W tym miejscu będę publikować wybrane listy, nadchodzące do Magdy Umer i jej na nie odpowiedzi

Dobrego czytania.

28 XI 2002r. 

1.

Pani Magdo Kochana,

żeby cały list miał sens muszę poczynić pewne wyjaśnienie- mianowicie od jakiegoś czasu mnie i mojej znajomej snuł się po głowie pewien plan natury artystycznej, lecz nijak nie mogłyśmy popchnąć go do przodu. Założywszy, iż przeforsowanie takiego projektu jest wręcz niewykonalne, dzień "klęski" odkładałyśmy na "za tydzień". Dziś przymuszone wymogiem chwili, w myśl zasady "carpe diem" i "homo mensura" uczyniłyśmy nadludzki wysiłek uniesienia słuchawki telefonicznej w celu pozyskania informacji o trudnościach, jakie nas czekają. Ku naszemu ogromnemu zdziwieniu nie tyko nikt nie zamierza nam czynić trudności, lecz przyjęli naszą inicjatywę z nieukrywaną radością. Połowa sukcesu już za nami, teraz ta niby gorsza część, ale tak naprawdę lepsza, bo wiem pod jaki "trafić adres". "Adres" ten niezwykle ważny, jest mi bardzo bliski, żyjemy w nader dobrych układach i w przyjaźni, chociaż o to nie muszę się martwić. Potem tylko kwestia dogrania terminów, obmyślenia tzw. założeń artystycznych i jeśli z wrażenia nie potknę się na jakichś schodach i nie zabiję to mogę spokojnie powiedzieć, iż marzeniu i wyzwaniu zarazem, sprostałam.

Wstęp musiał być, aby moje rozmyślania o szczęściu i trudności dochodzenia do niego, miały punkt zaczepienia. Okazuje się, iż właściwie nie ma rzeczy niemożliwych, nieosiągalnych- trzeba tylko wykazać pewną determinację w dążeniu do celu. Oczywiście nie popieram Machiavellego, jego stwierdzenia, iż "cel uświęca środki.", ale wydaje mi się, iż czasem trzeba odrzucić schematy, dać z siebie coś prawdziwego i przede wszystkim nie zastanawiać się, "co wypada, a co nie wypada." Człowiek niszczy własną nieprzeciętność, wyjątkowość i niepowtarzalność, działając według narzuconych odgórnie i ogólnie przyjętych konwenansów.

Ja nigdy takich problemów nie miałam, od zawsze żyję we własnej rzeczywistości i robię rzeczy, których pewnie nigdy nie zrobiłabym kierując się zdrowym rozsądkiem. Dla mnie Zenon z Elei ma rację- to, co zakłada zdrowy rozsądek nie istnieje. A jego paradoksy ostatecznie nie są bardzo paradoksalne i awangardowe. Odnajduje się w nich swego rodzaju następstwo logiczne.

O szczęściu napisałam niedawno mały traktat- jest prezentem gwiazdkowym dla bardzo ważnej dla mnie osoby, mojej(jak Ją ładnie nazywam) "rekompensaty za wszystko", ogromnego autorytetu i "przewodniczki duchowej"( z tego miana ucieszyłaby się chyba najbardziej...J)- lecz można potraktować go jako list. Chciałabym móc powymieniać z Panią poglądy na temat szczęścia, jest to dla mnie ostatnio ważny i dość nurtujący problem i chyba potrzebuję dyskursu na ten osobliwy temat.

Pozdrawiam Panią najserdeczniej, mam nadzieję, iż u Pani wszystko dobrze.

Z ukłonami

Dominika D.



Droga tabulo raso!


Dużo chętniej podyskutuję o szczęściu , niż o nieszczęściu...Jak długi jest pani traktat napisany na gwiazdkę dla "rekompensaty za wszystko"?



Kiedy mnie ktoś kiedyś zapytał co to jest szczęście-odpowiedziałam, że brak nieszczęścia.

Ale byłam juz wtedy bardzo dorosła

U mnie wszystko dobrzeMU

 

2.
Dobry wieczór!!!
(A propos-wieczór dla mnie ...)
Już tak dawno nie odwiedzałam Pani w sieci,że aż się stęskniłam...Jeżdżę,myślę i rozpracowuję te wszelkie muzyczne nowosci docierające do mnie w postaci nut i tekstów(nowosci mające podobno w przyszłosci zapewnic mi chleb powszedni...).Poza tym to mam mały prezent,który przy jakiejś najbliższej okazji Pani wreczę(to płytka z moim pierwszym w życiu nagraniem-La chanson des vieux amants-J.Brel`a-oczywiście troszkę zjazzowany...).Mam nadzieję,że choć troszeczkę się Pani spodoba-bo to śpiewane tak z serducha...Do napisania,usłyszenia zobaczenia...
P.s.Z tą instrukcją dotarcia do Agnieszki O.to ja błądziłam 2h,przemarzłam i wróciłam smutna...Osina podziwiała mój zmysł orientacji , w końcu powiedziała,że pójdziemy tam razem -na całe szczęście...!To tyle już ...Paaaaaaania(Karamonek-to nie ja wymwsliłam-żeby nie było,że zdrabniam...)

Karamonku!
1.Czekam na nagranie Brela-prześlij przez Osinę.
2.Broń Boże nie łaź sama po cmentarzu.W dzisiejszych czasach to jest naprawdę niebezpieczne!Pozdrawiam MU

3.

Pani Magdo płowozłota, nurtował mnie ten złotoczarny Portos i po
konsultacji ze słownikiem ortograficznym, upewniłam się, że czarny i złoty
 to z myślnikiem, ale jak to się miesza i przeplata, to razem złotoczarny.
 Nie mam możliwości przesłać zdjęcia, ale kiedyś to nadrobię. Dziękuję za
 piękny list i pozdrawiam, trzymam kciuki za wszystkie poczynania twórcze
tej
 jesieni. Ewa

O jak się cieszę,że zajrzała pani do słownika,bo ja już na nic nie mam
czasu.A kciuki proszę trzymać mocno do 31 stycznia(dzień premiery!)MU


4.

Droga Pani Magdo ! Co do kontemplowania reklamówki ma Pani niewątpliwie rację - choć jakoś zlała mi się ona w pamięci z wyrazem twarzy W. Malajkata. Jaka szkoda, że nasza kochana Telewizja nie potrafiła zrobić użytku z tego koncertu i raczej nie zrobi, skoro zgubiła nagranie. Nie rozumiem dlaczego musimy być raczeni ciągłymi powtórkami tych samych durnych "Pikników Dwójki", a takie cuda jak Big Zbig Show czy Gale wrocławskie pokrywa kurz w archiwum. Ostatnio wygrzebałam kasetę z nagranym przd laty "Śpiewniczkiem upiornych kantyczek" i z dużą przyjemnością obejrzałam razem z moimi córeczkami. Zresztą może to i lepiej, bo przynajmniej człowieka nie ciągnie do telewizora i ma więcej czasu na czytanie. Z moją sześcioletnią Zosią czytamy teraz "Przygody Sindbada żeglarza" Leśmiana i to są cudowne wieczory - ona zasłuchana i zakochana w księżniczce ziewającej na wiele sposobów, a mnie zachwyca język tej książki, taki niedzisiejszy, cudownie anachroniczny.
Przy okazji ostatniej powtórki "Kabaretu Starszych Panów" zastanowiły mnie dekoracje. Może Pani wie, czy były one kolorowe, czy też skoro obraz i tak był czarno - biały, to i dekoracje malowano tylko w różnych odcieniach szarości ? Jeśli tak, to jak się pracowało w takim szarym otoczeniu ?
Już cieszę się na spotkanie z Panią na Bemowie - mam nadzieję, że uda mi się wyrwać domowym obowiążkom. Być może Bemowo na to nie wygląda, ale jest tutaj wiecej niż jedna biblioteka. Myslę, że będą jakieś plakaty, więc dowiem się, którą Pani odwiedzi.

Pozdrawiam z szarego Bemowa Agnieszka od memuarów


Pani Agnieszko!
1.Moze ktoś nam kiedyś powie ,która to będzie biblioteka, a może już powiedział, tylko ja zapomniałam.W każdym razie dam znać.
2.Wypytam Jeremiego jak się pracowało w szarym otoczeniu, ale podejrzewam, że fantastycznie!

 

5.

Ciepła i serdeczna Pani Madgo i Magdo zarazem,

 Klawiatura komputerowa czasem płata figle i pojawiajš się literówki.
 I tak, rozmylajšc nad tym ostaniej nocy (nota bene przy dzwiękach
sielkanki
 duchowo - emocjonalej w pani wykonaniu), przyszło mi có takiego do
 głowy: Mad - z ang. szalony, zwariowany, obłakany; go - to ić i druga
 możliwoć Mag - od magic - magiczny, czarodziejski, cudowny; do -
 robić. Więc wedle uznania albo going mad albo doing magic. Ta etymologia
 imienia to takie tam rozmylania jesienne, niezbyt clever ale za to
 joyfull I think.Zamiast trucizny jesiennego nastroju, dzi innš drogš
proponuję
 się przejć...Byle chwycić równowagę, i się nie udręczyć za mocno
 jesienemu bytowaniu. Moim
 zdaniem w pani zdecydowanie więcej tego czynienia magii. Więc Magdo
 lepiej pasuje...(By the way na drugie mam też Magdalena, czasem bardziej
 Mad niż Mag ale to ostatnie też się zdarza). Bo czynić magię dla
 drugiego człowieka, dać z siebie trochę wiatła innym to
 najtrudniejsza ze sztuk. Pani ma z tego czarny pas :).

