 Zwracamy się z prośbą o wsparcie naszego ruchu społecznego, który zawiązał
 się w celu obrony naszych dzieci i przeciwdziałaniu likwidacji
 (bezwzględnej
 destrukcji) placówek oświatowych, które stanowią dla nich cenne miejsce
 zdobywania wiedzy.
>
 A wszystko to w mieście Szczecinie!!!!

 Chcielibyśmy pozyskać wsparcie autorytetów, aby pomogły nam w obronie praw
 dziecka. Prosimy abyście przyłączyli się, dzięki czemu stworzymy wspólny,
 ogólnopolski front społeczny - może będzie to inicjatywa jaką wykorzystamy
 w
 przyszłości w celu ochrony naszego dziedzictwa i ratowania przed
 zawłaszczaniem resztek wspólnego dobra.

 Nieuzasadniona decyzja Radnych Miasta Szczecina zmusza do refleksji nad
 kondycją ludzką, moralnością i uczciwością osób, które stanowią o prawie i
 mają przede wszystkim reprezentować nasze interesy.

 Jednakże osoby te nie przejawiają zainteresowania debatą społeczną, nie
 starają się i nie chcą dostrzec negatywnych skutków podjętych decyzji.

 Postawa ignorancji, egoizm, niechęć do dialogu, pośpiech w działaniu -
 zastanawiamy się jakie są tego przyczyny..

 Problem dotyczy wielu szkół i środowisk, w tym szkoły podstawowej,  której
 ideą jest umożliwianie szans edukacji i integracji dzieciom
 niepełnosprawnym, chociażby z uwagi na warunki architektoniczne samego
 budynku - jedyna parterowa szkoła w mieście. Nikt inny, żadna placówka nie
 chciała tych dzieci - tu znalazły ciepło i przyjaźń - teraz chce się
 zafundować im wykluczenie, odesłanie do domów - a tym samym stworzenie im
 getta w swoich domach.
 Bardzo prosimy o potraktowanie tego listu jako głosu rozpaczy wielu
 zdeterminowanych osób zaangażowanych w obronę praw i godności dzieci.

 W obronę wszystkich szkół zaangażowani są nie tylko Rodzice, ale też
 społecznicy, którzy kierują się rozsądkiem i uczciwością, dążeniem do
 prawdy
 wykazując postawę obywatelską jaką dyktuje im honor.
 Wspólnie podjęliśmy heroiczną próbę przeciwstawienia się
 niesprawiedliwości.

 Będziemy wdzięczni za wsparcie naszej akcji. Prośbę o zatrzymanie procesu> destrukcji prosimy przesłać do Pana Kuratora Macieja Kopcia, od którego
 decyzji zależeć będzie los naszych szkół.

 MOŻEMY TO JESZCZE ZATRZYMAĆ!!!

 kurator@kuratorium.szczecin.pl
 W imieniu Rodziców zintegrowanych wokół Szczecińskiego Komitetu Obrony
 Dzieci
 Robert Łoś

 W załączeniu artykuł z prasy:
 Kurier Szczeciński,  Wtorek, 27 lutego 2007

 Rodzice (i politycy) walczą o szkoły

 Pierwszy pozew
 Szczecin nie jest wyspą na bezludziu, gdzie można rządzić jak się chce -
 mówili rodzice ze szczecińskiego Komitetu Obrony Dzieci, którzy spotkali
 się
 wczoraj, by wyrazić swoje niezadowolenie z ubiegłotygodniowej decyzji Rady
 Miasta. Przypomnijmy, że radni przegłosowali likwidację 23 szkół oraz
 czterech przedszkoli w Szczecinie. Rodzice zapowiedzieli, że zrobią
 wszystko, aby miasto wycofało się ze swych działań. Nie wykluczają użycia
 wszelkich przewidzianych prawem środków, aby do tego doprowadzić. Komitet
 popiera Sylwester Chruszcz, wiceprezes LPR i poseł do Parlamentu
 Europejskiego.



 Zdaniem Chruszcza, likwidacja szkół w Szczecinie, to "zbrodnia na
 edukacji" - Będę monitorował wszystkich, którzy przejmą majątek po
 zlikwidowanych placówkach - zapowiedział wczoraj.

 Rodzice z Komitetu Obrony Dzieci liczą na to, że dzięki ich działaniom
 miasto wycofa się z decyzji w sprawie restrukturyzacji: - W trakcie
 ustalania szczegółów projektu, w ogóle nie wzięto pod uwagę zdania
 społeczeństwa - podkreślają. - To arogancja władzy.



 Obecni na spotkaniu przedstawiciele Rady Osiedla Głębokie-Pilchowo
 pokazali
 pismo, jakie skierowali do zachodniopomorskiego kuratora oświaty, w którym
 wzywają go do zasięgnięcia opinii Ministerstwa Edukacji Narodowej w
> sprawie
 likwidacji SP 21. Uważają też, że postawa Macieja Kopcia, jako radnego i
 jednocześnie szefa kuratorium, jest stronnicza.

 Przypomnijmy, że we wspomnianej placówce uczy się wiele dzieci chorych i
 niepełnosprawnych, dlatego rodzice zaproponowali wiceprezydent Elżbiecie
 Masojć, aby SP 21 stała się placówką w pełni integracyjną. Na razie
 rodzice
 jednego z uczniów niepełnosprawnych, w związku z planowaną likwidacją
 szkoły, złożyli pozew do sądu o ochronę dóbr osobistych. Do takich działań
 przymierzają się kolejni rodzice.

