W tym miejscu będę publikować wybrane listy, nadchodzące do Magdy Umer i jej na nie odpowiedzi

Dobrego czytania.

 

14  I 2003r.

1

Pani Magdo!!!!
 *U mnie tez zgrzyta, bzyczy i trzeszczy nieznośnie, i natrętnie. Ale jakoś
 damy radę prawda? Musimy...

 *Moja refleksja na dzisiaj "Zabawa jest dla mnie trudnym zadaniem" - bo ja
 jakoś nie potrafię się bawić, mam tak od dziecka! Jakieś "skakanie w

gumę",

 berek, zabawa w szkołę...co to to nie.

 *Ale ja wiszenie na linach uwielbiam(w przeciwieństwie do świecy). Zresztą
 jak to brzmi "mogę się powiesić?" cud, miód.
 * Nie pamiętam czy było tak do końca dnia.
 *Pozdrowienia dla Kłapouchego jeżdżącego od Kłapouchego wiszącego.
 Anula

 ps. Jak już będzie za późno na pomoc to co najwyżej "taka jedna, wcale nie
 stara kobieta" będzie mogła wspomnieć Anulę i pomyśleć sobie "A mówiłam
 jej..."
 ps2 Przesyłam zdjecie, które wczoraj przyleciało w nepalskiej

kopercie...

Wie Pani, że On się wybiera do Bangladeszu? Tylko nie wiem po jaką cholerę?

Żeby chyba siostrę podenerwować.

 
 ps3. Dorota! Wszystko pięknie i wspaniale, z tym, że najpierw musi mnie

ktoś

 do tego egzaminu w ogóle dopuścić, ale nic, będę walczyła a w chwili

kryzysu

 przypomnę sobie to co starsza koleżanka andragog mówiła


Anulo!
1.A dlaczego nie pojechałaś z nim na ten uspokajający Wschód?Nie martwiłabyś
się tak co z nim i miałabyś dużo światła.
2A ja świecę też lubię.Nie znoszę tylko tzw.pozycji stojących(problemy z
utrzymaniem równowagi)
3.Pozdrów brata.MU

2

Droga MU ( w sensie drogocenna)

 Z całego serca wytrwałości!

 Z taką wielką i piękną duszą jaką pani posiada wszystko się uda.

 Przesyłam serdeczności
 Pozdrawiam
Jolu!

Dziękuję za kasety
.Są FANTASTYCZNE.Słucham ich już drugi dzień i nasłuchać się nie
mogę(oczywiście tylko w samochodzie, w drodze na próby)MU


3

Zaliczyłam psychologię i dydaktykę!!!!!!!!!!!!!!!
 Musiałam się pochwalić!

 Czeka mnie ważna rozmowa, pierwszy raz zdobyłam się na odwagę mówić o
 sobie!!!!!! Trzęsę się trochę, ale liczę na to, że potem będzie lepiej.

 W to śnieżno-szare popołudnie pozdrawiam jak najmocniej.
 Aaaaaaannnuuulllla


Aaaaaaaaaannnnnnnuuulllllo!

Jasne że potem będzie lepiej,.
Ja w każdym razie TYLKO NA TO LICZĘ. Ułony od Kłapouchego dla Kłapouchego.MU
ps.Strasznie mi zaimponowałaś tą psychologią i dydaktyką!Brawo!!!


Anulo... Ja za to dydaktyki nijak nie mogłam zaliczyć i strasznie się z nią zmagałam. Też gratuluję i oby tak dalej!!!  D

4

Pani Magdo,

Wróciła szara (biała?) rzeczywistość i ja znowu nie mam czasu, żeby do Pani napisać - a tak lubię... (Czy przy takim nawale pracy to Pani za bardzo nie przeszkadza? Bo tak sobie pomyślałam, że jako człowiek dobry i obowiązkowy czyta to tu Pani i odpowiada, ale w duchu i głowie przepracowanej zgrzyta zębami przy wtórze: "Wrrr - jeszcze jeden.!.."???

A ja znowu w lesie (taki lajf - taka praca - "emigracja zarobkowa"...), las znowu pod pierzyną - bajkowo i ślicznie, ale sobie przeziębiłam nie-powiem-co i coraz mniej mi tej zimy żal... Żeby tak chociaż w górach człowiek był!
Wmawiam sobie twardo, że mi dobrze na duszy i ciele, a wszelkie wątpliwości w tej sprawie to babska histeria oraz reakcje meteopaty (-patki?). To co napiszę będzie pewnie wstrętne, ale przez ułamek sekundy dodała mi ... otuchy informacja, że Pani się pokłóciła. Nie z racji podłego charakteru mojego (mam nadzieję, że nie taki on podły jednak..), ale dlatego, że ja się ostatnio za często kłócę, czepiam, często uważam, że słusznie (tzn. że mam rację, nie słusznie, że robię piekło), usiłuje przeforsować jakieś swoje racje, coś na siłę wytłumaczyć, nawet MMŻ się opędza, ja po babsku i po głupiemu usiłuję mu wyłuszczyć swoje racje, co oczywiście napotyka na mur męskiej irytacji itp. itd... Skoro nie tylko ja, to może to nie takie nienormalne?... A może oni (pleć mniej piękna) są gatunkiem niereformowalnie innym i tak mają, i idealizm, że nie należy między bajki włożyć?... Przepraszam bardzo za taką refleksję i mam nadzieję, że to już historia i w ogóle wszystko dobrze?! Ostatnie dwa wieczory leczyłam się fragmentami "Wszystko skończone" i pocieszałam, że wciąż w zielone gramy. Tłumaczę sfrustrowanemu ego, że też bierzemy (to ego i tamto ego i wszystkie ega we mnie zameldowane) udział w grze, a nie siedzimy w kątku pod wycieraczką i siąpimy nosem, że szaro ....

Jak to wspaniale, że istnieje ta Pani strona (pani Doroto - po raz n-ty: cudownie, że Pani itd... : ) ) Nie tylko dlatego, że jest stroną PANI MAGDY UMER, ale że ciągle znajduję tu coś nowego, jakiś okruch wzbogacający mnie wewnątrz - codziennie czekam jaki "nowy" wiersz się pojawi w Antologii i cieszę się jak uczniak, jeśli go już znałam i też uważałam za godny uwagi... Albo jeśli nie znałam - że poznałam. A ta przyjemność w odkrywaniu czegoś nowego w innych zakamarkach strony (dziękuję za historię Leśmiana!!!) - to tak jakbym (przepraszam za prozaiczność porównania) znalazła jednak jadalny grzyb w lesie (ku wielkiem mojemu żalowi w ogóle nie potrafię zbierać grzybów, a bardzo bym chciała...) albo tę przysłowiową perłę na dnie morza... Gdy pojawi się coś czego poprzedniego dnia jeszcze nie było i nic tego nie zapowiadało czuję taki przyjemny przypływ energii! nazwałabym to satysfakcją intelektualną, gdyby nie brzmiało tak pompiasto.. ; )

Z innej beczki - ucieszyłam się bardzo, że pani lubi Cesarię Evorę! Ja uwielbiam, a odkryłam ją chyba w '95 czy 96r., przypadkiem, jeszcze zanim zaczęła być znana na naszym rynku i od razu się zakochałam! Podobnie w Dianie Krall po "Let's Face the Music and Dance"... A moje ostatnie odkrycia to wspominana już tutaj Norah Jones oraz Jane Monheit (np. L.P."Come Dream With Me"). A czy zna Pani taką płytę: "Dedicated to You" - Johna Coltrane'a i Johnny Hartman'a? - chyba by sie Pani spodobała..

A książki p. M. Musierowicz to arcydziełka, ocieplacze, pogodne duszki, promyki normalności, nadzieje na nią.... Wnuczka niezbędna!

I jeszcze chciałam do pani babci - Marty słów parę: Pani Babciu Marto! - pomidorowa mojej Babci śni mi się bez mała po nocach, soczewicy nie lubię - kojarzy mi się ze "złym narzeczonym", a krupniku zjadłam 400% procent normy, bo to mojej mamy ulubiona ("taka prosta, taka zdrowa") zupa do robienia i nie ma miesiąca, żebym nie dostała kilku słoików (tylko dlatego sama jej nie gotuję, ale umiem) ... Gaspaccio nie lubię, podobnie jak swojskiej szczawiowej, ale za swojskim żurkiem i grzybową (nie pieczarkową) przepadam. Gdzież tu snobizm??? :) Wszak wszystko jest tylko kwestią czasu, poznania, zaakceptowania, rozpowszechnienia. Przecież pomidory do wspaniałej pomidorówki mojej babci, jak i do Pani pomidorowej, z pewnością równie wspaniałej jeszcze w XVI wieku były uprawiane jako ... roślina ozdobna, a przyjechały oryginalnie aż z Ameryki Południowej czyli dalej miały niż bazylia do pesto! ;-)) Dopiero w XIX wieku w Ameryce Pn. i w Europie zaczęto pomidory uprawiać na wielką skalę.... A kapusta do narodowego dania naszego? Gdyby nie Królowa Bona... : ) Pozdrawiam.

Pani Magdo - pozdrawiam serdecznie i w załączaniu przedstawiam mojego kota - Heńka (tu z kolegą).

MAGDALENA


Magdaleno znowu z lasu!

1.Heniek z kolegą w porządku
2. Wnuczka niezbędna-ale na razie to tylko moje marzenie...PozdrawiamMU

 

5

Pani Magdo! Gdzie Pani spędziła Noc Sylwestrową?

Pozdrawiam Serdecznie

Justyna


Justyno- to TAJEMNICA.

 

Pani Magdo,
 W zamian za Markotnego wysyłam zdjęcia moich zwierzaków. Kot jest
 zdumiewający, waży 9 kg i w ogóle jakoś mi urósł, ale to dobrze, bo
 więcej miejsca do całowania. Papugi są strasznie krzykliwe i wcale
 ich
 nie rozumiem. A ryba została wytypowana na ochotnika przez inne ryby
 i
 aż mnie zdziwiło, że wszystkie uciekły a ta jedna pozowała. Do tego
 wszystkiego jest jeszcze pies, ruda bokserka, ale nie dała się
 sfotografować, więc uszanowałam jej wolę. Może jutro. Ona ma
 depresję.
 Nie potrafi zrozumieć dlaczego nagle ludzie ją ubierają w jakieś
 kretyńskie ubranko w szkocką kratkę i tak każą się pokazywać na
 spacerze. To naprawdę straszne, prawda? Może nie lubi szkockiej
 kratki?
 Już sama nie wiem. Co do imion, kot Epos, pies Farsa i imiona te
 najzupełniej odpowiadają ich temperamentom.
 Przepraszam za kiepską jakość zdjęć, ale były robione na szybko.
 A KJ proszę jak najszybciej powtórzyć, że jest niebezpiecznie piękna.
 Już Ją o tym sama osobiście poinformowałam, ale jak widać pięknieje
 nam
 nadal. To wspaniale.
 Czas szybko biegnie? Faktycznie. Ja mam już 25 lat. O matko! Słabo
 mi..
 olga

  

 

 Stara kobieto , której słabo!

1.ZOO imponujące(Dorotka to wyświetli i jak Bóg da, nic się juz nie
zablokuje)
2.KJ juz dawno zacytowałam panią,ale ona jest strasznie
rozpieszczona pod tym względem a i tak ciągle ma wątpliwości...
3.Istnieje możliwość,że nie lubi szkockiej kratki.PozdrawiamMU

6

Widzę że skrzynka już wolna.
Wielbiciele aż tak atakują czy nie czyścicie skrzynki?
List trochę stracił na aktualności ale tyle się nastukałam , że szkoda
mi kasować. (A poza tym to było pierwsze poruszenie)
Staram się go wysłać chyba od piatku ale ciagle wraca:-)
MK

Witam!
Dzisiejszy dzień ogłaszam dniem Świątecznym. Właśnie podłaczyłam się
prywatnie do internetu (To juz radość)i w pierwszym ruchu sprawdzam
stonę P. Krystyny Jandy, która jest nieocenionym żródłem informacjo o
mojej Ulubionjej Artystce. A tu taka niespodzianka. Moja Ulubiona
Artystka posiada własną stronę. Nareszcie!!!!!
Nie wiem do kogo bezpośrednio piszę na ten adres. Adresu do Doroty
Osińskiej nie znalazłam (byćmoże z powodu nadmiernego poruszenia
dokonanym odkryciem).
Dzielę więc list na dwie adresatki:

Do Doroty Osińskiej!
Po pierwsze : Czy Ty śpiewasz? Czy dobrze skojarzyłam nazwisko?
A poza tym strona jest wspaniała. Od kilku lat zbieram materiał o
Magdzie Umer i marzyłam sobie zrobić stronę jej poświęconą. (Taka
strona po prostu powinna istnieć!) Ale bez jej udziału to było nie
realne. Wymarzyłam sobie , że na stronie powinny znaleźć się zdjęcia
autorstwa Magdy Umer oraz jakaś możliwość prezentacji przez nią
swoich ulubionych wierszy , polecanych książek. (Czyli miejsce gdzie
moglibyśmy Ją "usłyszeć". Ciągle mi tego za mało w naszych mediach.
Co pojawi się to znika. Skandal!)
A tu proszę jest strona dokładnie
taka wymarzona. Co prawa już nie mam motywacji do nauczenia się
tworzenia dobrych stron internetowych :-)(jestem informatykiem ale
od czego innego :-)) i trochę mi żal, że nie miałam w tym swego
udziału. Ale bardzo się cieszę. Jaka oszczędność czasu. Wszystko w
jednym miejscu i to z pierwszej ręki.
Jest szansa na jakiś Kącik Wymiany Mysli i Wrażeń oraz rzeczy
bardziej konkretnych?
(Od lat poszukuję np nagrania "Abelarda i Heloizy" w reżyseri Magdy
Umer, oraz starych nagrań np z piewrszej płyty. Z rzeczy
niedostępnych mam za to oba filmy w ktorych wystąpiła Magda Umer
("Pałac" i "Weryfikacja") oraz stare nagranie z Hybryd .
Czy pojawią się tu informacje o Magdzie Umer jako reżyserze
teatralnym? W końcu parę dobrych spektakli mogliśmy dzięki niej
obejrzeć.
Chciałam zaofiarować swoje materiały ale właściwie to większość masz
(A pozatym masz dobre zródło informacji :-))
Pozdrawiam!

Ps. Jeśli te maile nie przechodzą przez Ciebie to podaj proszę
mail do Ciebie na stronie. Pewnie bedę się odzywać a wolę wiedzieć
do kogo piszę.
Przepraszam że nie używam "Pani" ale jeśli dobrze kojarzę (czyli
śpiewasz) to jesteś młodą osobą.
MK

Do Pani Magdy Umer!
Bardzo się cieszę , że zgodziła się Pani na zaistnienie tej strony
internetowej. Szczególnie że jest to strona z Pani udziałem. Tak
rzadko można Panią teraz usłuszeć. Nie chodzi mi tylko o koncerty ale
o wywiady, programy przez panią prowadzone. To wszystko czasem
pojawia się, a potem nagle znika nie wiadomo dlaczego potem znowu
się pojawiają. (Dla kogoś kto rzadko ogląda telewizję odszukanie ich
ponowne graniczy z cudem. Chyba że kontrolnie przeglada się strony
pani Krystyny Jandy , która do tej pory była nieocenionym żródłem
informacji.) Lubię pani piosenki ale jeszce bardziej czekam na
Pani spektakle i wypowiedzi. Dlaczego ich tak mało?!!!
Mam nadzieję że nie zniechęci się Pani tą stroną przynajmniej do
lutego. Mam wtedy urodziny i już postanowiłam że rano przeczytam
sobie wiersz i bedzie to taki mój wiersz urodzinowy.
Pozdrawiam !
MK

MK!
A którego lutego ma pani urodziny?MU

MK! Ja za to ostatnią rzecz jaką o sobie mogę powiedzieć to to., że jestem informatykiem i, że umiem robić strony internetowe... Ale  to dla mnie wielka frajda, choć czasem ta frajda  przerasta moje 150 centymetrów o wiele, wiele głów. Chętnie skorzystam z materiałów (no i może jak pojawiła się kolejna - po mnie- chętna do zabawy w SI...) pomocy - Odezwę się jutro, dziękuję za list Dorota

Ps. A MU to nie taka znowu głęboka skarbnica wiedzy na własny temat (często powtarza , że ja wiem o niej więcej niż ona sama...) Więc ponawiam apel do Was wszystkich, że jeśli ktoś wie coś (lub ma...) na temat MU to niech koniecznie się z nami tym podzieli. Ja będę wdzięczna a Pani Magda też pewnie chętnie się czegoś dowie...