 Ciepłe, radosne podziękowania za piękno tęczy.Te małe cuda, które
 dziejš się na naszych oczach, sš niekwestionowanymi dowodami na
 istnienie Boga. A my wcišż, mimo wszystko na opak gdybamy......
 Przesyłam jeszcze trochę Boskiej mocy cudownej. Tęcza został uchwycona
 w sidła aparatu mojego kolegi z Indii dalekich. Mam nadzieję, że się
 pani spodoba...

 Pozdrawiam pięknie, przepięknie
 Pani Magdo Kochana
 Lekkich snów...
 Jola H.

 ps. Dziękuję z całego serca mego za korespondencję. Listki te wspaniałe
układajš się w
 mojej duszy na obraz i podobieństwo radoci. Tak potrzebnej w te
 czarne dni.

                         

 

Pani Jolu!
1.Moja uboga tęcza pęcicka, po olnśiewającej tęczy hinduskiej pani kolegi,aż
się zapłoniła z zazdroci,że nie było pod nią takich cudów...
2.Bardzo ucieszył mnie ofiarowany przez panią czarny pas
3.Zabawy etymologiczne z imieniem-bardzo funny( ale ja naprawdę mam na imię
Małgorzata, tylko już prawie o tym zapomniałam) MU

 

 

 

26 XI 2002r. 

1.

Pani Magdo miła,

Dziękuję bardzo za odpowiedź - coś tak czułam, że to musi być oryginalny Jeremi Przybora! Nikt inny aż tak pięknie i jednocześnie nieskomplikowanie, i jednocześnie tak pełnie, i tak lekko, i tak jedynie w swoim rodzaju nie potrafi pisać (oprócz Agnieszki Osieckiej, oczywiście, ale Ona pisała inaczej). Szkoda, że nigdy nie słyszałam "Nie mówmy..." śpiewanego - szalenie jestem ciekawa.. To mój ukochany wiersz pana Przybory (poza setką innych Jego wierszy i piosenek, ale ten przede wszystkim).
Moją ukochaną, od lat pradawnych, piosenką francuską jest - i co może nie dziwne, a wręcz powszechne i aż monotonne? - jest "Tombe La Neige" i to zarówno w wykonaniu Adamo, jak i pani Krysi Jandy z jakże pięknym tekstem - oczywiście - Pana Przybory!
W ubiegłe Święta dostałam pod choinkę cudowną niebieska książkę - cegiełkę z żółtą wstążka i to był najpiękniejszy prezent, a w tym roku już się cieszę na "Zielono mi" i "Rozmowy o zmierzchu..." - już widziałam w zapowiedziach "Empiku", że pojawią się chyba na początku grudnia!!!! I na VHS i na DVD - wspaniale. Mikołaj ostatnimi laty ma niezłe pomysły!... ;)
A czy jest jakaś szansa na VHS/DVD z "Zimy żal?"...

Na powtórkę "Szansy..." zdążyłam i, Pani Magdo - uwielbiam Panią za teksty w rodzaju: "Zaopiekowałabym się nim.", w odpowiedzi na pytanie p. Wojciecha Manna jakby Pani zareagowała na ekstrawagancki strój i kolczyk, bodajże, w nosie Pana W. Borkowskiego... 96 osób na 100 powiedziałby: Nakrzyczałabym, Nie wpuściłabym, Wyrzuciałabym itp.
Pani jest wyjątkowa! I chciałam zapytać z ciekawością laika - czy wspólne wykonanie piosenki przez Panią i zwyciężczynię było długo ćwiczone czy takie "na gorąco"? - bo brzmiało idealnie zgranie!..

Pozdrawiam najserdeczniej i życzę, żeby przedstawienie "Młynarski" doszło do skutku i było równie udane jak poprzednie!

MAGDALENA

Pani Magdaleno!
1."Tombe La neige"-to moja ukochana piosenka z dziesiątej klasy!Nawet ją kiedyś śpiewałam z Wojtkiem Mannem w duecie ...
2.Na "Zimy Żal" nie ma szans, bo telewizja zgubiła te taśmy!Mam nadzieję,że tylko zawieruszyła i ktoś je kiedyś po latach odnajdzie.A chcieli to wydać na DVD!
3.Z panią Malwiną,w ogóle nie miałyśmy próby.Zaśpiewałyśmy i już.Pierwsze nagranie zostalo kupione.
4.Dziękuję za życzenia.Też bym chciała,żeby było udane.Próby są obiecujące...Ale i artystów mam nadzwyczajnych!Pozdrawiam MU


2.

Dobry wieczór ...

Pani Magdo Wspaniała,

Jesieni z każdym dniem jest mniej, więc i smutków powinno systematycznie
ubywać. Ale cóż z tym bywa różnie. Depresjonistów coraz to przybywa, i nie
wiadomo czy to dobrze czy źle. Bo przecież ta nastrojowa chorba dopada
wybitnie wrażliwych, więc coraz to wrażliwieje świat. Szkoda tylko, że
takowa wrażliwość częściej zamyka, zamiast otwierać na drugiego człowieka.
Ta strona integruje zagubione dusze, daje siłę by następnego ranka stawić
odważnie czoło kolejnemu dniu. Dziękuje za prezenty, wruszyły mnie
ogromnie. Ten kosz jabłek - cudny, tak radosny...A wiersz... ta Pawlikowska
- Jasnorzewska to strzał w 10, jeśli chodzi o podobieństwo osobowości. Ale
myślę, że najpiękniej podziękować za wiersz, wierszem a zatem:

"Most zagubienia"-Małgorzata Hillar

Bała się
zwiędłego liścia ciszy
bezwładnego skrzydła nudy
martwej muszli pustki


Lękała się
łoskotu obcych kroków
twardych kamieni oczu
jedwabnej skóry bezmyślności

Drżała
przed ołowianym dzwonem
samotnych godzin
przed szarym mostem
zagubienia
przed czarną studnią
bezradności

Czekała na uśmiech
po którym mogłaby przejść
na drugi brzeg
gdzie jest ciepło
i kwitnie tatarak




Proszę przyjąć promienny, szczery uśmiech ode mnie. Na wszelkie mosty
zagubienia...Dziękuję za ten wirtualny od Pani, który odnalazłam pomiędzy
wersami. Uśmiech - taka mała rzecz, taka naturalna, a tak rzadko człowiek
człowiekowi uśmiechem odpowie.
Wysyłam pole makowe - moje ukochane - specjalnie dla pani - na złość
jesieni.
I kilka zdjęć Malborka. (Dorotko - może uda się je otworzyć.)

I już mi cieplej z wami obiema.
I piękniej tak jakoś i milej...
Pozdrawiam i ściskam
Jola H.

 

 

 



Pani Jolu- no to teraz ja dziękuję i wyślę pani coś z wczesnej wiosny-tylko
muszę poszukać...MU      

                                              

Mój kolega twierdzi, że tęcza jest bezpośrednim dowodem na istnienie pana Boga...

Droga pani Magdo,

 Czy latwiej zyje mi sie bedac Chrzescijanka?
 Moje ZYCIE naprawde zaczelo sie dopiero kiedy oddalam swoje zycie w rece
 Jezusa Chrystusa (moja grzeszna natura umarla na krzyzu aby nowa,
 rozwijajaca sie na podobienstwo Chrystusa, mogla sie narodzic). Przedtem
 uprawialam religie tak jak wszyscy wokol mnie, ale nie doswiadczylam
 obietnic, ktore daje Bog w Bibli Swietej.

 Doskonale rozumiem ludzi, ktorzy sa w tym stanie, jakby zawieszeni w
 przestrzeni. Nie wiemy kim jestesmy, dokad zmierzamy. Zycie, wydaje sie,
 przecieka przez palce. Tak, mamy palce, mamy dlon. Czego sie jednak mamy
 chwycic jezeli nic nie jest stale? Swiat wydaje sie byc w jakims
zwariowanym
 wirze. Jednoczesnie wiemy, ze jest to wazny czas. Tylko na co? Z ktorej
 strony mamy patrzec aby widziec zycie jako najwyzsza wartosc?

 Tylko Bog jest ten sam, wczoraj, dzis i na wiecznosc. Tylko przechodzac
 przez krzyz i odradzajac sie na nowo w Chrystusie stajemy sie dziecmi
Boga.
 A jako dzieci trzymamy sie reki Ojca i ten zwariowany, wirujacy swiat nie
ma
na nas wplywu. Uplyw czasu nie powoduje paniki, bo nalezymy juz do
 wiecznosci. Nasze kroki sa pewne, wiemy kim jestesmy i do kogo nalezymy.
 Dopiero teraz wiemy co to zaczy zyc i kochac.

 Nie ma dla nas, ludzi, innej drogi jak ta ktora oferuje Bog w swoim
 milosierdziu. A On wie.

 Nie znam ani nie slyszalam aby ktos oddajac swoje zycie Bogu przez Jezusa
 Chrystusa, chcial wrocic do poprzedniego stanu. Rozumiemy teraz, ze
wartosc
zycia polega na tym, ze mamy mozliwosc wybrac Jego i w Jego imieniu
pokazac
 droge innym. Swiatlo, ktore niesiemy nie da sie ukryc.

 Tylko oddanie sie Jemu w 100% pozwoli na otrzymanie 100% tego co Bog ma
dla
 nas. Dotyczy to absolutnie kazdej dziedziny naszego zycia, malzenstwa,
 rodzicielstwa, cariery zawodowej i biznesu.
 Wszyscy, bez wyjatku, jestesmy zaproszani aby niesc Jego swiatlo.

 Biblia Swieta odpowie na kazde z naszych pytan, wskaze nie tylko jakim byc
 czlowiekiem, ale takze jak to zrobic. Proponuje zaczac czytac od
Ewangielii
 Sw. Jana.

 Pozdrawiam serdecznie,
 Teresa

Pani Tereso!

Kilka razy czytałam Ewangelię Sw, Jana-a do tych 100% mam jeszcze kawał
drogi...Pozdrawiam serdecznie MU


4. 