 Oprócz europosła Chruszcza działania Komitetu poparł Oddział Miejski
Katolickiego Stowarzyszenia "Civitas Christiana", który w liście do naszej
 redakcji napisał: "Najbardziej porażające jest to, że głównym kryterium
 planowanych decyzji są pieniądze, a nie dobro społeczności lokalnej".

 Komitet Obrany Dzieci chce zaapelować o wysyłanie e-maili do kuratora
 Kopcia, związanych z działaniami miasta Szczecin w sprawie
 restrukturyzacji
 oświaty.

 (Monika Gapińska)

Przeczytałam i przyłączam się do waszego protestu-Magda Umer

 

Witam! Szanowni Państwo oto plany wydawnicze Świata Literackiego oraz Czułego Barbarzyńcy Press.

 

PLAN WYDAWNICZY  2007 rok (pierwsze półrocze)

 

  1. Fernando Pessoa „Księga niepokoju” – 1. kwartał pierwsze pełne wydanie w Polsce (twarda oprawa)

 

Fernando Pessoa (1888–1935), modernistyczny poeta i prozaik portugalski, jest uznawany za jednego z najwybitniejszych pisarzy XX wieku. Posługiwał się wieloma nazwiskami, a każde z jego literackich wcieleń cechowało się odrębną osobowością i stylem. Księga niepokoju, której fikcyjnym autorem jest pomocnik księgowego w Lizbonie Bernardo Soares, to połączenie dziennika intymnego i prozy poetyckiej, utrzymane w liryczno-metafizycznym tonie. Luźno powiązane fragmenty odkrywają świat wyobraźni pisarza, koncentrując się na badaniu stanów świadomości i emocji. Pasjonująca lektura „autobiografii bez faktów” zmusza do porzucenia czytelniczych przyzwyczajeń i skłania do wyjścia poza codzienne doświadczenia. Książka powstała z zapisków pozostawionych przez Pessoę i została wydana prawie pięćdziesiąt lat po jego śmierci. W Polsce ukazuje się po raz pierwszy w pełnym wydaniu, w nowym przekładzie Michała Lipszyca.

 

  1. Agata Muszalska „Lenio” – styczeń
  2. Dobosz „Generał w bibliotece” – styczeń
  3. Julian Tuwim „Trudny rachunek“ –  ok. 15 lutego
  4. Sebastiano Grasso „Listy z ulicy Nowy Świat i inne wiersze” – 29 stycznia
  5. Flann O’Brien „Ciężkie życie”
  6. Viewegh „Gra w dwa ognie”
  7. Peter Esterhazy „Nanizane na sznurek”
  8. Rozmowy z Bergmanem
  9. Antologia „Teatru” – styczeń/luty
  10.  Rainer Maria Rilke „Listy do młodego poety” - luty/marzec
  11. Bohumil Hrabal “Obsługiwałem angielskiego króla” – kwiecień/maj (twarda oprawa) – w tym czasie na nasze ekrany wejdzie również film na podstawie powieści
  12. Bohumil Hrabal „Czuły barbarzyńca” – marzec (twarda oprawa)
  1. Przemysław Trzeciak „Powieki Bodhidharmy, czyli sztuka herbaty Chin i Japonii” –kwiecień

 

  1. Biografia Ibsena – 23 maja (urodziny)

 

Zakończenie Projektu Ibsen

  1. Henrik Ibsen „John Gabriel Borkman”
  2. Henrik Ibsen „Dzika kaczka“
  3. Henrik Ibsen „Upiory”
  4. Henrik Ibsen „Pani z morza”
  5. Henrik Ibsen „Kiedy wstaniemy z martwych”
  6. Henrik Ibsen „Peer Gynt”

 

Nowa edycja prozy Bohumila Hrabala (nowe tłumaczenia)

  1. Bohumil Hrabal „Schizofrenicka evangelium“
  2. Bohumil Hrabal „Inzerat na dum“
  3. Bohumil Hrabal „Vita novua“
  4. Bohumil Hrabal „Svatby v dome“

 

  1. Peter Estehazy „Egy no“
  2. Timothy O‘Grady „Light“
  3. Timothy O‘Grady „On Golf“

 

Pozdrawiam,

 

Artur Wolski

czuły barbarzyńca/świat literacki

ul. Dobra 31

00-344 Warszawa

 

0509 232 636

0603 130 140

828 95 58/826 32 94

 


 

 

5 marca (poniedziałek) o g. 20.00

Zapraszamy do czułego barbarzyńcy na spotkanie z Kazimierzem Orłosiem.

