Magda Umer Pęcice Małe 21 czerwca 2009 roku
„Dziwny PiES Marysi ES”
Marysia Es, którą znam od dziecka, a która dzisiaj sama ma dzieci i jest aktorką dramatyczną, wpadła do mnie w niedzielę z wizytą . Towarzyszyła jej młodsza córka Jadwiga i dziwny pies, jak się potem okazało niejaki Lizak.
Masz nowego psa ?- zapytałam
Nie, to jest pies moich teściów, tylko my się nim na chwilę opiekujemy. A oni za to czasem opiekują się naszym psem- Lulu. Chętnie sobie pomagamy.
A skąd on się wziął, zapytałam zaintrygowana jego nietuzinkową urodą i buńczucznym charakterem?
Znikąd. On jest typowym przykładem psa wziętego znikąd.
Jakże to?
Posłuchaj:
Miałam opiekunkę do dzieci, niejaką Oksanę. Któregoś dnia Oksana poszła na spacer z małą Jadzią na Pola Mokotowskie. Wszyscy cieszyli się zielenią i wolnością, Lulu spuszczona ze smyczy szalała ze szczęścia. Ale szczęście i wolność powinno mieć jednak swoje granice, o czym nie wiedziała ani Lulu ani Oksana, ani zupełnie malutka dziewczynka typu Jadwiga.
Lulu zatraciła się na łonie natury i zniknęła nie wiadomo gdzie.
Opiekunka zapłakana wróciła z dzieckiem i daremną smyczą do domu. Zadzwoniła do Marysi( która grała przedstawienie we Wrocławiu) i przerażona zawodziła:
Oj pani, i co mnie teraz robić, co mnie robić ?!
Marysia poradziła:
- Wyjdź na szeroką przestrzeń i wołaj głośno :LuLu, LuLu! Cuda się zdarzają, może wróci.
Cud się zdarzył. Lulu wróciła. Trochę inaczej się zachowywała, ale Oksana tłumaczyła sobie, że po przejściach takie rzeczy się zdarzają .Przypięła ją do smyczy i wróciła do domu.
Lulu oblizała ze szczęścia dwie małe dziewczynki, niewykluczone że dziewczynki zrobiły to samo i wszyscy szczęśliwie zasnęli. Późno wieczorem wrócił do domu tata Leny i Jadwigi. Był zmęczony całym dniem, ale nie na tyle, żeby nie zauważyć, że Lulu to nie jest Lulu.
Obudził Oksanę:
- Co to za pies w naszym domu?
- Lulu.
- Jaka Lulu, jaka Lulu- nie widzisz kobieto, że to jest mężczyzna?!
Oksana ze zdumieniem przejrzała na oczy.
-O Boh ty moj, i co nam teraz robić, co nam robić? I gdzie jest w takim razie Lulu?!
Nowy pies został nazwany przez dziewczynki Lizak, ponieważ bez przerwy lizał wszystkich ze szczęścia i nie wyglądał na psa, który za kimś tęskni.
Ale domownicy tęsknili za Lulu.
Zaczęły się poszukiwania. Marysia zamieściła w gazecie dwa ogłoszenia:
„Na Polach Mokotowskich w Warszawie, dnia tego i tego, zaginęła suka – Lulu.-Lulu to ukochany pies moich dzieci. Kudłata, szara. Rasa - kundel. Pochodzenie- schronisko na Paluchu. Ktokolwiek wiedziałby o losie, proszony jest…itd…
Oraz drugie ogłoszenie:
„Niedaleko Pól Mokotowskich, w Warszawie, dnia tego i tego, znaleziono
psa. Rasa kundel. Kudłaty, szary .Pochodzenie nie znane. Komukolwiek zginął taki pies proszony jest …itd…
Rozdzwoniły się telefony. Wszyscy zawiadamiali z radością Marysię, że znalazł się pies …
Kiedy tłumaczyła, że to nie ten pies tylko Lizak, i że to ona sama dała te dwa ogłoszenia, mówili że sytuacja jest dla nich za skomplikowana i rozłączali się ze zdziwieniem.
Po Lizaka nie zgłosił się nikt, a Lulu odnalazła się po pięciu dniach! Znowu siedziała w schronisku na Paluchu. Wróciła do swojego sierocińca i musiała przeżyć niejedno.
Powrót do domu wydał jej się cudem i snem!
W mieszkaniu Marysi zamieszkali teraz : dwie małe dziewczynki, dwa psy, dwa koty. Rodzice pracowali od rana do wieczora i Oksana nie była sobie w stanie poradzić z tą całą menażerią.
Ale Lizak już należał do rodziny i nikt nie chciał go oddać do schroniska.
Na szczęście, w roli cudownych wybawicieli z opresji, pojawili się teściowie Marysi, którzy postanowili wziąć Lizaka do swojego domu.
A ponieważ właśnie musieli wyjechać na kilka dni, Marysia wpadła z nim do mnie. I opowiedziała tę krzepiącą historię.
Krzepiącą, bo okazuje się, że w dobrym
świecie nie tylko wszystkie dzieci
są nasze. Wszystkie psy także.
Pozdrawiam - Magda Umer