Pani Magdo Droga,
ja absolutnie nie jestem osobą smutną, zagubioną tym bardziej. Jest całkiem przeciwnie, życie chwytam w swoje ręce z niebywałą wręcz odwagą, "wchodzę" w miejsca i sytuacje, które nie należą do najłatwiejszych i tryskam optymizmem, ale, na Boga, jak taka jesień za oknem to człowiekowi trudno "afirmować" życie.
Ostatni list nakręcił nieziemsko, wyszło, że jestem "zestrachaną" istotką, która ginie w tłumie i teraz muszę wszystko sprostować, bo to całkiem nie tak.
Zacznę od tego, iż w momentach skrajnych mam w sobie niewyczerpane pokłady siły i energii. Po drugie w żadnym razie nie należę do gatunku wiecznie załamanych i snujących się jak zjawy.
Tamten list to amalgamat chwilowego podłamania i jesiennego, corocznego użalania się nad sobą.
Pani Magdo- "tabula rasa". Zacznę się zapisywać od nowa;)

Pozdrawiam gorąco
nie-smutna i nie-zagubiona
Dominika D.

Pani D!

O, jakie to miłe sprostowanie!Niech się pani zacznie zapisywać od nowa.Szczególnie mile będą widziane pokłady siły i energii -tzn efekty tych pokładów..PozdrawiamMU


5.

Pani Magdo ! Już pól roku minęło od dnia, kiedy dzięki Pani posrednictwu otrzymalam wspaniały prezent urodzinowy - długo i bezskutecznie poszukiwany trzeci tom Memuarów Pana Jeremiego Przybory.
Dzięki temu udało mi się przeżyć te miesiące we wzglednej równowadze i pogodzie ducha (w czym wydatnie przeszkadzał mi remont i rozbudowa domu i życie z trójką dzieci na placu budowy). Kiedy miałam już wszystkiego dość, sięgałam po memuary lub wiersze Pana Jeremiego i udzielał mi się ich spokój i humor. Mój mąż najpierw dziwił się niektórym moim cytatom z Kabaretu, ale potem sam kwitował kolejne problemy z pozwoleniem na budowę słowami: Taka gmina... (a ja przy tej okazji przypominalam sobie rozanielone oblicze W. Malajkata kontemplującego reklamowkę w tej piosence i od razu robiło mi się lepiej).
Tak miło jest oderwać sie na moment od męczącej codzienności i podumać chwilę nad wierszem, ktory Pani na ten dzień przeznaczyła. Ostatnio powrócilam po dłuższym czasie do wierszy Stanislawa Barańczaka, ale Pawlikowska Jasnorzewska to moja zapomniana fascynacja jeszcze z czasów szkolnych. Dziękuję
Agnieszka - ta od memuarów

P.S. Pdobno ma mieć Pani spotkanie (koncert ?) w bibliotece na moim Bemowie. Kiedy i gdzie ???

Pani Agnieszko od memuarów !

1.Przekażę Mistrzowi pani słowa, na pewno będzie mu bardzo miło.

2.Moim zdaniem reklamówkę kontemplował Józek, czyli Janusz Józefowicz...

3.Na pani Bemowie bedę 11 grudnia o godzinie 18-tej -w Bibliotece(bo ja lubię ludzi, którzy czytają książki)PozdrawiamMU

 

 

25 XI 2002r.

 

1.

Pani Magdo najdroższa.
Dziękuję za wiersz o ściętych kwiatach!
Wczoraj wygrzebałam w Antykwariacie Białą Bluzkę za 3 zł! Kolejna na mojej
półce, ale nie mogłam pozwolić by gdzieś zginęła w stosie zapomnianych
książek. Tylko Stworzonka nigdzie nie ma! Chyba zamieszcze ogłoszenie w
jakiejś gazecie "zamienię Bialą Bluzkę na "Stworzonko".

Już się cieszę na ten koncert w Kutnie!
Anula- A jak akrobatka

Dorota!
Olbrzymie podziękowanie, za umieszczenie informacji o godzinach koncertu!
Już wszystko sprawdziłam. Pociąg do Kutna jedzie godzinę i piętnaście
minut.
Godzinowo wszystko pasuje!
Jest wspaniale!

Anula


Miłośniczko pociągów i Kutna!
1.
Myślałam,że mam dwa "Stworzonka"(bo miałam),ale niestety ktoś pożyczył sobie
"na dłużej" i nici...
2.
Ja tez sie cieszę "na Kutno", bo Jeremi Przybora otrzymał tam tytuł
honorowego starosty, o czym marzył...

 

2.

Pani Madgo Kochana !!!

Od czasu, kiedy odkryłam tę stronę nie mogę od niej zmysłów
oderwać. Czytam, wzruszam się, cieszę każdym słowem. Wspaniałe
 antidotum na jesienną depresję, która zawsze mnie dopada, mniej
 lub bardziej turbując. Pokarm dla duszy to teraz najważniejsze.
 Dziękuję, więc pięknie za te kilka słów od Pani. Malbork czeka,
 to naprawdę sympatyczne miasteczko. Spodobał by się Pani park,
 cały skąpany w zielonościach..więc do wiosny. Byle do
 wiosny...Mogę zaklepać termin majowy??? Maj to chyba
 najpiękniejszy i najradośniejszy ze wszystkich miesięcy.
 Dziękuję również za zaproszenie.."przyjdziesz za kulisy" brzmi
 podniecająco, a rozmowa i wymiana myśli to marzenia...Byłabym
 tak skrępowana i wzruszona...

 Pani Magdo w związku z tym, że do wiosny trochę jeszcze
 ciężkiego, czarnego, zimnego czasu, pozwolę sobie pisać te
 listki jesienne, kolorowe do Pani. Póki co wysyłam dwa zdjęcia,
 jedno Malborka, drugie mojego ukochanego parku...

 Niech Pani pogłaska ode mnie Łyżwę i Markotnego...Ja nie
 wyobrażam sobie życia bez psów. W domu mam, aż trzy. Wszystkie
 były kiedyś bezdomne, a teraz są moje kochane i psotne.

 Wszystkiego dobrego
 Ściskam mocno
 Jola H.

 ps. Dorotko cudowna, dziękuję Ci za stworzenie tej strony. Piszę
 Dorotko, bo jesteśmy niemal rówieśniczkami, a poza tym chyba
 mamy podobne wrażliwie niemożliwie dusze i obie też kochamy MU.
 Pozdrawiam Cię pięknie i owocnego pisania pracy!


Droga kobieto z Malborka!


1."Madgo" mi się podoba, bo tak mówią na mnie dzieci Zbyszka
Zamachowskiego( i mówią,że mam trudne imię)
2.Dziękuję za zdjęcia-ja ich nie umiem "wyświetlić",ale Dorotce na pewno się
uda i zamieści je.
3.Wysyłam dwa prezenty-kosz pięknych jabłek i wiersz na jutro- napisany
przez pani starszą koleżankę depresjonistkę-Marię Pawlikowską -Jasnorzewską.
4.Łyżwę i Markotnego pogłaskałam (boję się ,że je niedługo zagłaszczę...)

Jolu H... Tylko jedno zdjęcie udało mi się otworzyć więc je  natychmiast zamieszczam dla wszystkich, którzy chcą zobaczyć jesienny Malbork. Pozdrawiam Cię  i dziękuję za te miłe słowa... D

z.jpg (293443 bytes)

 

 

3.

Kochana Pani Magdo!

tym razem, tak naprawdę piszę nie do Pani, a jedynie pragnąłbym skorzystać z wyjątkowo sprawnie działającego systemu informacyjnego, jakim jest pani strona [trochę się podlizuję, bo zależy mi na publikacji tego listu],

dnia 28 listopada podobno w Kościele Niepokalanego Poczęcia NMP na warszawskich Bielanach ma odbyć się urodzinowy koncert Jonasza Kofty, wystąpić ma wielu artystów m.in. Adamiak, Banaszak, Błaszczyk, Bajor, Celińska, Szafran,

tyle wiem z krótkiej notki w gazecie wyborczej, jednak w żadnym serwisie kulturalnym, ani na stronach www uczestników, nie ma żadnych dodatkowych informacji o tym koncercie,

bardzo chciałbym tam być, ale jak można zdobyć bilety, czy zaproszenia???
jeśli ktoś z czytelników tej strony posiada jakieś informacje o sposobach rezerwacji i miałby ochotę podzielić się ze mną tą wiedzą, proszę o kontakt [mastalerz@op.pl]

wiem, że nadużywam gościnności Pani Magdy, ale to naprawdę wyjątkowy koncert, sorry,

Pozdrawiam, Marcin.

PS. ogromnie dziękuję za wiersze Miłosza, do tej pory bałem się twórczości Naszego Noblisty, powoli strach mija, a niedługo może się z jego twórczością zaprzyjaźnię...


Panie Marcinie!

Oczywiście zamieszczam tę informację.Chyba nasza Dorotka bierze udział w tym koncercie- to zaraz panu coś o nim bliższego napisze..
A jeśli nie -to niech pan tam pojedzie , o wszystko wypyta bardzo miłego księdza Wojtka i zarezerwuje sobie bilet(to jest za AWF-em.PozdrawiamMU

 Niestety do próby nie doszło, więc niczego się nie dowiedziałam. Może tylko tego, że  kompozytor (a w  tym wypadku -  akompaniator...)  rozchorował  się, więc mnie nie będzie na tym koncercie i zdaje się, że jeszcze kilku wykonawców też nie... Wypada tylko powiedzieć: Włodzimierzu Korczu - lekkiej grypy i szybkiego wyzdrowienia... 

Mimo wszystko też sądzę, że to ksiądz Wojtek jest osobą, która na temat tego wieczoru powie panu najwięcej... D.

4.

