W tym miejscu publikuję wybrane listy, nadchodzące do Magdy Umer i jej na nie odpowiedzi

Dobrego czytania.

 


24 kwietnia 2005

 

W TEN DZIEŃ   2.04.2005

 

W ten dzień, gdy stało się nieuniknione,

czas się zatrzymał. Zamarł świat w udręce

cichej rozpaczy, skargi nie tłumionej        

i jednej myśli…  że już nigdy więcej…

 

I po wielokroć powtarzane słowa,

wciąż niepojęte były – tak bolesne,

bo miłość nigdy nie jest dość gotowa,

na pożegnania – takie ostateczne…

 

I serca nasze drżały wylęknione,

jak świec płomyki smutne i milczące,

gdyś pielgrzymować poszedł w Tamtą Stronę, 

nas zostawiając sierotami, Ojcze…

 

Iwonna Buczkowska

 

 

 

Pani Magdo,
dzięki serdeczne za piękne zdjęcie, szczególnie, że to dzieci wychodzące ze szkoły.
Może to tylko zbieg okoliczności, a może jednak nie, że wybrała Pani to zdjęcie - w czasie, gdy Pani była w Indiach,
ja miałam praktyki nauczycielskie w szkole. Dokładnie w tym samym terminie....I bardzo chcę być nauczycielką.
Może obydwie odbyłyśmy podróż, która odmieni nasze życie w jakiś sposób.
ściskam tym goręcej,
 
Beata
 
Pani Beato!
To wspaniale,że będzie pani nauczycielką! W takim razie wysylam jeszcze troche mlodości...MU

 

 

 

Droga MU!!!!

 Przypomniało mi się, że w zamierzchłych czasach lutowych, dokładnie
 22, był na stronie pewnien list od pani Miry Kuś.... Otóż ja jestem tymi
 nożycami. To ja pytałam o te wiersze. Tylko, nie wiem czy to
 jeszcze aktualne. Myśli pani, że sprawa uległa przedawnieniu????

 Pozdrawiam serdecznie Jola

 ps. W załączniku ten list apropo...

 Droga Pani Magdo,
 ktoś z Pani Korespondentów (nie moge znaleźć tego listu, był
 chyba z 10. stycznia 2005 lub 10. grudnia 2004) pytał gdzie może
 znaleźć moje wiersze. Mam jeden egzemplarz mojej ostatniej książki
 poetyckiej "O,niebotyczna góro garów",który mogę w prezencie wysłać
 pytającemu Ktosiowi.
 Macham do Pani chusteczką z zasypanych śniegiem przedmieść Krakowa
 Mira Kuś


 Zdolna i uczynna kobieto z Krakowa!!!

 1.Juz nie pamietam kto o to prosił...
 2.Uderzyłysmy w stół ,więc mozemy tylko czekac na nożyce.
 3.Dopilnować tego sprezentowania prezentu może juz tylko Melepeta ,albo
 Anula.One tu rządzą.
 4.Jadę daleko i pozdrawiam gorąco z białych Pęcic ,ale zdjęcie wysyłam z
 (jeszcze wczorajszych) z gór .Ale tam bylo bialo i cicho...
 5.Niech pani pisze i pisze!!!MU

 

Za tak karygodne opóźnienie i niedopilnowanie, przepraszam, winna jestem ja i tylko ja. Jeśli sprawa jest nadal aktualna to Panią Mirę Kuś bardzo proszę o kontakt mailowy  anulapomylka@op.pl

Jeszcze raz przepraszam i kajam się okrutnie.

A.

 

Wlasciwie to przez przypadek trafilem na Pani strone internetowa.Czesto zagladam na strone P.Jandy i tym sposobem posrednio trafilem tutaj.Od razu czuje sie jakies dobre fluidy i cieply filozoficzno-poetycki klimat.Listy.ktore sa tutaj publikowane nasiakniete sa taka iloscia intymnosci wlasnej,za czytajac je zadaje sobie pytanie czy nie staje na krawedzi zagladania tam gdzie nie powinienem zagladac.
Wydaje mi sie jednak.ze szczerosc wypowiedzi wyeliminuje moja skromna osobe z tandetnego kregu ogladaczy.Ale do
rzeczy-Kiedys uslyszalem wiersz w tresci mniej wiecej takiej
fragment..W moim miescie wyrabali sady.Majowo kwitnace, pachnace,pelne pszczelego nektaru...W moim miescie,rowniez werabali sady.Na ich miejscu stoi jakis koszmarny kompleks handlowy.Sprawa normalna prawda?
nad czym sie tu zastanawiac.Rzecz w tym aby zachowac
W SOBIE TE SADY intymne ukwiecone miejsca naszego
bytu.My mamy w sobie takie sady prawda? 
                                         Pozdrawiam serdecznie
                                                                     zlyk
 
 
zlyk-u!
 
My mamy w sobie przede wszystim te sady...pozdrawiam serdecznieMU 

 

 

Jest wesoło.
 Sen się zaczął o 05.30, pobudka o 7.30. Miła rozmowa z Panią od
 Literatury, wycieczka po kefir i....znalazłam pisklę z rannym
 dziobem...zbudowałam domek, przyniosłam kołderkę i pojechaliśmy do Zoo. Bo
 pogotowie weterynaryjne nie chciało do nas przyjechać. na kursach
 pierwszej pomocy nauczono mnie, że rannego się nie opuszcza aż do momentu
 kiedy przejmie go lekarz, wiec nie dałam się zbyć i odprowadziłam Dzióbka
 pod samą lecznicę. Bałam się strasznie Śmierci Ptaka, ale udało się i
 powiedziano mi, że postarają się go uratować. Miał żółte futerko(jeszcze
 nie upierzony), krwawiący dziób i nie mógł jeść- nawet kruchej babki
 śmietankowej, pić też nie chciał a przecież woda była niegazowana.

 A teraz podobno mam zajęcia...ale tak jakby ich wcale nie było, chcociaż
 żandarm siedzi koło mnie i zmusza do udania się w kierunku sali. A ja co,
 a ja nic. Nie mam ochoty, nie mam siły, nie mam weny. Czyli wszsytko w
 normie. Tym bardziej, że sala na 4 piętrze, czyli wysoko i daleko.
 zakupiłam sok, wodę z nadzieją, że jednak...ale nie, stanowczo nie.
 Wszystko od jutra, prawda? żandarm już nie naciska, już nie protestuje,
 złąpałam go na haczyk pt "komputer, mail, posiedzimy jeszcze trochę". I
 co, i udało się. Logopedię poćwiczę w domu wyginając podniebienie w każdą
 stronę. Zresztą i tak wolę język pisany niż mówiony, więc jakoś sobie
 poradzę. Gimnastyka palców bardziej potrzebna niż gimnastyka języka.
 Zresztą tu jest tak wesoło, że ćwiczy się i język, i usta i podniebienie i
 przepona. I po co te zajecia?? Wiosna Panie Sierżancie.
 Tylko ten sen, ten sen, ten sen, o który tak trudno.