Kazimierz Orłoś, ur. w Warszawie w 1935 roku. Absolwent Wydziału Prawa UW. Siostrzeniec Stanisława Cata-Mackiewicza i Józefa Mackiewicza. Debiut literacki – tom opowiadań „Między brzegami”, 1961. Kolejne zbiory opowiadań: „Koniec zabawy”,65r. i „Ciemne drzewa”,70 r. Publikował m.in.w „Twórczości”, „Współczesności”. W 70 r. rozpoczął pracę w dziale słuchowisk Naczelnej Redakcji Literackiej Polskiego Radia, w 72 r. – w redakcji „Literatury”. W 73 r. w Instytucie Literackim w Paryżu wydał powieść „Cudowna Melina” i zaraz potem został zwolniony zarówno z Polskiego Radia, jak i z „Literatury”. Potem, aż do 89 r. publikował wyłącznie za granicą, m.in. w paryskiej „Kulturze” oraz w wydawnictwach niezależnych w Polsce. Był członkiem zespołu redakcyjnego kwartalnika „Zapis”. Kolejne książki to powieści „Trzecie kłamstwo”, „Przechowalnia”, „Historia Cudownej meliny” oraz zbiory opowiadań, m.in: „Pustynia Gobi”, „Drugie wrota w las”, „Niebieski szklarz”, „Drewniane mosty” oraz najnowszy tom - „Dziewczyna z ganku”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2006. Ta publikacja przyniosła autorowi coroczną nagrodę miesięcznika „Nowe Książki” – wręczenie odbyło się 22 lutego 2007 w Warszawie. Autor wielu słuchowisk radiowych, kilku sztuk teatralnych i scenariuszy filmowych. Na podstawie jego opowiadania „Wielbłąd” Jerzy Stuhr zrealizował film „Duże zwierzę”, 2000 r.  

„Dziewczyna z ganku” to zbiór mistrzowskiej prozy realistycznej - kilku historii opowiadających o losach mieszkańców Mazur, o uwikłaniu w ludzkie namiętności, o pięknie natury, w której rozgrywa się dramatyczna codzienność, oglądana oczyma przybysza z zewnątrz. Zarówno w opowiadaniu „Dziewczyna z ganku”, jak w „Dolinie Jerzyków” autor porusza temat fascynacji drugą osobą, związku z góry skazanego na klęskę. Cały tom dotyczy tych spraw: związków kobiety i mężczyzny, związków uczuciowych, fizycznych, mijania się w życiu, porozumienia i braku porozumienia, wszelkich złudzeń, etc.

 

 

4 marca ( niedziela) o g. 11.00

Zapraszamy na czułe czytanki. Tym razem bohaterami spotkania będą książeczka pt. „Tajemnicze przygody Kubusia” oraz jej autor Maciej Orłoś.

Maciej Orłoś pisał ją z myślą o swoim sześcioletnim synu. Kubuś mieszka w Warszawie, tam chodzi do przedszkola, do którego co dzień odprowadza go babcia. Wszystko zdawałoby się poukładane i zwyczajne. A jednak Kubuś w pozornie zwyczajnym świecie doświadcza czegoś niezwykłego i tajemniczego, jego dzień nie zawsze jest taki zwykły i zgodny z planem. Ogromną zasługę w burzeniu owej rutyny ma babcia Kubusia, osoba niezwykła i tajemnicza. Książka ta jest skierowana do dzieci w wieku 4 - 8 lat.

Maciej Orłoś, syn Kazimierza, ur.1960 w Warszawie. Absolwent wydziału aktorskiego warszawskiej PWST. Zagrał znaczące role w kilku filmach oraz przedstawieniach. Od 1991 roku pracuje w TVP. Jest prezenterem Teleexpressu, prowadził również wiele jednorazowych i cyklicznych programów, m.in. „Oko w oko”, „A to Polska właśnie" i „Trochę kultury”. Laureat Telekamery i dwóch Wiktorów. Publikuje felietony, m.in. w miesięczniku Brief. W 1998 roku ukazała się jego pierwsza książka „Moje spotkania Oko w oko” – zbiór najciekawszych wywiadów z gwiazdami, przeprowadzonych dla cyklu telewizyjnego „Oko w oko”. Wśród rozmówców byli m.in. Meryl Strzep, Anthony Hopkins, John Malkovich, Anthony Quinn, Jim Jarmush, Joe Cocker, Tina Turner i Bill Gates. W styczniu 2007 nakładem wydawnictwa ZNAK ukazała się jego książka dla dzieci „Tajemnicze przygody Kubusia”.   

Patroni medialni: Gazeta Wyborcza, Radio PiN i Dwutygodnik Miś.

Ze względu na ograniczoną liczbę miejsc w naszej księgarni i klubie, dzieci na czułe czytanki prosimy zgłaszać na adres: poczta@czuly.pl
Każde zaproszenie zostanie przez nas potwierdzone. Prosimy więc podać dokładnie swoje dane kontaktowe.

 

 

 

Do Magdy Umer

Czesć
 Nazywam się Filip Czarnecki i jestem twoim wielkim fanem.
Jeżeli to nie byłby kłopot bardzo bym Cię prosił o Twój autograf.
Wdzięczny fan.