Droga Pani Magdo,

w ostatnim liście do bardzo ważnej dla mnie osoby napisałam: "jesień- mozaika składana ze strzępionych złotem liści. Jesień- sina pożoga chłodnego wiatru błąkającego się po świecie w obłędnym tańcu. Najdalsza dal załamującego się horyzontu, prześwietlona niekiedy kruchym promieniem późnego słońca."

    Patrzę na tę jesień przez bezbrzeżną dal okna i nie znajduję w niej nic czułego. Jest zimna i obca, daleka jak wspomnienia przywołane na wskroś mijającego czasu, pusta jak noc bez gwiazd i bez...nadziei. W człowieku zawsze siedzi niepokój, który plądruje duszę tak skutecznie, iż trudno odnaleźć w sobie choćby drobną pogodną myśl. Czasami myślę, iż życie przesącza mi się przez palce z mojej winy, na moje wyraźne życzenie. W straceńczym biegu naprzód zagubiłam coś bardzo ważnego. Co to jest? Jeszcze nie wiem. Największym okrucieństwem młodości jest niezdolność dostrzeżenia ulotności najcenniejszych słów, ludzi, gestów. Niezdolność uświadomienia sobie, jak wiele się traci w momencie, gdy to się staje. A jeśli się staje to jest już za późno.

    Wierszem Tuwima, który jest "trochę" o mnie bardzo mnie Pani zaskoczyła. Znam wiele Jego wierszy, Tuwim jest jednym z najbliższych mi poetów, lecz chyba tylko z jednym Jego wierszem mogłabym się w pełni utożsamiać  - wiersz ma tytuł "Piszę list do Księcia Walii", jest prostym ujęciem tematu bardzo trudnego- barier, które dzielą ludzi, barier niestety nie do pokonania.

         Pyta Pani, kto mnie uodpornił? Nikt. To przyszło samo wraz ze świadomością, iż to, co piszę jest relacją mojego czucia, moim „donosem na życie”, częścią mojego istnienia. A moje istnienie smuci mnie i cieszy, spycha na dno i unosi do gwiazd, smaga chłodem i grzeje nadzieją. Myślę, iż najważniejsze to mieć swój niepodważalny absolut, coś, czego człowiek nigdy się nie wyprze.

          Marek Hłasko napisał: „tak kończy się ta próba opowieści o pogoni za szczęściem, o której powiadają, iż jest przeważnie bezcelowa; ale dla której warto poświecić życie.”

     Szczęściem tym jest chyba odnalezienie własnego miejsca na ziemi i nienaruszalna stabilność tego, co się kocha, w co się wierzy, na czym buduje się swoje życie. To dość optymistyczne zakończenie listu, który jest beznadziejnie pesymistyczny, choć nieludzko starałam się, aby takim się nie stał. Wszystko mi zawsze wychodzi „na opak”.

     Co do moich wierszy- oczywiście poczekam do lutego, sama cierpię na notoryczny brak czasu, tyle książek spogląda na mnie rzewnie z półki a ja żyję zabiegana, jakby to był jakiś wyścig. Jeśli jednak nie wytrzymałabym do lutego i wysłała jakiś mały wierszyk, proszę mi przebaczyć, dobrze? Nie chciałabym stać się „potworem” w Pani oczach.

     Droga Pani Magdo, pozdrawiam Panią gorąco i serdecznie

            Z jesiennymi ukłonami do samej ziemi

                  Dominika Dworak     

 

    Pani Dominiko- smagana chłodem i grzana nadzieją, autorko beznadziejnie pesymistycznego listu, mimo nieludzkich starań!

    Absolutnie nie stała sie pani "potworem" w moich oczach,ale myślę,że jest pani zagubioną i smutną osobą, której "życie przesącza się przez palce".Jeżeli ma pani palce,to znaczy,że jest pani na etapie posiadania garści....i  powinna się pani próbować jakoś w nią brać.Jesień przyszła-nie ma na to rady...Taki lajf. Na wiersze czekam od 1-go do 9-go lutego(potem lecę do Nowej Zelandii)Ukłony jesienne-wzajemne MU

     5.

 Droga Pani Magdo, w korespondencji do Pani przewinęło się przypomnienie
 twórczości  pana Kurylewicza. W niedzielę rano,  w radiowej "dwójce" odbył
 się jubileuszowy (skończył siedmdziesiąt lat)  konkurs sprawdzający wiedzę
 słuchaczy o jego twórczości i śpiewała przepięknie pani Wanda Warska.
 Kochana "dwójka" ! Byłam kiedyś w piwnicy Kurylewiczów na koncercie. Dawne
 dobre czasy ! Dziękuję za słowa otuchy w związku z psami, które nam się tak
 szybko starzeją. Portos jest z nami od dziesięciu lat. Uratowaliśmy go od
 łańcucha przy budzie. Jest dużym , złotoczarnym owczarkiem niemieckim,
 niezwykłej mądrości.Serdecznie pozdrawiam Ewa z Poznania od psa Portosa
 (cdn.)

Ewo od złotoczarnego(nie wiem, czy tego się nie pisze oddzielnie?)Portosa!

Też chodziłam kiedyś  do piwnicy pani Wandy na Stare Miasto.Obydwoje
cudowni, z zupełnie innej epoki...Pamiętam jakiegoś Sylwestra sprzed kilku
lat, u Zbyszka Preisnera.Pan Andrzej grał nam długo i pięknie- a pani Wanda
śpiewała, już nie tak długo,ale bardzo pięknie.Oni w ogóle nie wyglądają na
swoje lata,bo są podszyci dziećmi i ciągle mają ochotę na
twórczość..Pozdrawiam Portosa,który dzięki Wam nie spędza życia na
łańcuchu...MU

 

 

A

 

 

22 XI 2002r.

1.

Witam Panią,

  Chciałem napisać, że Panią podziwiam od lat, że z niecierpliwością
 czekam na Pani telewizyjne produkcje, że piosenka "Już kwitną
 kasztany..." onegdaj stanowiła moją ulubioną "pozycję" w repertuarze
  pianistyczno-wokalnym (!?). Nie bardzo jednak lubię i umiem
  komplementować, więc proszę przyjąć tylko wyrazy szczerego szacunku i
  podziwu dla Pani różnorodnej twórczości, którą bardzo cenię za smak,
  profesjonalizm i ciepło. Często zaglądam do internetowego dziennika
  pani Krystyny Jandy, skąd trafiłem na Pani stronę. Od paru miesięcy
  prowadzę swój własny blog, wokół którego udało mi się zgromadzić kilka
  ciekawych osobowości i do odwiedzenia którego Panią nieśmiało
  zapraszam. Jeśli znajdzie Pani czas by czasem coś skomentować, będę
 zaszczycony, jeśli nie, trudno, ale proszę choć zajrzeć ;)

  Pozdrawiam i życzę nadal świetnych pomysłów, a przede wszystkim
  bogatych mecenasów w tych trudnych dla artystów czasach.

  Szczerze oddany Ajaks

  (Ajaks to moja internetowa "ksywa", gdyż jak on czasem słowem jak
  mieczem smagam kołtuńskich baranów, i też czasem trochę na oślep ;)

  http://ajaks.blog.pl/

Dzielny Ajaksie!
No to smagaj słowem jak mieczem kołtuńskich baranów, ale ja na razie w ogóle
nie mam czasu zaglądać na inne strony internetowe- z ledwością znajduję czas
na swoją. Ale w przyszłości zajrzę na pewno i może cos skomentuję. Na razie
zamieszczam tu adres pana strony i pozdrawiam MU

ps.Z tymi bogatymi mecenasami to trafił pan w samo sedno. Właśnie dzisiaj idę
na decydujące z nimi spotkanie w sprawie przedstawienia pt:"Młynarski". Niech
pan trzyma kciuki... MU

2.

Pani Magdo,

Szukanie imienia dla tęsknoty w nas jest silniejsze od nas. Po prostu nie
wiemy co z nią robic. Ma Pani racje, proces poszukiwania jest czasami
 interesujacy. Jak interesujace musi, w takim razie, byc to czego szukamy?

  Wiemy (po prostu), ze TO bedzie na zawsze, ze nigdy wiecej nie bedziemy
  musieli szukac. Wreszcie bedziemy wolni aby zyc calkowicie. To znaczy bez
  lekow i wlasnych limitow. A najwazniejsze, ze bedziemy mogli KOCHAC.

  Pani Magdo imie tej Tesknoty jest Jezus. I ta ogromna pasja w nas nalezy
do
  niego.

  Podziwiam Pani wytrwalosc przy zasadach, ktorymi kieruje sie Pani w
wyborze
  poezji do spiewania. Bylo by cudownie, gdyby spiewala Pani Psalmy lub inna
  poezje z Biblii, ktora to poezja, jest Prawdziwa, Najprawdziwsza ze
  wszystkich, i kojaca zbawiennie dla umeczonych dusz sluchaczy.

 Oh, Pani Magdo juz widze te wzruszone twarze, wznoszace oczy do nieba w
  podziekowaniu za Pania i talent, ktory od Niego otrzymany, oddala Pani na
  Jego chwale. Nie wspominajac juz o nadziei, ktora zostawi pani w zbolalych
  sercach.

  Spojrzmy naokolo. Popatrzmy na mijajacych nas ludzi. Pogon za czyms,
  tesknota za czyms. Rozgoryczenie, zawiedzenie, desperacja, rezygnacja i
 ciemnosc. Blogoslawione sa stopy tego, kto przyniesie swiatlo i nadzieje.

  Prosze pozwolic aby Jego swiatlo jasnialo od Pani.

  Serdecznie pozdrawiam,
  Teresa

  Pani Tereso!
1.Naturalnie że pozwalam. Byłoby to dla mnie niezwykłe wyróżnienie... Bardzo
zazdroszczę pani tej wiary, a właściwie już nie wiary, tylko stuprocentowej
pewności. Czy z taką pewnością się lekko pani żyje? Ciekawam...
2.Nigdy nie ośmieliłabym się śpiewać świętych tekstów.
3.Pozdrawiam i niech się pani modli za wszystkich niewierzących i
wątpiących, bo im jest dużo ciężej i smutniej jest wśród nich dużo
wspaniałych ludzi z pięknymi duszami, w które nie wierzą...

