W tym miejscu publikuję wybrane listy, nadchodzące do Magdy Umer i jej na nie odpowiedzi
Dobrego czytania.
JEDNOCZEŚNIE PONAWIAMY PROŚBĘ ABY POJEMNOŚĆ NADSYŁANYCH LISTÓW NIE PRZEKRACZAŁA 100 KILOBAJTÓW I TO TEŻ W WYJĄTKOWYCH SYTUACJACH.
Tak mało
(fragment)
Tak mało powiedziałem.
Krótkie dni.
Krótkie dni,
Krótkie noce,
Krótkie lata.
Tak mało powiedziałem.
Nie zdążyłem.(...)
Czesław Miłosz,
Berkeley 1969

Dla Poety
"Cichosza"
Po cichu
po wielkiemu cichu
idu sobie ku miastu na zwiadu
idu i patrzu
Na ulicach cichosza
na chodnikach cichosza
nie ma Mickiewicza
i nie ma Miłosza
Tu cichosza tam cicho
szaro brudno i zima
nie ma Słowackiego
i nie ma Tuwima>
Po cichu
po wielkiemu cichu
idu sobie i idu i idu
i patrzu i widzu
W rękach w głowach cichosza
w ustach w oczach cichosza
nie ma samozwańców
i nie ma rokoszan
Tu cichosza tam cicho
szaro brudno i śnieży
nie ma kosmonautów
i nie ma papieży
Tu cichosza tam cicho
i w ogóle nic ni ma
wiosna to czy lato
jesień albo zima
muzyka Grzegorz Turnau
słowa Michał Zabłocki, Grzegorz Turnau
W tych smutnych dniach,
z podziękowaniami za "DAR" Czesława Miłosza wiele miesięcy temu w
Antologii
i stronę internetową, która daje wytchnienie, Martah
M!
Będę sie starala prowadzić ją dalej.Dla takich jak Pani.Pozdrawiam MU
Pani Magdo!

Bo trochę ten dział przysnął, ale lada chwila, lada chwila...Pozdrawiam D
że to bardzo mała pociecha...MU

Pani Magdo miła i solidna!
Przeleżała Pani w mojej poczcie prawie miesiąc, dzisiaj odkryłam, że
odwiedziła mnie Pani prywatnie na wp. Akurat dzisiaj ma to dla mnie
szczególny urok. Dziękuję. Wróciłam do pracy, mój sympatyczny szef
ciagle na Florydzie... Ostatnie pięć dni spędzilismy z rodziną w
Świnoujściu i to uratowało dobre imię polskiego lipca - pogoda była
wyśmienita. Niby z morza nad morze, ale jakże inaczej! Tylko promenada
gwiazd w Miedzyzdrojach jawiła mi sie w telewizji bardziej wytwornie.
Ale jakby tak zamienić nazwę szarego polbruku na gwiezdną kostkę to
byłoby całkiem przyjemnie...
I tak wróciłam między ludzi fajnych i mniej fajnych, ale generalnie i
tak najwięcej zależy ode mnie. Moja córka zdecydowała się na
studiowanie budownictwa i juz sie muszę tłumaczyć znajomym, gdzie to
ja ją dałam! I juz mi usta opadają od tłumaczeń, że jest dorosła i ma
prawo zadecydować o sobie, a chociazby sprawdzić sie na pierwszym
roku... Okazuje się, że nie jest to mile widziane, u nas powinno się
bezwzglednie sluchać rodzica, który karmi i ubiera... A mądry rodzic
powinien poza plecami dziecka i tak postawic na swoim... Chaos mam w
głowie okrutny, a w Świnoujściu było tak urokliwie i cicho. Nawet
Niemcy, targajacy siatki z polskimi produktami ku granicy, wydali mi
się sympatyczni.
A w ogóle to jest fajnie, opalenizna zdobyta, zdrowie nienajgorsze,
dzieci usmiechniete, mąż ufnie zerkajacy znad talerza... Mile
wspominam niegotowanie, wystarczyła mi pita z warzywami i małe piwo...
Cieszę się bardzo Pani Magdo, że juz Pani baraszkuje na stronie.
Te Pęcice niby niewielkie, ale jakże pokrzepiąjące taką zwyczajną
kobitę jak ja.
Pozdrawiam Panią najserdeczniej - na nadgarstku poezji wspartą, głębią
oczu cofniętą o mile, znikającą na długie godziny z obietnicą, że
wróci za chwilę...
To tak dla żartu - musiałam powetować sobie bowiem beznadziejne
zaglądanie na stronkę i liczenie liści na pewnej fotografii...
Wszystkiego dobrego życzę - UMR
---Głębią oczu cofnięta o mile!Matko przyszłej
Budowniczej!
1.Szef na Florydzie ?!Mam nadzieję,że wrócił przed huraganem!!!
2.W Sopocie podobno lało przez cały lipiec...
3.Promenada gwiazd zawsze w telewizji jawi się wytworniej...
4.Mąż ufnie zerkający znad talerza...jeszcze w czasie niegotowania?
5.Co bylo pite z warzywami?!
6.Trzymajcie sie w zdrowiu zwyczajna kobito z ufnym mężem i BudownicząMU
7.Wysyłam trochę liści do policzenia.