 

Witam serdecznie!
 Nazywam się Maciek Albert Olbert i mam 19 lat (w maju będę zdawał maturę).
 Interesuję się dziennikarstwem i polityką, kulturą rosyjską.
 Jestem również pasjonatem języka rosyjskiego i podróży, szczególnie po
szlakach rzadko uczęszczanych przez tysiące turystów.
 Jako że jest to już ostatnia klasa liceum (jednego z najlepszych we
 Wrocławiu) więc momentem w którym zapominam o wszystkich kłopotach
dnia codziennego jest chwila w której otwieram kopertę,  a wniej znajduję
 fotografię z autografem, czasem i z dedykacją od osoby którą znam tylko z
 telewizji, gazet itd.
 Dlatego też zwracam się z tą prośbą do Pani, wykonawczyni najpiękniejszych
 polskich piosenek.
 Więc jeśli to mozliwe , proszę Panią o przesłanie swojej fotografii z
 autografem, a będzie to swoista perła mojej kolekcji!
 Serdecznie pozdrawiam!
 M.A. Olbert

 

Nazywam się Tomasz. Mam 16 lat. Zbieram zdjęcia z autografami znanych
osobistości. Byłbym wdzięczny gdyby przysłała  mi pani  takie pod adres

 

pozdrawiam pania i prosze o autograf.zawsze marzylem zeby miec pani autograf.janusz kossakowski

 

Dzień Dobry


Mam zapytanie ? czy by się nie dało jakoś załatwić
 zdjęcia z autografem szanownej pani Magdaleny Umer
jeżeli tak to potem podam swój adres .
Z wyrazami szaczunku Zbigniew Kulasek z Pszczyny .

 

Mili panowie!
 
Pisalam juz tu na ten temat nie jeden raz.Nie każcie mi, zmęczonej kobiecie  jeździc na pocztę w tak mało waznym celu.Pozdrawiam serdecznie i zapraszam za kulisy po jakimkolwiek występie.A na razie zdjecie w prezencie- zrobil mi je Wojtek Borkowski w kawiarni hotelu "Park", w Szczecinie.Dopiero co.



 

26 lutego 2007

Magdo,

Bardzo dziękuje Ci za te zdjęcia. Czy mogło mnie na stare lata spotkać większe szczęście, niż to, że „mam”  TAKICH PODOPIECZNYCH ??? i w dodatku WDZIĘCZNYCH ??? (…mam świadomość, że to się może zmienić, dlatego tym intensywniej teraz tym się cieszę)

To zdjęcie pod karczmą, to chyba z naszej powrotnej podróży z tournée po Wielkopolsce (a była to pierwsza „trasa” z nową panią z eas-a)  Mój „szef” Wojtek – wygląda na człowieka będącego u kresu swoich sił. Czy myślisz, że  mogła Go aż tak zmęczyć moja obecność…? Tak jak patrzę na siebie  – to mam wrażenie, że jestem chyba lekko „skruszona”…

 

Trochę mnie uspokoiłaś, tym, że wierzysz, iż sprostam. W końcu wiara czyni cuda!!!

Najbardziej jednak podoba mi  się „pseudonim”(lub jak mówił śp. Maniuś, czyli gospodarz na mojej działce – „apseudomin”), który mi nadałaś - Małgosia BO. BO.. tak fajnie kojarzy mi się z BO Derek. A jest mi ona od dawna szczególnie bliska  BO, jeżeli się  nie mylę, to począwszy od 1996 roku regularnie jest nominowana do nagrody ZŁOTYCH MALIN – dla najgorszej aktorki drugoplanowej. Nie wiem czy otrzymała wreszcie tę nagrodę, ale jeżeli nie, to tym bardziej podziwiam ją za wytrwałość!

Gorąco pozdrawiam

Małgosia BO

Apseudominie,ktoremu tak fajnie sie kojarzy z Bo Derek!

Na razie sprostujesz i sprostywasz!całuję cię mocno-podopieczna.

 

dla Malgosi Bo-Bo Derek po latach...

Ach...To był rok 2002 ...Charlize Theron   dostała nominację do Złotej Maliny.../najgorsza aktorka/ za film Słodki Listopad (dodam iż jest to mój NAJ NAJ film) Ahoj Złote Maliny.
Z gorącymi pozdrowieniami,
a.

 

zdjecia


 

Pani Magdo Kochana!
 Wysyłam kilka zdjęc.
Sciskam Panią bardzo mocno... "etcetera"
Kasia W.
 

Kasiu W!

 
Ale bylo nam milo w tej Lodzi.I w podróży do niej i z niej.caluję-Magda

 

 

Relacja z Parku Staryszewskiego

1. Te dwie z aparatami fotograficznymi na szyi, snujące się po parku, to studentki w czasie sesji. Zdjęcia brak.
2. Każda chwila jest dobra na łyknięcie odrobiny anatomii. Jaki piękny...miesień napinacz powięzi przedramienia!
3. Lód jeszcze nie puścił, ale państwo juz topią marzannę. A może to próba zdjęcia z siebie cieżaru obowiązków rodzicielskich? Joasia mówi, że to nie mieści się w żadnej koncepcji wychowawczej.
4. Choć zima dość nietypowa, to w parku wszystko po staremu.

4a. i fauna

4b. i flora
5. Joasia płakała, że nie ma wiewiórek (tekst do tego ujęcia- "Gdzie są wie-wió-rki??")
Co do mnie, to wygląda na to, że dzień, kiedy zacznę pracować w szlachetnym zawodzie lekarza weterynarii przybliżył się o jeden semestr--
- Bliźniaczka Iwona studentka weterynarii
 
Iwono z aparatem!
 