 Póki co cały czas myślę o tym co zrobić aby powiedzieć co się myśli i
 czego się boi a nie spłoszyć i nie zbudować muru. Do diaska, znowu ta
 "granica" i działanie za pomocą intuicji i trochę na oślep. Kiedyś to
 trzaśnie i będę ryczeć. A tym czasem, do dzieła, do walki.
 Czuwaj! I odmeldowuję się.

 Starszy wagarowicz Anula

Starszy wagarowiczu!

1.Zanim trzasnie powinnas iśc do lekarza.Od braku snu mozna zwariować.A i
nie tylko od niego...
2.U mnie już niektore budki z lokatorami...Będą małe!Boję sie kota
sąsiadów.Mu


 

 donos i nie ma to tamto


 Dzień dobry!
 powalona porażką donoszę, że w poniedziałek o godz 13:45 w pracowni
 internetowej widziano Anulę, która żadną siłą /fizyczną, psychiczną,
 groźbami, błaganiami, prośbami, tłumaczeniami, listami, rozkazami,
 emailami/ nie dała się wyprosić z tejże pracowni vel zaciągnąc na górę na
 obowiązkowe zajęcia z logopedii, które to zajęcia teraz właśnie trwają i
 na których to Anula być powinna, nie to nawet że bez gadania bo właśnie z
 gadaniem /logopedia!!/. Donoszę również , że sytuacja jest beznadziejna bo
 A. w ogóle nie chciała nawet o tym /aby iść/ słyszeć. Za upór w indeks
 można wpisać 6, za tekst piosenki "ach panie panowie" 4+, bo ostatnia  zwrotka kuleje. To tyle z frontu, czyli wydziału który niektórzy, a
 dokładniej niektóre /w liczbie 3, w słowie trzy/ omijają łukiem. I to
 bardzo duuuuuużym.
 pozdrawiam serdecznie
 ...j, czyli porażka pedagogiczna też jakby trochę na wagarach
 ps0.... powyższy donos w całej swojej okazałości została przez Anule -
 uciekiniera zaakceptowany.... niestety, nic sobie z niego nie robi, co
 oznacza, że nadal tutaj obok siedzi i pisze swoją relacje....
 pss1.... tak, tak,... gimnastyka języka, gimnastyka palców... ale każda
 cześć ciał powinna być /nooo, przynajmniej mniej więcej/ równomiernie

 wygimnastykowana....
 ps2.... owszem, rozumiem, że może to straszne, że te zajęcia są na 4
 piętrze, ale na litośc boską - ten wydział ma winde!!

Gloomy!

Przecież wy musicie kiedys skonczyc te studia...MU

MU!!!!!!!!
 czas: pół godziny później
 akcja: nuda, jak w polskim filmie, nic się nie dzieje
 osoby dramatu: dwie, te same, bez zmian
 miejsce: to samo, bez zmian
 generalnie cisza... słychać tylko obok stukot klawiatury i Anula "noo
 zdjęłam pierścionek - rozkręcam się"
 ...j, no ręcę opadają
Wszystko opada...MU

 


 

"W pewnym mieście, wszyscy byli zdrowi i szczęśliwi. Każdy z jego mieszkańców, kiedy się urodził, dostawał woreczek z Ciepłym i Puchatym, które miało to do siebie, że im więcej rozdawało się go innym, tym więcej przybywało. Dlatego wszyscy swobodnie obdarowywali się Ciepłym i Puchatym, wiedząc że go nie zabraknie.
Matki dawały Cieple i Puchate dzieciom, kiedy wracały do domu. Mężowie i żony wręczali je sobie na powitanie, po powrocie z pracy, przed snem. Nauczyciele rozdawali w szkole, sąsiedzi na ulicy i w sklepie, znajomi przy każdym spotkaniu. Nawet groźny szef w pracy często sięgał do swojego woreczka z Ciepłym i Puchatym. Jak już mówiłam, nikt tam nie chorował i nie umierał, szczęście i radość mieszkały we wszystkich rodzinach.
Pewnego dnia do miasta wprowadziła się zła czarownica, która żyła ze sprzedawania ludziom leków i zaklęć przeciw różnym chorobom i nieszczęściom. Szybko zrozumiała, że nic tu nie zarobi, więc postanowiła działać. Poszła do pewnej młodej kobiety i w najgłębszej tajemnicy powiedziała jej, żeby nie szafowała zbytnio swoim Ciepłym i Puchatym, bo się skończy i żeby uprzedziła o tym swoich bliskich. Kobieta schowała swój woreczek głęboko na dno szafy i do tego samego namówiła męża i dzieci.
Stopniowo wiadomość rozeszła się po całym mieście, ludzie poukrywali Cieple i Puchate, gdzie kto mógł. Wkrótce zaczęły się szerzyć choroby i nieszczęścia, coraz więcej ludzi umierało. Czarownica z początku cieszyła się bardzo: drzwi w jej domu nie zamykały się. Lecz wkrótce wyszło na jaw, że jej specyfiki nie pomagają i ludzie przychodzili coraz rzadziej. Zaczęła wiec sprzedawać Zimne i Kolczaste, co trochę pomogło, bo przecież był to - wprawdzie nie najlepszy - ale jednak jakiś kontakt. Ludzie już nie umierali tak szybko, jednak ich życie toczyło się wśród chorób i nieszczęść.
Byłoby tak może do dziś, gdyby do miasta nie przyjechała pewna kobieta, która nie znała argumentów czarownicy. Zgodnie ze swoimi zwyczajami zaczęła całymi garściami obdzielać Ciepłym i Puchatym dzieci i sąsiadów. Z początku ludzie dziwili się i nawet nie bardzo chcieli brac - bali się, że będą musieli oddawać. Ale kto by tam upilnował dzieci! Brały, cieszyły się i wkrótce jedno po drugim powyciągały swoje woreczki i znów jak dawniej zaczęły rozdawać."
   MU, może jeszcze Pani tej bajki nie czytała. Wysyłam ją dla Pani z całym workiem Ciepłego i Puchatego... i z uśmiechem.
Joasia
 
Ciepła i puchata Joasiu!
Dziękuję za cały worek i uśmiech!MU

 

 

 

12kwietnia 2005

 

Pani Magdo...