7

Droga MU,
Jaka jest szansa żeby dostać się na premierę twojego
"Młynarskiego" ? Albo w ogóle na spektakl ? Byłyśmy z Natalią 10 dni
w górach, teraz już wiem że co roku będę jeździć na Sylwestra na
południe kraju; było cudnie, fajewerki na stokach, narciarze z
pochodniami itp. Natalia wróciła zdrowa, poszła na jeden dzień do
przedszkola i już ma katar; chciałam ci przesłać filmik w którym
moje dziecko nuci " pieski małe dwa " bawiąc się psim ogonem (
dwunastoletniego psa Pioruna ) ale Twoja "wirtualna baza" nie
przyjęła go i trudno - zbyt dużo zajmował miejsca ). Pozdrawiamy Cię
serdecznie i trzymamy kciuki za premierę - Asia z Natalią

Asiu z Natalią!

1.Na premierę nie ma żadnej,ale ja bym wolała,żeby wszyscy przyszli dopiero w marcu, jak to się "rozegra"
2.Trzeba po prostu pojechać albo zadzwonić na Jaracza i zamówić bilet.
3.Cieszę się ,że Natalia zdrowa,ale nie wysyłaj mi żadnego filmu , tylko zdjęcie, bo coś się blokuje, jak to ładnie nazywa Dorota..
4.Pozdrowienia dla Pioruna.MU.


8
Dzień dobry,

Pani Magdo, dlaczego Pani radzi iść na "Młynarskiego..." dopiero w 
marcu?!
Kłaniam się
Marta

Z powodu perturbacji i komplikacji o jakich jeszcze nie 
mogę mówić,bo do ostatniej chwili wszyscy będziemy w 
niepewności.Wiem,że jestem za tajemnicza,ale na razie tak musi być.
PozdrawiamMU


9
Witam!
Dziekuję za to ,że Pani wystapiła w moim pięknym mieście 
Olsztynie,ten koncert był moim pierwszym Pani koncertem, na którym 
bylem . 
A teraz moje opinie :
Koncert był cudowny,co prawda dla mnie troche krótki :( no ale skoro 
Pani musiała koniecznie tego samego wieczora wrocić do Warszawy to 
rozumiem . Mam nadzieje,że z tym przedstawieniem ,które Pani 
reżyseruje wystąpi Pani rowniez w Olsztynie :)
A czy może Pani jakieś szczegoły co do tego przedstawienia podac ?
Pozdrawiam Rafał Mikołajski
Olsztyn :) 

Rafale Mikołajski!
1.Bardzo się cieszę,że koncert ci się podobał, naprawdę!
2.Musiałam wrócić niestety,a wiesz jakie są polskie drogi...
3.Nie wystapię z tym przedstawieniem w Olsztynie, bo nie biorę w nim 
udziału.Marzę o długich wakacjach.
4Na razie mogę tylko napisać,żę marzę o tym aby to przedstawienie 
było mądre, dowcipne i piękne.I potrzebne także młodym 
ludziom.Reszta w rękach aktorów, muzyków, scenografa, oświetleniowca 
i Pana Boga.
5.Ja także pozdrawiam bardzo serdecznieMU



 

12  I 2003r.

Kochani!!!

Skrzynka się zablokowała!!!

Tak dużo ostatnio przychodziło listów, że zanim się zorientowałam, kolejne przestały dochodzić bo zabrakło dla nich miejsca!!!

W związku z tą sytuacją zamieszczam DWA bardzo istotne komunikaty:

1. Wszyscy, którzy pisali, bądź próbowali do nas napisać w ciągu ostatnich dwóch dni, niech napiszą raz jeszcze - skrzynka już przyjmuje...

2. Postarajcie się, aby Wasze wiadomości nie przekraczały pojemnością 250kb, gdyż nasza skrzynka nie wytrzymuje dużych wielkości...

Z góry dziękuję i pozdrawiam w swoim i zapracowanej Magdy Umer imieniu...D 

 

 

10  I 2003r.

1

Pani Magdo rozpogodzona,

 Może się pani skarżyć, choć lepiej żeby nie było na co. W razie czego,
 ja będę rozjaśniać...

 Tak sobie myślałam o tym pani KRÓTKIM urlopie od wirtualnego świata.
 Parę lat temu, kiedy opuszczałam mury liceum, bardzo zaprzyjaźniona
 polonistka, podarowała mi tomik wierszy z taką dedykacją:

 "Temu, kogo kocham, życzę by był wolny nawet ode mnie"

 /Anne Morrow Lindbergh/

 Myślę, że to piękne i mądre słowa. Rozstania zawsze są smutne, ale
 można je sobie osłodzić, choćby w ten oto sposób. Nawiasem pisząc
 stale utrzymuje kontakt z moją panią od polskiego.Coś w tym jest
 pani też przecież po polonistyce :)

 Pani Magusiu, każdego dnia jestem wdzięczna za pani pisanie i
 wiersze. Ta strona to coś cudownie kojącego, magicznego, zmysłowego.
 Wchodzę i zatapiam się w ciepłej brązowo - żółtawej tonacji...

 Jeśli jednak przyda się pani trochę wolności na rzecz odpoczynku i
 lepszego samopoczucia, to proszę nas opuścić na trochę. Lecz proszę,
 na trochę tylko. Mam nadzieję, ze przez ten czas listowny i pani nas
 piszących trochę poznała i polubiła. A jeśli tak to powrót będzie
 przyjemnością.

 życzę dobrych decyzji i wszystkiego udanego
 Wolność to cnota szczęśliwych ludzi, zatem wolości też, skąpanej w
 zieloności wszelkiej.

 Ucałowania
 Jola

 ps. Anula powodzenia w sesji egzaminacyjnej, głowa do góry i więcej
 odwagi. Pozdrawiam ciepło JH
 

Jolu!
           Dziękuję Ci za wielkoduszność. Zobaczę ile wytrwam. MU

 

2
Pani Magdo Droga,
 oczywiscie,że pamiętam pomidorową strzałę!
 Gdyby nie Wojtuś i jego komunikat,stuknęłabym stojacy za nią na
 parkingu samochod(tak mi sie zdaje).
 A długie światła i dosyć ciekawy sposób szukania przez Panią ich
 włącznika wspominam bardzo często:)
 Tak,to były czasy....
 Ale to już wszystko wspomnienia.
 Życie się zmienia.Z Wojtusiem kontakty też już zupełnie inne.
 Ale zdjecia wiszą w pokoju i przypominają.Cudnie tam było.
 Oj,cudnie...
 Jeśli chodzi o zdrowie-niestety nadal nie do konca takie,jakie być
 powinno.Dokladnie w dniu urodzin(czyli pod koniec listopada) wysiadła
 mi ręka.
 Robię ciągle badania ale,jak wiadomo,na wszystko trzeba czekać po
 parę
 tygodni (zgroza-nawet w prywatnej przychodni). Nie wiadomo,co mi
 jest.Możliwe, że jakiś ucisk na nerwy i naczynia krwionośne.Sama
 dokładnie nie wiem.Widzę tylko skutki,czyli mrowienie w ręce od
 sześciu tygodni.
 Podobno ręka mi nie odpadnie,więc zaczynam juz z powrotem grać, ale
 egzaminy i tak nie wchodzą w grę.
 Cóż...tak zwane 'przymusowe wakacje'.
 Czytam,odwiedzam teatry,jeśli stan konta pozwala, nadrabiam zaległości
 płytowe(od Mahlera zaczynając,na alternatywnym popie kończąc) i tak
 jakoś coraz bliżej do wiosny.
 Na szczęście,na wielkie szczęście dobre samopoczucie trzyma się mnie
 jak nigdy.
 Co to się ze mną robi na stare lata....Taka radość wewnętrzna...:)
 Harfistki poszukujace pracy?Kojarzę.W końcu to ta sama uczelnia.W
 zasadzie mogłabym przyslać również swoje zdjęcie.Z pracą
 kiepsko.Oj,kiepsko.Czasem aż myśleć się o tym nie chce.Na szczęście
 póki co stypendium co miesiąc zasila konto.Nie mogę narzekać.
 Cóż,pora kończyć.
 Skrzypce wzywają,a wieczorem-"Grease" w Romie.
 Poza tym chyba wpadne do Empiku po ... Pani płytę jakąś.Kasety gdzieś
 mi się przez święta zawieruszyły,a posłuchałabym z chęcią.
 Całuję mocno.
                            Marysia O

Marysiu!
1.Ale ci się porobiło z tą niezwykle utalentowną ręką...Miejmy nadzieję,że
minie"jak ręką odjął"
2.Radość wewnętrzna to najcenniejszy typ radości, bo daje siłę na
przenoszenie gór.
3.Jak chcesz to zamieścimy tu twoje zdjęcie ze skrzypcami?Powaga.Całuję MU

 

3

Pani Magdo Kochana!!

I znowu piszę...znowu nie daję spokoju...polubiłam to...Mam
nadzieję, że nie ma Pani NIC przeciwko temu?? Chyba nie napisałabym
jeszcze gdyby nie list Pani Teresy...Bóg...to przecież do Niego
skierowana jest 1/3 moich wierszy, ukazują się one w gazetce
parafialnej (a dlaczego nie? inni mogą przeczytać moje myśli,
rozważania...) - jest ich dużo...Dziś przesyłam mój wczorajszy
wiersz...dla wszystkich...
Pozdrawiam i całuję - Kamila

Uśmiechnąć się...
oświetlić całe serce...
Przecież to potraficie
Uśmiechnąć się...
pocieszyć je w rozterce...
Wtedy złe chwile stłumicie
Usmiechnąć się...
to tylko czy aż tyle...
Sami to ocenicie
Usmiechnąć się...
nic nie tłumaczyć zawile...
Ze smutkiem walkę stoczycie

Spróbujcie - pocieszcie
               nie tylko siebie
Zrozumcie - to kiedyś
               przyda się w Niebie...



Oby się przydało droga poetko parafialna...Pozdrawiam i nie mam NIC przeciwko temuMU

4

Witam pełna optymizmu,
Po pierwsze o Markotnym na mojej tapecie w komputerze. Przyszła do
mnie
przyjaciółka. Usiadła, spojrzała na moją tapetę i powiedziała "Boże!
Ja
się czuję zupełnie jak on. Jestem taka nieszczęśliwa" i się
rozpłakała.
Więc tłumaczyłam Jej, że ten piesek jest szczęśliwy tylko zmęczony,
bo
biegał po łące i szalał ze szczęścia.. A Ona na to "Głupoty
opowiadasz!
Gdyby on był szczęśliwy to nie miałby  na imię Markotny!". A ja wolę
sobie wierzyć w swoją wersję, że Markotny jest najszczęśliwszym psem
na
świecie. Czekam na nowe zdjęcia.
Po drugie Piękna KJ jakoś ostatnio niebezpiecznie wypiękniała.
Po trzecie "Mewy" wcześniej nie znałam. Znałam ogólny zarys, ale
samego
tekstu nie. Chyba się nawet z tego cieszę, bo każde słowo było dla
mnie
zaskoczeniem, było świeże, nowe. Poza tym obejrzeć to po raz
pierwszy i
to w takiej obsadzie. Niezwykłe!
Po czwarte do marca jeszcze 49 dni!!!!!!!!!!!!
Po piąte pozdrawiam
olga


Pani Olgo!
1.Markotny nazywa sie Markotny po pierwsze dlatego,że urodził się w Markocie  założonym przez Marka Kotańskiego i dostałam go od Jego córki Joasi, po drugie- że wyczytałam w pewnej naukowej książce o psach,że ta rasa jest wyjatkowo pogodna...i to wydało mi sie zabawnym połączeniem.Sama wymyśliłam to imię i jestem z tego dumna.
Jak na razie jest wesołym , najszczęśliwszym na świecie rozrabiaką, rozpieszczanym przez wszystkich NIEMOŻEBNIE! Zjadł połowę podwodnych skarbów moich mężczyzn głębinowych , a oni mimo wszystko go kochają...
2.Chyba powiem KJ ,że niebezpiecznie wypiekniała to sie ucieszy
3.Boże, jak ten czas galopuje!Wszystkiego dobrego MU

 

 




 8 - 9  I 2003r.

1

Droga Magdo,
 Znać Panią (choć tylko internetowo) to przywilej.
 Rzeczywiscie, stwarza Pani specyficzny, bardzo przyjazny klimat na tej
 stronie. Dziekuję.
 Podpisuję się pod odpowiedzią,  jaką dała Pani Anuli. Bóg wie,że Go
szukamy.
 On zasiewa w nas tę potrzebę szukania. Szukać Go to znaczy slyszeć Jego
 wolanie. (Kiedy się wyciszymy, słyszymy wyrazniej.)
 Pogodę ducha, odwagę i mądrość znajdujemy w sobie po przyjęciu do serca i
za
 naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Chrystus jest wszystkim we wszystkim.
Tylko
 majac Jego mozemy widziec ludzi jakimi są i kochać ich jakimi są. Co za
 ulga!
 Do Magdy, Anuli, do Kamili, do Dominiki i każdego kto to czyta: Proszę,
 otwórzcie Biblię Świętą i potraktujcie poważnie ten list miłości od Boga
do
 nas. Uwierzcie Jemu. Tylko tam znajdziecie Prawde. ŻYJCIE Kochani!

 Pisze o tym co sama znam. Łzy i uśmiechy tego życia  nie są mi obce.
Jestem
żoną(26),matką(3), artystą, mam własny biznes(zalozylam po 40tce). Bogu
daje
 kredyt za wszystko co mam.
 Modlę się za Was, drodzy moi. To nie przypadek, że się tu spotkaliśmy.
 Pozdrawiam serdecznie,
 Teresa

    Pani Tereso!
                          Bardzo dziękujemy za modlitwę, ale nie rozumiem
zdania: "Bogu daję kredyt za wszystko co mam".
                          Może już jestem taka przemęczona, że głupieję w
zawrotnym tempie...
                         Ale oczywiście pozdrawiam,mimo że nie do końca
rozumiemMU


2

Boję się lekarzy i na razie nie pójdę. Mój jogin zakazuje mi robienia
połowy
 ćwiczeń( o wiszeniu na linach nie ma mowy). Na razie postanowiłam, się
kilka
 razy wyspać; żeby nie wiem co się działo, to muszę usnąć o normalnej porze
 bez żadnych specyfików- tak kilka przespanych nocy to jest to!
 Jestem dziś spokojna i tak będzie do końca dnia.

 Anula- czasami mniej rozstrojona a czasami bardziej.

 ps. Mój Kłapouchy wisi na lampie i teraz sobie pomyślałam, że też mu się
 może kręcić w głowie...
 ps2 "nie mam czasu nigdzie zaglądać(lada dzień chyba nawet tu...)" -
proszę,
 nie!
 ps3 Dorota! Koleżanka Kaśka ma taśmę z nagranym koncertem Pamietajmy o
 Osieckiej, który chyba z rok temu był pogobno  pokazany w TV.
 ps5 Propedeutykę mam z dr Rotkiewicz...I jak tu się nie bać? Dzis nie
 poszłam na kolokwium ze strachu, zaliczam w piątek, innego wyjścia nie
 mam!

Anulo-tchórzu!
   1.Jasne-nie idź do lekarzy(ale jeśli, nie daj Boże,będzie za późno na
pomoc, to pamiętaj,że taka jedna stara kobieta sugerowała Ci taką
mozliwość...)
> 2.Bo wiszenie na linach to jedna z najbardziej niebezpiecznych"asan".Ja
kiedyś źle umocowałam linę i przez rok leczyłam tzw.mięsień przywodzący...
    3.Czy tak bylo do końca dnia?
    4.Jaka pani ,taki Kłapouchy.
     5.Staram się tu jednak zajrzeć,ale nie obiecuję ,że dam radę nie wziąć
sobie krótkiego urlopu od wirtualnego świata, gdy rzeczywistość tak
skrzeczy.MU

Ale dr Rotkiewicz to jeden z milszych pracowników umysłowych tego dziwnego wydziału!!! To tylko taki mit, że ona jest straszna. Zobaczysz sama. A jak na egzaminie będzie Ci się zdawało, że Cię ignoruje- to to też tylko taka poza. I nie tchórz więcej z okazji kolokwiów   D.

 

3

Do Ani...

Jak idą Ci poszukiwania „Białej....”??

Pozdrawiam

*Justyna*

 

4

Droga Pani Magdo!
 