Droga Pani Magdo.
Dzisiaj po raz pierwszy odwiedzilam Pani stronę. Wcześniej trudno mi
było ją odnaleźć, aż w końcu udało się dzięki stronie p. Osieckiej. Od
jakiegoś już czasu Bombarduje swoimi liścikami p. Jandę i nawet mi co
któryś raz odpisuje, ale to taka zajęta osoba. Pani zapewne również,
ale pomyślałam sobie, że może..., jednak. Przeczytałam Pani wiersz o
Tacie, pomimo jego 17-letniej już "nieobecności". To takie piękne. Mój
Tato nie żyje juz 11 lat, a ja nie umiem pisać wierszy, więc może Pani
mogłaby, chociaż jedno zdanie w moim imieniu? Wiem, to zbyt śmiała
prośba, ale mój Tato, gdy ja się urodziłam napisał z tej okazji
piękny, jesienny wiersz( bo ja się urodzilam 29 października), o
liściach, złocie i purpurze i ciszy i krzyku narodzin. A ja nie umiem.
Więc proszę o podziękowania ode mnie za jego wiersz.
Szczecinianka Katarzyna.
Szczecinianko Katarzyno z 29 pażdziernika !
1.Ja także nie umiem pisać wierszy!!!!Na miły Bóg- to jest tylko Antologia
Moich Ulubionych Wierszy, a nie moje wiersze!!!Koniecznie przeczytaj
wstęp!Gdyby to były moje wiersze, miałabym niezliczona ilośc nagród( w tym
dwóch Nobli(a?)),odznaczeń,doktoratów honoris causa i umierałabym w glorii i
chwale...
2. Zamiast podziękowań - może byś po prostu wyslała tu wiersz, ktory napisal
tata dla ciebie? Ile lat temu?MU

dla Szczecinianki -przywrócony po 54 latach pomnik.
Dobry wieczór...
Znalazłam stronę kilka dni temu i... Ostatnio zwątpiłam troszkę w
ludzi, a
dzięki lekturze listów do Pani MU ( i oczywiście odpowiedzi) jakoś się
jaśniej i nadziejniej zrobiło...
A droga do Prania cudna zawsze - nawet po przejechaniu piętnastu km
rowerem, kiedy się pędzi odbywać staż.
Dziękuję za ciepełko, które można sobie porcjować z ekranu komputera.
Katka ( czekająca bardzo, bardzo na płytę Pani DO :-) )
Katko!
1. Cieszę się, że odnalazlas te stronę.
2.A jaki staz,jezeli to nie jest zbyt intymne pytanie?
3.plyta DO ma byc tuz tuż...
4.Na razie DO w Sopocie- w doborowym twarzystwie.MU