3.

Droga Pani Magdo,
to mój pierwszy list do Pani, mam nadzieję, iż nie ostatni. Pomyśli Pani: "kolejna, jeszcze jedna", ale to nie tak, po prostu "czasem chce się do człowieka". W rzeczy samej...
O sobie napiszę trochę, bo nie wypada bawić się w Galla Anonima. Lat mam 20, studiuję Wiedzę o Teatrze na warszawskiej Akademii Teatralnej, na imię mi Dominika, a najprościej mówiąc jestem po prostu miłosniczką poezji i tylko tym zabawnym, złośliwym, dręczącym tworem chorej wyobrażni żyję. Piszę, czytam sobie to, co napiszę, zaśmieję się albo rozpłaczę i tak prawie codziennie, przyzwyczajona jestem i uodporniona. Przyszłość swoją chciałabym związać z pisaniem, nie widzę się w innym świecie i chyba czasami Bóg sprzyja temu, abym nie musiała się w takowym "innym" zobaczyć.
Jeżeli nie ma Pani nic przeciwko, byłoby mi bardzo przyjemnie, gdyby zechciała Pani zapoznać się z paroma moimi tekstami.

Pozdrawiam jesiennie, serdecznie
Dominika Dworak

Pani Dominiko!
1.Zechciałabym się zapoznać, ale może dopiero w lutym, bo teraz jestem strasznie zagoniona! Nie mam czasu przeczytać książek, o których marzę, żeby je poznać i to jest dla mnie sytuacja nie do przyjęcia. Chyba że są to jakieś krótkie wiersze-to proszę wysłać.
2.Wyślę pani niedługo wiersz trochę o pani (Tuwima) ,ale muszę go poszukać, więc proszę uzbroić się w cierpliwość MU
3.A kto panią uodpornił na to wszystko?

4.

Droga Pani Magdo!

  Teraz kiedy już udało mi się zdobyć jakiś kontakt, nie wiem od
  czego zacząć. Od dawna chciałam już do pani napisać. W tę
 jesienną aurę wpadły mi w ręcę 3 płyty CD wydane przez firmę
 Pomaton. Przeczytałam sobie list pana Tomasza Kopeć i Janusza
 Deblessa, a potem pani ripostę. Aż trudno uwierzyć, że tak długo
  trzeba było namawiać wspaniałą, wrażliwą, artystyczną duszę do
  wydania tych płyt. W każdym razie, dzieki Bogu, że do tego
  doszło, bo teraz siedzi przed komputerem repezentant młodego
  pokolenia (mam 23 lata) specialnie po to, by serdecznie pani za
  wszystko podziękować. Za chwile wytchnienia i chwile wzruszenia,
  za lekkośc dźwięków i czułość śpiewania, za puszystą wrażliwość
 darowaną w piosenkach, programach, koncertach. A biorąc pod
  uwagę, że 21 listopada jest Światowym Dniem Życzliwości i
  Pozdrowień to też przekazuję pani dzisiaj te najcieplejsze. I
  prosze się już więcej nie przejmować pewną rodziną z Tczewa. Ja
  lubię tę pani smutność i melodramatyczność we wszystkich
  cudownych melodrecytacjach, które udało mi się zgromadzić do tej
  pory, w moim skromnym kąciku muzycznym. Czasem przychodzi na
  człowieka taki czas, który wyciska łzy bez wyraźnego powodu.
  Jesień jest depresyjna i smutna, a pani piosenki
  współtowazyszące moim wieczorom rozdmuchują trochę tę mglistą
 szarugę, odsłaniając spragnionemu piękna i dobra sercu skrawek
  błękitnego nieba. Żałuję, że nie można już usłyszeć pani w
  trójce. Te audycje prowadzone wraz z Wojciechem Mannem (którego
  nota bene również bardzo lubię i szanuję) dodawały skrzydeł,
  wielu "nielotnym" dniom. Koncert poświęcony wspaniałej Agnieszce
  Osieckiej, również przykuwał pozytywnie moje zmysły. Reasumując
  dziękuję pięknie za wszystkie pozytywne wibracje. To o takich
  ludziach dobrej woli śpiewał Czesław Niemen. Ja też mocno wierzę
 w to, że jest ten świat nie da się zwariować, dzięki takim miłym
  pesronom pani Magdo Kochana :). Moim marzeniem było spotkać
 panią osobiście, porozmawiać, wymienić myśli.....napisać list.
  Adresu nigdzie nie mogłam zdobyć, zatem dzięki internetowi udało
  mi się rozwinąć wątek. Mam tylko nadzieję, że mimo setek,
  tysięcy e-maili uda się pani odpisać. Tak czy siak miło było tak
  pomonologowac do pani, choć przez chwilkę. I zapraszam
  serdecznie do Malborka (moje rodzinne miasto). W Krzyżackim
  zamku mamy piękną salę koncertową, która już czeka na panią...
  Aha, a na przyszłość życzę więcej pewności siebie i wiary w
  swoją twórczość. Gdyż jest potrzebna, i coraz bardziej potrzebna
  wszystkim wrażliwym duszą, które czasem w tym kraju się duszą.
  Do napisania być może...jeśli tylko wyrazi pani ochotę.

  Z wyrazami szacunku
  Jola H.

Pani Jolu!
1.Nigdy w życiu nie byłam w Malborku, nawet z wycieczką szkolna,więc chętnie
do was przyjadę, ale dopiero na wiosnę, bo juz nie mam wolnych terminów do
kwietnia. Wtedy przyjdzie pani do mnie za kulisy, poznamy sie
osobiście, porozmawiamy, wymienimy myśli i mam nadzieję, że żadna z nas nie
straci nic na tej wymianie...Pozdrawiam MU

5.
Zgodnie z prośbą pani Doroty śpieszę donieść, iż 16 grudnia o godzinie 19:00 planowany jest koncert Magdy Umer w Teatrze Rozrywki w Chorzowie. Bilety po 30 PLN (i tańsze na balkony).
Ja już mam rezerwację!!! I bardzo się cieszę.
Do zobaczenia. Pozdrawiam
Magda T.

PS. A Markotny to Golden Retriever? Śliczny. Pani Magdo, czy widziała już Pani Jagódkę od K. Jandy. Urocza (Jagódka... i pani Krysia też).

Pani Magdo T!

1.Jagódkę i Krysię oglądam ostatnio wyłącznie na stronie internetowej, bo obie nie mamy czasu na nic niestety...
2.Mama Markotnego jest Golden Retrievar(ką), a tata labradorem.Pani Joasia mówi,że był to labrador tak imponujaco piękny,że pozwoliła swojej suce mu ulec, bez wstydu i wyrzutów sumienia.

6.

witam !!!

ostatnimi czasy "zachorowałem" na punkcie piosenek Agnieszki Osieckiej , wszystko za sprawą zespołu RAZ,DWA,TRZY i ich ostatniej płyty "czy teoczy mogą kłamać"
mało tego za sprawą dziwnego zrządzenia w ostatniej SZANSIE NA SUKCES odkryłem że to właśnie Pani jest wykonawczynią kilku utworów Agnieszki ( moję zdziwienie było niesamowite - niestety poprzez brak w Polsce jakiejkolwiek szerszej edukacji muzycznej , nie kojarzyłem nawet wcześniej kto napisał te utwory ) jakby tego było mało przeszukiwałem internet, aby nieco więcej dowiedzieć się o tych utworach i artystach je wykonujących i pierwsza strona na kórą natrafiłem należy właśnie do Pani , z czego niezmiernie się cieszę. Dodatkową prośbą o ile mogę prosić jest sprawa nut do dwóch piosenek ( "przekopałem" cały internet i niestety nie jestem w stanie czegoś takiego odnależć) mianowicie chodzi o "Miasteczko Bełz" oraz "Oczy tej małej". Obecnie wraz z zespołem z którym gramy repertuar jazzowo- poetycki postanowiliśmy zagrać powyższe utwory i niestety tu zaczynają się schody ..... mamy problemy z rozpracowaniem.
Gdy by była możliwość nawet w najprostszych wersjach będziemy dozgonnie wdzięczni
z poważaniem Jasiek z Krakowa

Panie Jaśku z Krakowa!

Marzyłabym o pana dozgonnej wdzęczności, ale nie mam tych nut. Niech pan poprosi o nie fundację "Okularnicy"(ode mnie jest link), a jeżeli oni jeszcze ich nie mają, to znowu będę musiała męczyć o to mojego akompaniatora.Pozdrawiam MU

7

Witam Panią Pani Magdo!!!J

  To ja Rafał, powiedzmy dobry duch (wirtualny) pani strony. Od razu pragnę
 podkreślić, iż jestem dobrym duchem a nie rogatym opryszkiem jak to Dorota
  mnie maluje.
  Co do mnie samego: Ja nie chcę być sam? Ja jestem sam, bo nie znalazłem
  jeszcze lekarstwa na moją samotność. Niestety coraz częściej zaczynam
  powątpiewać w moje szczęście, wszystkie cudowne kobiety, które spotkałem
  stworzyły w mojej głowie ideał. Tyle, że jest to ideał z platońskiej
  jaskini idei a dookoła mnie są same cienie.
  Jestem stały w uczuciach, sądach, poglądach. Według mnie cechy te wiele
  mówią o człowieku - ja lubię jak się mówi o mnie dobrze i zawsze to samo.
  Pani Magdo, nie to miał na celu ten list pragnę jedynie podziękować za
wiersz
i dedykację od Pani, bo od Pani to naprawdę ważne.