  Na początku może trochę o sobie, później zaś
  trochę "wykładu", "kazania" na temat mojej "nic nie wartej" poezji.
  Więc tak: jestem uczniem klasy maturalnej w jednym z warszawskich
   liceów, niedługo będę miał studniówkę. Powiem szczerze, że strasznie
   boję się, a właściwie się lękam najbliższej przyszłości, tj:matury,
   później egzaminów na studia (a marzę, żeby się dostać na
   psychologię). Czułem się w obowiązku  napisania nieco o sobie, gdyż
   wszyscy tutaj się zwierzają, ja o Pani wiem tyle co usłyszę na
   płycie (ma Pani naprawdę pięknie brzmiący głos) i wyczytam tutaj na
   stronie, więc nie chciałem być postrzegany za niewiadomo kogo..
   Jeżeli chodzi o wiersz, to uważam, że każdy ma prawo rozumieć go
   inaczej, bo każdy inaczej patrzy na otaczający go świat, więc i
   interpretacja tego co się w nim dzieje jest inna względem każdego z
    osobna. [ale się namądrzyłem!!! :)]
   No, ale skoro mamy ten wiersz tylko ja w swoim notatniku i Pani w
   postaci e-maila do Pani wysłanego przeze mnie, opublikowanego na
   Pani stronie, powinienem wyjaśnić co chcę pokazać w tymże wierszu,
   otóż: to "szczęście zaślepione" polega na ciągłym "uda się albo się
   nie uda" i to "nie uda się"- to jest właśnie to wpadanie. To nasze
   ludzkie szczęście ściśle związane jest z ciągłym wyborem czegoś i
   znów, albo się trafi i się idzie prosto, albo się nie trafi i wpada
   się w dół.
   Jeżeli ściśle chodzi o wiersz, to chciałem przedstawić
   powyższe "mądrości" poprzez sytuację, której niejednokrotnie
   doświadczyłem w szkole, podczas gdy byłem kompletnie
    nieprzygotowany, siedziałem cicho jak mysz i jak zadzwonił dzwonek z
   ulgą wychodziłem z sali lub wpadłem i dostałem jedynkę.
   To jest właśnie to - ślepe szczęście, ciągle przy nas obecne w
    każdej chwili naszego życia.

    Serdecznie pozdrawiam
                                     Maciek Stemulak 

  MS!
JNŚAWNNW!
 (zgadnij-co to za skrót?)
 
No i teraz już wszystko jasne!
Dziękuję w imieniu własnym i osób tu zaglądających.Ach, gdyby tak jeszcze pani Wisława, pan Tadeusz, pan Czesław i pan Adam-mogli
tu czasem napisać parę słów "tytułem wyjaśnienia"...
Trzymam kciuki za studniówkę , maturę,  i psychologię! MU


5

Kochana Pani Magdo,
 po raz kolejny chciałbym zadać Pani pytanie związane z Agnieszką
O.

Pani Magdo, kiedyś Marcin Kydryński napisał "piosenka Pocałunki
została wymuszona na Nahornym z kobiecym wdziękiem przez Umer i
Osiecką wraz z wieloma innymi utworami, pozostałe trafiły do szuflad
obu pań i wciąż czekają na swoją premierę", więc czy to prawda, że
coś takiego!!! zalega w Pani szufladzie?,

jeśli tak, to mam nadzieję, że kiedyś one dojrzeją do upublicznienia
[brrr, cóż za słowo], mam też nadzieję, że nie będzie Pani dla tych
utworów zbyt surowa, kiedyś Agnieszka O. napisała o Pani cenzorskich
skłonnościach,

wiem, wiem najpierw Młynarski, szczerze życzę sukcesu,

ale może kiedyś, jakiś spektakl z nieznanych piosenek Osieckiej,
taki tylko dla wyjątkowych miłośników,
bez małgosiek i innych hiciorów.

szczęśliwego nowego roku życzy
stołeczny wielbiciel marcin m.

ps. a tak przy okazji, już od pół roku internetu głównie używam w
celach poszukiwania pracy, ostatnio coraz bardziej zdesperowany,
uciekam się do różnych sposobów,
więc korzystając z wyjątkowej uprzejmości szanownej moderatorki
Dorotki, zwracam się do Pani Magdy, z małym zapytaniem, czy przy
nowym spektaklu, nowym przedsięwięciu nie znalazłby się mały etacik,
domyślam się, jako że jestem całkiem inteligentny, że nie ma szans
na pracę z mojej specjalizacji {proces oczyszczania ścieków przy
użyciu bakterii desulfurykacyjnych} ale mogę ustawiać krzesełka,
drzeć bileciki, lub co innego, jestem z miesiąca na miesiąc coraz
mniej wymagający...


Coraz mniej wymagający Panie Marcinie!
 
 1.Niestety z pracą krucho. Wszystkie miejsca zajęte i kilku chętnych na nagłe zastępstwa.Straszny czas dla młodych, zdolnych ludzi(piszę to bardzo poważnie i ze smutkiem).
2.To prawda,że Włodek Nahorny został kiedyś przez nas zmuszony do napisania kilku pięknych piosenek,w jeden dzień(sic!)-ale ja je wszystkie zaśpiewałam. Mówiłam tylko Ani,że powinna je śpiewać młodszemu pokoleniu, bo są przepiękne i ona by ich nie zmarnowała...

6

Umówiłyśmy się, że jutro będzie trochę lepiej i postarałyśmy się w
 to uwierzyć...
br />
 Jak choć przez moment nie jest się samym, to łatwiej z tym
 wszystkim... Dziękuję.
 br />
 I chyba jest trochę lepiej. Potęga wiary i sugestii!
 br />
Ściskam Panią
 br />
 Agata
 br />
 p.s. Posyłam zielone, przyjemne zdjęcie.
 br />


      

Agato!
                  Jak to DUŻO, że już jest trochę lepiej!Trzymajmy się, na
litość boską!MU
                 ps.Dziękuję za zieleń.Tej nigdy dosyć...

7
Mozesz. I sie nie martf.
 Zuzia U


     Dorotko!
Opublikuj zdjęcie dwóch młodych , zdolych harfistek poszukujących pracy!
Gdyby ktoś miał parę groszy i chciał,żeby One mu zagrały - wystarczy do nas
napisać!MU


> p.s.One są już trochę podłamane i coraz mniej wybredne ,jak nasz stołeczny
wielbiciel-pan Marcin, który nie wiadomo dla kogo uczył się tych wszystkich
rzeczy na studiach...
 p.s2 już się nie martfię...

8

Pani smutna Magusiu kochana,

 Ciężko pocieszać, a na odległość; to niemal niemożliwe. Ale
 rozjaśnić można, choć nieco ociupinkę. Zatem:

 UCISZ SERCE

 Kto przysłonił te księżyce nad dachami,
 mądrą głowę miał ?
 Chciał by żony całowały się z mężami ?
 Nie wpadały, mój kochany, w szał.
 Księżycowy wstaje wcześniej niż stójkowy,
 nim przejrzał świat.
 Dobrym ludziom serca błyszczą jak podkowy,
 a złym ludziom czarno kwitnie sad.

 Uplotę ci złoty kołacz z moich świetlistych promieni.
 Już ty się człowieku nie kołacz,
 niech ci się na dobre odmieni.
 A z mego żalu srebrnego utoczę ci miodu ciut,
 niech ci się w sercu zapieni gęsty miód.
 Ucisz serce, ucisz serce,
 w białym świetle rozpalonych świec.
 Ucisz serce, ucisz serce,
 jedno z tylu, jedno z tylu serc.

 Wielki Panie winorośli, stworzycielu gwiazd,
 proszą dzieci i dorośli, nie zapomnij, nie zapomnij nas.
 Ty, co gładzisz oceany i prowadzisz w dal bezpieczną,
 spojrzyj też na nasze rany, na kołyskę i miasteczko.
 Rozesłano już kobierce
 w białym świetle rozpalonych świec.
 Ucisz serce, ucisz serce,
 jedno z wielu serc.
 Ty, co złocisz łany zboża, bielisz łąki pył,
 od pożaru i od morza,
 chroń nas z całych sił.
 Daj nam rodzić się w pokoju
 i umierać w noc serdeczną
 Wodą z królewskiego zdroju,
 pobłogosław to miasteczko.
 Ucisz serce, ucisz serce,
 w białym świetle rozpalonych świec.
 Ucisz serce, ucisz serce,
 czarne gwiazdy serc
 /A.Osiecka/


 Słowa wierszy jak balsam spływają na rozłamaną duszę, i jeszcze te od
 przyjaciólki, ukochanego poety - najlepsze zawsze, na wszystko...


 ***

 Z dłońmi tak splecionymi, jakbyś klęcząc, spała,
 W niedostępne mym oczom wpatrzona widzenie,
 Płaczesz przez sen i wstrząsem wylękłego ciała
 Błagasz o nagłą pomoc, o rychłe zbawienie.

 Jeszcze płaczu niesyty do piersi cię tulę,
 A ty goisz się we mnie, niby lgnąca rana,
 A ja płacz twój całuję, biodra i kolana
 I ramię i zsuniętą z ramienia koszulę.

 Lecz karmiony ust twoich spłakanym oddechem,
 Nie pytam o treść widzeń. Dopiero z porania> Zadaję ciemną nocą tłumione pytania.
 Odpowiadasz bezładnie - ja słucham z uśmiechem.
 /B. Leśmian/

 Oto pogoda na jutro i wszystkie inne jutra - z całego serca.

 POGODA NA SZCZĘŚCIE

 Na kraniec siedmiu mórz,
 na kraniec siedmiu zórz
 przypłynął raz kapitan,
 z księżycem się przywitał
 i zapadł w sen, i śnił:

 mija młodość jak woda,
 czoło chmurzy się częściej,
 a tu nagle pogoda,
 taka dobra pogoda na szczęście.
 Nikt otuchy nie doda,
 cienie kłębią się gęściej,
 aż tu nagle pogoda,
 taka dobra pogoda,
 odpowiednia pogoda na szczęście.
 Coraz trudniej po schodach,
 coraz puściej w kredensie,
 aż tu nagle pogoda,
 taka dobra pogoda,
 odpowiednia pogoda na szczęście.

 Z tysiąca szarych biur
 zmęczony wyszedł chór,
 odstawił w kąt liczydło,
 wykąpał się w powidłach
 i zapadł w sen, i śnił:
 mija młodość jak woda,
 czoło chmurzy się częściej,
 a tu nagle pogoda,
 taka dobra pogoda na szczęście.
 Nikt otuchy nie doda,
 cienie kłębią się gęściej,
 aż tu nagle pogoda,
 taka dobra pogoda,
 odpowiednia pogoda na szczęście.
 Coraz trudniej po schodach,
 coraz puściej w kredensie,
 aż tu nagle pogoda,
 taka dobra pogoda,
 odpowiednia pogoda na szczęście.

 /A.Osiecka/

  Dokładnie wiem jak to jest, jak to ciężko się oddycha w taki dzień,
  jak sens zmienia się w bezsens, jak sił brak...Niech krajobraz pani
  duszy, wystrzeli jutro słońcem, spokojem, tęczą - w przyjemnym
  śpiewem ptaków w tle. Tylko spokojnie pani Magdo, tylko spokojnie -
  tak naprawdę nie stało się nic. Znam panią - spektakl i tak będzie
  boski!

  Proszę się już nie wahać - bo zły nastrój w mig znikł :)
  Więc jak?

  Przytulam mocno
  Wierzę w panią i trzymam kciuki
  JH

  ps. Kolejne rozjaśnienia powinny dojść, za jakieś kilka dni, w razie
  przyszłej niepogody.

  w prezencie spokojne morze...
  Jolanta



   JH!
           Rozpogodzona uciszyłam serce-juz więcej nie bedę sie na nic
skarżyc...DziękujęMU

9

Właśnie ustawiłam sobie markotnego Markotnego jako tapetę w
komputerze!
Jest przecudny! Dziękuję za każdy mój uśmiech jak się na niego
spojrzę.
Raz jeszcze pozdrawiam
olga

   Pani Olgo-on juz teraz jest dwa razy większy-może w sobotę zrobię mu nową sesję, to wyślę.Jest naprawdę niezwykłej urody.Pozdrawiam i cieszę się z tej tapety w Pani komputerze!MU

Pani Magdo,
Nie wiem co mam napisać. Właściwie to wiem - pracę na temat
wegetarianizmu. Piszę ją już od 2 miesięcy i chcę jak najszybciej
obronić. A do Pani tak w przerwie wpadłam by pozdrowić i spytać czy
była
Pani już na "Mewie". I jak wrażenia? Ja wróciłam dosłownie porażona.
Po
pierwsze to dawno nie widziałam Kj takiej pięknej, a po drugie jakoś
nie
mogę się skupić teraz na moich ciężarnych wegetariankach tylko myślę
i
myślę i myślę. Znów się wczoraj czegoś nauczyłam. To fantastyczne
uczucie.
Pozdrawiam
olga
PS. Acha, obiecuję, że wegetarianki mi nie przeszkodzą w pójściu do
Ateneum. Już nie mogę się doczekać.

Pani Olgo!

1.Oczywiście że dużo milej jest się skupiać na pięknej KJ niż na ciężarnych wegetariankach.
2.Dobrze że pani myśli i myśli i mysli-a wcześniej nie znała pani tego utworu?
3.Do Ateneum niech pani przyjdzie w marcu...MU

10

  Pani Magdo,
cały problem w tym, że to nie tak zwany "facet" mnie rzucił. To
pewnie przebolałabym w szybkim tempie. Tu się stało coś znacznie
gorszego. Są tacy ludzie, takie uczucia, dla których nie znajdzie
się substytutu. Gdy odchodzą, mijają- na zawsze zostaje żal. Miłość
do tych relacji nie należy- tu wiecznie aktualna zasada:" klin
klinem". Oszukaną miłość zastępuje się nową. Ale to co u mnie się
skończyło...to już się skończyło na amen.
    Zresztą może wcale się nie skończyło. Wszystko zależy od tego,
jak człowiek( sam dla siebie) na to spojrzy. Koniec świata był przez
jeden wieczór, a potem świt, nowy dzień, nowe spojrzenie i dziwna
ulga, że została mi zwrócona wolność. Nagle okazało się, że jest
tyle rzeczy, które chcę zrobić, tyle marzeń, o których zapomniałam,
tyle siły we mnie, ile nigdy. I, co najważniejsze, klapki z oczu mi
spadły- jednym słowem: "ideał sięgnął bruku". Upadł wyidealizowany
obraz i wyszło szydło z worka. Ze strzępów słów, mysli, gestów,
jakichś zachowań i niedomówień wyłonił się prawdziwy obraz-
niekoniecznie ciekawy i zasługujący na pomniki. Jestem może zbyt
surowa, ale w gniewie rózne rzeczy się mówi. Przepraszać będę
póżniej.
    Jestem wolna. Albo raczej: bywam, bo wciąż jeszcze, może przez
wzgląd na dawne czasy, czuję dziwny sentyment, jakąś małą tęsknotę.
Postanowiłam raz jeszcze wyciągnąć dłoń- jeśli jednak wyciągnę ją w
próżnię nie będę się oszukiwać, że każdy zasługuje na kolejną
szansę. I sama podpiszę się, nawet dwoma rękami, pod tym końcem.
 
    Pozdrawiam
        wskrzeszona przez pozorną śmierć
           uniesiona przez upadek
              pokutująca za własną głupotę
              
                  Dominika czyli Piekielny Piotruś:))))

PS. Teraz zabieram się za pracę pt. "Ogrody mojego dzieciństwa". Już
widzę je przed oczyma duszy mojej...:))))
PS2.Pani Magdo, dużo uśmiechu!!!Niech Pani za nas dwie normę
wyrabia;))))

*Tajemniczy Piekielny Piotrusiu!
 
Wiesz ilu ludzi , którzy  w młodości były dla mnie wielkimi autorytetami, przestały taki mi być.?
Ale na szczęście zostało mi  parę osób...Mam nadzieję,że tobie też..MU

11
 Droga Pani Magdo,
 przepraszam za karygodne opoznienie,ale mam nadzieje,ze mi Pani
 wybaczy z uwagi na zyczenia
 prosto z serca:)
 Niech ten nowy rok uplynie Pani w zdrowiu,szczesciu,otoczeniu
 najblizszych.
 Niech spelniaja sie Pani marzenia,chocby te najmniejsze.
 A jesli chodzi o jesienne i zimowe smuteczki- wiosna juz sie zbliza!
 Oby wiosna trwala przez caly rok:)

 Mnie jutro czeka kolejny wyjazd z domu.Czas wracac do W-wy.Sesja sie
 zbliza.Az strach
 pomyslec o zaleglosciach,ktore z powodow zdrowotnych mi sie
 zagromadzily.
 Takie zycie.Nikt nie mowil,ze bedzie rozowo:)
 Czego by jednak nie mowic,po raz pierwszy udalo mi sie uciec od
 jesienno-zimowych
 samodestrukcyjnych napadow melancholii.Oby taki stan trwal jak
 najdluzej.
 Aha,bylabym zapomniala-o ile dobrze pamietam,lubi Pani
 D.Krall.Polecam rowniez inna
 pania.Pani nazywa sie Norah Jones,a plyta-"Come fly with me"
 Charakter nieco inny,ale mysle,ze sie Pani spodoba.
 Pozdrawiam i caluje bardzo goraco Pania oraz cala rodzine.
 Marysia Oldak
 p.s.Markotny-boski!!!