DO w Sopocie


Dzień dobry bardzo:)))
Siedzę sobie właśnie w kawiarence w Jastarni i pisze do Pani ponieważ
mam
takie pytanko. A raczej dwa. Kto dostał nagrodę publiczności, a kto
dziennikarzy?:))) Byłyśmy w czwartek i
niesamowicie nam się podobało:))) A występujące osoby były niezwykle miłe.
Już w środę siedząc w klubie Atelier część z nich poznałyśmy i bardzo
sympatycznie nam się z nimi rozmawiało.Szczególnie z Anią, którą
pamiętałyśmy z przesłuchań, jeszcze w Warszawie. Na koncercie jak zwykle
sprawiłyśmy, że średnia wieku spadła w dół, ale tak jest na każdym koncercie
na którym jesteśmy:)))
A w weekend Karwica:)))
Pozdrawiam
Spalona słońcem
Iskierka
Iskierko z Michałkowa!
1.Nagrodę publiczności dostała Beata Lerach.
2.Nagrode dziennikarzy dostal Piotr Rogucki.
3.To prawda,że były to osoby niezwykle miłe.Wysyłam ci JE na pamiątkęMU

Sopot…male histerie. Przemierzałam plażę wzdłuż i w szerz. Kiedy były szaszłyki pokoncertowe ja siup na wieżę ratowniczą się wdrapałam a potem do jakiejś 2 w nocy spacery plażowe, po kolana w morzu – przeskakując z obrzydzeniem sinice.
I tak mijałam Tych i Owych ale czuli się tak dobrze, że szkoda było psuć i podchodzić. Tylko zerkałam kątem oka patrząc jak mogłoby być inaczej.
Jeden wieczór nawet był jogowy, czyli jakaś godzina 01, kostium kąpielowy i wio stanie na głowie na piachu, i raz, dwa mostek i trzy cztery pies i pięć sześć stajemy na przedramionach i się przewalamy na zimny piach. A potem trochę dynamiczniej, jakaś gwiazda, jakieś powroty z mostków do stania…na końcu długie leżenie i po godzinie jogurt kokosowy…
- A! Czy ty oby nie jesteś w kłopocie w tym Sopocie?
- Telepatia? Cieszę się, że w tej chwili KTOŚ wyczul i zapytal.
(chwila dla malej dziewczynki, która potrzebowała w tej sekundzie zapytania i maleńkiej troski)
Koncert z Prowadzącą w Czerni, gala – malo pamiętam bo to nie był ten czas, który sprzyja skupieniu, to nie była chwila, w której umiałam patrzeć na scenę, rozproszenie, rozpaproszenie… coś dochodziło, ale uciekało
A organizm tak jakby ostrzegał, dawał znaki. Ból brzucha – objaw nr 1, zimne ręce – objaw nr 2, wysypka powiększona – objaw nr 3, nieuśnięcie- objaw nr 4. Nie posłuchałam, trochę szkoda, trochę dobrze.
Strasznie milo było popatrzeć na te wszystkie twarze, które czują się jak ryba w wodzie z ludźmi, w gwarze, ze szklanką, kieliszkiem, śmiechem, bardzo dobra lekcja tego jak to można nie mieć stracha, nie bać się, jak można natychmiast się wtopić w przystolikowy wianuszek ludzi i ot po prostu sobie z nimi być- jak to na wakacjach często bywa, lekcja pokazowa na temat „Umiem i lubię być z ludźmi, nie uciekam bo się świetnie czuję” – tylko, że dla opornych taka lekcja to niewiele daje, a może tak ma zostać.
Z mojej strony ….chyba się nie sprawdzam, i sobie szlam w stronę może nie najbezpieczniejszą bo ciemną i pustą ale za to spokojną i piaszczystą. Rekord – 5 razy trasa – molo – Bitwa pod Płowcami z przerwą na sklep i sok pomidorowy + cieple bulki (bo takowe są w nocy w sklepie na Monte Cassino).
I myślę, jak to jest, że się płaci za jakieś KLIMATYCZNE a nic a nic nie da się zaaklimatyzować. Takiej banalnej rzeczy nie jestem w stanie zrozumieć.
Ale morze potężne jak nic, poprosiłam je o to aby kiedyś, jakoś, gdzieś coś się udawało, kto jak kto ale morze, tak wielkie i silne powinno pomóc- pokazać, dać wytyczne. Ja będę naprawdę robić wszystko co się da, niech tylko ta woda powie od czego zacząć. Bo ja ni w ząb. Poprosiłam na pożegnanie aby coś tak ogromnego dało mi choć jedną stu milionową swojej siły. Może to była jakaś modlitwa do morza? Teraz tylko „dać czasowi czas”
Anula
Ps0. szczęście, że kilka osób póki co jest tam szczęśliwych – to POTWORNIE ważne, może teraz najważniejsze.
PS1. W zeszłym roku Sopot Baśń i magia, teraz galareta. Czemu jak maly minus jest po wielkim plusie to zawsze ta krecha zostaje i stary poczciwy plus nie potrafi jej zmazać? Ja tak nie chcę.
PS2. Czy to oby na pewno takie Atelier o które A.O szlo?
Ps3 Morze samo w sobie było bardzo ważne.
Galareto!
1.Morze samo w sobie jest prawie najważniejsze na świecie!
2.Idź do jakiegos mądrego lekarza-może on ma jakies lekarstwo na te twoje stany...
3.Przypominam,że zaraz zostaniesz Ciocią.A to juz jest male co nieco.A na spokój i miłość musisz jeszcze trochę poczekać.Nie ty jedna na tym niesprawiedliwym swiecie.
4.-póki co wysyłam młodego obywatela Sopotu(chociaż niewykluczony przyjezdny)MU