...tylko...aż zdjęcia.
Z dzisiaj.
Plac Piłsudskiego.
I

skierka

Odnośnie naszego Papieża

"W brzuchu ciężarnej kobiety były bliźniaki. Pierwszy zapytał drugiego:
- Wierzysz w życie po porodzie?
- Jasne. Coś musi tam być. Mnie się wydaje, że my właśnie po to tu
jesteśmy, żeby się przygotować na to co będzie potem.
- Głupoty. Żadnego życia po porodzie nie ma. Jak by miało wyglądać?
- No nie wiem, ale będzie więcej światła. Może będziemy
biegać, a jeść buzią ....
- No to przecież nie ma sensu! Biegać się nie da! A kto widział żeby jeść
ustami! Przecież żywi nas pępowina.
- No ja nie wiem, ale zobaczymy mamę a ona się będzie o nas troszczyć.
- Mama? Ty wierzysz w mamę? Kto to według Ciebie w ogóle jest?
- No przecież jest wszędzie wokół nas... Dzięki niej żyjemy.
Bez niej by nas nie było.
- Nie wierzę! Żadnej mamy jeszcze nie widziałem czyli jej nie ma...
- No jak to? Przecież jak jesteśmy cicho, możesz posłuchać
jak śpiewa, albo poczuć jak głaszcze nasz świat.
Wiesz, ja myślę, że prawdziwe życie zaczyna się później."
Po Śmierci...
                           Z.U.
Z.U.

 Dziękujemy!MU

 

 

cicho??


 
Wszędzie jakby ciszej a we mnie się gotuje i żadnej ciszy nie czuję. Może to źle?nie wiem. Ale daleko mi jakoś do wielkich zgromadzeń, wielkich mszy, nocnych czuwań i tego wszystkiego co się dzieje. Patrzę z boku. Wiem jedynie, że chcę walczyć o to swoje Westerplatte i teraz to sobie uświadomiłam. Wiem, że muszę znaleźć na to siły i odwagę. I dotarło to do mnie wreszcie. Nie będzie lekko, ale jak ucieknę to  zrobi się jeszcze gorzej...
 
I obrazek, który dostalam od Dziecka...
 
A.
 
Osobna Anulo!
 
Kazdy ten Wielki Czas przeżywal po swojemu.I każdy ma do tego prawo.Ja wiem(po kilku latach znajomości internetowej),że jesteś wspaniałą dziewczynką, prawie bez wad(może tylko poćwiczyłabym tzw.bycie "zorganizowanym").W ostatecznym rachunku liczy sie tylko to, ile dobrego zdążyłas w życiu zrobić...A czy razem  z jakąś grupą to będziesz robić ,  czy sama  - to twój wybór.Mocno przytulam i bardzo rozumiem MU

 

Witam Pani Magdo!

 To ja - Marta białobrzeska:)
 Jestem właśnie niemalże świeżo po konkursie recytatorskim. (...)I dobrze
 poszło! Dostałam nominację na finał regionalny i jako jedyna będę
 reprezentować powiat w Warszawie na finale "Warszawskiej Syrenki."
 Dlaczego tak się chwalę? Hm... Miałam początkowo problem z wyborem
 repertuaru, co prawda pomagała mi moja opiekunka, ale i tak zmieniłam
 teksty, az w koncu obydwa byly moją, tylko moją propozycją:) W tym "Śmierć
 ptaka" Pana Jeremiego Przybory.
 Jeszcze w kwietniu będą finały.

 I zdobyłam II miejsce w regionalnym konkursie poetyckim za 3 nadesłane
 utworki.

 I Białobrzegi opuściła zima. Tak jak dziś, gdy wracałam około 18:30 z
 zajęć 'glinianych' to pustki na ulicach...
 I chyba musze poważnie pomyśleć o liceum. Czas najwyższy, egzaminy za
 mniej niz miesiąc, do końca maja trza papiery składać;)eh....Tak, bez tego
 "chyba"

 I w ogóle jak tak oglądałam na www te Pani zdjęcia z Indii, to na
 prawdę.... musiało tam być niesamowicie. Niesamowicie niepolsko!:))))

 Pozdrawiam serdecznie serdecznie serdecznie!!!

 Marta S.

Marto S!

1.Przepraszam,że tak późno odpisuję , ale chyba sama rozumiesz dlaczego...
2.Gratulacje!A kiedy masz ten finał ?Bo może potrzymam kciuki...
3.Jasne że musisz myśleć o Liceum.Czas galopuje.
4.Bylo niesamowicie niepolsko i w ogole niesamowicie.Jak nigdzie
indziej.Tylko juz troche o tym zapomnialam , po tym niesamowicie polskim
tygodniu.
5.Wiosna juz wszędzie!U nas ptaki mają zupełnie nowe budki!!!Pozdrawiam
serdecznie MU
 

 

Znalazlam dzisiaj wiersz, który Jan Paweł II napisał w 1995 roku.
Kiedy przeczytałam, zrozumiałam, jak bardzo - mimo tylu kochających Go ludzi - był samotny.
 
Do sosny polskiej
 
Gdzie winnice, gdzie wonne pomarańcze rosną,
Ty domowy mój prostaku, zakopiańska sosno
Od matki i sióstr oderwana rodu
Stoisz sieroto pośród cudzego ogrodu.
 
Jakże tu miłym jesteś gościem memu oku,
Bowiem oboje doświadczamy jednego wyroku,
I mnie także pielgrzymka wyniosła daleka,
I mnie w cudzej ziemi czas życia ucieka.
 
Czemuś, choć cię starania cudze otoczyły,
Nie rozwinęła wzrostu, utraciła siły?
Masz tu wcześniej i słonce, i rosy wiośniane,
a przecież twe gałązki bledną pochylone.
 
Więdniesz.
Usychasz smutna wśród kwitnącej płaszczyzny
I nie ma dla ciebie życia, bo nie ma Ojczyzny.
Drzewo wierne!
 
Nie zniesiesz wygnania, tęsknoty
Jeszcze trochę jesiennej i zimowej słoty
A padniesz martwa!
Obca ziemia cię pogrzebie.
Drzewo moje.
Czy będę szczęśliwszy od ciebie?
 
Jan Paweł II
październik 1995
 
 
Sosnę przywieźli Papieżowi górale z Zakopanego. Na prośbę Papieża posadzono ją w Ogrodzie Watykańskim, gdzie uschła.

 

Witam Pani Magdo!
 