     1.No własnie Marysiu, gdzies mi sie zapodziałas,ale dobrze,że nie na
długo.
        2.Mam tę płytę!
        3.OBY TEN STAN TRWAŁ JAK NAJDŁUŻEJ!-to święte słowa.
       4.A co to bylo ze zdrowiem?(oprócz melancholii oczywiście?)
          5.Wybaczam ci karygodne spóźnienie z zyczeniami i cieszę,że
wróciłaś do ludzi i do nauki.MU-stara znajoma z Toskanii(a pamietasz jak
prowadziłaś w nocy moją pomidorową strzałę, ku uciesze Adasia i Jędrka i
rozpaczy starych w niepomidorowych strzałach?).To były czasy,ech...Całuję MU

12

Pani Magdo droga,

Nie jestem w żaden specjalny sposób dzielna, naprawdę. Ja tylko tak
wyglądam. W środku jestem absolutnie nie-dzielna. I trudno. Żyję z
tą nie-dzielnością całkiem znośnie, raz lepiej, raz wspanialej. Co
mi tam. Nie wszyscy muszą być dzielni na tym świecie. Albo inaczej -
ci, co muszą być dzielni, niech będą dzielni, a ci, którzy mogą się
mazgaić, niech się mazgają. Móc się mazgaić, czyli mieć w sobie
zgodę na to, by się czasem mazgaić, to spory komfort.

Dalsza relacja szpitalno - gipsowa: szwy pooperacyjne zdjęte,
zdjęcia RTG pełne pomyślnych obrazków, znaczy noga dobrze złożona i
goi się, 20 kilo gipsu zmienione na lekki, plastikowy "gips" (mąż
wyglada... - powiedzmy - interesująco, jakby miał rajstopy, bo to
taka elegancka niebieska sztywna siatka). Jest coraz lepiej i coraz
łatwiej. I on się już trochę przyzwyczaił, i ja.

Teraz do MIŁEJ ANULI:
Oni rzeczywiście razem zjeżdżali na tych sankach i razem z nich
spadli. Na szczęście Mikołaj (czyli syn) zaraz po upadku wstał i
czuł się "jat liba w plapie" (cytat dosłowny, znaczy: "jak ryba w
wodzie"). To w ogóle - z relacji i męża, i znajomego, który był z
nimi - nie był groźnie wyglądający upadek. Ot, spadli z sanek na
samym dole niewielkiej górki. A skutki opłakane.
Dziękuję Ci, Anula, za troskę.

A Panią, Pani Magdo, ściskam i wrzucam na uszy "Ucisz serce".
Kinga

Matko Mikołaja, któremu na szczęście nic się nie stało i żono nie takiego znów pechowca, jak to wyglądało na początku!
 
To już teraz bedzie tylko(przepraszam za okreslenie)- z górki...
Pozdrawiam i czekam na kolejne sprawozdanie z frontu walk o lepsze jutro -MU z uciszonym sercem...

13

Pani Magdo!

 Będzie dobrze,
 a nawet będzie lepiej i pewnie jaśniej,
 a za jakiś czas cieplej i piękniej.
 Proszę mi wierzyć...

 głośna Cichosza

 

  



      

Cichoszo!
                        Trzymam za słowa.I pozdrawiam MU

         ps.To są zdjęcia mojej ukochanej Anny G!
           To pierwsze jest od dwóch lat na honorowym miejscu w mojej
bibliotece.Uwielbiam je!!!DziękujęMU

14

Pani Magdo cudowna, mam nadzieję że doda Pani uśmiechu poniższy
 przepis na
 ciasto, że rozjaśni troszkę...
 Joasia
 (a ja obiecuję z Julką posłuchać wesołości, będziemy głośno śpiewać,
 żeby
 Pani usłyszała; nic nas nie wprowadza w tak dobry nastrój jak Arka
 Noego)



 Jak Panowie pomagają przy świątecznych wypiekach...

 Najlepsze Na Świecie Świąteczne  Ciasto Owocowe

  Składniki:
  - 1 kostka masła,
  - 2 szklanka cukru,
 - 1 łyżeczka  soli
 - 4 jajka
 - 1 szklanka suszonych owoców,
 - 1 szklanka  orzechów
 - sok cytrynowy
 - proszek do pieczenia
 - 3-4 szklanki dobrej  whisky

 Sposób przygotowania:

 Przed rozpoczęciem mieszania  składników sprawdź czy
 whisky jest dobrej jakości. Dobra ... prawda?
 Przygotuj teraz dużą miskę, szklankę itp. utensylia kuchenne.
 Sprawdź czy na pewno whisky jest taka jak trzeba ... by być tego
 pewnym
 nalej
 jedną szklankę i wypij tak szybko, jak to tylko możliwe.

 Powtórz operację.

 Przy użyciu miksera elektrycznego ubij kostkę masła
 na puszystą masę, dodaj łyżeszke sukru i ubjaj dalej.

 W miedzyszasie zprawdź czy wisky jest na pewno taka jak czeba.
 Najlepiej sklaneczke. Otfórz druga butelkie jeźli   czeba.
 Wszuś do mniski dwa jajki, obje szlanki   z owosami i upijaj je
 mikserem.

 Sprawś jakoź wiski
 żepy pootem  gośie nie mufili sze jest trojnoca. Wszuś
 do miszki szyśką sul jaka masz w domu czy so tam masz szysko jedno
 so,
 f sumje  fsale nie
  nie ma snaszenia so fszuśisz ! Fypij skok sytrynnmowy.

 Fymjeszaj fszysko z oszehami i sukrem fszystko jedno i
 frzudź monki
 ile tam masz fdomu, osmaruj piesyk masem i wyklej siasto
 na plache piesyka,
 usaw ko na 350 stofni, saaaamknij źwiszki. Sprawś
  jakoś fiski
 sostanej
 ot pieszenia siasta i iś spaś.


    Pani Joasiu!
                        Dziekuję za przepis...wyobrażam to sobie w
interpretacji Z. Zamachowskiego i P.Machalicy...i juz mi raźniej!Całus dla

małejMU

15

Dzien dobry,
 Pani Magdo, pierwszy raz mialam szanse przyjrzec sie Pani
 stronie blizej. Gratuluje, bo ma sie Pani czym pochwalic. Mam 22
 lata i studiuje w Kaliforni. Sloneczne, cieple miejsce, a jednak
 to nie to samo co Polska. Ja chyba jak Agnieszka "do tej
 [polskiej] ziemi przybita jestem konwaliami"... Skoncze studia i
 wracam. Na krakowski rynek, nad polskie morze, nad jeziora i w
 Tatry. A swiatlo, ktorym Pani bije, nawet przez ekran komputera,
 oslepia. Caluje,

 Basia
          

Pani Basiu z teoretycznie cieplego kraju!
               Zawsze sie moze Pani tu u nas ogrzać...
               Dzielę sie z panią  kwiatami, które dostałam od matki mojej
chrzestnej córki(taka komplikacja!).
               Postawiłam je na chwile na polskim sniegu,żeby było
piękniej.I do tego pięknie sie do pani usmiecham - MU
               ps.ja byłam Kalifornią zachwycona, ale tez nie mogłabym w
niej mieszkać na stale.W maju wysle pani konwalie z mojego ogrodu...

 

16
Droga Madziu!
 Jesteś wspaniałością jaką mamy w dzisiejszym czasie...świecie.
 Zarówno Ty jak i KJ, która jest Wielka, pozwalacie na Życie!!!Czy TY
 Wiesz co to znaczy?
 Podaję Ci dyskretnie dłoń i mówię "...DZIĘKUJĘ..."
 kora

  Koro!
               Ja nie wiem co to znaczy,ale bardzo dziekuję i ściskam!!MU

17

DROGA MU

Pieknie dziekuje za Boleslawa Lesmiana .Bede czekac wiernie na
podobne niespodzianki.Poza tym warto sie rozchmurzyc i uwierzyc w
powodzenie.Zycze wlasnie tego.
Dziekuje za tych kilka slow skierowanych do mnie...
 
BG-rocznik66-pozdrawia MU -rocznik 49

66!
     O, jak się cieszę,że ktoś to wreszcie przeczytał! 
   -Napisałam to w maju, na zamówienie pewnego pisma,ale do tej pory tego nie wydrukowali i ja cierpię z tego powodu jak potępieniec...
    Jeszcze raz wszystkiego dobrego-49!
 


7 I 2003r.

1

Droga Pani Magdo,
jak naj-dobrego roku.
Moja córeczka Juleczka (5 lat) poprosiła wczoraj podczas
kolacji: "Mami, proszę puść mi którąś z moich ulubionych piosenek
Magdy Umer, no wiesz co ja lubię, Ucisz serca albo Jeszcze
poczekajmy, proszę Cię". (Ostatnio Ucisz serca słuchałyśmy 3 razy
pod rząd na życzenie Julki).
Ja Pani tego życzę na ten rok (ba! życie całe) - wielbicieli
nienasyconych w każdym wieku.
A płyta szła od początku do końca. Dopieściła nas Pani na dobrą noc.
Dziękujemy.
Joasia

              Juleczko!

 
Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam,ale powiedz mamie,żeby puszczała Ci także weselsze piosenki,bo to się może źle skończyć...MU

 

2

Dziękuję za wiersz

Ciekawe, jak zapatrują się na te sprawy sąsiedzi - może to im trzeba
 by zadedykować? Przesyłam
 obiecane zdjęcie i uściskaj ode mnie piesy!
 bratanica, która nie lubi się fotografować;-)

 Zuziu!
           Mogę to zdjęcie umieścic na swojej stronie?

 

3

DROGA  MU !!!

Podobnie jak Maciek Stemulak zagladałam ,oczekiwałam odpowiedzi na
mojego maila.Zreszta prawda jest taka,że kazdy piszący to
oczekujacy.A Nasza Dorotka gdzieś zgubiła grudniową
korespondencję...Dziękuję ,że znaleźli się Oczekujący -
proszący,przypominający.
 Poza tym -Fajna Pani Magdo-obejrzałyśmy razem tzn.pani ze swoim
Mężem  a ja ze swoim -przedpremierową ''Mewę''.Temat stary jak
świat ...a ja mam mieszane uczucia jeśli chodzi o spektakl .Mężowi
się nie podobało.Za to w przerwie prawie wpadl na Panią i  to
wspomina.
Ja wspominam fakt mianowicie taki ,że siedziałam za Panem
Ernestem BRYLLEM ,w związku z czym może coś napisze... I scenografia
niespecjalna... przypomnialam sobie, ale tak naprawdę przyszłam dla
Pani Krystyny Jandy i JĄ podziwiam..
 NA koniec;Proszę zacząć te kursy wieczorowe
 Prosze odpoczywac nie tylko w sobotę.
 Proszę pisać o książkach koniecznie ,być może ktoś dzięki temu
przeczyta o te książki wiecej...[o Janinie Olczak-Ronikerowej ''W
ogrodzie pamieci''wiem, dziękuję , na pewno po nią sięgnę.
JA też wiecznie niewyspana.Potrzebuję dużo snu; dużo więcej niż
strusie ,JG[Potrzebowal],KJ..
 Pozdrawiam i życzę satysfakcji w zwiazku z 31stycznia 
BG- rocznik66


BG-roczniku66!
 
1.Po dzisiejszej próbie jestem tak załamana sprawami organizacyjnymi,że nie liczę niestety na żadną satysfakcję...
2.Przeczytałam "Świat w moich oczach" Józefa Czapskiego.NIEBYWAŁA lektura(pan Piotr Kłoczkowski to  "zapisał",a wydali Pallotyni w Apostolicum)
3.Ja też Ją podziwiam i mojemu mężowi też się nie podobało...Ale podobno następnego dnia bylo lepiej.
4.Nie mam czasu (na razie) na kursy wieczorowe i nawet na odpoczywanie w sobotę.
                                                                                                                            Pozdrawiam MU-rocznik49

 

4

Pani Magdo!
     Nowy Rok miałam zacząć od pozbycia się jakichkolwiek uzależnień
 (na
 szczęście takich niegroźnych), ale nie mogę jednak przestać pisać do
 Pani.
 Wiem, że jest Pani bardzo zajęta, więc nie będę marudzić (zresztą
 nie mam
 powodów, bo już jest mi bardzo dobrze - czego też Pani z całego
 serca życzę.
 Poprzedni zły nastrój minął i znów "straszę" energią i żółtym
 parasolem).
     Jednym z powodów, dla których Pani strona jest dla mnie
 codziennym
 słońcem jest fakt, że dowiaduję się tu, jaka nasza młodzież jest
 inteligentna, oczytana, ma dobry gust i smak. W dzisiejszych czasach
 potrzeba jej antidotum na tę całą tandetę, która wypływa z
 telewizji, z
 muzyki, z filmów. I ona wie, jakie jest najlepsze lekarstwo. Szkoda
 tylko,
 że przez bycie "tymi innymi" często płaci zagubieniem, melancholią a
 niekiedy i depresją...
     Nie chcą mi jeszcze sprzedać biletów na luty na Pani
 przedstawienie, a
 ja już niecierpliwością paruję. Na pocieszenie kupiłam sobie (i
 tylko sobie)
 bilet na "Kartotekę" do Teatru Narodowego.
     Acha, a Panią Stansławę Celińską uwielbiam, jeżeli wypada tak
 mówić
 (zawsze miałam problemy z traktowaniem moich ukochanych artystów,
 jako
 "bardzo szanowanych,ale jednak nieznajomych".) Jeszcze nie tak dawno
 oglądałam Ją w "Domofonie" w Teatrze na Woli. To szczere ciepło i
 ludzką
 mądrość pamiętam do tej pory.
 i już nie przeszkadzam...
 Kłaniam się nisko.
 wdzięczna za słońce
 Marta
                Pani Marto!

      1Dlaczego pani paruje?(To taki głupi żart-wiem,że chciała pani napisać
waruję).
          Radziłabym pani kupić bilet na marcowe przedstawienia...

Dzisiaj zachmurzona i nie wierząca w powodzenie niczegoMU

 

5

Wstęp (trochę o sobie):
"Ja nie jestem jakaś taka nadzwyczajna,
taka ładna, taka mądra ani nic...
ale tak mi jakoś łatwo żyć.
Ja mam szczęście do wszystkiego,
do dobrego i do złego,
A dlaczego? Bo ja wiem..."
Rozwinięcie:
Regularnie odwiedzam tę stronę. Pomysł wiersza na każdy dzień uważam
za absolutnie cudowny. To lepsze niż Tarot, a nawet chińskie
ciasteczka (i nie mam na myśli tylko mniejszej ilosci kalorii).
Wiersz, jak wróżba...
Wiersz, jak zapis dnia...
Wspaniałe!
Od ponad roku jestem szczęśliwą (i to jak!) posiadaczką 3 płyt
wydanych przez Pomaton - a la - "Dzieła zebrane M.U.".
Uwielbiam je, chociaż nie jest to muzyka, przy której można np.
poczytać książkę. Ona (muzyka) sama w sobie jest jak książka. Jedna
niezwykła historia za drugą, a Pani potrafi opowiedzieć je w
zaprawdę niezwykły sposób. Kosmicznie... Inne światy.
Żadne słowa uznania nie są w stanie wyrazić mojego podziwu.
Ech... strasznie poważnie mi się napisało.
Ale kupiłam ostatnio 2 CD z piosenkami Kabaretu Starszych Panów -
 "Zimny Żal". Tam w jednej z rozmów z J. Przyborą pada termin -
SYNDROM ONIRYCZNY. To znaczy, że nie przestanę śnić, że piszę do
Pani, dopóki do Pani nie napiszę :) - co niniejszym czynię, żeby
ulżyć swojemu psycho-fizycznemu nawykowi przelewania myśli na papier.
Przeczytałam dzisiaj "Pejzaże z Agnieszkš Osiecką". Czuję, jakby
uchylono przede mną kawałek tajemnicy. Może dzięki temu, będę
jeszcze bardziej świadomie, chłonęła jej teksty. Może...
"Tacy ludzie pojawiają się równie rzadko jak kometa"
Tacy jak Ona, tacy jak Pani, jak Przybora i jeszcze kilku innych
WIELKICH polskich artystów.
"Zachwycam się i czuję, że w tym zachwycie będę w stanie przetrwać
niejedną burzę".
Zakończenie:
A. Osieckiej już tego nie powiem, za to Pani:
...Dziękuję !
Za wzruszenia, za wprowadzanie liryzmu w myśli, za brak nudy i
tysiąc innych "drobiazgów".
Dobrze pamiętać, że "jeszcze zimowe śmieci na ogniskach wiosny
spłoną"!
Tak miło kochać życie i czuć się jakby miało się 18 lat.