Młody Obywatel
Tegoroczna organizacja koncertu, dla
mnie położona. Spóźniliśmy się
kilka minut, bo spóżniła się kolejka z Gdyni...potem trzymali nas
przed drzwiami z 15minut...nagle pozwolono wejść. Nasze miejsca
oczywiście zajęte. Cóż..trudno.(Nasza wina...może nie do końca.) Małe
pół
schodka, gdzie duszno i nic
nie widać. Za pół godziny kręcenie w głowie, nadgarstek od machania
programem boli...koniec koncertu. Smutno mi trochę, że człowiek kupuje
bilet za 29złotych, a potem na sali jest totalne przepełnienie, bo
wielu wchodzi po tzw. znajomości. Za to popatrzyłam sobie na pana
Koniecznego ; ) . To był nasz rząd biletowy. Cudowne byśmy mięli
sąsiedztwo...Czy dobrze widziałam, że gdzieś tam u góry siedziała Anna
Szałapak???
Za to przerwy między piosenkami, będę wspominać cudownie! Szkoda, że
to wszystko takie półprzytomne i w zamieszaniu...ale było bardzo miło!
żałuję, że nie było czasu by dłużej spokojnie sobie porozmawiać... Czy
wie pani, że ten upalny wieczór, ta ciepła sierpniowa noc, to była już
13 rocznica śmierci Kaliny...
I aparat został zupełnie nietknięty w plecaku...;(
Piosenki KJSP lecą i lecą...grają mi pięknie! DZIĘKUJE!!!!
Na razie pa!
Jola
Jolu!
1.Bardzo mi przykro,że się nie dostałaś na swoje miejsce,ale tam jest tylu
czyhających na miejsca takich ,którym pociąg z Gdyni spóźnia się o 15
minut...
2.Jeżeli siedziala- to incognito, bo nie przyszła za kulisy...ale to by bylo
malo prawdopodobne.
3.Zapomnialam o tej rocznicy.Przypomnialam sobie po kilku dniach...
4.W przyszłym roku przyjedź wcześniejszym pociągiem.
5.Przynajmniej z tymi piosenkami się spisałam.MU
Ps. W znanej sprawie poszukiwania trwają!
Witam ponownie
Pani Magdo chciałabym jeszcze polecić Pani i wszystkim odwiedzającym
tę
stRonę książkę Pani Hanny Karolak " Duśka" o Darii Trafankowskiej.Książka
jest naprawdę bardzo ciekawie napisana,posiada dużo fotografii, skłania do
wielu przemysleń nad naszym postępowaniem wobec przyjaciół i rodziny w
kontekście postawy Pani Darii, która jest godna uznania i szacunku.Bije z
niej ogromne ciepło tak jak od śp. Pani Darii. Możecie znaleźć w tej książce
również o roli Pani Krystyny Jandy w "Przesłuchaniu",a także o tym jak
opowiada Pani Krystyna o Pani Darii..Gorąco polecam! Pani Magdo pozdrowienia
dla Pani i Pani Dorotki.
Monika z Krakowa
MzK!
Zaraz polecę kupić tę książkę!
Nie wiedzialam,że juz wyszła.DziękujęMU
Szkoda ,że strona nie działa.Nie wiem co się dzieje,podobno coś z serwerem,mam nadzieje ,że to potrwa jeszcze chwilkę tylko.
W Sopocie było bardzo miło.Jak zawsze.Chociaż to już niestety nie było to co tamtym razem .Za każdym razem jest inaczej.Niestety.:(.Pięknie wszyscy śpiewali.Chociaż przyznam się skrycie ,że największe brawa dostali ode mnie:Beata Lerach,Kinga Ilgner oraz...Piotr Rogucki.Nowa wersja "Zielono mi"taka rockowa troszeczkę za bardzo panie Rogucki!!Ale generalnie bardzo bardzo na plus.Do Warszawy niestety nie dam rady przyjechać ale jestem myślami!!:)
Acha i strasznie gorąco było!Współczuję Pani ,bo Pani przecież w tej "duchocie"ciągle ,ciągle.
ps.:Chciałam jeszcze podziękować za krótkie lecz miłe spotkanie z Panią!!!
pps.:Mam pewien pomysł ,chciałabym coś zorganizować.Bardzo!!Narazie napiszę ,że to by miało związek z AO.Jak się sama zdecyduje na ten pomysł to Pani o tym napiszę ,może o wspólnych siłach zainteresowanych(jeśli będą tacy)uda mi się TO Zrealizować.!!
AzM
A z M!
1.Powiedziałam ,że jeżeli w przyszłym roku nie będzie klimatyzacji, to ja juz tam nie przyjadę.Bo umrę na scenie ze złości, starości i braku powietrza!
Ale Andre powiedzial,że będzie na pewno i tego sie trzymam...
2.To ci wysyłam Kingę Ilgner, bo mi tez sie bardzo podobala!MU