Ktoś szukał tego tekstu Jana Pawła II.
Przesyłam, jesli Pani zechce, proszę zamieścić.
Pozdrawiam
Małgosia
 

PIEŚŃ O BOGU UKRYTYM
(Karol Wojtyła)
 I. WYBRZEŻA PEŁNE CISZY
 1.
Dalekie wybrzeża ciszy zaczynają się tuż za progiem
Nie przefruniesz tamtędy jak ptak.
Musisz stanąć i patrzeć coraz głębiej i głębiej,
aż nie zdołasz już odchylić duszy od dna.

Tam już spojrzeń żadna zieleń nie nasyci,
nie powrócą oczy uwięzione.
Myślałeś, że cię życie ukryje przed tamtym Życiem
w głębiny przechylonym.
 
Z nurtu tego - to wiedz - że nie ma powrotu.
Objęty tajemniczym pięknem wieczności!
Trwać i trwać. Nie przerywać odlotów
cieniom, tylko trwać
coraz jaśniej i prościej.
 
Tymczasem wciąż ustępujesz przed Kimś, co stamtąd nadchodzi
zamykając za sobą drzwi izdebki maleńkiej -
a idąc krok łagodzi
- i tą ciszą trafia najgłębiej.
2.
To Przyjaciel. Ciągle wracasz pamięcią
do tego poranka zimą.
Tyle lat już wierzyłeś wiedziałeś na pewno,
a jednak nie możesz wyjść z podziwu.

Pochylony nad lampą, w snopie światła wysoko związanym,
nie podnosząc swej twarzy, bo po co -
 i już nie wiesz, czy tam, tam daleko widziany, czy tu w głębi zamkniętych oczu -
 
Jest tam. A tutaj nie ma nic prócz drżenia,
oprócz słów odszukanych z nicości -
ach, zostaje ci jeszcze cząstka tego zdziwienia,
które będzie całą treścią wieczności.
3.
Póki morze przyjmujesz w swe otwarte źrenice
pod postacią falujących kół,
zdaje ci się, że utoną w tobie wszystkie głębie i wszystkie granice -
lecz już stopą dotknąłeś się fali,
a tobie się zdawało:
to Morze we mnie mieszkało
taką ciszę rozlewając wkoło, taki chłód.
 
Tonąć tonąć! Przechylić się potem obsuwać się zwolna,
nie odczuwać w tym odpływie stopni,
 po których zbiega się drżąc -
tylko dusza, dusza człowieka zanurzona w maleńkiej kropli,
dusza porwana przez prąd.
4.
Nie taki jest żywioł światła.
Kiedy cię morze szybko ukrywa
i roztapia w milczącej głębi
 światło od fal powłóczystych prostopadłe blaski oderwie
i z wolna kończy się morze, a jasność napływa.
 
A wtedy zewsząd widoczny, w zwierciadłach dalekich i bliskich
widzisz swój cień.
Jak się ukryjesz w tym Świetle?
Za małoś jest przeźroczysty,
a jasność zewsząd tchnie.
 
Wtedy - patrz w siebie. To Przyjaciel,
który jest jedną iskierką, a całą Światłością.
Ogarniając sobą tę iskrę,
już nie dostrzegasz nic i nie czujesz, jaką jesteś objęty Miłością.
5.
Miłość mi wszystko wyjaśniła,
miłość wszystko rozwiązała -
dlatego uwielbiam tę Miłość,
gdziekolwiek by przebywała.
 
A, że się stałem równiną dla cichego otwartą przepływu,
w którym nie ma nic z fali huczącej, nie opartej o tęczowe pnie,
ale jest wiele z fali kojącej, która światło w głębinach odkrywa
i tą światłością po liściach nie osrebrzonych tchnie.
 
Więc w takiej ciszy ukryty ja - liść,
oswobodzony od wiatru,
już się nie troskam o żaden z upadających dni,
gdy wiem że wszystkie upadną.
6.
Ktoś się długo pochylał nade mną.
Cień nie krążył na krawędziach brwi.
Jakby światło pełne zieleni,
jakby zieleń, lecz bez odcieni,
zieleń niewysłowiona, oparta na kroplach krwi.
 
To nachylenie dobre, pełne chłodu zarazem i żaru,
które się we mnie osuwa, a pozostaje nade mną,
chociaż przemija opodal - lecz wtedy staje się wiarą i pełnią
 
To nachylenie dobre, pełne chłodu i zarazem żaru,
taka milcząca wzajemność.
 
Zamknięty w takim uścisku - jakby muśnięcie po twarzy,
po którym zapada zdziwienie i cisza, cisza bez słowa,
która nic nie pojmuje, niczego nie równoważy -
w tej ciszy unoszę nad sobą nachylenie Boga.
7.
Pan, gdy się w sercu przyjmie, jest jak kwiat,
spragniony ciepła słonecznego
Więc przypłyń, o światło z głębin niepojętego dnia
i oprzyj się na mym brzegu.
 
Płoń nie za blisko nieba
i nie za daleko.
Zapamiętaj, serce, to spojrzenie
w którym wieczność cała ciebie czeka.
 
Schyl się, serce, schyl się, słońce przybrzeżne,
zamglone w głębinach oczu
nad kwiatem niedosiężnym,
nad jedną z róż.
8.
Co to znaczy, że tyle dostrzegam, gdy nic nie widzę,
kiedy już poza horyzont ostatni osunął się ptak
kiedy fala w szkle go ukryła -opadłem jeszcze niżej,
zanurzając się razem z ptakiem w nurcie chłodnego szkła.
 
Im bardziej wzrok natężam, tym widzę mniej,
i woda schylona nad słońcem tym bliższe przynosi odbicie,
im dalszy od słońca oddzielają cień,
im dalszy cień od słońca oddziela moje życie.

Więc w mroku jest tyle światła,
ile życia w otwartej róży,
ile Boga zstępującego
na brzegi duszy.
 
9.
Z wolna słowom odbieram blask,
spędzam myśli jak gromadę cieni,
 z wolna wszystko napełniam nicością,
która czeka na dzień stworzenia.
 
To dlatego, by otworzyć przestrzeń
dla wyciągniętych Twych rąk,
to dlatego by przybliżyć wieczność,
w którą byś tchnął.
 
Nie nasycony jednym dniem stworzenia,
coraz większej pożądam nicości,
aby serce nakłonić do tchnienia
Twojej Miłości.
10.
Za tę chwilę pełną śmierci dziwnej,
która w wieczność niezmierną opływa,
za dotknięcie dalekiego żaru,
w którym ogród głęboki omdlewa.
 
Zmieszały się chwila i wieczność,
kropla morze objęła -
opada cisza słoneczna
w głębię tego zalewu.
 
Czyż życie jest falą podziwu, falą wyższą niż śmierć?
Dno ciszy zatoka zalewu - samotna ludzka pierś.
Stamtąd żeglując w niebo,
kiedy wychylisz się z łodzi,
miesza się szczebiot
dziecięcy - i podziw.
 