Monika

Ps. To znaczy... właściwie... ja przecież mam 18 lat :).
Pozdrawiam bardzo, bardzo ciepło.


Pani Moniko!
Nawet sobie Pani nie zdaje sprawy ile dla mnie znaczy Dzisiaj taki list.
Bardzo dziękuję i od jutra postanawiam znowu zacząć w siebie wierzyć!
I wysyłam pani wiersz w podzięce i bladoróżowe róże, które dostałam od przyjaciela.I kawałek swojej brzozy i śniegu...Zasypuję panią prezentami-Hojna MU


6

Szanowna i Droga Pani Magdo!
Piszemy (mój przyjaciel teksty, ja muzykę) różne piosenki, ale
niestety "do szuflady" (brak odpowiednich wykonawców!). Czy można
wysłać Pani kilka naszych propozycji - nuty i słowa-  i jak to
ewentualnie zrobić?
Pozdrawiam serdecznie z Najlepszymi Życzeniami na Nowy Rok, m.in.
żeby wreszcie się Pani porządnie wysypiała! To też moja zmora...
Lech Nawrocki
PS: Proszę o odpowiedź (z góry dziękuję)


Lechu Nawrocki z przyjacielem!
 
Ja już nie chcę od dawna śpiewać żadnych piosenek,ale znam kilka młodych, zdolnych , które czekają na nie (bardziej niż na wielką miłość)-więc proszę wysłaćMU

 

7
Czekam na znów sprawnego pani laptoka (od laptalk) bo połączyć się z
 panią w żaden sposób nie można. A tak mi to potrzebne, bo znów
 tysiące spraw spadło z dachu na plecy. Pisanie końcowej pracy idzie
 tak ciężko...

 Czekam na rozjaśnienia...
 Pozdrawiam bardzo ciepło
 JH


 Pani Magusiu miła,

 Morze to jest taka magia, że o każdej porze roku potrafi zaczarować
 wszystkie zmysły. Można tak łazić i łazić, w milczeniu, z uśmiechem,
 pocałunkiem, zamyśleniem, rozmową- godzinami...I tępo patrzeć w toń
 i
 zatapiać się w tym uspokojeniu. Na tafli leniwie kołysały się
 łabędzie, mewy wciąż krążyły nad głowami, i to powietrze, że tylko
 wdychać...

 Zdjęcia zimowe będą za ok. tydzień. I wtedy przyślę obowiązkowo. Na
 razie wysyłam dwa, z ostatnich wspólnych wakacji...


 Czy nie będzie to zbyt wygórowaną prośbą, jak poproszę panią o
 wspólny
 spacer plażą? "Ja panią z sobą zabiorę, w nadmorski spacer daleki,
 sympatia moim wyborem powodowała poniekąd...Ja panią na spacer wziąć
 pragnę, pani czemu wacha się przeto...W spacerze takim jest także
 cel
 piękny  w sobie sam, niech pani się dla niego da zjednać...nie
 pożałuje
 pani, nie pożałuje pani,ooooooooooooo nie!!!

 Więc jak?"

 W rozjaśnionej tonacji
 Z uśmiechem i przytuleniem
 Jola H.

    Jolu H!
                 Waham sie przeto ,bo mam podły nastrój.
                 Dzisiaj to ja czekam na rozjaśnienia , zamiast
rozjasniać...Taki lajf.MU
      ps. Z moim Pianistą Wojtkiem Borkowskim pokłóciłam się bardzo-po raz
pierwszy od 20 lat!Nie panuję nad nerwami,a przecież to dopiero początek
smutnego szaleństwa...

 

6 I 2003r.

 

1

Szanowna Pani Magdo!

Na początku chciałam Panią bardzo serdecznie pozdrowić i w Nowym
Roku życzyć wszystkiego
co najlepsze! Bardzo lubię odwiedzać Pani stronę! Za każdym razem
odkrywam coś ciekawego i
interesującego! Uważam, że na stronie panuje bardzo specyficzna
atmosfera, nie potrafię jej opisać,
powiem tylko, że jest przyjemna i pachnie magią. Teraz wypada mi się
przedstawić. Mam na imie Iwona.
Więcej napiszę nastepnym razem.
Napiszę pytania, które chciałam skierować do Pani:

1. Co sądzi pani o Małgorzacie Musierowicz?
2. Jaka jest pani ulubiona powieść?
3. Ulubiony Pisarz lub Pisarka?
4. Lubi Pani ksiazki Olgi Tokarczuk?
5. Ulubiona Piosenkarka?
6. Lubi Pani muzyke Kate Bush?

No, na razie wystarczy tych pytań! Bardzo proszę, niech Pani na nie
odpowie!
dziękuję z góry
Iwona

Pani Iwono!

Dziękuję za życzenia,cieszę sie ,że lubi pani tu zaglądać i już odpowiadam na grad pytań:
1.Małgorzatę Musierowicz miałam szczęście poznać osobiście na Targach Książki.Cudowna, miła, ciepła kobieta . Niestety nie znam dobrze jej twórczości,bo już byłam za stara jak ona zaczęła pisać.Jak będę miała wnuczkę, to nadrobię zaległości.(Za toMagda Czapińska,która kupowała te książki dla swojej córki"-wciągnęła się" do tego stopnia,że mogłaby napisać esej o jej twórczości)
2.Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie.Jest ich wiele i ciągle dochodzą nowe.
3.J.B.Singer.Czytałam go zawsze jednym tchem,mimo że to były czasem grube tomy...Ale ja nie przepadam za powieściami...
4."Prawiek i inne czasy"-bardzo!
5.Billie Holiday,Ella F,Diana Krall,Cesaria Evora
6.Lubię jak Kate Bush śpiewa :"The man I love "Gershwina(ale i tak najpiękniej śpiewa to Billie H...)
Na razie wystarczy tych odpowiedzi.Proszę z dołu
MU

2

03 I 2003 godz 02.56

 W tę nocną godzinę przesyłam Pani "Modlitwę o pogodę ducha"
 "Boże, użycz mi
 POGODY DUCHA,
 Abym godziła się z tym czego
 nie mogę zmienić,
 ODWAGI,
 abym zmieniała to
 co mogę zmienić,
 I MĄDROŚCI,
 abym odróżniała
 jedno od drugiego."

 Ja ten tekst powtarzam sobie bardzo często mimo, że nie wiem do jakiego
Boga
 mam się zwracać.

 * Wracając do bajek to najgorsze jest to, ze one są PRAWDZIWE i mimo, że
nie
 chce się ich słuchać to trzeba, i na dobranoc i na dzień dobry.
 * Zastanawiam się co z synkiem Pani Kingi. Mąż  złamał nogę, a syn? Czy
oni
 razem na tych sankach zjeżdżali?
 * Rozprawiłam się trochę ze sobą. Wyrzuciłam w Sylwestra butelkę, w której
 zbierałam, wszystkie swoje drzazgi...Wrzucałam karteczki do butelki i
prawie
 cała się uzbierała, więc ją roztrzaskałam w koszu na śmieci!
 * Przytulam się do Markotnego i całuję go w środek nosa!
 Anula wieczorową porą.

 ps. Dorota! "Wiesz, moja koleżanka Kaśka znalazła taką starą taśmę, tam są
 fajne numery
 i podobno jeden Ty śpiewasz, to Twoje jest to "Uciekaj moje serce?"-
 przegrałam to sobie"

      Anulu wieczorową porą!
      Mam nadzieję,że i pani Kinga i Dorota napiszą coś do Ciebie.
      Dostałam słonika-jeździ ze mną samochodem , razem z
Kłapouchym.Dziękuję!MU
      ps.Ale pan Bóg wie,że Go szukasz i to najważniejsze(przynajmniej ja
marzę,żeby tak było)

No nie wiem Anulu, co CI napisać...  

Uciekaj moje serce tam śpiewam?  jak tak to aż się boję bo nie pamiętam, żebym to kiedykolwiek powalająco zaśpiewała. No i nie wiem jaką Koleżanka Kaśka ma taśmę, że tam to jest.

Byłam dziś na wydziale i tak chodziłam sobie w przerwie korytarzami zastanawiając się ileśmy się razy minęły...

Trzymam kciuki za propedeutykę ( a z kim masz ćwiczenia???)no i do kolejnego listu, albo wyminięcia...   D.

 

3

Najwspanialszo Pani Magdo!!

      Tak bardzo mocno chciałabym napisać o moich radościach, o tym
jaka jestem szczęśliwa...niestety. Jestem na siebie z tego powodu
wściekła, NIC tylko smutki, smutki, smutki...Same złe wiadomości
potrafię przynosić i w ogóle psuć to co wspaniałe...
      Mam Wielką Nadzieję, że mój kolejny list będzie pełen radości a
nie mokry od łez. Życzę sobie tego z całego serduszka...
Pozdrawiam i całuję!! Kamila

No to czekamy na kolejny list i nie ryczymy mała...nie ryczymy...MU

4


 Pani Magdo.
1. Na wstępie pozdrawiam (jak zawsze - po raz drugi).
2. Dziękuję za tak wyczerpującą odpowiedź na list.
3. "to może wyszło mi na zdrowie (psychiczne)" tak Pani zasugerowała.
Nigdy tego tak nie traktowałam, ale może rzeczywiście coś w tym jest
(bo nie tylko Pani już tak często nie słucham).
4. Śniegu już nie ma, ale radość została.
5. Na zakończenie znów pozdrawiam - dobre zakończenia nigdy nie są
złe.
ps. następny list obiecuję prozą
Grażyna

No to czekamy na prozę i cieszymy sie,że radość została...PozdrawiamMU

5

Pani Magdo Kochana!
Pozdrawiam w zimowy bardzo dzień z Izabelina!!!!!!!!!
marusia

 A ja z Pęcic!MU



6

Pani Magdo,

1. Cieszę się, że choć fragmenty się podobają.

2. Fragment o nodze pisany był na długo, długo przed sanną męża.
Najpierw w ogóle miały być plecy, ale chyba miałam kłopot ze
znalezieniem rymu. Czyli nie jest tak, że teraz - od tego felernego
zjazdu -  uważam nogę za najistotniejszą część człowieczego ciała,
choć widzę, że rzeczywiście jest całkiem istotna i przydatna. I
lepiej niech ją sobie ludzie dotykają niż łamią.

3. Odnośnie borykania się - mąż mówi, że zastrzyki idą mi coraz
sprawniej, że robię je absolutnie bezboleśnie. Pomyślałam, że  po
siedmiu to po prostu rutyna mnie dopadła i tyle. Ale mąż twierdzi, że
kiedy podchodzę ze strzykawką widzi w moich oczach i na moim czole
napis "no, kochana, Magda Umer napisała, że  podziwia cię za te
zastrzyki, Magda Umer cię podziwia, więc trzymaj się, daj z siebie
wszystko, nie zawiedź kochana, nie daj plamy". Więc rach - ciach i
bezbolesny zastrzyk się robi.

4. Z innej beczki - zawsze zapominam zaprosić Panią na stronę
Grzegorza Turnaua (http://www.turnau.com.pl). Pomyślałam, że skoro
się Pani zinternautyzowała to być może będzie miała ochotę zajrzeć.
Jestem WSPÓŁautorką strony, więc uważam tę rekomendację za
nieodzowną. :)

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za czas.
Kinga

Dzielna kobieto z pokłutym mężem!
 
Cieszę się,że to wszystko u Was idzie ku lepszemu.Czekam na dalsze relacje.MU
Dorotko! Dołącz stronę Grzesia do naszych połączeń natychmiastowych!Obowiązkowo.Na razie nie mam czasu nigdzie zaglądać(lada dzień chyba nawet tu...)

7

Dzień dobry, oj dziewczynki...czy Wy znacie takiego Czecha śpiewającego, co nazywa się Karel Plichal i występował w TV ( w studio Agnieszki Osieckiej jeśli dobrze zrozumiałam z tego pirackiego chyba nagrania, które dzisiaj do mnie dotarło). Tak mi szczęścia do duszy nasypał ten pan, no garściami wprost. Pomyślałam żeby się podzielić tą radością,że chciałabym Pani Magdo wysłać ten zapis niecałego przecież koncertu ale zawsze - jeśli więc chce go Pani mieć, to bardzo proszę wskazać mi adres pod który... Można wysłać ten adres na mój e-mail, który chyba gdzieś tam jest w moim liście zawarty ( prawda p.Dorotko?)
Mogłabym też przekazać tę taśmę przez moją sąsiadkę Elę Bogaczewicz ( oto wyjaśnienie zagadki sylwestrowej ;)) ale wtedy dotrze ta kaseta do Pani za bógraczywiedziećilenocyidni... W każdym razie pytanie pierwsze brzmi - czy życzy sobie Pani tego prezentu?
Wnuki moje - ech...w żadnej miłości nie wolno się zatracać, a mnie na pewno. Dobrze, że zdążyłam napisać o naszych chwilach szczęśliwości kilka opowiadań i teraz, kiedy chłopaki podrosły, a najstarszy Maciej zupełnie nie trzyma swojego głosu :))), to zaglądam sobie do tej książeczki i znów jestem z nimi: maleńkimi, kochanymi,z pełnym zaufaniem przynoszącymi mi pół robala"zróbmy wszystko Marciu, podobno najważniejsze jest pierwsze 4 minuty". No i trzeba było robić te reanimacje dżdżownicom i przydepniętym ślimakom. Pani Magdo, jeśli Pani tęskno do takich chwil, to zapraszam na stronę, niech się Pani ugrzeje przy moim szczęściu póki co.(http://janter.net/~kucharska) A swoich chłopaków poinformować, że jakby co, to pani pospieszy z pomocą, żeby się nie stressowali w sprawach prokreacji;))) A potem rodzice młodzi, chcą sobie jeszcze troszku potańczyć, a Pani na to - Idźcie sobie kochani, oczywiście, jeszcze wam się należy...etc - A maluszka cap-cabas i dalejże z nim od nowa świat odkrywać! O rozkoszy bycia babcią, nad inne rozkosze!Siostrzeńcom, bratankom i innym kuzynostwu też należy podkradać, tak, żeby wciąż w rodzinie był dopływ świeżych uszu, gotowych do zdziwienia pysiów zasłuchanych. To trwa bardzo krótko. Właśnie kilka dni temu odwiedził mnie Józio, mój wnuk średni i z przerażeniem odkryłam, że ja już nie umiem patrzeć mu w oczy - bo w jego oczach stało jak byk, że Józio już wie! Wie, że dorośli wszystkiego nie wiedzą! No cóż, dobre było ale spłyło...został do bałamucenia jeszcze Karolek( ze 2 lata może się poprzytula) i stanął właśnie na nogi Jakub Juliusz, och na tego to ostrzę sobie ząbki już wiosną, bo rodzice kompletna młodzieżówka - hi hi sama im kupię bilety na "Ich Troje", kiedy J.J. będzie ze mną słuchał wczesnych nagrań Cohena.
Słuchajcie babcie in spe - i uczcie się strategii ode mnie, żeby nie tracić czasu.Babcią być to kreacja pracochłonna ale i najsłodsze jej owoce. Czy może być po nas wartościowsze dzieło niż to, co ci kiedyś dorośli ludzie poniosą w świat, jako skarb swój największy: swój teatr wspomnień. W nim będą szukać rozwiązań przez całe ich życie, weń się chować gdy im rzeczywistość nie sprosta, o tym czasie myśleć - tam byłem bezpieczny/a.
Avanti babullo! - i nie kombinujcie panie z tym pesto, bo makaron z serem znacznie skuteczniej poratuje dusze, tak jak pomidorowa nasza zwyczajna a nie gaspaccio. Z "ekstrawagancji" na zimowe poratunki co najwyżej zupa z soczewicy.Bijcie się w snobistyczne piersi światowe wy kuchareczki - a krupnik! Prawdziwy dobry krupnik, taki jak mama gotowała, nauczyła się która ?
Ostrzegam -bez tych umiejętności Wasze szanse na bycie ukochaną babcią są niższe. Chyba,że chcecie świrów wychować - no to róbta co chceta i pudding w miejsce budyniu. Smacznego! -babcia marta
 
Babciu Marto!
 