Witam Pani Magdo
Jestem już od tygodnia w domu ale dopiero teraz dorwałam sie do komputera,
żeby do Pani napisać.
Podróż minęła spokojnie. Pociąg był cały załadowany ale udało nam sie
znaleść miejsce siedzące. Siedziałyśmy z 3 mężczyznami. My to sobie zawsze
znajdziemy miejsce. Zamiast usiąść w przedziale z jakąś babcia albo z jakimś
małżeństwem to my wybrałyśmy 3 facetów. No ale nic. Ten typ tak ma. Było OK.
Zasnęłam na chwilkę dopiero jak ich pożegnałyśmy, o 5:30 w Radomiu (tzn. ja
ich pożegnałam, bo dziewczyny spały a ja nie śpię w pociągach). Jak tak
siedziałam sobie w tym pociągu a wszyscy spali to rozmyślałam o różnych
sprawach, również o tym naszym wypoczynku nad morzem i śmiałam sie sama do
siebie. Ja dopiero wypoczęłam jak wróciłam do Tarnowa. W Ustce sie nie dało.
Spałysmy po 4-5h na dobę, rano bieg na plażę, potem spacer, spacer i jeszcze
raz spacer, o 12 i o 14 aerobik na plaży , później znów plaża, morze,
siatkówka itd. Wracałyśmy na mieszkanie o 18-19, szybki prysznic, kolacja,
zachód słońca (bez tego sie nie obeszło) i wyruszałyśmy na promenadę na
karaoke. A tam wydzierałyśmy sie i szalałyśmy jak opętane przez całą noc.
Raz byłyśmy w .... czymś takim co sie nazywało "Czar PRL-u". Średnia wieku
45 lat .... i my. Ale też było super. Bardzo miło wspominam te wakacje, tym
bardziej, że udało mi sie Pania poznać. I tak sobie siedziałam w tym pociągu
i w duszy krzyczałam: "Co za wspaniały rok!!" Wszyscy w domu zdrowi, na
uczelni bardzo dobrze, 2 razy w tym roku byłam w Warszawie, pierwszy raz
zobaczyłam Łazienki, prawie 2 dni spędziłam z Panią Krystyną, przeżyłam
wspaniałe wakacje, poznałam Panią, od września wracam do tańca, a za chwilę
wychodze na rynek spotkać sie z dawno nie widzianymi osobami i z "ekipą"
Ustecką. Żyć nie umierać! CO ZA ROK!!! A on się jeszcze nie skończył .....
:))
W związku z tym, że w Sopocie nie miała Pani zachodu słońca tzn.takiego
chowającego sie w morzu, więc wysyłam mój zachód słońca (wysyłam osobno zeby
sie nic nie zawiesiło)
ps. Dziękuję za te kilka minut rozmowy :)) Mocno przytulam ania