  Sercownie pozdrawiam
  Rafał Gorgolik

  PS.
  Zawsze staram się być konsekwentny w sferze uczuć i emocji. W serialu Dom
  Andrzej Talar często przytaczał słowa swojej Matki: "Żyj tak, aby nikt
przez
  ciebie nie płakał."

Nie aż taki Panie Rafale!

Ależ ta niewdzięczna Dorota skrzywdziła pana swoją pobieżną charakterystyką!
Ale ja podejrzewałam,że jest inaczej, bo za co ona by tak pana bardzo
lubiła?
Przecież nie wyłącznie za to,żejest pan dobrym duchem wirtualnym naszej
stony.Dziękuję za pomoc i za list MU

Rafałku kochany... uśmiechnij się...  D.

8.

Dzieki za wspanialy dobor wierszy.Nigdy dobrowolnie nie spedzilem tyle czasu czytajac (odczuwajac) poezje.Na pewno bede wracal na ta strone.
Duzo radosci zycze z Toronto

Tajemniczy(a?)edkwikkerb!

Moze to jest najwazniejszy dla mnie list, z wszystkich ,które tutaj przychodzily...
Ja tak uwielbiam robic cos PO COS i nie tylko dla siebie...
Bardzo dziekuje i -dedykuje dzisiejszy piekny wiersz Tadeusza Borowskiego.MU

9.

Pani Magdo :))))))))
  Stesknilam sie za Pania :)))
  "Jeszcze w zielone gramy" - w Pani wykonaniu - to ostatnio najczesciej
sluchana przeze mnie piosenka. Zmagam sie teraz z niemalymi problemami
zawodowymi (szefostwo przestalo mnie lubic odkad skonczylam studia, bo
szefostwo nie skonczylo wyzwszych studiów...)). Nie jest to latwe dla
takiego wrazliwca jak ja. Ale dzieki przemadrym tekstom Wojciecha
Mlynarskiego wciaz znam swoja wartosc i mam sile nadal "robic swoje".(>>>)

  Bardzo sie ucieszylam czytajac grudniowy repertuar mojego ukochanego
Teatru Rozrywki w Chorzowie. Przyjezdza Pani na Slask? Jesli tak, to ktorego
grudnia?
  Czy Markotny jest juz u Pani? :)))
  Serdecznie pozdrawiam, majac wciaz w pamieci cudowny, kameralny koncert
  w "Extravagance". Marta (Sosnowiec)

Pani Marto!
1.Niech sie pani niczym nie przejmuje, tylko robi swoje i juz.
2.Ja jeszcze nie mam pojecia,ze bede w Chorzowie i kiedy,ale inni juz to
wiedza.Nie znosze duzych sal, bo boje sie ich,ale trudno...Zgodzilam sie na
prace to mam za swoje..
3.Markotny jest juz 5 ty dzien i czuje sie jakby tu mieszkal swoje cale
dlugie zycie(urodzil sie 7 wrzesnia...) Pozdrawiam MU

10

Witam serdecznie !
Chciałbym się odnieść do listu Pana Bartka Labczyńskiego z Poznania, który pytał o koncert. Informacja ciężka do zdobycia przynajmniej przy wykorzystaniu medium jakim jest internet. Szczegółowe informacje udało mi się zdobyć telefonicznie (niestety nie natrafiłem na żaden plakat). Jeśli można chciałbym podać dla osób z Poznania i okolic więcej danych, bo myślę, że koncert jest tego wart.

Poznań
1 grudnia 2002
Teatr Muzyczny


ul. Niezłomnych 1a
Poznań


tel.: 852 17 86

bilety na dzień dzisiejszy jeszcze są !

Pozdrawiam !


Janusz z Poznania

11

Droga Pani Magdo, śledzę tę stronę od pierwszego dnia i stwierdzam, że
robi
  się coraz cieplejsza i ciekawsza ! Występ w Szansie ...przyjemny, bardzo
  osobisty, żółta kamizela cudna! Zdarza się, że artyści na scenie są
 wspaniali ,
  ale prywatnie nie mają nic do powiedzenia i mizdrzą się do widzów
okropnie.
  Pani ma ciekawą osobowość, która zaznacza się we wszystkim co Pani robi,
  i prywatność ma wpływ na to co robi Pani "zawodowo". Można nawet określić
 pewne zjawiska jako umerowe lub jandowe i już się wie o co chodzi, bez
  zbędnych
  opisów. Tak jak się śpiewa grechutki.
  Proszę o radę, jak przeżyć odejście psa ? Nasz ma już dwanaście lat i
  zaczyna
  niedomagać. Pewno pożyje jeszcze trochę, ale ja już na zapas chcę się na
to
  przygotować. Może to niemądre? Może wcale o tym nie myśleć?
  Serdecznie pozdrawiam. Ewa od psa Portosa (też filolog polski )

Pani Ewo!
Myślę,że to mądre,żeby się na to zacząć przygotowywać,jakkolwiek potem
będzie równie ciężko i nie ma na to żadnej rady...
Boże , gdyby ktoś wynalazł takie pigułki,żeby tego wszystkiego tak bardzo
nie przeżywać...Ja do dzisiaj nie pogodziłam sie ze śmiercią żadnej z
bliskich mi osób i myślę,że nie pogodzę się aż do śmierci.
Ale takie młode , radosne stworzenie jak Markotny(właśnie dzwoniła pani
Joasia Kotańska i dowiedziałam sie,że mama Markotnego ma na imię Melania
,a
tata...zapomniałam, bo jakoś po angielsku) na pewno nas wszystkich
pociesza,a Łyżwę wręcz ratuje(ale i tak w każdym kącie naszego pokoju
kominkowego są zdjęcia Bambusa i tak jeszcze będzie przez jakiś czas,a
potem te zdjęcia przeniosą się razem z nami w zaświaty...
Ale dwanascie lat to jeszcze jeszcze...(chociaż Bambus miał koło ośmiu,ale
chorował na raka i bardzo ciężką nerwicę lękową, bo musiał mieć przerażające
dzieciństwo)Pozdrawiam jak filolog filologa,a Portosa czule przytulam
wirtualnie!

12.

Pani Magdo,
czy wie Pani o tym, że Teatr Lubuski w Zielonej Górze przygotowuje musical opowiadający o życiu (i twórczości?) Agnieszki Osieckiej z muzyką Katarzyny Gaertner? Zdaje się, że z Grażyną Barszczewską w głównej roli? I co Pani na to?
A co do gruszy, to podzielam tę sympatię. Wczoraj leżałam sobie na "dowolnie wybranym boku" i czytałam Karen Blixen. Nic przyjemniejszego!
Pozdrawiam, Monika B.

Pani Moniko!
Nic o tym nie wiedziałam.A co ja na to?Chciałabym,żeby był mądry i dobry.I piękny.Ale ja widziałam jeden jedyny na świecie mądry, dobry i piękny musical-to był "Skrzypek na dachu".I koniec.Pozdrawiam MU

13.

Witam Pania cieplo w ten listopadowy wieczor,
Bardzo mi dobrze w chwili takiej jak ta, co to pozwala zajrzec na Pani
strone i najsampierw pozdrowic Pania bardzo cieplo.
Pamietam jak bardzo zaskoczona bylam, kiedy wyspiewala Pani wiersz H.
Poswiatowskiej...."ja mine ty miniesz on minie..." Dziekuje. Nigdy
wczesniej i nigdy pozniej nie spotkalam sie ze spiewna interpretacja Jej
poezji.
"Koncert ..." w Pani wykonaniu jest moim ulubionym koncertem ale poezja
Poswiatowskiej jest mi najblizsza, stad po raz drugi-Dziekuje.
Pani tak czesto przypomina i przybliza postac Pana J. Przybory, rowniez
bardzo za to dziekuje. I za cala strone dzieki ktorej taki wieczor jak
dzis staje sie uroczysty- a te podziekowania to dla Pani Doroty, ktora
podziwiam za upor z jakim stara sie, zeby ta strona byla ...

galazka

ps.List Dziekczynny- tak powinnam go byla zatytulowac.

Galazko mila!
1."Koniugacja"Poswiatowskiej, to moja ukochana piosenka-wiersz...
Pierwsza zaspiewala ja Zofia Kucówna, która zrobila piekny program w
telewizji w latach 70-tych,niedlugo po smierci poetki i wlasciwie wtedy
dopiero oznajmila tak zwanej szerszej publicznosci,ze pozostaly po niej
takie niezwykle wiersze.Potem zaspiewala te piosenke Wanda Warska,a pjakims czasie ja-bo uwazam,ze to arcydzielo(co za muzyka Kurylewicza!)-i
trzeba o niej przypominac coraz mlodszym sluchaczom...


2.A Dorotce jest za co dziekowac, mimo tych bledów ortograficznych,które
robi z coraz wiekszym wdziekiem...
3.Wzruszylo mnie slowo "najsampierw", bo tak mówila moja babcia...Pozdrawiam
uroczyscie MU

 

 

20 XI 2002r.

1.

Dorota!

  Jak ja bym miała czekac na koncert w Warszawie to musiałabym żyć
wiecznie:)
  Nie ma mowy, jadę i koniec. Nie dosyć, że w ogóle wiem o tych koncertach,
to
  jeszcze mam czas tego dnia, nie stracę takiej szansy, nie ma mowy. W
Praniu
  być nie mogłam, więc teraz sobie muszę odbić, nie będę zowu porykiwac po
  kątach!

  Pozdrawiam i czekam na wiadomość!
  Anula

Anulo rozemocjonowana!

przecież ty znasz te piosenki na pamięć! MU

A dokładne informacje już zamieściłam  (TUTAJ)  (Po powrocie koniecznie napisz jak było...) D.

 

2.

Proszę Pani!!.

Rozbieliły się mroki grudniowe ,
dzień się zrobił podobny do dnia....
A myślałam-nie zmrużę już powiek ,
umrzeć nie chcę ,a zyć -jakoś strach....