1.Uwielbiam pomidorową, krupnik i zupę z soczewicy,ale z PESTO nie zrezygnuję i już.To jest czarodziejskie jedzenie.
2.Dorotka poda mój adres(skoro już i tak się znamy przez ElęB)-jasne,że chcę się zachwycić Karelem Plichalem (Chyba będę go słuchać w kwietniu najwcześniej,ponieważ W OGÓLE nie mam czasu)
3.Reanimacja dżdżownicy i przydepniętego ślimaka zachwyciła mnie!
4.I pani tak te ukochane wnuki zatruwała dymem papierosowym?!Dobrze,że to już Plusquamperfectum...


8
Droga (nie dlatego, że kosztowna...dlatego, że wartościowa,
 utalentowana, kochająca ludzi, przezabawna, stworzona do celów
 wyższych, bardzo, bardzo inteligentna, bardzo ) Pani Małgosiu!!
 Nawet nie wyobraża sobie Pani ( chociaż dla osoby z taką wyobraźnią
 nie ma chyba rzeczy, której nie może sobie wyobrazić) jak się
 ucieszyłam z odpowiedzi na mój list. Myślę sobie, że jest niewiele
 osób tak przyjaźnie nastawionych do świata i drugiego człowieka. Wie
 Pani, weszłam dzisiaj na stronę znanej aktorki. W dziale >kontakt<
 można było napisać list.  Wszystko by było dobrze, żeby nie
 napis "ale oczekuję krótkich listów". Jak tak można? Nie wiem. Wiem
 tylko, że tylko takie osoby jak Pani czy p. Janda powinno się cenić.
 Bo przecież odpisujecie Panie nieznanym sobie ludziom. Lubicie ludzi
 i nie traktujecie ich tylko jak prostą drogę do zarobku. To piękne.
 Jednym z moich zadań domowych było napisanie kazania do "braci
 mniejszych" czyli zwierząt i roślin, tak jak robił to św. Franciszek.
 Miałam troszkę problemów. W skrócie wyglądało ono tak :

 " Bracia moi mniejsi! "Posłuchajcie przez chwilę żebraczego
 rozśpiewania mego.
 Posłuchajcie radosnego i pokornego trubadura, który opowie wam o
 miłości.
 Jesteście ołtarzem Boga. Bo w każdym gniazdku ptasim widzę dzieło
 Stwórcy,
 a na najmniejszym liliowcu, najsłabszej dalii czuję dotyk ciepłej
 dłoni Bożej.
 (...)
 Zaufajcie Panu i miłujcie Go. Niechaj jego miłość nie przestaje w was
 wzrastać.
 Mówcie : "Jesteśmy ofiarami Twojej miłości Panie!" Wznieście serca,
 wydajcie
 okrzyk miłości i radości, spójrzcie ku niebu. Zakochajcie się w
 miłości...
 (...)
 Niechaj ptaki miłują Pana, za wolność jaką im ofiarował, za bycie
 bliżej nieba.
 Niechaj ryby dziękują Bogu za możność dokładnego poznania wody,
 żywiołu
 dającego życie. Niechaj kwiaty kochają Go za woń, która jest kluczem
 do
 ludzkiego serca, a drzewa za........  "

 Teraz moja prośba. Wiem, że Pani uwiebia drzewa. Chciałabym, żeby
 pani dokończyła zdanie. Bo zastanawiam się co PANIĄ szczególnie w
 nich urzeka? Ja również je kocham i nie wyobrażam sobie niedzieli,
 bez Zytka, drzewa, którym się opiekuję. Proszę..
 Dziękuję za zezwolenie na pisanie do Pani, postawiłam "ptaszka" przy
 tym postanowieniu noworocznym.
 Pytała Pani, czy naprawdę zobaczenie Pani "na żywo" jest takie ważne.
 Może ja się źle wyraziłam. Usłyszenie Pani piosenek "na żywo"
 zadziałało by na moje emocje ze zdwojoną siłą. Ale nie. Zobaczenie
 też jest ważne. Ujrzałabym człowieka, z którego należy czerpać
 przykład, który pomoże młodemu człowiekowi kształtować osobowość,
 choćby dzięki takiej stronie internetowej, człowieka który kształci w
 innych wrażliwość na piękno, nie boi się ludzi, tylko ich odkrywa.
 Człowieka, który jest darem Bożym.
 Rozpisałam się.
 Ucałowania ciepłe jak na zimowy wieczór dla Pani i Buby Matyldy
 Przesyłam dwa zdjęcia, żeby spowodowały uśmiech!
 Aluśka ( ta od afgańskich dzieci)

 P.S. Serdeczne podrowienia dla p. Dorotki, już ostatnio powinnam to
 zrobić..przepraszam
 P.S.2 Pani Małgosiu, ostatnio do mnie, jako do jedynej napisała
 Pani : "pani", ja się z tym czuję durnowato w sklepie, co dopiero
 teraz!!!
                           

   Aluśka!
    1.W jakim sklepie ty się czujesz durnowato?
     2.Wysyłam Ci moją jesienną  Bubę Matyldę-na zimowy wieczór
      3.Nie umiem napisać co mnie w nich urzeka-chyba po prostu wszystko.
   4.Zdjęcia cudne-spowodowały uśmiech od ucha do ucha!(Dorotko-pokaż je
wszystkim!)MU


 

 

                                                  

 

 

 

 

 

Droga Pani Magdo!

Byłem bardzo mile zaskoczony, kiedy to zobaczyłem mój krótki list z
moim "nic nie wartym wierszem" i Pani odpowiedzią na Pani stronie,
ale jeszcze bardziej mile byłem zaskoczony gdy zajrzałem do
antologii... Aby podziękować za to wszystko najlepiej, jak tylko
mogę, przesyłam kolejny, napisany  przeze mnie specjalnie z tej
okazji i specjalnie dla Pani wiersz:

            ŚLEPE SZCZĘSCIE

  Poranek słoneczny za oknem, gdy wstaję
  Gdy same pochwały od ludzi dostaję
  I kiedy uda mi się coś co chciałem
  ukryć na lekcji, bo nic nie umiałem
  Przychodzi szczęście
  (i wcale  nieprawda, że szczęście się ma lub nie ma)
  Szczęście przychodzi
  nieco zaślepione
  i nieraz wtedy,
  gdy go wcale nie potrzeba,
  bo wpadam...
                                         Maciek Stemulak    


Panie Maćku!

   W jakim sensie pan wpada?
                                             Nieco zaślepiona MU

11

Pani  Magdo droga,
dziś list nie będzie wesoły, mało we mnie powodów do radości.
Człowiek to takie głupiutkie, naiwne zwierzątko, które fundamenty
swojego istnienia stawia na bardzo kruchym lodzie. I jeszcze się
dziwi, że cała ta żmudna konstrukcja nagle runęła w gruzach, załamuje
ręce, pomstuje. Myślałam, że tak się nie stanie; że są w moim życiu
sprawy tak pewne, że niepodważalne; że co najwyżej chwilowy kryzys,
ale nigdy...nigdy nie dopuściłam do siebie myśli, że może przyjść
koniec; że nie będzie słów przebaczenia, zrozumienia; że nie będę
umiała tego zmienić. Stało się- te parę słów wypowiedzianych do
słuchawki głosem miękkim, lecz ostatecznym utkwiło w sercu bolesnym
cierniem. Te dwie prawdy, których tak bardzo się bałam podane mi jak
tabletki na uspokojenie; to okrucieństwo z dbałością o formę; to
rujnowanie człowiekowi życia w gumowych rękawiczkach; to
odepchnięcie; odstawienie na półkę jak zabawkę...To zostanie we mnie
na zawsze. Na nic zdają się rady "mądrych", że to nie koniec świata,
że zbyt wiele sobie obiecywałam. Ale obiecywałam sobie tylko tyle,
ile pozwolono mi sobie obiecać. Nagle pojęłam ogromną mądrość słów
Lema wypowiedzianych przez jednego z bohaterów "Szpitala
Przemienienia" : "wszystko ma swój sens tylko dlatego, że się
kończy". Ale dlaczego tak nagle? Po tylu dobrych chwilach i słowach,
po tylu rozmowach, tylu wspólnych wspomnieniach jedyne, co ma mi do
powiedzenia to: "mało się znamy; nie mam czasu, aby dobrze poznać
ludzi, którzy są dokoła mnie".
    Czy można "zająć się" człowiekiem, interesować się nim, traktować
z poufałością i troskliwością, ale tylko do momentu, gdy jest to na
rękę, nie koliduje, nie męczy; dopóki dyktuje się reguły gry, których
druga strona bezwzględnie musi przestrzegać? A gdy nagle coś wymyka
się spod kontroli, okazuje się, że ten drugi człowiek ma uczucia i
przemyślenia, że czasem czegoś by chciał, że to wszystko jest dla
niego bardzo ważne- odwrócić się i odejść, dać do zrozumienia, że
się "nie ma życzenia". A co najśmieszniejsze- wszystko na
zasadzie "bułkę przez bibułkę". Nie otwarcie wyłożenie postaci
rzeczy, lecz po prostu nagły brak zainteresowania, tolerowanie
wszystkiego, wymuszona uprzejmość, udawanie, że na pozór nic się nie
zmieniło i tylko niedostrzegalnymi gestami podanie do wiadomości, że
to koniec.
    Czuję się jak idiotka. Jak naiwna pensjonarka, która słucha serca
i myśli, że tak da się przejść przez życie. Pokazałam swoje uczucia,
odsłoniłam najgłębiej skrywane emocje, zaufałam, przywiązałam się jak
pies tylko po to, aby stać się teraz obiektem litości i śmiechu
najpewniej też. Tylko po to, aby usłyszeć, że się mało znamy.
Najgorsze jest to, że czegokolwiek bym nie napisała, jakichkolwiek
ostrych słów nie wypowiedziała- nie umniejsza to mojego cierpienia,
nie daje ulgi, nie pozwala choćby na moment zapomnieć, że boli.
    Najpiękniej o cierpieniu napisał  Zbigniew Herbert w wierszu "Pan
Cogito rozmyśla o cierpieniu". Nie ma sensu "opętańcza akcja na rzecz
bezdomnych kotów", "refleksja" też na wiele się nie zda-"kielicha
goryczy" nie można od siebie oddalić. Trzeba to chyba przeczekać,
przeżyć, pogodzic się i nie wierzyć, że coś się zmieni. Bo jeśli
koniec- to najpewniej ostateczny...

    Dziękuję za wysłuchanie tych moich "donosów na życie"

                        Dominika

   Dominiko Obolała!
  Najtrudniejsze jest uświadomienie sobie,że ktoś,tak po prostu ,przestał nas kochać.
  Ale to się zdarza niestety od wielu tysiecy lat ,setkom tysiecy ludzi
  i w dodatku codziennie .Ja wiem,że to żadna pociecha,ale coś muszę Ci napisać.
  Musisz przeczekać najgorsze-a potem to juz będzie wiosna i  wszystko będzie łatwiejsze..MU    

12


6 I 2003 godz. 24.20
 Tak...zastanawiam się ile wszystkiego można wytrzymać i "Kiedy powiem
sobie
 dośc".

 Przesyłam zdjęcie bociana, polowałam na niego o 4 nad ranem  w Karwicy.
 Zawsze mnie zadziwia, ze bocian stoi na jednej nodze na dachu a ja na
dwóch
 na ziemi nie potrafię. Od 3 dni kręci mi się potwornie w głowie!

 Na + to mogę wymienić:
 a) Brat napisał maila, że tęskni za Pesto mimo tego iż jedzą w tym Nepalu
 potrawy z pieca tandori...więc jest szansa, że nie  zostaną tam dłużej niż
 norma przewiduje, tzn do końca kwietnia.
 b) Jest szczęśliwy
 c)Dziś skończyła się przerwa "świateczna" i o zgrozo ja się cieszę!
 d) znalazłam zdjęcie z czasów kiedy jeszcze nie miałam próchnicy.(chyba)

 Nieustannie pozdrawiam lecz dziś ze zdwojoną siłą. Anula

         
 Anulo!
              1.Może powinnaś po prostu pójść do lekarza z tą kręcącą się
głową?
               2.Koniec kwietnia jest za chwilę...
                3.Ucz się i ucz, bo nauka to potęgi klucz.
                   4.Zdjęcie wyświetlamy i pozdrawiamy!MU



 

5 I 2003r.

Pani Magdo,
mam taki straszny dzień...

Pani Agato!
Wysłałabym pani jakieś "uśmiechnięte" zdjęcie,ale mój laptop jest w
naprawie,a w komputerze Franka nie ma mojego archiwum.Umówmy się ,że
jutro będzie trochę lepiej i obie postarajmy się w to uwierzyć...Nie
ma innego wyjścia!MU

(z powodu zepsutego laptopa Magda Umer na wszystkie listy z ostatnich dni odpisze jak już go naprawi   )

Pozdrawiam Dorota

 

2 I 2003r.

1

Proszę Pani!!.
     No i mnie dopadła chandra. Melancholia.Zastanawiam się wciąż nad
światem ,nad tym wszystkim.A coraz trudniej ,coraz trudziej mi w
tych czasach,kiedy króluje ""Idol"",::Big Brother ".Ja nie mogę tego
oglądać.
Najchętniej to bym siedziała w łóżku i jadła czekoladki
słuchając ""Już szumią kasztany"".Proszę PaNI ,Pani to zaśpiewała
rewelacyjnie ,tak
pięknie .Pięknie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!.Dziękuję .Dobrze ,że w tych
czasach popkultury są jeszcze  ""prawdziwi""artyści m.in:PAni i 
Pani Krystyna Janda.
Wszyscy moi znajomi słuchają hip hopu i czytają brukowce.Ja się taka
uchowałam i cieszę się z tego.Ale ten świat taki smutny i
przygnębiejący.Echh.
                                     Ania -tramwajowy człowiek

Nasza tramwajowa zagubiona Aniu kochana !
 
Ja nie wiem ( i piszę to poważnie)-czy to jest dobra rada, bo mój mąż na przykład twierdzi,że nie można uciekać od rzeczywistości, bo się dziwaczeje-ale ja bardzo świadomie uciekam nie oglądając na przykład telewizji.Nie chcę żyć w takim głupim, okrutnym ,albo po prostu banalnym świecie.Tak mało mamy czasu(nawet ci najmłodsi-jak pani)-a tyle wspaniałych rzeczy jest do przeczytania, obejrzenia, usłyszenia, dotknięcia, wymyślenia- do przeżycia po prostu-ŻE SZKODA CZASU NA ŚWIAT WYMYŚLONY PRZEZ PÓŁINTELIGENTÓW DLA ĆWIERĆINTELIGENTÓW-jak to ładnie określa bezlitosny Wojciech Młynarski.Niech się pani uśmiechnie !Życzę wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!!!MU 
ps.A czekoladkami niech sie pani zajada do wiosny, chyba że pani jest gruba...    
 

2  

(a to zagubiony list Ani, który właśnie się odnalazł)

Proszę Pani!!!!!.
               Życzę Pani dużo zdrowia ,szczęścia,spokoju i 
spełnienia wszystkich marzeń z okazji zbliżającego się Nowego Roku
2003.Bardzo Panią przepraszam iż na święta nie napisałam życzeń,lecz
przeklęty internet w ogóle mi nie działał,a to z powodów 
technicznych pewnej,myślenickiej firmy.Przepraszam.
          Chciałam Pani bardzo ,bardzo ,bardzo serdecznie
podziękować  za przepiękny  wiersz Ewy Lipskiej ,który jest do mnie
skierowany.KJiedy go tu ,na tej mojej najulubieńszej stronie
zobaczyłam byłam szczęściarą.Dziękuję Pani.Jest piękny!!!!!.Bardzo
lubię poezję Ewy Lipskiej ,ostatnio czytam właśnuie Lipską i
Poświatowską.
         Teraz kiedy już internet działa przychodzę do mojego
pokoiku na poddaszu (zresztą bardzo przytulnego )i delektuję się
chwilą. 
                       
                       Człowiek pióra.
                       Femme de lettres.
                      Tak.
                      To tak.
                      A jednak nie wierzyłam ,
                      że tak blisko jest z serca do papieru,
                      gdybym tylko wiedziała ,że to nie bardzo boli,
                      załatwiłabym tę rzecz inaczej......
                     I gdybyż tylko
                     właściwy człowiek przybył na cmentarz .
                     Tam nie wysyła się zaproszeń 
                     jak do lektur.
                                               
              
Agnieszka Osiecka.
                                                                    
                 
                                                                
Ania -tramwajowy człowiek 14.
   ps.:Co Pani sądzi o Fridzie Kahlo.Ja ostatnio jestem Nią
zachłyśnięta.A to za sprawą pewnej książki.