Aniu z Tarnowa!
Dziękuję za zachód slońca i za POGODĘ TEGO LISTU Odtulam MU
MU!!!!!!
* …yeeesssstem…festiwal, koncerty, gala, szarlatani, spotkania, atelier,
plaża, spacery…… czyli sopot, sopot, sopot…… przed wskoczeniem do
pociągu w mózgu wielki stos (niestety nie "łatwopalny") na którym każdy
patyk to inna wątpliwość, lęk, niepokój, strach… wszystkie ułożone
wzdłuż, wszerz i w poprzek … co, jak, i najgorsze - „kto” tam czeka…
droga, mimo że po szynach, to szalenie wydawała się wyboista, a na
chustce, na środku czoła palący napis „jestem trzęsawisko”… na
nadmorskim peronie histeria, panika, wszystko od a do z, alfa i omega
niezrównoważenia…apetyt na „w tył zwrot”, ale nie tak miało być
przecież, ooooj nieee, miałam wyjść naprzeciw „strachom, lękom,
niepokojom” i przede wszystkim ku „ludziom”, spróbować przeskoczyć przez
mur… na wszelki wypadek (jaki?? bez konkretów… chociaż… hmmm…), w
plecaku był persen (wrócił nietknięty! yuuppii!)… a tu proszę!... było
naprawdę, że aaaAAaaach!!…nic a nic nie musiałam.... ani uciekać, ani
się chować, ani zmiatać czym prędzej, ani się ukrywać, ani udawać....
nikt mnie nie zaczepiał.... uffff... duszno bywało mi tylko w sensie
klimatycznym... może muru nie przebiłam, ani przez niego nie
przeskoczyłam, ale się do niego odrobinę zbliżyłam…z przerażeniem w
oczach, to prawda, ale to nic, mnie to nie przeszkadza, ja tak mogę,
jeśli to ma sens... bo podejść to znaczy „zrobić krok”…
* …szaszłyki podobno pyszne, ale mnie to nie dotyczy z wiadomych
przyczyn… za to kawa mrożona i sok grejpfrutowy w atelier jak
najbardziej w ilości nielimitowanej… anyway…piasek nadmorski jeszcze się
ze mnie sypie…piasek…wszędzie piasek… w worku, kosmetyczce, książkach,
plecaku, we wspomnieniach i we włosach… i jakoś nie śpieszy mi się, aby
to wszystko wytrzepać i to jest dobry znak?…ramiona spieczone słońcem,
muszelki i kamyk w worku.... tegoroczną szufladę z napisem „sopot”
powoli domykam… będę do niej zaglądać, bo leżą w niej, między innymi
nadmorskimi „szpargałami”, dwie bardzo WAŻNE rozmowy…
* …jeszcze zostaje zawiesić TEN plakat na ścianie, aby był, aby na
leszczynskiej było odrobine morsko, sopocko…
* …a na deser w sopockim antykwariacie wyszperałam „białą bluzka” ....
to zielone wydanie, ze stworzonkiem...
machaaam
akuku
ps. nooo a po
powrocie moje fizyczne „ubranko” rozstrojone jak skrzypce po spotkaniu z
kiepskim grajkiem... i tak oto, mam teraz w repertuarze:
a) krew z nosa lecąca jak woda z kranu (zaznaczam: odkręconego!)
b) swędzącą wysypka, co to się z nią znamy nie od dziś
c) młot pneumatyczny, rytmicznie walący pod czaszką……
... ale dla <t e g o>
Kobieto z nietknietym Persenem!
A może wy byście sie jakoś zbiorowo poleczyły.To by troche taniej wyszlo i mogloby troche pomóc...co ja z wami mam...MU