Mimo zimy zapachnialo wiosną na tych zdjęciach!Dziekuje za relację-MU 
 

 

fotorelacja z telewizji

 
Dziś odbyło się nagranie telewizyjne Szansy na Sukces poświęcone piosenkom Agnieszki Osieckiej. Oto fotorelacja
najpierw trzeba było pokonać elektroniczną bramkę w gmachu F oraz groźnego pana strażnika. Ale cóż to dla naszej dzielnej dyżurnej fotoreporterki! Sobie znanym sposobem przemknęła jak burza przez wszelkie zapory i o właściwej porze znalazła się w studiu 1, gdzie natychmiast została przyłapana przez ....MU! Po otrzymaniu przytulenia ) i przyzwolenia na reportaż drżącymi ze wzruszenia dłońmi chwyciła za aparat i oto co uwieczniła
Spotkanie Pani Magdy z ulubioną panią charakteryzatorką, która była w stanie przekonać MU do delikatnego makijażu - nie miała łatwego zadania) 
                                                                     

Jeszcze tylko ostatnie muśnięcie szminki (ach, te włosy prosto od fryzjera...)

                             
Na planie trzeba się naradzić,

 
zastanowić,

 poszukać Bardzo Ważnej Rzeczy, która wcale się nie zgubiła,

 
i można zaczynać nagranie
 
 
W przerwie drobna korekta makijażu
 
 
i nagrywamy dalej (panie Jurorki zasłuchane) 
 
 
 
Burzliwa narada po wysłuchaniu wszystkich piosenek
 
 
 
i werdykt został wydany. Jeszcze chwila rozmowy z Panią Reżyser E. Skrętkowską
 A potem oczywiście uśmiechy, zdjęcia, autografy - normalne życie Gwiazdy...

 
 
 
Emisja programu będzie..............hmm chyba 11.03 o godz 15.05, ale z wrażenia nie jestem pewna. Jak znam Załogę, to Ona będzie wiedziała i uprzedzi.
Pozdrawiam  - szalona "reporterka".
 
PS. Człowiek, a zwłaszcza szalona kobieta po egzaminach zmienną jest - dziś wieczorem po raz pierwszy w życiu marzyłam o dłuuugim, bardzo wolno jadącym korku 
 
 
Joasiu!
 
dziękujemy za reportaż .Widziałam cie wczoraj w teatrze-bardzo ładnie wyglądałaś!MU
 
 
 
 
 
ach, jak pięknie...

 

Witam serdecznie!

Chciałem pogratulować ciepła, jakie panuje na Pani stronie internetowej.

I brzoza (ta osobista) taka piekna...

A zdjęcie Agnieszki O. takie rozmarzone...

Ubawiłem się przednio przy telegramie do Maryli R! Bomba 

A osobiście, to chciałem, bo nigdy możliwości nie miałem, podziękować za teksty dla boskiej Mańki.

Gorące pozdrowienia znad morza ślę!

Jarek vel Yarek -Fan Club Maryli R!


Jarku vel Yarku!
 
Dziekuje bardzo!Trochę ostatnio zaniedbałam odpisywanie na listy,ale najpierw chorowal mój komputer i zablokowała sie poczta,a potem rozchorowalam sie ja.I w dodatku bez przerwy gdzies wystepuję...
 Z Boską Mańką rozmawiam ostatnio często.Zamówiła u mnie piosenkę-piękną,wzruszającą i mądrą.Chciałabym taką napisac dla Niej..Pozdrawiam! MU
 
 
 dla pana Yarka-Mańka na ostatnim karaoke w"Polonii "-fot.Robert Jaworski
 

Agnieszka....


 
Witam
 
Pani Magdo mam pytanie o koncert dla Agnieszki, ten 11 lutego w Mariocie.
 
Czy jest szansa, żeby jakoś móc przyjść na ten koncert?? Wiem, że jest to impreza zamknięta, ale bardzo chciałbym posłuchać koncertu.
Wiem dobrze, że na zamknięte koncerty można "po cichu" się dostać  Wiem, bo "łażę" za Marylą R. na wszystkie koncerty, na te zamknięte też
Byłaby to dla mnie ogromna przyjemnośc móc posłuchac takiego koncertu. Kocham Marylę, bywam na ogromnej ilości Jej koncertów i kocham twórczośc Agnieszki. W Pani i Maryli wykonaniu szczególnie. Pamiętam słowa Agnieszki, jak to mówiła, że ma dwie swoje artystki "pod które pisze"
 
Ps. Nie dawno były imieniny Agnieszki - dostała od Maryli i fanklubu śliczne kwiaty. Poszliśmy do Niej, pośpiewaliśmy trochę, pogadaliśmy sobie. Miło było.
Miło by mi bardzo było gdybym jakoś mógł uczestniczyć w koncercie 11 lutego....
 
O ile to możliwe to bardzo proszę o odpowiedź.
 
Pozdrawiam już prawie wiosennie.
 
Kuba.
 
Kubo!
 
No i za późno!A oczywiście wprowadziłabym cię.Bardzo to był mily wieczór.Może innym razem.Pozdrawiam MU

 

 

 
foka z Ustki

 
Droga Pani MU!
Dawno nie pisałam, ale wylądowałam chyba na polu golfowym, same dołki. Nawet bukowy las nie pomaga. Zresztą po ostatniej wichurze i on ma kłopoty........okropny widok, gdy mlode piękne drzewa leżą połamane jak zapałki. Zniszczyło też wiele świerków. O, ironio! Leżą powalone i wydają przepiękny, bardzo intensywny zapach zwykle kojarzony ze świętami........
..........ale żeby było coś pozytywnie- na plaży w Ustce w Nowy Rok można było spotkać fokę.......czyli foki wracają nad polskie morze.........
Pozdrawiam! gk
 
GK!
 