11.
Uwielbiam cię, siano wonne, bo nie znajduje w tobie
dumy dojrzałych kłosów.
Uwielbiam cię, siano wonne, któreś tuliło w sobie
Dziecinę bosą.
 
Uwielbiam cię, drzewo surowe, bo nie znajduje skargi
w twoich opadłych liściach.
Uwielbiam cię, drzewo surowe, boś kryło Jego barki
w krwawych okiściach.
Uwielbiam cię, blade światło pszennego chleba,
w którym wieczność na chwilę zamieszka,
podpływając do naszego brzegu
tajemną ścieżką.
 
12.
Aż dotąd doszedł Bóg i zatrzymał się krok od nicości,
tak blisko naszych oczu.
Zdawało się sercom otwartym, zdawało się sercom prostym,
że zniknął w cieniu kłosów.
 
A kiedy uczniowie łaknący łuskali kłosy pszenicy,
jeszcze głębiej zanurzył się w łan.
Uczcie się, proszę, najmilsi, ode mnie tego ukrycia.
Ja, gdzie ukryłem się, trwam.
 
Powiedzcie, kłosy wyniosłe, czy wy nie wiecie,
gdzie się zataił?
Gdzie Go szukać? - kłosy, powiedzcie,
gdzie Go szukać w tym urodzaju?
 
13.
Bóg spoczywał w sercu i wszechświat,
Lecz wszechświat gasł,
z wolna stawał się Rozumu Jego pieśnią,
najniższą z gwiazd.
 
Opowiadam wam zdziwienie wielkie, helleńscy mistrze:
nie warto czuwać nad bytem, który wymyka się z rąk,
jest Piękno rzeczywiste,
utajone pod żywą krwią.
 
Cząstka chleba rzeczywistsza niż wszechświat,
pełniejsza bytu i Słowa
 pieśń jak morze zalewająca
 odmęt słońca
 wygnanie Boga.
 
14.
Synu, kiedy odejdziesz, wzbierająca głębio odwieczna,
w której wszystko ujrzałem -
Ojcze, Miłość oznacza konieczność
wzbierania chwałą.
 
Synu, spójrz, niedaleko od Twojej jasności
jest kłosów dojrzałe pęcznienie -
Przyjdzie dzień, gdy odejmą Ci blask,
kiedy jasność Twą wydam ziemi.
 
Ojcze, spójrz, niedalekie od mojej miłości
jest me spojrzenie,
którym ogarniam odwiecznie
ten dzień wzbierającej zieleni.
 
Ręce Twoje odejmą z mych ramion -
Synu, widzisz to unicestwienie,
Twój blask, kiedy przyjdzie dzień,
wydam kłosom pęczniejącej ziemi.
 
Ojcze, ręce odjęte z Twych ramion
spoję z drzewem odartym z zieleni,
bladym światłem pszenicznym nasycę
ten blask, który w kłosy zamieniasz.
 
Synu, kiedy odejdziesz, Miłość odwieczna,
któż ogarnie Cię nurtem najbliższym?
 
Ojcze, opuszczam Twoje wejrzenie wzbierające zalewem słonecznym,
obieram oczy ludzkie -
obieram oczy ludzkie zalane światłem pszenicznym.
 
15.
Stać tak przed Tobą i patrzeć tymi oczyma,
w których zbiegają się drogi gwiazd -
O oczy, nieświadome Tego, Kto w was przebywa,
Odejmując Sobie i gwiazdom niezmiernym blask.,
 
Więc widzieć jeszcze mniej, a jeszcze więcej wierzyć.
Powieki powoli zamykać przed światłem pełnym drżeń,
potem wzrokiem odepchnąć przypływ gwiaździstych wybrzeży
nad którymi zawisa dzień.
 
Boże bliski, przemień zamknięte oczy
w oczy szeroko otwarte -
i nikły podmuch duszy drgającej w szczelinach róż
otocz ogromnym wiatrem.
 
16.
Często myślę o tym dniu widzenia,
który pełen będzie zdziwienia
nad tą Prostotą,
z której świat jest ujęty,
w której przebywa nietknięty
aż dotąd
 i dalej niż dotąd.
 
A wtedy konieczność prosta coraz większą się staje tęsknotą
za owym dniem,
który wszystko obejmie taka niezmierną Prostotą,
miłosnym tchem.
 
17.
Zabierz mnie , Mistrzu, do Efrem, i pozwól tam z sobą pozostać,
gdzie ciszy dalekie wybrzeża opadają na skrzydłach ptaków,
jak zieleń, jak fala bujna, nie zmącona dotknięciem wiosła,
jak koło szerokie na wodzie, nie spłoszone cieniem przestrachu.
 
Dzięki, żeś miejsce duszy tak daleko odsunął od zgiełku
i w nim przebywasz przyjaźnie otoczony dziwnym ubóstwem,
Niezmierny, ledwo celkę zajmujesz maleńką,
kochasz miejsca bezludne i puste.
 
Bo jesteś samą Ciszą, wielkim Milczeniem,
uwolnij mnie już od głosu,
a przejmij tylko dreszczem Twojego Istnienia,
dreszczem wiatru w dojrzałych kłosach.

 

 

Takiego Go zapamietajmy.

Pozdrawiam serdecznie.
M
 

 

Oj, dobrzeć, żeś otworzyła stronę. Każdy dzień był jakiś niepełny.

Spieszę donieść, że i w tym roku miałem szczęście zobaczyć klucz(e) na niebie i jedynie słuszną sprawę. Tym razem było to 31 marca – wieczorową porą. Z krajowej drogi nr 46 (przed Opolem). Niestety z samochodu nie było słychać co mówią (kle-kle, gę-gę; czy klang-klang), a oczy słabe i po ćmaku nie bardzo było widać kto to.

 Ale teraz to już WIOSNA i komary wkrótce też się obudzą!!!

A

 A!
Na razie komarow nie widzialam.Na szczęście.A wiosnę czuje przede wszystkim Markotny.Po uszy zakochany w Gumce Z.Dostajesz dowód i autora hasła o jedynym słusznym kluczu, niejakiego Andrzeja P, ktoremu obiecalismy ewentualne potomstwo...MU

 

Dzień dobry.
     Nigdy do Pani nic nie pisałam, ale jestem stała bywalczynią i
 czytelniczka. Drugiego kwietnia  1977 roku o godzinie;45 urodziłam się a
 drugiego kwietnia 2005 o 21;37 cześć mojego serca i duszy
 odeszła.............
 Teraz jakoś mniej jest mnie na świecie, i tylko staram się przekazać
 mojemu czteroletniemu synkowi KIM BYŁ I KIM JEST W MOIM/ NASZYM SERCU TEN
 PAN/ KSIĄDZ W BIAŁYM UBRANIU.
 Mam tylko jedną prośbę aby w antologii pojawił się jakiś nowy wiersz, a
 może jednak milczenie jest najlepsze..... ?