Tramwajowa Aniu!

  To może wstyd,ale nic nie wiem o Fridzie KAHLO-napisz mi coś !MU

3

Pani Magdo Kochaniutka!!

         I mamy ten Nowy, Lepszy, Bogatyszy, Weselszy...oby taki był
dla każdego, bez żadnych tam wyjątków:)
         Uważam, że grudzień powinien mieć 32 dni. 31 grudnia byłby
SYLWESTER, który skończyłby się 32 grudnia - przez cały ten dzień
można by było odespać
         nieprzespaną noc, a dopiero następnego dnia wypoczęci i
szczęśliwi świętować Nowy Rok. A tak to raniutko przychodzi się do
domku (na przykład), 1 styczeń
         przesypia się i na drugi dzień idzie się do szkoły,
pracy... Coś z tym trzeba zrobić:)
        Nie wierzę, że nie ma u Pani puszku?? Może przez pomyłkę w
Bogatyni (gdzie mieszkam) spadło go za dużo. Do tego teraz na
ulicach jest tak ślisko, że
        równowagi utrzymać nie można...strasznie...Brrrrrrrrrrrrr!!!
        Pozdrawiam cieplutko w ten mroźny wieczór - Kamila

        Mieszkanko zasobnej Bogatyni!!

 
       1.To już wiemy kto zabrał Pęcicom cały śnieg...
        2.Dzisiaj plucha , gololedź, groza.Na szczęście(w nieszczęściu) Wojtek Borkowski się rozchorował i odwołał próbę, bo bałabym się jechać do Warszawy...
        3.Ja to bym nawet była za tym,żeby w zimie do każdego dnia dodawano dwie noce do przespania.Pozdrawiam-wiecznie niewyspana MU
           p.s.ten Bogatyszy rok ma swój początek w Bogatyni,prawda?

 

4

Pani Magdo droga,

 Skoro zapanowało PESTO, to i ja dorzucę małe co-nieco od siebie.
 Oczywiście pierwsze i podstawowe założenie: zapominamy o
 biodrach, a potem kupujemy/robimy: pastę PESTO cały mały
 słoiczek, jakieś 40 deko pieczarek (dziabamy je porządnie i
 podsmażamy na oliwie z małą podziabaną cebulą), natkę pietruszki
 (dziabamy), jedno jajko na twardo (dziabamy) + sól i pieprz
 (świeżo mielony), i makaron, który zapewne jakoś się nazywa, a
 wygląda jak b. duże muszle. Podziabane to co wyżej oraz 2-3 zęby
 zgniecionego czosnku zespalamy ze sobą, tak by utworzyły rodzaj
 masy, ale nie za gładkiej. Napychamy masą ugotowane (ale nie do
 zupełniej miękkości tylko nieco) muszle, układamy w naczyniu
 żaroodpornym, a w oddzielnym garnku podgrzewamy mleko z
 ulubionymi przyprawami (rodowód śródziemnomorski mile widziany)
 i startym serem, np. prawdziwym ementalerem sporo, nawet do 40-
 50 deko. Można dodać ciut mąki, jeśli zapomnimy również o
 podbiuściu...) Gdy ser jest rozpuszczony, zalewamy nim muszle,
 kładziemy na czubek kilka gałązek bazyli albo tymianku lub
 szałwi, przykrywamy naczynie i do pieca na jakieś 20-30 minut.
 PYCHOTA!
 Danie jest skromnie mówiąc ;) moim wymysłem i nazywa
 się ?Małyszki, ale nie jest to przejaw dołączenia do
 ogólnonarodowego szaleństwa na tle dla tego skądinąd dzielnego
 (baaardzo! Podziwiam odporność i skromność!) zawodnika, tylko jak
  je pierwszy raz zrobiłam, to Małysz akurat zdobył srebro na
 Olimpiadzie, a danie trzeba było nazwać... ;)

 Tak więc w pierwszym dniu Nowego Roku życzę Pani, pani Dorotce,
 pani Anuli i dzielnej pani Kindze i jej mężowi oraz wszystkim
łasuchom oraz potrzebującym PESTO wszystkiego smacznego!!!>
 Pozdrawiam najserdeczniej,
 MAGDALENA

Nic dodać oprócz pozdrowieńMU

 

5

Droga Pani Magdo!
Może Panią uraziłem, tym co napisałem w poprzednich listach. Jeżeli
tak, to najmocniej przepraszam. Zbyt wiele oczekiwałem, bo myślałem,
że jak napiszę do Pani, to mi Pani odpisze i opublikuje na swojej
stronie. Proszę mi wybaczyć. Na pewno dostaje Pani bardzo dużo e-
maili, także pewnie ciężko je wszystkie przeczytać, a cóż dopiero
odpisać na wszystkie. Chciałbym na tzw. przeprosiny przesłać Pani
wiersz, który kiedyś napisałem:
"Wiersze nic nie warte"( tak nazwałem te moje wiersze)
V

 Zrobisz coś,
 czego żałujesz, później

 Powiesz coś,
 czego wstydzisz się później

 i nie ma odwrotu...

 Zabijesz się
 i nigdy już nie będziesz żył

 I choć wokoło ludzie będą się cieszyć
 Ty będziesz się smucił

 Bo taki jest ten świat.....
                                               Maciek Stemulak


   Maćku Stemulaku ,,jedyny chyba na świecie autorze cyklu pt:"wiersze nic nie warte"!

 
            1.Ja na pewno odpisałam na Twój list- niech Andragog się tłumaczy,gdzie go zgubiła...
            2. Pana wierszyk bardzo mnie wzruszył...bo taki jest ten świat.Wszystkiego dobrego!MU    

 

6

Dzien dobry Pani Doroto!

Na poczatku zycze Pani wszelkiej pomyslnosci i samej radosci w
swiecie rzeczywistym i wirtualnym na Nowy Rok.
Mam jednak od razu, na samym poczatku tego roku, prosbe do Pani. Czy
istnieje mozliwosc "powrotu" listow, zamieszczanych na stronie do
Pani Magdy z grudniowego okresu? Nie mialam niestety dostepu do
Internetu, a bardzo lubie czytac korespondencje Pani i Pani Magdy z
czytelnikami strony. Niestety w archiwum, ktore Pani prowadzi, nie
ma tych listow. Zaczynam byc w tyle...

 

Ale ze mnie GAPA, MELEPETA i jeszcze nie wiem co!!!

No umknęło mi - przepraszam! Ale już się poprawiam i od teraz są te listy a w ramach skruchy mam NOWY ARTYKUŁ... (Od Magdy Umer)  D.

 


7

Pani Magdo Wielce Szanowna,
zaklinam Panią na wszelkie świętości, błagam, niech Pani nie zwraca
się do mnie per: pani. To wyrywanie mi siłą resztek młodości, której
 kres wielkimi krokami zbliża się do mnie- już 13 lutego będę miała
 20 lat. Poza tym, gdy ktoś zwróci się do mnie per: pani mam
 wrażenie, że powinnam być poważna, że to zobowiązuje do umacniania
 dobrej opinii o sobie, że nie należy się wychylać, trzeba stać
 grzecznie, nie histeryzować. Jakże tak?
     Ja wiem, wiem i ,powtarzając po Pani Szymborskiej, zdaję sobie
 sprawę z tego, że "rzeczywistość wymaga", ale jakoś nie mam
 siły "znormalnieć". I chyba wcale nie chcę.
     Co do papierosów- nie ciągnie mnie do nich, nie potrzebuję ich.
 Przynajmniej tak sądzę. Już chciałam złapać za telefon, aby donieść
 o tym "Rekompensacie", ale przezornego Pan Bóg strzeże, więc na
 wszelki wypadek jeszcze się powstrzymałam. Nie chciałabym powtórzyc
 sytuacji sprzed kilkunastu dni, gdy to paliłam sobie najspokojniej w
 świecie papieroska, "Rekompensata" akurat parła jak burza,
 papieroska mi zabrała, przypomniała, że obiecałam Jej przed
 wakacjami rzucenie...I rzeczywiście.Pieknego dnia letniego,
 popijając ciut przesłodzoną herbatkę, wysłuchując Jej utyskiwań na
 palenie, że to zdrowia szkoda( gsy zauważyła, że zdrowie mnie nie
 bierze- przerzuciła się na niszczenie cery.), przetrawiwszy szereg
 podanych przez Nią przykładów, w przypływie żarliwszych uczuć,
 palnęłam obietnicę, a zaraz potem pomyślałam sobie, że i tak o tym
 zapomni. Lekki niepokój ogarnął mnie w dniach ostatnich, bo co ją
 napotkałam( a zawsze mam szczęście napotkać Ją, gdy akurat palę) to
 głośno wyrażała swoją dezaprobatę i troskę o moją młodość. Zdarzyło
 się to razy kilka, aż wreszcie grom z jasnego nieba, konfiskata
 papierocha i wyciągnięcie jako argumentu obietnicy sprzed 5
 miesięcy, o której rzekomo w moim mniemaniu zapomniała jeszcze tego
 dnia, gdy ją popełniłam. Wynika z tego tekstu, że jestem wręcz
 perfidnie naiwna. no i ,że trzeba wreszcie to palenie rzucić.
     Pani Magdo, Pani też obiecuję, że palić nie będę; co dwie
 obietnice to nie jedna, może nabiorę kręgosłupa moralnego i
 rzeczywiście przestanę przemieniać wszystkich współtowarzyszy
 istnienia w biernych palaczy. Oby...
     Limit 18 wierszy ucieszył mnie bardzo, długie to one z zasady
 nie są, jeden jest ciut dłuższy(z tych, które wybrałam dla Pani),
 ale to też jeszcze nie jest "potęga objętości". Kończę, bo coś mi
 się wydaje, że obszerny ten list. A może to kwestia czcionki, ne wiem.

     Całuje Panią bardzo mocno
            Piekielny Piotruś
                  czyli
                      Piekielna Dominiczka( czyli tabula rasa)

 PS. Przesyłam Pani "zdjęcie- rozweselacz" z mojego ukochanego
 przedstawienia. Gdy mi smutno spoglądam na nie, przywołuję w pamięci
 tę scenę i skręcam się ze śmiechu. Na wszelki wypadek niech go Pani
 nie zamieszcza na stronie, ja się na prawach autorskich nie znam,
 ale cos czuję, że to jest bezprawne rozpowszechnianie czy coś
 takiego. Pa. D.

               D!
      Nie będę ci wyrywać siłą resztek młodości,dziecko.
      Nie pal-bo co dwie obietnice, to nie jedna.

Pa.M.

   ps.zdjęcie rozweselacz i tak mi się nie wyświetla. Jutro znów oddaję
laptopa do naprawy,,,

8

Pani Magdo,

Serdecznie dziękuję za myśli i za dobre słowo, Mąż dodatkowo i z
ukłonem (ukłon głową, bo On z tą nogą to się niespecjalnie może
kłaniać w pas) - za pozdrowienia.
Ja się tylko trochę boję, że pesto mnie nie do końca uratuje, bo
tych zastrzyków jest czterdzieści, a czterdzieści razy pesto to -
mój Boże - żołądek musiałby mi się zaczynać w okolicach szyi a
kończyć w kolanach. No, ale poza pesto jest jeszcze ptasie mleczko,
płyty GT, komplet książek, które sobie sama włożyłam pod choinkę w
chwili, gdy Mężowi wkładano nogę w gips, nowy Soyka i Pani!
Przezimuję do wiosny.

Teraz do Koleżanek Studentek (bo ja to ten andragog z tego samego
wydziału): propedeutykę u dr Szymańskiego wspominam miło i czule,
ale to pewnie przez fakt, że tydzień przed egzaminem poznałam tego
pana co mi teraz w salonie na dole leży w gipsie i on widać na
tyle "zmącił mi umysł", że byłam w stanie przebrnąć (podejrzewam, że
bez zmąconego umysłu się nie da). Natomiast FPP (Filozoficzne
Podstawy Pedagogiki) ... brrrr, pamiętam jedynie, że na egzaminie
ustnym zasmarowałam sobie cudnie i kompleksowo wewnętrzną stronę
dłoni, w której kurczowo ściskałam długopis. Tak, z całego
przedmiotu tyle pamiętam. I jeszcze, że "myśl jest myśleniem o samym
myśleniu". Sporo, rzeczywiście. Prof. Andrea miała swój urok, prawda
Doroto? :)

Znów się rozpisałam. Ale myślę sobie, że skoro mam w sobie tyle
odwagi, by robić zastrzyki (w brzuch!!) to pójdę za ciosem i wyślę
Pani tekst swojej piosenki - popisuję od niedawna i naprawdę tylko
niekiedy - proszę o łagodny wyrok kary / nagrody (wedle uznania). 

Bardzo, bardzo serdecznie Panią pozdrawiam.
Kinga

 
adoracja
 
sprawia jej pan radość
ma do pana słabość
wyraźną
 
pochyl więc pan głowę
popłyń pan w rozmowę
nieważną
 
bądź pan ujmujący
dotknij ją niechcący
gdzieś w nogę
 
jednym miękkim słowem
zabierz ją w rejony
nienowe
 
(od stuleci znane
i paniom i panom
znajome, nienowe)
 
to w pociągu spotkań
i w podróży wrażeń
- jedna z wielu
stacja:
adoracja, adoracja, adoracja
 
w podróży wrażeń
 - jedna z wielu -
stacja:
adoracja, adoracja, adoracja
 
lecz nie deklaruj pan
żeś jej anioł stróż
jedyny
gdyż aniołów to
niezły zastęp ma
uzbierany
przez wiosny
przez zimy
 
ona tylko chce
spędzić z panem w tle
ten wieczór
ona tylko chce
wieczór z panem w tle
na przekór
 
nie chce pana, nie
pan rozumie to?
na stałe
nie chce pana, nie
pan to dobrze wie
na zawsze
 
i nie pragnie by
wśród sukienek stu
w jej szafie
rozpychały się
gdy zaczyna dzień
pańskie płaszcze
 
to w pociągu spotkań
i w podróży wrażeń
- jedna z wielu
stacja
adoracja, adoracja, adoracja
 
to tylko w podróży wrażeń
 - jedna z wielu -
stacja
adoracja, adoracja, adoracja



Pani Kingo!
1.Fragmenty mi się podobają,ale nad całością trzeba(moim głupim zdaniem)jeszcze trochę popracować.
2.Czy fragment :"dotknij ją niechcący gdzieś w nogę"-napisała pani przed pamiętną sanną męża?
3.Najbardziej mi się podoba określenie:"wieczór z panem w tle"...
4.Pozdrawiam całą rodzinę i życzę wytrwałości w borykaniu sie z losem.MU

 

9

Droga pani Magdo,

Trąba ze mnie że aż puzon! Dopiero dziś zajrzałam do antologii i
dopiero dziś znalazłam dedykację. BARDZO, BARDZO DZIĘKUJĘ! Nie umiem
nawet powiedzieć jak bardzo. To szalenie miłe z Pani strony. Od razu
lżej mi się trzymać. Zastrzyk poszedł jak z płatka, opatrunek
zrobiony, noga się goi, lecę żyć dalej.
Jeśli mogę Panią uściskać - to ściskam,
I dziękuję raz jeszcze.
Kinga

 Puzonie!

 Ależ bardzo proszę(ściskać) i też lecę życ dalej...MU

 

10
Pani Magusiu droga,

 Męczące świętowanie się skończyło i wreszcie można żyć normalnie.
 Wspaniale dziś wygląda Malbork,pięknie się zabieliło. Słońca wciąż
 brak, ale coż może jakoś tak nawzajem ludzkim światłem się ogrzejemy,
 poświecimy sobie na szczęście.

 Dziękuję, dziękuję, dziękuję za wiersz i brzozę. Mój łazienkowy widok
 to także drzewa, tyle że mniejsze i kilka naraz. Na tle błękitnego
 nieba prezentuje się iście kojąco i ładnie.

 Dzisiaj udałam się na zakupy. Jak to kobieta, by kupić sobie coś na
 poprawę nastroju i tak już bardzo dobrego jak na moje możliwości od
 rana. W rezultacie wylądowałam  w anytykwariacie. Szukałam wierszy
 ładnych,szukałam, a znalazłam piosenki Agnieszki Osieckiej - apetyt
 na życie.
 Zupełnie nie wiem skąd ten nagły przypływ radości, ale nie narzekam.
 Mój apetyt na życie się wyostrzył, podobnie jak na pesto, o którym
 panie tak smacznie pisały...