1.Te wichury i zmiany pory roku co kilka dni wykańczają najdzielniejszych...
2.Foka cudna!I to znaczy że sobie pani wędruje po Polsce!
3.Raz w życiu byłam na polu golfowym,ale za to w Nowej Zelandii!
4.Zaraz WIOSNA!!!!!!!!!!!!!!CałujęMU
 

 

Pani Magda Umer a krzyzowki (pytanie numer 25)

Dzien dobry
Pani Magdo.
Dzisiaj bedzie krotko aby nie zabierac cennego czasu na poczatku tygodnia.
25. Prosze powiedziec kto wpadl na pomysl widowiska o tytule "Big Zbig Show"? I jak to sie stalo, ze udalo sie Pani namówic do scenicznej wspólpracy p. Wojciecha Manna?
Jacek Górski
(D.J.J.A.C.K.)
 
Panie Jacku!
 
1.Ja wpadłam na ten pomysł, po zakochaniu sie w niebywałym talencie mlodego Zbyszka Zamachowskiego.I tak zwanego szerokiego wachlarza mozliwości aktorskich.
2. Z Wojtkiem Mannem  znam się i lubię od stu tysięcy lat.Kiedyś pracowaliśmy razem w Telewizji i on był moim szefem.Ukochanym.A potem prowadziliśmy razem w radiowej Trójce audycję pod tytułem "Snuje i łomoty".Pozdrawiam MU 
 

 

 

Feliks Falk w galerii

 
Witam. Zapraszam na otwarcie wystawy malarstwa i rysunku Feliksa Falka w Galerii Browarna w Łowiczu. Wystawa zawiera całość dokonań plastycznych reżysera, od prac najwcześniejszych (jeszcze z warszawskiej ASP, którą ukończył w 1966 r. , aż po prace z początku lat 80.
Pozdrawiam, (choć nie wiem czy dobrze robię, Niewdzięczna TY). Andrzej Biernacki, były malarz, obecnie reżyser (wystaw).
adres galerii Łowicz, ul. Podrzeczna 17 (róg Browarnej)
 
Andrzeju!
 
A dlaczego ty jestes byłym malarzem, skoro malowałeś tak pieknie?!Nie gniewaj się na mnie.Często o Was myślę...MU

 

 

Kochana Pani Magdo!

Oczywiście, że byliśmy na tym Chlip – Hopie! Było wesoło i pięknie. Tak jak przeczuwałam, z teatru wyszliśmy jeszcze bardziej radośni i jeszcze bardziej szczęśliwi. Nie wiedziałam, że Pan Andrzej Poniedzielski jest taki zabawny. Wstyd przyznać ale nie znałam go wcześniej.. Zdjęć nie robiliśmy.

Wysyłam za to zdjęcia z pobytu w Trójmieście.. Byliśmy tam w miniony weekend.

 

 

 

A to my - ja i Damian..

I ulubiony (chyba?) hotel Agnieszki Osieckiej..

 

Zdjęcie zrobione specjalnie dla Pan

 

 

I jeszcze jedno zdjęcie z tego samego miejsca..

 

Pozdrawiam bardzo, bardzo serdecznie. Asia

PS. Pani Magdo, chciałabym jeszcze zapytać.. Nie wie Pani gdzie można znaleźć słowa do piosenki „La valse du mal”

Asiu!

Dziękuję za to ostatnie zdjecie szczególnie!Pozdrów Damiana.Bardzo mi sympatycznie wyglądacie !Zaraz poszukam tych słów i może uda mi sie je wysłac.Pozdrawiam MU 
Słowa -Wojciech Młynarski                                                     
muzyka- Jerzy Matuszkiewicz
                                             „Valse du malle"

La la la la, każdego dnia się za mną snuje

La valse du mall- ten walczyk, co mnie zniszczyć chce.

Jest na mnie zły, nie ufa mi, bo wie co knuję

I nikt i nic , i nawet on nie zdoła wstrzymać mnie.

 

Przekwitły georginie i na pięciolinii moich dni

Powoli płynie za mną w dal, la valse du mall

I dręczy mnie i tak się źle mną opiekuje

La valce du mall, wesoły walczyk, co mnie zniszczyć chce

 

Zdołałam już polubić go , w mych wędrówkach aż na dno

Powoli grzejąc w palcach cienkie szkło

Naiwność melancholii tej potrafiła krzepić mnie

Gdy wątpiłam, gdy szans wokół było coraz mniej.

 

La la la la tak się co dnia wciąż za mną snuje

La valse du mall, ten walczyk co mnie zniszczyć chce

Łudzi się że walizki swej już nie spakuję,

Zostanę z nim , w tym mieście, gdzie nikt nie pokocha mnie.

 

Nie skusisz mnie walczyku i na pięciolinii moich dni

Być nutka nikłą, nutką zwykłą nie każ mi

 

La lala la żadnego dnia nie pożałuję , z wędrówek przez ogrody życia

Pełne kwiatów zła.