dla Kobiety bez Persenu
***
Droga Magdo
Pozdrawiamy serdecznie I w zalaczeniu widok na Mt.Cook.Taki niebianski widoczek.Zapraszamy ponownie.
Asia I Tomek
A i T!
Ale nam było u WAS MIŁO!!!!!!!!
POZDRAWIAM
SERDECZNIE - MU
... niestety widok na MT.Cook jeszcze do nas nie dotarł...
A na Mazurach jest leeepiej niż w Sopocie!!!
Witam cieplutko Pani Magdo!
Kam!
MU!!
* do atrakcji mojej codzienności dokleić mogę
dwie nowe kartki: 1) spotkała mnie kontrola biletowa w jakimś lekko już
nocnym autobusie i domagali się ode mnie biletu, a ja cóż, naturalnie nie
posiadam nic, co by bilet przypominało chociażby kolorem, „zgłosić się
proszę z biletem jeśli Pani ma” a nie ma Proszę Pana, nie ma i mieć jeszcze
długo nie będzie.... tymczasem byle jaki, jaki byle bilet pastą do zębów
przetrzeć gdzie trzeba i bingooo...... 2) moja zawiła droga do Łazienek to
nie wszystko..... przedwczoraj umówiłam się przy teatrze komedia, ot
zwyczajna rzecz, miejsce jak miejsce tyle ze ładne..... drogę z miejsca
wysiadki pod teatr przebywałam w szybkim tempie w prawie dwie godziny, a
trasę powrotną, dokładnie na ten sam przystanek, w 15 minut!
* czy jednym z
objawów odcięcia telefonu jest może nieugięta (to znaczy może ona się i tam
gnie...who knows?...) Pani zamknięta w słuchawce i powtarzająca „połączenie
nie może być zrealizowane”?? czy raczej powinno być głucho?? bo nie mam
jasności w tym temacie..... jak zresztą w żadnym komunikacyjnym...... jedyny
mi bliski to pisany, a i ten jak wiadomo, kuśtyka......
* zadania na dzisiaj: zadzwonić do Babci z
życzeniami, rozświetlić odrobinę Powązki i dotrzeć na koncert....... i
jeszcze jakby się udało po drodze rozłożyć na łopatki parę drobiazgów,
które należałoby w końcu odhaczyć na tej liście pt „pilne!” to na los nie
byłabym obrażona.....
* myślę o brzozowym soku oczyszczającym z
nadzieją, że przepłynie mi po mózgu i wyrwie wszystkie wstrętne wodorosty
....
* przesyłam znajomą z ogrodu..... i idę spać... w
końcu daleko nie mam.......
pozdro! było miło niedowiernie!
eg (tak w terenie godziny trzeciej)

EG!
O 2.54 nie można napisać innego listu. Jadę .Przerwa w odpisywaniu. Pij sok brzozowy.MU