Rozstąpiły się góry lodowe,
ciepły promień dosięgnął do dna....

A myślałam -nie zmrużę już powiek,
umrzeć nie chcę ,a żyć-to nie ja

Zazgrzytały traktory bojowe,
do remontu im trzeba ,bo rdza.......

A myślałam ,ze zgubił się człowiek,
umrzeć trudno ,a życ -czy się da??

Wyśpiewały się pieśni lipcowe,
wykrzyczały się krzyki do dna

Teraz będzie weselej i zdrowiej ,
a co złote ,to złote i trwa.

Rozśpiewały się ptaki czerwcowe,
coraz bliżej i bliżej do dna,
powitajmy dzień chlebem i słowem,
i muzyka niech gra,niech nam gra!!!!

Agnieszka Osiecka
Rozbieliły się.

od Ani w czas jesienny..?

Aniu! A dlaczego ten czas jesienny kończy się u tramwajowego czlowieka znakiem zapytania?(bo nie wiem czy u ciebie juz metaforyczna zima,czy wręcz lato wrócilo?)

3.

Pani Magdo miła,

Zupełnie nie mam czasu do Pani pisać, za to ciągle mam na to ochotę.
W sobotę byłam na "Edim" - mój Boże... Cokolwiek mówią malkontenci - uważam, że ten film każdy powinien zobaczyć, choćby po to, żeby doznać swoistego wstrząsu, zachłyśnięcia czy może oczyszczenia albo nawet ... ulgi - co kto woli. Jakiś młody - obcy - mężczyzna siedzący w kinie koło mnie, a wyglądający na pierwszy rzut oka na takiego, co to lepiej omijać, bo trzepnie - ... płakał. Z kolei znajomy powiedział, że po jakiś 40 -50 minutach projekcji miał ochotę wyjść na chwilę i "strzelić głębszego" tylko bał się odejść choć na moment, żeby nic nie uronić.. Itp., itd. Chyba listopad nie ma wpływu na odbiór tego filmu (gdzieś Pani o tym wspominała), tak mi się wydaje. On (film) jest nie tyle smutny, co poruszający, wstrząsający, zaskakujący - i na pewno - moim skromnym zdaniem - NIE można o nim powiedzieć, że "używa (...) wszystkich tanich chwytów mających wycisnąć łzy", a taką opinię przeczytałam w liście kogoś na stronie pani Krystyny Jandy.

Ciągnę teraz MMŻ'a na "8 kobiet" - mówi, że nie chce na "babski film" - wysuwam oręż - argument koronny w postaci pana Przybory - MMŻ chyba topnieje... ;)

Pani Magdo, a tak a propos p. Przybory właśnie - już dawno miałam zapytać, tylko jakoś mi umykało: kto jest autorem tego co poniżej: Brassens czy Pan Jeremi? Tzn. wiem, oczywiście, że to są na pewno (polskie) słowa p. Jeremiego Przybory, tylko czy tłumaczone z Brassenssa czy z głowy? Jakby nie było, jedne z najpiękniejszych słów o miłości, jakie wyszły spod pióra mężczyzny...

"Nie mówmy, że to miłość,
bo można nazwać prościej,
małego szczęścia kruchy czar.
Nie mówmy, że to miłość
To tylko ptak miłości
Skrzydłami dotknął naszych warg (...)"


Pytałam już o to nasz "skarb narodowy", jak to Pani pięknie napisała, ale pani Krystyna nie była pewna, acz stawiała na Brassensa. Pomyślałam, że Pani, pani Magdo, wie na pewno..

A w ogóle to wzorem pani Anuli muszę nabyć porządną deskę do prasowania i wykorzystać ją odpowiednio! Ja w niedzielę byłam w domu, koło telewizora - WYŁĄCZONEGO!!! :-( , a tymczasem okazuje się, że w tymże telewizorze była Pani w Szansie na Sukces!!!!!!! No, nic tylko się powiesić.... (Podobno dzisiaj powtórka - mam nadzieję, że zdążę!)

Markotny - cudowny! Ma w oczach coś takiego, jak miewa mój Heniek kot.. - rodzaj zdziwienia i pewnego dystansu do ludzkich poczynań z błyskającymi zabawkami, w które każą patrzeć bez powodu, a nie da się ich np. zjeść, a nawet powąchać, bo nie pozwalają...

Pozdrawiam najserdeczniej,

MAGDALENA
(bez laptopa)

P.S.
Pani Magdo, czy słyszała Pani, że podobno gdzieś w Krakowie jest ulica Poniedziałkowych Dołów?...

1.Nie slyszałam o "Poniedziałkowych Dołach"
2."Nie mówmy ,że to milość"-To tekst Jeremiego Przybory (żaden przekład). Napisał go na zamówienie Marii Koterbskiej do kabaretu"Wagabunda"(była to ulubiona francuska melodia pani Marii,ale w tej chwili nie umiem sobie przypomnieć nazwiska kompozytora... PozdrawiamMU

 

 

 

19 XI 2002r.

1.

Pani Magdo.

Bardzo Pani dziękuję.

Ewa

Pani Ewo- i już mi lepiej i cieplej i jaśniej...MU

 2.

MU !
Oglądałyśmy dzisiaj z Natalią powtórkę "Szansy". Było fajnie. Gratulacje. Również z powodu Markotnego. Jest cudny !!!!!!! Buty to nic, uważaj teraz na ratany , a szczególnie na ich nogi.
Całujemy - Asia i Natalia J.

To znaczy że Natalia już w domu!Ucałuj ją ode mnie!
A Markotny rozpanoszył się w sposób błyskawiczny i nikt z nas nie potrafi mu niczego zabronić.Musimy się zaczynać brać za wychowanie! O tych żurawinach nie wysyłam, bo to dla mnie za skomplikowane tłumaczenie...MU

3.

Kochane panie,
cóz to za okropny blad w "Stroju" Lesmiana!
Wyrzuccie te cholerne "c", zeby nie bylo "chanby"!
A tak poza tym, to pani Magda wzrusza mnie do lez swoimi piosenkami.Tyle uczuc w prostocie wykonania! Genialne!
pozdrawiam, m

Tajemniczy purysto językowy!

Ja tez uwazam ,ze to hańba z ta "chanbą", ale z tego to już się Dorotka będzie tłumaczyć ( może przy okazji przyzna się przez jakie Ó napisała słowo "wiewiórka"...)

Taka już jest nasza pani andragog i nic na to nie poradzimy. Ale całą winę biorę na siebie, bo nawet nie zajrzałam do tych tekstów ( przyznaje się bez bicia), ponieważ je znam. Podobno wielu wybitnych pisarzy robiło straszne błędy ortograficzne (na przykład taki Balzak)...i nic sobie z tego nie robili. Doroto-poprawiaj w te pędy! MU

 

Pół nocy poprawiałam (wszystko...) i nie pamiętam, kiedy się tak wstydziłam. Ale tak to jest jak się chce wszystko na raz, szybko i dużo.

Tylko w tej jednej  piosence ponad "chańbą" znalazłam jeszcze cztery haniebne błędy, ale się za nic nie przyznam jakie Z drugiej strony jak miałabym być dokładna, to one wcale nie były pierwsze, bo była już wiewiurka, puki, i jakieś przecinki nie tam gdzie trzeba...

W każdym razie nie dopuszczę, żeby mi dyplom andragoga przyznano zanim się pisać w ojczystym języku nie nauczę!!! 

Marząca o dyplomie haniebna autorka tej strony ...

 

18 XI 

1.

Pani Magdo,
Bardzo było miło spędzić kawałek niedzielnego popołudnia w Pani towarzystwie za pośrednictwem "Szansy na sukces". Nie ukrywam jednak, że pozostał spory niedosyt, spowodowany nie tylko brakiem wielu WAŻNYCH piosenek, ale i brakiem odpowiedzi na postawione Pani przez pana Manna pytanie. Troszkę się Pani "wykręciła" od odpowiedzi... Chodziło o to, dlaczego nie przygotowuje Pani nowych piosenek. Oczywiście, to jasne, że poetki, tekściarki tej klasy, co Agnieszka Osiecka, pewnie już Pani nie spotka, ale przecież nie zaśpiewała Pani jeszcze wielu wierszy swojego ukochanego Leśmiana! A Szymborska, a Pawlikowska-Jasnorzewska, a Przerwa-Tetmajer, Tuwim, Twardowski...? Antologia 11 wierszy wystarczyłaby przecież na kilka nowych płyt! A może to kwestia deficytu dobrych kompozytorów?
Pani Magdo, jako wierna Pani fanka, proszę o rychłą szczerą odpowiedź. Pozwalam sobie też spytać o samopoczucie Markotnego. Czy zadomowił się już u Pani? I jak Łyżwa go przyjęła?
Pozdrawiam z ciepłego dzisiaj Gdańska, Monika B.

Droga Moniko B!

1.Łyżwa najpierw była strasznie zazdrosna i wściekła ,ale już jej przeszło(w błyskawicznym tempie!).Markotny natomiast zadomowił się od pierwszej minuty.
Jest olśniewający, mimo że nadgryzł moje reprezentacyjne, czyli bardzo kosztowne i eleganckie buty do występowania...Wysyłam pani jego zdjęcie z Frankiem.  

2.Jeśli chodzi o szczerą odpowiedź na temat śpiewania nowych piosenek,to ja uważam,że nowe piosenki powinni śpiewać nowi wykonawcy.Starym sie przecież też coś od życia należy(mam na myśli przysłowiowo-czapiński "święty spokój") ,a ja uwielbiam leżeć pod gruszą na dowolnie wybranym boku...

3.Pozdrawiam z ciepłych,ale już nie tak cudownie słonecznych jak wczoraj Pęcic-MU

A OTO TO ZDJĘCIE

2.

Dorota!