 Mój chłopak zrobił dzisiaj przegląd płyt ostatnio przeze mnie
 słuchanych. Po kolei
 wyciągał z "wieży" grającej: Magda Umer, Magda Umer, Magda
 Umer,Poniedzielski, AM Jopek. Powiedział, ze wolno mi słuchac tylko
 kilku
 takich piosenek dziennie, i dobrze, ze mieści się w mojej wieży tylko
 5 kompaktów...:) A ja go słucham.

 Rozpisałam się, lecz dziś radośnie :). Dobrze mi tak z tą miłością
 ukochanego, rodziców, dziadków, przyjaciół. Dobrze mi z codziennym
 budzeniem przez ukochane psy, ze szczęściem, że są dookoła ludzie (i
 zwierzęta)wspaniali. Z pani pisaniem też mi cudnie dobrze. Czegóż
 więcej
 chcieć!!! Pani Magdo my obydwie jesteśmy naprawdę bardzo szczęśliwymi
 kobietami, tylko czasem tego po nas nie widać...:)

 Życzę dużo przedpremierowego spokoju. Będzie dobrze.
 Siły i cierpliwości do zimowej, chlapiącej pogody.
 Pozdrawiam pięknie
 Z uśmiechem
 JH

       Nareszcie uśmiechnieta Jolu H!
    Że ja doczekam listu od Ciebie w takiej tonacji...no no no.Przestań
sluchac tych smutnych piosenek i wszystko sie rozjasni.Pozdrawiam MU
      ps.Przedpremierowy spokój - to jest oksymoron

1111111111111111111111

A i jeszcze jedno jutro jadę nad morze.(Mój mężczyzna mieszka w
 Gdyni.) posnujemy się trochę po plaży, porobimy zdjęcia. Przywiozę
 trochę miłego
 morskiego nastroju. Będę tęsknić, ale jak wrócę przyślę wszystko co
 najlepsze.

  Ściskam i całuję
   Jola


      Mój mężczyzna niestety nie mieszka w Gdyni i nie ma zamiaru zabrać
mnie nad morze...Ale za jakiś czas zabiorę się sama!
          Fotografia morza z mężczyzną w tle- obowiązkowa(chyba że nie lubi
się fotografować, jak moje bratanice- wtedy samego morza)MU


 

1 I 2003r.

1

Pani Magdo Miła...
     przecież to nie ma żadnego znaczenia. Tylko nam się wydaje, że to nas jakoś określa, te "madzie, marcie, krzysie...itd..." Oczywiście można woleć i ludzie uważni zapamietają ale tak na prawdę... to szkoda na to naszej uwagi. Niech ona będzie do zapamiętania uśmiechów naszych raczej, przekornych spojrzeń spod okularów, tego co tak szybko znika z pamięci kiedy... Ech. Mimo to, niech będzie...każdy ma prawo. Ja też kiedyś nie lubiłam "marci", dopóki nie zaczęli tak do mnie mówić moi trzej wnukowie. Kochankom to było zabronione, a tu...proszę bardzo, mówią jak chcą, a ja słyszę w ich głosach tylko to jak bardzo się kochamy. Mogą na mnie mówić"szara nieobecność" jeśli tak im się spodoba. Powinnam mimo wszystko zapamiętać, skoro to dla Pani ważne, a raz już o tym słyszałam. W języku polskim zakorzenione te zdrobnienia, co robić. Prawdą jednak jest,że nie tylko o życzliwości zdrobnienie mówi ale i o przestrzeni między nami. A nikt nie lubi jak mu się zażyłość narzuca, no ale taki jest internet: sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało ;)
Takie to niesylwestrowe myśli, w sylwestrowy wieczór chodzą po mojej skołatanej głowie. Chyba nie będę jednak tropić gajowego - te niepalenie też jest jakoś kręcące okazuje się. Zdaje się ponadto, że zaczynam rozumieć jak dosłowne jest określenie narkomanów
"jestem czysty". W tym coś jest, coś czego zapomniałam przez 30 lat. Dobrze, że nie znika pod tymi wszystkimi używkami, zagłuszaczami naszymi powszednimi.
A teraz sylwestrowa zagadka : Pani siedzi w hamaku, a ja przychodzę z butem w ręku. A dokładnie sandałkiem. I Pani mówi: Oho...to nie tylko inteligencja ale i dobra córka... I uśmiecha się Pani zaczepnie, tak troszkę "spod oka". I ja się uśmiecham ale zaczepić nie daje. Bo ja już wtedy byłam chyba, jak to powiedzieć... No jakoś tak...niezaczepialna. A Pani też chyba z uprzejmości więcej, niż czego innego, w ogóle...leniwe popołudnie. No więc ta zagadka - z czego jest ta scena? Noworoczny test na pamięć naszą, jakby nie było - średniowieczną ;))) Wszystkiego dobrego w Nowym Roku Pani Magdo. Czystego zachwytu, jak powietrze w górach. Smacznej wody, wyraźnych kolorów, dobrych jabłek...dobrego życia. Z podziękowaniem za piosenki - marta k.
 
 Skołatana głowo!
Piękny  list.
1.Jasne ,że tak naprawde to nie ma znaczenia, jak do nas ktoś mówi,jeżeli intencje ma jak najlepsze...
2.Jak ja pani zazdroszczę wnuków!Marzę o zupełnie malutkich dzieciach...Na razie zastępuje mi je Markotny.
3.Jestem naprawdę dumna z tego pani niepalenia!
4.Boże- co to było za leniwe popołudnie?!Ciekawam bardzo, bardzo,ale skleroza kompletna-niczego takiego nie pamiętam.
5.Piękniejszych życzeń nie umiem napisać-więc- conajmniej tego samego!
   Zaczepialny(od niedawna i nie wiem na jak długo) Grzegorz Dyndała-czyli MU

 

2

Pani Magdo,
jak się targa na linę to ja, szczerze mówiąc, nie wiem, ale mój brat
cioteczny ostatnio tak się wyraził i jakoś mnie to zainspirowało do
przywłaszczenia sobie owego uroczego zwrotu.
    Po sylwestrze ledwo żyję, całą noc słuchałyśmy z moimi
 nawiedzonymi przyjaciółkami Kabaretu Starszych Panów, w uszach wciąż
dzwoni mi "Szuja" i mój ukochany "Portugalczyk Osculatu", dawno nie
 bawiłam się tak rewelacyjnie, "jestem zachwycona".
    Szkicuję teraz róże, naszło mnie, wszędzie gdzie się da
 pozostawiam ślady mej upiornej pasji, po domu porozrzucane ołówki,
 żaden skrawek papieru nie ma szansy uniknąć mojej destrukcyjnej
 działalności, wczoraj ofiarą padła biografia wielce szanownej osoby 
 mojej kochanej, nabazgrałam na niej różę i dłoń wskazującą kierunek
 prawy, dziś pewnie też nie omieszkam pozostawić śladów swojej manii,
 węglem do szkicowania "utytłałam" wszystko! Czy to minie? Bo jak tak
 dalej pójdzie rodzina eksmituje mnie za czynienie chaosu w gnieżdzie
 rodzinnym.
    Pani Magdo, z tymi papierosami jakoś się trzymam, w ramach
 treningu w centralnym miejscu domu położyłam paczkę, przechodzę obok
 niej z udawaną obojętnością i czuję się lepsza, ciekawe jak długo,
 he, he...Mogę sobie od czasu do czasu zapalić
 jednego? "Rekompensata" mi pozwala.
    W kwestii wierszy to ja bardzo się cieszę, że mogę już w
styczniu, chciałabym tylko zapytać, jaki jest limit ilościowy, aby
nie popełnić na wstępie faux- pas...I jeszcze czy zachowywać
równowagę między "rozweselającymi" a "dołującymi"? A zresztą...Skąd
mi się wziął ten "pytaniotok" paskudny...?

    Pozdrawiam serdecznie Cudowną Panią Madzię, co abym nie paliła
znosi tę zdrobnieniową udrękę! Nie będę Pani już zdrabniać, ale
wynajdę Pani jakieś prywatne "określonko", proszę się nie unosić i
zaufać mojej inwencji, prawie każdy musi to przejść;-)))

    Całuję!!!
      Szczerze uśmiechnięta
                    Dominika D.( przejawiająca od jakiegoś czasu
symptomy "piekielnego Piotrusia")


    Piekielny Piotrusiu!
1.18 niedługich wierszy - to limit(tylko dlatego,że 18 -tka to moja szczęśliwa liczba.)Oczywiście rozweselających przede wszystkim. 
2.Bardzo sie cieszę,że Sylwestra rozjaśniły Wam te cudowne piosenki z mojego dzieciństwa.
3.Specjalne pozdrowienia dla gniazda rodzinnego-żeby mieli dla pani wiele wyrozumiałośći.
4.Najbardziej zachwyca mnie niepalenie.Mnie zapalenie kiedyś "jednego" wykończyło-bo zaczęłam znowu palić,ale jeśli umie pani tylko jednego i koniec- to jak najbardziej, tym bardziej że "Rekompensata"nie ma nic przeciwko temu.POzdrawiam rodzinę, Rekompensatę i szczerze uśmiechnietą-MU

3

O,,jejku,,jejku!!!
Tak mi głupio,że swiątecznych życzeń nie zdążyłam przesłać...ale
noworoczne wysałam w samą porę(przed północą -31.12.2002r.W 2003
roku życzę Pani życia w lento,
spokoju,radości i pięknej pogody...
                                                 Ania Karamon

Karamonku drogi- zrobię wszystko,żeby żyć w lento-ale po premierze.

Najlepszego Nowego Roku!-MU

4

Pani Magdo Droga!

 WSZYSTKIEGO DOBREGO, a nawet jeszcze lepszego w 2003 roku!
 Cudownego czasu w Nowej Zelandii, fantastycznie
 udanego "Młynarskiego" oraz spełnienia prawie (bo, gdyby 100% to
 się robi pusto przed nami, prawda?) wszystkiego co tylko Pani
 sobie wymarzy!
 Oraz spokojnej okolicy dzisiaj w nocy! - mój Hienio już
 przerażony siedzi pod stołem, bo "złota młodzież" ćwiczy od
 dwóch godzin odpalanie petard... :(( Biedak.

 W załączeniu przesyłam zdjęcie, które wraz z życzeniami przesłał
 mi dzisiaj kolega dodając: "(...)a w załączeniu niedoskonała
 fotka pewnej doskonałej (i jedynej która do mnie przemawia
 artystycznie) rzeźby, która jest dowodem na to, że czasem można
 stracić głowę, a mimo to dojść do czegoś..." :)

 Pozdrawiam najserdeczniej,
 MAGDALENA

 P.S.
 Najlepsze życzenia, oczywiście, także dla Pani Dorotki! :)


 

Pani Magdaleno!
   Bardzo dziekuję za zyczenia i symbol Zwycięstwa.
   Ciekawe,czy jest pomnik symbolu klęski?Dorotka niech sama dziękuje,a ja
pozdrawiamMU

Sama Dziękuję, nawet bardzo i też przesyłam najlepsze Życzenia D.

5

Pani Magdo,

Przeczytałam w liście jednej korespondentki z warszawskiego
Tarchomina opis wigilijnego spaceru po wale wiślanym i pomyślałam -
napiszę, przeklnę ten wał głośno i wyraźnie (zaraz wyjaśnię
dlaczego). Ale zaniechałam, niech sobie ludzie tam spacerują (bo
rzeczywiście pięknie), byle na sankach nie jeździli. Za chwilę
czytam o pesto, które "oddala na dłuższy czas wszystkie nieszczęścia
tego świata". I już wiem, że nie da się nie napisać.

Zatem:
Święta w tym roku zaczęły mi się 22 grudnia koncertem Grzegorza T. w
radiowej Trójce (uczta, jak zwykle). Jak tylko się zaczęły to się
skończyły. W wigilijne przedpołudnie mąż z naszym Prawie Trzylatkiem
wybrali się na sanki właśnie na wał wiślany. Po kilku udanych
zjazdach spotkał ich jeden bardzo konkretnie nieszczęśliwy - mężowa
noga złamana paskudnie, szpital, operacja, Śruby, przed nami 3
miesiące w gipsie, kolejne trzy rehabilitacji, za rok kolejna
operacja. W efekcie Wigilia w szpitalu, Święta też. Szkoda gadać.
Na szczęście mąż już w domu. Ja przerażona rolą pielęgniarki (robię
mu codziennie zastrzyki własną ręką - ja!, która mdleję przy
pobieraniu krwi!), więc zajadam to przerażenie pastą pesto właśnie.
Oj, jak to świetnie ratuje, jak dobrze robi (biodrom szkodzi
wprawdzie, ale o biodrach pomyślę na wiosnę, nie wcześniej) makaron
pene i pesto - genialne lekarstwo na przygnębienie i w ogóle na
wszystko, co akurat dręczy i męczy, katuje i tratuje.

Rozgadałam się.

Proszę przyjšć serdeczne życzenia noworoczne - spokoju, spokoju,
spokoju (nie musi być Święty, może być całkiem zwykły). I niech Pani
po prostu BĘDZIE.

Ukłony dla Doroty.
Kinga W
 
 Boże ,pani Kingo, jak dobrze,że ja napisałam do Anuli o PESTO, bo inaczej nie napisałaby pani takiego dzielnego i MIMO WSZYSTKIE NIESZCZĘŚCIA
dowcipnego listu.O biodrach proszę zacząć myślec dopiero po rehabilitacji- a na razie zajadac to przerażenie i już.
Ja co prawda nigdy (jak na razie, odpukuję po stokroć)nie złamałam nogi-ale pielęgniarką połamanych byłam w sumie przez rok-bo i Mateusz i Franek jako mali chłopcy
połamali nogi na tych ich (do dzisiaj niestety) ukochanych nartach.Co to były za miesiące!
Jestem bardzo z panią myślami-a najbardziej podziwiam za to,że sama pani robi te zastrzyki!Męża proszę karmić podwójną dawką pesto i pozdrowić serdecznie-MU

 

6
1 I 2003 godz 18.01

   *  Pesto....tak ale z tym to już poczekam na brata- to  jeszcze "tylko"
 trzy i pół miesiąca.. A z  makaronem to jest tak: na problemy, które się
 długo ciągną najlepsze jest spaghetti, na kłopoty poplątane -kokardki, a
jak
 już mnie skręca to świderki(nazw włoskich  nie potrafię  się nauczyć
chociaż
 próbowałam).
   *  Nie pamiętam co było przed próchnicą...pewnie nieświadomość,
 oszukiwanie siebie itp, to jest dla mnie kolejna zagadka. Nie potrafię
sobie
 przypomnieć momentu, w którym zaczęłam czuć dziurę! Może przed próchnicą
 rodzice próbowali wychowywać mnie w bajce(o naiwności, myśleli, że dziecko
 ma klapki na oczach) i niestety(albo na szczęście) bajka okazała się
 pozbawiona szczęśliwego zakończenia. Według Bettelheima podobno szczęśliwe
 zakończenie baśni daje dziecku siłę...
    *  Pożyczyłam znajomej książkę z moimi afirmacjami i czuję dyskomfort.
    * 1 stycznia nie ma gdzie kupić rumianku...- co za idiotyczna data.
>    * Zastanawiam się kto jest na tym zdjęciu szczęśliwszy i komu jest
lepiej
 Pani czy Markotnemu.

 Pozdrawiająca Anula

 ps. Dorota. Jak Ci się udało przebrnąć przez propedeutykę? Bo ja wogóle
 sobie tego nie wyobrażam.


    Anulo!
               1.Ciesz się ,że nie połamałas nóg i że jeszcze nie masz
męża,który mógłby złamać nogę-a ty musiałabyś mu robić zastrzyki...
                2.Zawsze zastanawiałam się dlaczego ten 1 stycznia to taka
idiotyczna data.Od dzisiaj juz wszystko rozumiem- po prostu tego dnia nie ma
gdzie kupić
                   rumianku...
                 3.A tyle wybitnych baśni straszy nas i straszy i strasznie
sie kończy...Bajka moich rodziców też była straszna-a ja myślałam ,że
piękna.I potem szok.
                  4Zaraz Dorotka ci odpowie jak przebrnęła przez
propedeutykę, to ja też się czegoś więcej o niej dowiem...
                     Pozdrawiam i razem czekamy na brataMU

Ja już nawet nie pamiętam, że brnęłam przez coś takiego...

To chyba pierwszy rok. A wtedy to ja byłam bardzo ambitną studentką. I pilną. Może dlatego nie pamiętam trudności, (a może dlatego, że lata świetlne od tego czasu upłynęły???) ale się nie przejmuj. To, to się akurat  zdaje... Poza tym zobaczysz co to znaczy brnąć przez FPP!!!

Żywy dowód na to że propedeutyka nie taka straszna - D.


 

 

Archiwum