                                                                      Iza
 Izo!

Myśle że milczenie jest lepsze.Na razie.Pozdrawiam .I synka także ,
oczywiście!MU

 

 

7 kwietnia 2005

To symbol łączności z papieżem [*] [*] [*]
Proszono by przekazać dalej - więc ja przekazuję Tobie - Ty poślij dalej :((

... i może pamiętaj o modlitwie.
 

 

 

 

Jak to dobrze, że Pani tu jest... Ewa

 
Ewo!
 
A jak dobrze ,że ty tu jesteś....Magda

 

 

Proszę wejść na stronę:


http://www.odszedlwspanialy.prv.pl/

 

Żegnaj niestrudzony wędrowcze

 

Pani Magdo! Dzień dobry. Czy jest Pani w posiadaniu tekstu poematu
 napisanego przez Jana Pawła II p.t. "Pieśń o Bogu ukrytym"? Jeśli tak, czy
 byłoby możliwe umieszczenie go na Pani stronie? Będę bardzo wdzięczna.
 Beata

   Beato!

Niestety nie.Może ktoś?MU

 

Ponad rok temu, wtedy papież czuł się źle, może był w klinice, nie pamiętam, ale musiały paść jakieś zdania o zagrożeniu. Wtedy napisałam ten prościutki wiersz. Dzisiaj go znalazłam. Ewa Jabłońska

Nie noszę przy sobie obrazka,
na którym ma minę zwycięzcy,

Nie śledzę w gazetach podróży,
nie modlę się żeby był wieczny.

Nie marzę po nocach by dotknął,
poklepał, powiedział szczęść Boże.

Nie kocham go tak, jak go wielu
uwielbia wynosząc w zastępy.

A jednak się boję. Codziennie.
Że może codziennie go nie być.

 

Niektórzy mogliby odnieść wrażenie, że Jan Paweł II był człowiekiem
 poważnym i nudnym. I tu się bardzo mylą, bo Papa, jak nikt przed nim w
 Watykanie tryskał zwariowanym poczuciem humoru. I o tym musimy
>> >> pamiętać żegnając się z NIM...

  Szklana klatka
  Papież był bardzo niezadowolony z tego, że obwozi się go w szklanej
 klatce. Pomysłu tego broniła pewna Polka, mając możliwość rozmowy z
 Janem Pawłem II w Krakowie.
  - Ta klatka zmniejsza jednak ryzyko - tłumaczyła - Nic nie poradzimy,
 że się lękamy o Waszą Świątobliwość...
  - Ja też - uśmiechnął się Papież - niepokoję się o swoją
 świątobliwość.

  Wszyscy sobie poszli
  Któregoś wieczoru, podczas szpitalnej rekonwalescencji w klinice
 Gemelli po zamachu na Placu świętego Piotra, Papież wyszedł ze swojego
 pokoju na opustoszały korytarz. Rozejrzał się i powiedział: "Ładne
 rzeczy, wszyscy sobie poszli, a mnie zostawili!"

  Podryw na księdza
  Pewnego razu Karol Wortyła wybrał się na samotną wycieczkę w góry.
  Ubrany sportowo, wyglądał tak, jak wielu innych turystów. W trakcie
 wędrówki spostrzegł, że zapomniał zegarka, podszedł więc do opalającej
 się na uboczu młodej kobiety i już miał zapytać o godzinę, gdy ta
 uśmiechnęła się.
  - Zapomniał pan zegarka, co?
  - A skąd pani wie? - zapytał zaskoczony Wojtyła.
  - Z doświadczenia - odrzekła - Jest pan dziś już dziesiątym
 mężczyzną,  który zapomniał zegarka. Zaczyna się od zegarka, potem
 proponuje się  winko, wieczorem dansing...
 - Ależ proszę pani, ja jestem księdzem - przerwał jej zawstydzony
 Wojtyła
  - Wie pan - odpowiedziała rozbawiona nieznajoma - podrywano mnie w
 różny  sposób, ale na księdza to pierwszy raz.

  Jeździć po kardynalsku
  Pewnego razu zapytano Karola Wojtyłę, czy uchodzi, aby kardynał
 jeździł na nartach. Wojtyła uśmiechnął się i odparł:
 Co nie uchodzi kardynałowi, to źle jeździć na nartach!

  Przeprosiny
  Metropolita krakowski Karol Wojtyła przyjechał na pogrzeb sufragana
 częstochowskiego, biskupa Stanisława Czajki, niemal w ostatniej
 chwili. Witając się ze zgromadzonymi na uroczystości biskupami, jakoś
 pominął biskupa z Siedlec. Rychło jednak się spostrzegł, wrócił,
 podszedł do pominiętego i powiedział:
  - Świnia jestem, nie przywitałem Księdza Biskupa!