 Mogłabyś dowiedzieć się dla mnie gdzie, i o której godzinie bedzie się
 odbywał recital w Łomży i Kutnie?
 Muszę sprawdzić pociągi!

 Dziękuję!
 POzdrawiam Anula
 ps. Sronę chwalę jak się da! Na prawdę jest wspaniała!
 A

Dzięki, że chwalisz - mnie nie wypada, ale jestem strasznie szczęśliwa, że ją mam!!! Swoją drogą chyba zmienię zawód i zostanę prowadzaczem stron internetowych...

A co do koncertów, to moim zdaniem doczekajmy już tej Warszawy, nie ma co gwiazdy stresować... Poza tym Pani Magda (która, jak sądzę jutro zabije mnie za to GWIAZDY...) nie wie  gdzie i o której występuje, ale powiedziała, że da znać, jak się dowie i wtedy ja też na pewno  dam znać...

Pozdrawiam Cię ciepło

D.

3.

Droga pani Magdo,
jeszcze raz bardzo, bardzo, bardzo dziekuje w imieniu wszystkich za wspanialy wieczor w Bibliotece na Ursynowie i serdecznie Pania pozdrawiam,
Greta
ps.dziekuje za wiersz i jestem bardzo wzruszona-Greta


bardzo prosze-ogromna czesc przyjemnosci po mojej stronieMU

 

4.

Kochana Pani Magdo,
dziekuje bardzo za specjalna dedykacje dla mnie, przepiekny wiersz Pana Jeremiego. Bylam szczerze wzruszona, tym bardziej, ze to jeden z moich ulubionych.
Troche mi nawet glupio, ze tak oschle Pania potraktowalam w poprzednim liscie. Oj, nawet bardzo mi glupio. Umówmy sie, ze wycofuje sie z "chlodnego stosunku, a w zasadzie obojetnego do Pani" , a pozostanmy przy tym, ze "tak w zasadzie to ja uwielbiam Krystyne Jande". Bardzo mi na tym zalezy, zeby Pani przyjela te zmiane do wiadomosci, bo przeciez to niedorzeczne - znam bardzo dobrze Pani dzialalnosc i uwielbiam wszystko, co Pani robi i absolutnie nie nie mozna mówic o obojetnym stosunku do Pani. Wie Pani co, to wszystko przez te "Kryske". Ona wszystko ludziom przeslania - "wchodzi blask, a za nia ciemnosc" (pewnie to nie sa dokadnie te slowa, ale Pani rozumie o co chodzi). Niech sie Pani nie gniewa.....
sciskam i pozdrawiam Pania najserdeczniej
(to ostatnie slowo to tez jedno z JEJ ulubionych slów w korespondencji mailowej - widzi Pani, co Ona robi z ludzmi.....)
Beata

Droga wielbicielko Krystyny J!

1.Zbyt dobrze rozumiem przyczyny pani uwielbienia dla naszego skarbu narodowego,aby miec o cokolwiek pretensje...Ale tez mi milo,ze powoli zmienia pani stosunek do mnie na nieco cieplejszy...
2.To sa dokladne slowa,tylko w innej osobie("wchodzisz blask, a za tobą ciemność") a autorem ich jest legendarny Edward K, który wypowiedzial je na początku ich owocnej znajomości...
3.Ech ta Kryśka o histerycznym sercu, co ona z nami wyprawia... Dzisiaj konkretnie z mieszkańcami Sląska (chyba)

17 XI 

1.

Droga Pani Magdo,

Jest Pani utalentowana, wrazliwa,fascynujaca osoba.
Zarowno z Pani wypowiedzi jak i nawet z tych kilku fotografii odnosze
wrazenie, ze jest Pani ciagle w procesie poszukiwania.

My wszyscy mamy ta tesknote w sercu. Tesknote dla ktorej probujemy ,czasami
cale zycie, znalezc imie. Kariera, maz/zona, dzieci, przyroda nie pasuja.
Nieodlaczna z ta tesknota jest pasja, ktora jestesmy wypelnieni i, z
jakiegos powodu, niezdolni do ukierunkowania jej z sensem. Oh, probujemy!
ale wiemy, ze to nie TO.

Pozdrawiam serdecznie,
Teresa

Pani Tereso!
Któregoś dnia , ni stąd ni zowąd ,okaże się ,że to jednak TO -i przez
jakis
czas (przynajmniej) będzie bardzo przyjemnie...
 A dla tęsknoty wcale nie trzeba tak szukac imienia...sama się w końcu
 przedstawi...
 Ma pani rację,żę ciągle"jestem w procesie poszukiwania".I chciałabym,żeby
 tak zostało do końca.Pozdrawiam MU


2.

Chciałam w sprawie "pozdrowionek" i "całusków" powiedzieć (w ich obronie), że one - te całuski i pozdrowionka są znacznie bardziej sympatyczne i uśniechnięte niż oficjalne całusy i pozdrowienia. To tyle. A ja wolę rzeczy sympatyczne i uśmiechnięte. Takie z Kubusiem Puchatkiem. Pa. [pa nie jest za bardzo zdrobniałe?]

Droga dwudziestko!

"Pa" jest w porządku, Kubuś Puchatek także (chociaż daleko mu do Kłapouchego...)Ale pozdrowień na pozdrowionka nie zamienię za Chiny. To może być sprawa wieku. Pięćdziesiątka Trójka...

ps. Natchnęła mnie pani, aby napisać utwór pod tytułem Jakub Puchatek i bardzo za to dziękuję! Ukłony (żeby nie drażnić pozdrowieniami...)
ps2>Jeśli ktoś wie, że zdrobnienia to deminutywa- to musi być filologiem, czy mam rację? MU

3.

Pani Magdo!

Ja tego dłużej nie wytrzymam! Jakie spotkanie na Ursynowie.. dlaczego nigdy
o niczym nie mam pojęcia?
To już przekroczyło wszelkie granice!

pracy domowej nie odrobiłam, przeszukałam wszystkie tomiki Agnieszki jakie
mam w domu...znalazłam mnóstwo wierszy o kwiatach, ale akurat na ten jeden
konkretny nie trafiłam. Przypominam sobie Rumianek- cudo!
Ale to wszystko nie znaczy, że po raz kolejny mam ochotę dać sobie w głowę
deską do prasowania.
Anula(A jak apokalipsa)

Pani Anulo zapamiętana przeze mnie dobrze!

1.Nie ma pani nigdy o niczym pojęcia-ponieważ Dorotka zaniedbała ten
rozdział naszej strony internetowej, a ja nie mam do tego głowy. NA
POCIESZENIE -11 GRUDNIA O 18-TEJ BĘDĘ W BIBLIOTECE NA BEMOWIE.

2.Wiersz o kwiatach ciętych kończy ostatnią książkę Agnieszki: "Na początku
był negatyw". Przepisuję go dla pani, (ale nie włączam do mojej "Antologii
jedenastych wierszy) na pocieszenie i z radości, że nie walnie się pani tym
razem w swoją skomplikowaną głowę deską do prasowania...
A oto ostatnia strona książki Agnieszki:

"Czego (czy raczej -kogo ) nie fotografuję nigdy, to kwiatów ciętych. Są za
smutne:

Kwiaty cięte są święte,
leżą na wznak,
a potem na pierwszy znak
długo konają w wazonach.
Ludzie kupują te śliczne trupy
i wręcz im nie przyjdzie na myśl,
że wczoraj to było wczoraj,
a dziś jest dziś.
Śmierć kołuje nad kwiatem jak motyl nad Czarną Hańczą,
a weselnicy tańczą, tańczą!"

 

No nie mam nic na swoje usprawiedliwienie... Sterta nowych artykułów, wywiadów, tekstów piosenek, zdjęć i wszystkiego innego leży sobie spokojnie obok mojego komputera i tylko mnie coś ostatnio strasznie trudno zorganizować  czas .... Wiem, że to żadna wymówka, więc zobowiązuję się, że już za kilka dni dostarczę państwu mnóstwo nowych atrakcji. A jeżeli chodzi o tę bibliotekę to ja słowo honoru daję Pani Magdo, że  nic o niej nie wiedziałam!!! . Po za tym musi Pani przyznać , że wyciągnąć z Pani cokolwiek na temat jakichkolwiek Pani występów to sztuka jakich mało!!!           Niemniej , dziś troszeczkę wyciągnęłam i natychmiast zamieszczam to w dziale SPOTKANIA Z PUBLICZNOŚCIĄ. Dziś wyciągnęłam też kolejne piękne zdjęcia Pani autorstwa i także je zamieszczam, ale w dziale INNI W OBIEKTYWIE MAGDY UMER - zapraszam, przepraszam i pozdrawiam - Dorota

Ps. A jak ktoś z Państwa wiedziałby przypadkiem o jakimkolwiek wydarzeniu (czy to medialnym, czy kameralnym...) związanym z bohaterką tej strony, to błagam najuprzejmiej -  napiszcie mi o tym koniecznie. bo ja Anulo - często, tak jak ty zapłakuję się w poduszkę, że znowu coś przegapiłam...

4.

Dobry wieczór!
Dzisiaj usłyszałem w "Szansie na sukces" wspaniałe Pani piosenki. Przyznam,
że zawsze mi się one podobały, ale jakoś nie potrafiłem skojarzyć ich z
konkretnym wykonawcą. Zaraz też w internecie wyszukałem wszystkiego co
można
o Magdzie Umer. I już wiem o co poproszę świętego Mikołaja :). Przy okazji:
czy można będzie Panią gdzieś na żywo usłyszeć w Poznaniu?

Pozdrawiam,
Bartek Labczyński z Poznania

Panie Bartku!
Ja jednak ciągle nie doceniam tego internetu... cieszę się, że niedługo
Święty Mikołaj ...W Poznaniu jestem 1 grudnia i bardzo serdecznie zapraszam
na swój koncert MU

 

 

Archiwum