 

Pani Magdo,
 Szekspirowskie pytanie przebiega mi co jakiś czas po głowie. Ale jak może nie przebiegać, kiedy takie widoki (jak na załączonym obrazku).
 Strasznie dużo mamy szczegółów w czaszce... Dosyć już mam tej medycyny!
 Piszę, bo chciałam powiedzieć, że telewizyjna dwójka o godzinie w sam
 raz dla studentów nadała właśnie przed chwilą (o 2.35) koncert finałowy
 Konkursu Pamiętajmy o Osieckiej. Za który chciałam podziękować.
 Pozdrawiam serdecznie,
 Ola

Olu!

Nie masz łatwo na tych studiach.Ale i tak wybrałabym "Być".I na twoim i na
swoim miejscu.Pozdrawiam serdecznieMU

 

Droga pani Magdo!
 
Od lat mieszkam poza granicami Polski i jestem wierną czytelniczką zarówno Pani jak i Krystyny Jandy dziennika/blogu. Nie lubię tych obcych nazw w polskim języku dlatego wolę pisać dziennik. Ala dlaczego kiedy wchodzę na stronę www.chlip-hop.bloog.pl  i chcę pewne, w moim mniemaniu, bardzo interesujące i mądre spostrzeżenia/myśli/cytaty/ skopiować na specjalnie dla Pani założony plik na moim komputerzu --- nie mogę... ponieważ przy takiej próbie bije w oczy ostrzeżenie"Użytkownik nie zgodził się na kopiowanie treści". Proszę mi wierzyć, dla osób mieszkających (jak ja) poza granicami kraju Pani i Pana Andrzeja blog pozwala nam zachować nie tylko nasz język ale i tożsamość. Wielokrotnie kopiuję fragmenty (ważne dla mnie) z Pani blogu i uczę się ich na pamięć tylko po to, aby zachować nasz polski, cudowny i wspaniały język w możliwie najlepszej formie. A także przekazywać innym, którzy postanowili ułożyć sobie życie poza krajem. Proszę mi wierzyć nie ma w niniejszym mailu niczego widzi-mi-się! Piszę "z serca"...
Mogę oczywiście przepisać (dosłownie) fragmenty tekstu na Word. Ale to trwa! A czas tutaj - na tzw. zachodzie - biegnie jakby szbyciej!!! Czy mogłaby mi Pani pomóc! I odblokować to paskudne ostrzeżenie "Informator nie zgodził się na kopiowanie treści." Byłabym bardzo wdzięczna.
 
Przesyłam cieplutnie pieszczoty wiosennego wiatru
Anna
 
Pani Anno!
 
Ja nie mam na to zadnego wplywu.Nie wiem dlaczego jest tak,ale tak jest. Ale bardzo sie ciesze,że to jest pani takie potrzebne do zycia.To dla nas wielka radośc!Pozdrawiam serdecznie-MU

 

Buziak

 

Dziękuję bardzo!Do sierpnia!MU

 

Szanowna Pani Magdo
 Piszę do Pani z ogromną prośbą.Moja koleżanka poszukuje nut do
utworu,który Pani śpiewała.Nie chciałem jej nic mówić,że do Pani napiszę w
tej sprawie.Chciałbym zrobić jej tymi nutami prezent,a także sobie,bo
 zarówno Misia,jak i ja jesteśmy zakochani w twórczości panów Przybory i
 Wasowskiego, którą Pani zawsze umiała wspaniale zinterpretować.Chodzi nam
 o piosenkę "Oczy przezroczyste".Mam nadzieję,że nie sprawi to Pani
 problemu.
 Z dołu dziękuję i serdecznie pozdrawiam.Wiktor
 P.S.Przepraszam bardzo za formę,ale epistolografia nie była nigdy moja  mocną stroną.

Panie Wiktorze!

Ja nie mam nut żadnej swojej piosenki.Wojtek Borkowski ma i to jego trzeba
prosić.Ode mnie jest link do Europejskiej Agencji Sztuki i kontakt do
niego.Pozdrawiam MU

 

Szanowana Pani Magdo.
Jest mi niezmiernie miło iż mogę skreślić parę słów w kierunku osoby,
 którą to bardzo cenię i szanuje za  artystyczne dokonania oraz za to,że
 nie daje umrzeć inteligentnej piosence.
 Droga Pani Magdo, jestem osobą młodego pokolenia, której nie dane było
 obejrzeć, a dane było jedynie usłyszeć na nośniku cd piosenki ze spektaklu
> "Zimy żal". Bardzo ubolewam nad tym, że telewizja nie przypomina tego
 przedstawienia, a dąży do tego, by zgniło i obrosło kurzem w tamtejszym
> archiwum. Zapytuje, czy wie może Pani, czy telewizja planuje "odświeżyć"
 publiczności ten spektakl, czy planowana jest jego emisja w najbliższym
 czasie? Bardzo mi zależy na obejrzeniu tego wybitnego dzieła,
gdyż mam dość wszechobecnej popkultury, która tylko ogłupia ludzkość i
sprawia, że pozostaje pusta i oderwana od refleksji.
                          Serdecznie Panią pozdrawiam
                          Maciej Tarasiuk

Panie Macieju!