  Pożegnanie biskupów
  Po jednym ze spotkań Papież pożegnał polskich biskupów słowami znanej
  pieśni: "O cześć wam, panowie magnaci!"
>> >>
>> >>  Więcej już nic nie powiem
>> >>  Przed ponad 25 laty Papież w ten sposób zakończył pierwszą audiencję
>> >> dla
>> >>  Polaków: "Więcej już nic nie mówię, bo jeszcze bym coś takiego
>> >> powiedział, że później Kongregacja Nauki Wiary musiałaby się do mnie
>> >> dobrać".
>> >>
>> >>  Opaleni kardynałowie
>> >>  Pod koniec pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny, w czerwcu 1979 roku,
>> >> upływającej pod znakiem upałów, Papież oznajmił, że jej pierwszy efekt
>> >> jest już widoczny - opalili się towarzyszący mu kardynałowie.
>> >>
>> >>  Jakoś człapię
>> >>  Podczas czwartej pielgrzymki do Ojczyzny, w Olsztynie, dziennikarzowi
>> >> "Gazety Wyborczej" udało się wychylić głowę ponad tłum i zapytać Jana
>> >> Pawła II o zdrowie.
>> >>  - A jakoś człapię - odpowiedział Papież.
>> >>
>> >>  Złość piękności szkodzi
>> >>  Przed kilku laty - wspomina watykański korespondent Telewizji
>> >> Publicznej, Jacek Moskwa - po modlitwie "Anioł Pański" Jan Paweł II
>> >> przemawiał, niemal krzycząc. Zaraz potem, podczas audiencji w Pałacu
>> >> Apostolskim, Moskwa prosił Papieża, aby na siebie uważał, bo jego
>> >> chrypka zaniepokoiła dziennikarzy.
>> >>  - To ze złości - usprawiedliwiał się Papież.
>> >>  A odchodząc dodał: - A złość piękności szkodzi.
>> >>
>> >>  Z Wami dziecinnieję
>> >>  Podczas jednej ze swoich wizytacji rzymskich parafii Papież - jak to
>> >> ma w zwyczaju - wdał się w rozmowę z dziećmi.
>> >>  - Wy jesteście młodzi, a ja już jestem stary - powiedział.
>> >>  - Nie, nie jesteś stary - gromko zaprotestowały dzieci.
>> >>  - Tak, ale jak jestem z wami, to dziecinnieję - replikował Papież
>> >>
>> >>  Mów mi wujaszku
>> >>  Podczas pierwszej wizyty w USA Papież spotkał się z rodziną
>> >> prezydenta  Jimmyego Cartera. Pięcioletnia wówczas wnuczka prezydenta,
>> >> mając  kłopoty z wygłoszeniem powitania, powtarzała w kółko:
>> >>  - Jego Świątobliwość, Jego Świątobliwość.
>> >>  Papież, chcąc wybawić dziewczynkę z kłopotów, wziął ją w ramiona i
>> >>  powiedział:
>> >>  - Mów mi wujaszku.
>> >>
>> >>  Papieskie wagary
>> >>  Podczas powitania w Monachium Papież spytał licznie obecne dzieci:
>> >>  "Dano wam dziś wolne w szkole?". "Tak" - wrzasnęła z radością
>> >> dzieciarnia. "To znaczy - skomentował Jan Paweł II - że papież
>> >> powinien częściej tu przyjeżdżać".
>> >>
>> >>  Jak się czuje piesek
>> >>  Jeden z watykańskich prałatów chciał się nauczyć polskiego, więc

>> >> sprowadził sobie nasz elementarz. Nauka była jednak tak pospieszna, że
>> >> kiedy chciał się nową umiejętnością pochwalić przed Ojcem Świętym, coś
>> >> mu się pomyliło i zamiast: "Jak się czuje Papież", rzekł: "Jak się
>> >> czuje piesek?". Papież spojrzał na niego zdumiony, po czym odpalił:
>> >>  "Hau, hau".
>> >>
>> >>  Jan Paweł - Pawłowi
>> >>  Podczas pierwszej pielgrzymki do Niemiec zebranym na mszy tak
>> >> spodobały się cytowane przez Papieża słowa św. Pawła, że przerwali mu
>> >> i zaczęli bić brawo. Kiedy Ojciec Święty znów doszedł do głosu,
>> >> przerywając przygotowaną mowę, stwierdził: "Dziękuję w imieniu
>> >> świętego Pawła".
>> >>
>> >>  To tylko wasza konstytucja
>> >>  W ostatnim dniu pielgrzymki do Polski w 1983 roku podczas pożegnania
>> >> na lotnisku generał Jaruzelski poskarżył się Papieżowi, że ten w swych
>> >> homiliach niezwykle surowo potraktował reżim komunistyczny.
>> >>  - Ja jedynie przytaczałem artykuły waszej własnej konstytucji -
>> >> odparł  łagodnie Papież.
>> >>
>> >>  Nie szumcie siostry nam
>> >>  W hiszpańskiej Avili, gdy szum czyniony przez rozradowane zakonnice
>> >> stawał się już wprost nie do zniesienia, Papież wypalił: "Te siostry,
>> >> które ślubowały milczenie, hałasują tu najgłośniej".
>> >>
>> >>  Niech żyje łupież...
>> >>  Podczas ostatniej pielgrzymki w Pełpinie: "Jak tak krzyczycie;Niech
>> >> żyje papież, przypomina mi się, gdy ktoś się pomylił i krzyknął:
>> >>  Niech żyje łupież;. Ja was do tego nie zachęcam".
>> >>
>> >>  Ech, popapieżyć
>> >>  Ojciec Święty do odwiedzającego Go polskiego księdza:
>> >>  - Poczekaj chwilę na mnie, muszę trochę popapieżyć.
>> >>
>> >>  Papież nie da sobą kręcić
>> >>  Podczas drugiej pielgrzymki do Ojczyzny w 1983 roku tłumy krakowian
>> >> gromadziły się przed domem arcybiskupów, który był rezydencją Ojca
>> >> Świętego. Ludzie ani myśleli rozstać się ze stojącym w oknie papieżem
>> >> i bez końca przedłużali dialog z nim. Wreszcie Ojciec Święty
>> >>  powiedział: "Cztery lata temu kręciliście mną, jak chcieli, a teraz
>> >> już jestem starym papieżem i nie dam sobą kręcić".

  Ten to ma dech
  W czasie tej samej pielgrzymki, 22 czerwca 1983 roku, na krakowskich
 błoniach odbyła się beatyfikacja dwóch powstańców styczniowych - brata
 Alberta Chmielowskiego i ojca Rafała Kalinowskiego. W trakcie
 ceremonii buchnął nagle z kadzielnicy wielki płomień, z którym nie
 mogli sobie poradzić ani ministranci, ani księża koncelebranci.
  Wreszcie ówczesny ceremoniarz papieski ks. John Magee, Irlandczyk,
 dmuchnął tak skutecznie, że płomień zgasł i z kadzielnicy począł
 unosić się upragniony dymek. Wydarzenie nie uszło uwagi Ojca Świętego,
 który, sięgając po kadzidło, powiedział z uznaniem o swoim
  ceremoniarzu: "Ten to ma dech!".
  Wyślij to dalej. Ku pamięci...

Karolino kochana!

Takie listy to z zachwytem przesyłam dalej!!!!!!!!!!!!!!!MU



 

W czwartek 07.04 ustawiamy znicze na dlugosci wszystkich ulic Jana Pawla II

w Polsce.

Zaczynamy o 21.00 i trwamy razem do 21.37.

Przekaz te wiadomosc dalej, do jak najwiekszej ilosci osob.

 

6 kwietnia 2005 

 

Droga M,

Nigdy dotąd nie miałam większej nadziei, że Niebo jest. Ale nawet gdyby tak nie było, to był Dobry Człowiek i gdyby nic dalej nie było, to wszystko co robił nadal ma Sens. Bo uczył ludzi Pokory, Dobroci, Miłości i Pokoju. I teraz cały świat zatrzymał się na chwilę w biegu i myśli nie tylko o Nim, ale o tym, jak żyć i co w życiu jest ważne. Choćby dlatego Niebo powinno być. Tak myślę. Nie umiem zbyt dużo mówić w takich sytuacjach, więc pomilczę razem z Panią - myślę, że w tym samym kierunku.

Joasia

 

Joasiu!

Razem milczeć jest `o wiele lepiej...pozdrawiamMU

 

 

...że na koniec się dowiem.... ot tak się toczy świat...


 MU .... tak się składa, że od czasu do czasu mam jakąś nadzieję.... na
 przykład teraz taką, żeby, jak On już przejdzie przez tę bramę czy co to
 Tam ma być, to żeby Go nie spotkało jakieś rozczarowanie i żeby w ogóle ta
 brama i to wszystko, co ma Tam za nią być, to żeby w ogóle b y ł o....
 dzieczwynka z banalnymi nadziejami

Dziewczynko z nadziejami!

Ja także modle sie , żeby tam bylo NIEBO.Teraz mam więcej tej nadziei...może
dzieki Niemu.MU

 

 

Papież umiera........sposób w jaki to robi daje dużo siły i
 nadziei....ile trzeba mieć wiary, by tak odchodzić spokojnie,
 pogodzonym ze wszystkim, świadomie......cudowny człowiek...przez całe
 moje życie to On był papieżem...zawsze patrzyłam na Niego z dumą i
 miłością...nic nie krzepiło tak jak Jego słowa, gesty,
 czyny....dzisiaj nie mogę się oderwać od tvn24...zrobiłam kilka
 zdjęć...przeżywam bardzo....smutek miesza się z wiarą....być może
 najważniejszy dzień w życiu...tyle myśli nagle...uświadamiam sobie
 ludzką pychę, moją pychę....cierpienie, które często jest niczym przy
 tym Jana Pawła...i dzielność, że za wszelką cenę trzeba walczyć o
 życie, a gdy przychodzi koniec, należy go przyjąć z godnością,
 pokorą i spokojem....tylko ci, którzy są tak blisko Boga to
 potrafią...modlę się...nie wiem czy to wystarczy...nie umiem zrobić
 nic więcej........
 ....Papież zrobił tyle ile się dało....do ostatniej chwili...nawet tej w
 wielkim
 bólu i cierpieniu...jest/był z nami....myślę, że to wydarzenie powinno
 nam wiele powiedzieć...taka milcząca cisza jest bardzo wymowna...

 J.

 J.
     Ja także bym troche pomilczała na ten temat.Ciesz sie ,że dane ci bylo
żyć w Jego epoce. MU

 

Moja Droga eM!

(......)to co teraz dzieje się z papieżem, jego słowa i
 zachowanie...dodaje mi sił w kroczeniu dalej i walce o bycie lepszym,
 doskonalszym, spokojniejszym człowiekiem...stale uczę się żyć i
 stawiać czoła temu to, co los nam daje...
 (...)staram się modlić z serca...staram się objąć rozumiem
 niepojęte....tysiące pytań, pozostających bez opowiedzi...
 takie chwile jak ta też są potrzebne w życiu. Jakie to
 wspaniałe, że w takich chwilach potrafimy być razem. Szkoda, że w
 innych nie...ale może się nauczymy...

 Jutro o 12:00 chwila modlitwy za Ojca Świętego. W kupie siła!!!!

 Najserdeczniej jak umiem. Jola

 

Pani Magdo!
 
"Na moją młodość górną i durną" - tyle mogę rzec w sprawie pseudonimów i wyplątywania się z tych nieaktualnych. Albo trzeba po prostu nie zmieniać tak często zdania. Ja zmieniłam. Mea culpa. Pytanie tylko, w którym momencie i gdzie miałam się zatrzymać.
 
Tak. Ten Madzik to niby Magda. Tak się jakoś złożyło, że mnie Magdaleną ochrzcili i całe lata tak wołali.
 
Nina... to po prostu nina. Osoba, dzięki której znalazłam się w ogóle na Pani stronie i dzięki której poznałam nieco lepiej Agnieszkę Osiecką. To nina do znudzenia puszczała mi koncert "Zielono mi", aż w końcu wsiąkłam i sama się go domagałam. Wiecej niech ona sama o sobie napisze :)
 
Mają niestety nie zostałam, bo za krótko i za mało intensywnie jednak tego pseudonimu używałam. Inne jakoś łatwiej się przyjmowały.
Mam nadzieję, że się Pani nie pogniewała za ten (w sumie niezamierzony) "przekręt"...
 
Czerwona torba, czerwona kurtka (nota bene męska przez przypadek), czerwone buty... Przypadł mi do gustu ten kolor. Czy to znaczy, że czuję się zagrożona...?
 
Nauka odpada chwilowo każda. Od prawie 12 godzin kursuję między telewizorem, internetem i radiem. Odchodzi ktoś, kto był dla mnie aksjomatem. Czymś niezmiennym, kimś zatopionym w tło tych czasów, w których żyję. Nie znam innego świata, innej rzeczywistości niż ta z Janem Pawłem II. I nie starcza mi wyobraźni, żeby sobie wyobrazić świat bez Niego. Dla niektórych to pewna epoka w życiu, dla mnie to całe życie. I zmieniało się w tym życiu wszystko, prócz Papieża. On ciągle był taki sam. I w mojej świadomości jego obecność jest tak pewna jak to, że pod stopami mam ziemię a nad głową niebo.
W oczekiwaniu na otwarcie bram nieba dla Tego, który się zbliża... Reszta jest dziś milczeniem.
 
"Idź, jeśli musisz... Nie oglądaj się"
pozdrawiam w smutku i zadumie, pozdrawiam dziś po prostu i zwyczajnie,
Magdalena
 
Magdaleno!
 
Ja także już drugi dzień słucham o każdej minucie Jego ostatnich chwil.I chcialabym ,żeby przestał cierpiec,a zaczął życ NA ZAWSZE.

 

I kiedy święty Piotr otworzył Mu bramy, padli sobie w objęcia: Ten, który szedł i Ten, który prowadził.
[']
 
M.
 
 
M.!
 
Módlmy się,żeby tak wlasnie bylo.MU

 

 

"Każdy z Was znajduje sobie swoje Westerplatte. Jakiś wymiar zadań, które
 musi podjąć i wypełnić. jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie
 walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie
 można zdezerterować. Wreszcie, jakiś  porządek wartości, które trzeba
 utrzymać i obronić tak jak Westerplatte, w sobie, i wokół siebie. Obronić
 dla siebie i dla innych"
 Karol Wojtyła

 Potrzebne mi sią te słowa teraz jak nigdy w życiu.........
 

ARCHIWUM