Mnie powiedziano że polowa tego spektaklu zaginęła juz wiele lat temu.Może
kiedyś sie odnajdzie?Pozdrawiam serdecznieMU


 

Pani Magdo Kochana! Dziś znowu wspaniałe przedstawienie! Jestem "uzależniona" od Chlip-hopu i jak tylko czas mi pozwala biegnę do Ateneum, żeby nacieszyć się Waszymi przecudownymi rozmowami i piosenkami. Brakuje tylko jednego - jakiegoś (choćby malutkiego) programu, gdzie zamieszczone byłyby tytuły i autorzy wykonywanych utworów (np. w programie do "Albumu rodzinnego" jest taka lista!).  Można  by dołączyć do niego płytkę z nagraniami ze spektaklu -  na pewno taki zestaw cieszyłby sie ogromnym powodzeniem. Co Pani o tym myśli?!
Moc podziękowań i pozdrowień dla Pani, p.p. Andrzeja P. (ta biala koszula!!) i Wojtka B.
Małgorzata T.("poczochrana...")
 
Poczochrana!
 
Podobno niedlugo nagramy ten spektakl na płytę.Wtedy wszystko bedzie opisane.Ale my przewaznie mówimy ,kto napisal ten piosenki.Dziękujemy za pozdrowienia i wzajemnie!
ps.Pan Andrzej w bialej koszuli wygląda zabójczo! 

dla Poczochranej- fot.Ewa Całka

 

Dzień dobry,

           Nazywam się Adam Cioczek.Zwracam się do Pani, ponieważ od dawna z
zaciekawieniem czytam wypowiedzi Pani,które ukazywały się w prasie.
Zauważyłem,że zawsze wnosiły one coś nowego do mojego myślenia. Dlatego
postanowiłem do Pani napisać i przedstawić projekt,który mam nadzieję w
jakimś sensie Panią zaciekawi.Chciałbym się jednak najpierw
przedstawić.Ukończyłem filozofię na UMCS w Lublinie oraz scenariopisarstwo w
Warszawskiej Szkole Filmowej.Wychowywałem się w atmosferze rozmów ludzi
związanych z kulturą i sztuką. Jako człowiek już dorosły a jednak bardzo
młody zdaję sobie sprawę,że te rozmowy w ogromnym stopniu mnie
ukształtowały. Ważny jest dla mnie oczywiście ten mój młody czas ale
przecież bez tradycji trudno się czegokolwiek nauczyć.Nie podoba mi się,że w
naszym kraju o tym się nie pamięta. Dlatego postanowiłem organizować
cykliczne spotkania z ludzmi doświadczonymi, którzy mogą stworzyć tak zwany
"pomost intelektualny" między swoją myślą a myślą młodych ludzi. Gdyby się
Pani zgodziła uczestniczyć w takim spotkaniu w Lublinie(tu właśnie mieszkam)
wraz z trzema innymi,tak zwanymi znanymi osobami,które również zaproszę,to
byłaby to dla mnie przyjemność i zaszczyt.Spotkanie    to odbędzie się na
pewno w jakimś prestiżowym miejscu z udziałem szerokiej publiczności i
mediów.Gdyby to Panią zainteresowało(a byłbym bardzo wdzięczny) to o
szczegółach napiszę po otrzymaniu odpowiedzi Pozdrawiam Panią
serdecznie-Adam Cioczek

Dorosły a jednak bardzo mlody Panie Adamie!

Przyjadę.Prosze mi wyslać telefon do siebie,albo od razu napisac do mojej
agencjii ,czyli EAS-u.Pozdrawiam MU

 

 
 
Wyprawa śladami Bohumila Hrabala 28 marca - 1 kwietnia 2007

 

 

 

Z okazji 93 urodzin Bohumila Hrabala czuły barbarzyńca zaprasza na niezapomnianą, jedyną w swoim rodzaju wyprawę, która rozpocznie się na Powiślu w czułym barbarzyńcy 28 marca 2007 i zawiedzie nas do Pragi, Nymburka, Kerska z możliwością powrotu do Polski. Hasłem naszej wyprawy jest zawołanie Josefa Procházki, drogowca i przyjaciela Bohumila Hrabala„Jak się człowiek uchleje, to w Kersku też jest Kilimandżaro”. Uczestnicy wycieczki muszą być pełnoletni.

 

Czas 28 marca – 1 kwietnia 2007; cena 1200 zł – transport, nocleg ze śniadaniem, podróżniczy niezbędnik niespodzianka, zapewniamy niezwykłych przewodników; liczba miejsc ograniczona.

Zainteresowanych wzięciem udziału w naszej wyprawie prosimy o kontakt z Rajmundem Nafalskim tel. 0 513 648 403, e-mail  hrabal@literatour.pl

Chętnych prosimy o szybki kontakt – liczba miejsc ograniczona!


 

w drogę


 
Rolling S!
Uważajcie na siebie w Szczecinie i po drodze zaśnieżonej /czy to na ziemi czy w powietrzu/.
Niech  się nie pogubią garnitury, sukienki oraz laptopy.
CZYLI TAKIEGO SZCZECINA ABY WSZYSTKIM ZRZEDŁA MINA /z szoku/..
 
Anula
 
Anulo!
1.Uważaliśmy na siebie w tym Szczecinie.
2.Śniegu nie bylo.Tam juz prawie wiosna!
Pozdrawiamy -Rolling Songsi
 
 
 

moi koledzy ze Szczecina

 

Poszukujemy księgarzy do filii czułego barbarzyńcy w Novym Kinie Praha.

Wymagania- wiedza z zakresu historii literatury, teatru, filmu, architektury, sztuki.

CV ze zdjęciem + list motywacyjny prosimy przesłać na adres marta.szymaniak@czuly.pl

 

 

ARCHIWUM