„Mimo
że”
(z cyklu „Przyjaciółki)
(Jeżeli
ktoś z Państwa wie, z jakiej gazety to wywiad, to koniecznie proszę nam o tym
napisać. Magda Umer nie pamięta a ja nie wiem. Bardzo liczymy na pomoc...)
(Z
Krystyną Jandą i Magdą Umer rozmawia Maria Bojarska)
MB
:Nie będę ukrywać, że nie mam tremy: spotykam się niby to z Magdą i Krysią,
żeby porozmawiać o łączącej je przyjaźni, istna sielanka , ale wy dwie
jesteście przecież przede wszystkim Jandą i Umer! A to znaczy, że mam przed
sobą dwie artystki, dwie legendy, dwie sławy, dwie gwiazdy, dwa monstres
sacres, dwie ulubienice i ozdoby mediów! I właśnie tuż przed naszym
spotkaniem przeczytałam gdzieś odpowiedź Magdy na pytanie , co jest jej
zdaniem najważniejsze w życiu. Odpowiedziałaś: przyjaźń. Nie miłość?!
Magda
Umer: Nie. Miłość nie jest trudna :znamy miłość do dzieci, do kraju, do
przyrody, do męża...Ale nawet w tej ostatniej sto razy ważniejsza niż
uniesienia zmysłów, czy coś w tym rodzaju- jest przyjaźń. Zwłaszcza, kiedy
się kończy 40 lat, nie oszukujmy się. To nie ulega wątpliwości.
Krystyna
Janda: Rzeczywiście, wśród naszych znajomych jest tylko kilka takich małżeństw,
w których żona do męża i mąż do żony zawsze mogą zadzwonić...Jakie to
jest nieprawdopodobne szczęście: mieć kogoś takiego, do kogo można zawsze
zadzwonić i zawsze, czy jest druga w nocy, czy czwarta rano, coś powiedzieć!
Magda ma rację, przyjaźń jest najważniejsza.
Maria
Bojarska: Ale czy to możliwe? Parafrazując Agnieszkę Osiecką: ”jeżeli
przyjaźń jest możliwa”...Czy przyjaźń w ogóle jest?
MU:
-Mamy to szczęście obydwie, Krysia i ja. W naszych małżeństwach jest. Poza
tym ja się przyjaźnię z własnymi dziećmi.
MB
: Nie mówię o waszych małżeństwach, tylko o was, dwóch kobietach. Bo poza
tym, co wyliczyłam na początku, jesteście również(przede wszystkim?) dwiema
kobietami. I skoro już mowa o Agnieszce Osieckiej, pojawia się wątpliwość
:media bardzo mocno nagłośniły waszą z nią przyjaźń...
MU:
Media zawsze wiedzą o wszystkim lepiej od nas.
MB
:Być może; w każdym razie często słyszało się o „ścisłej
egzekutywie” kobiet zaprzyjaźnionych z Osiecką.
MU
:Nie , to polegało na czymś innym: to były bardzo miłe spotkania czterech
czy pięciu w miarę inteligentnych kobiet, które w ciekawy sposób opowiadały
o ciekawych rzeczach. I dobrze im było ze sobą, zapominały o istnieniu czasu.
KJ:
-Ale nie mówiłyśmy tam żadnych intymności.
MU:
-Nie , nigdy w życiu. To była raczej przyjaźń typu męskiego, żadne
„babskie gadanie”. Poza tymi spotkaniami jednak nasze związki z Agnieszką
były całkowicie różne!
KJ
: -Ona się mnie jakby wstydziła...
MU:
-Agnieszka była urzeczona Krysią i jej aktorstwem, wszystko w niej ją
zachwycało: uroda, temperament, wszystko! Ale w sposobie życia Agnieszki były
rzeczy, które mogły szokować- i nie chciała ,żeby Krysia je widziała...O
mnie natomiast mówiła, że przypominam jej ciocię Basię, prawdziwą ciocię,
która zawsze nad wyraz krytycznie oceniała to, co Agnieszka robi, choć
jednocześnie bardzo ją kochała...Łączyło nas coś nieokreślonego, ona
sama nazywała to „tajemniczym sznurkiem 9 października”- bo my obie urodziłyśmy
się tego samego dnia i miesiąca, tylko ja o 13 lat później. I rzeczywiście,
wielu rzeczy w Agnieszce nie akceptując, kochałam ją i byłam z nią połączona
niemal tak, jakbyśmy były tym samym człowiekiem! Bardzo silna empatia, nie
umiem tego inaczej nazwać.
MB:
Tak czy inaczej cień Agnieszki
Osieckiej będzie nam
dziś towarzyszył. Bo niedowiarki, jak łatwo przewidzieć, raczej
sceptycznie przyjmują moją dobra nowinę o waszej przyjaźni :wiadomo, że
Krysia Janda z Magda Umer zrobiły razem „Białą Bluzkę” Osieckiej i tyle.
Przyjaźń? Wspólny interes
zawodowy!
KJ:-
Nie da się ukryć, że jestem przede wszystkim aktorką...A „Biała bluzka”
bardzo nas zbliżyła! I „Kobieta zawiedziona” Simone de Beauvoir też! I
„Abelard i Heloiza „na samym początku – i wiele innych rzeczy!
MU:-
Nasza przyjaźń na pewno wzięła się ze wspólnej pracy i na pewno wszystko
co tu powiemy będzie miało związek tyleż z przyjaźnią ,co z pracą.
MB
:Ale czy przyjaźń w ogóle jest?! Kalina Jędrusik dostała kiedyś od pewnej
nastolatki list z rozkosznie naiwną prośbą: proszę ode mnie pozdrowić inne
aktorki! Ta arkadyjska, utopijna wizja świata, w którym wszystkie aktorki znają
się i wzajemnie bardzo lubią...
MU:
-Zabawne, właśnie Kalina Jędrusik, która mi matkowała i była nawet moją
chrzestną mamą, stała się potem zazdrosna o moją przyjaźń z Agnieszką. I
powiedziała: ”Ty masz teraz swoje pięć minut z tą Osiecką, tak? Każda z
nas przez to przechodziła, ale to mija! ”Okrutne, bardzo jednak prawdziwe
zdanie. Ja miałam może szczęście, że tych minut z Agnieszką było nie pięć,
tylko, powiedzmy, osiemnaście...Ale Agnieszka rzeczywiście wybierała sobie
ludzi, z którymi będzie. Ciągle z kimś się przyjaźniła, kogoś rzucała ,
przyjaźniła się z następnym!
MB
:A wasza przyjaźń z Krysią trwa?
KJ:
Tak, chociaż jesteśmy całkowicie różne. A może właśnie dlatego, że
jesteśmy tak różne?
MB:
-Przyciąganie się przeciwieństw? Kto się lubi, ten się czubi-i tak dalej.
Czy tak?
MU:
-Ja wielu ludzi bardzo lubię(i sporej liczby nie lubię)-ale to co innego. Różnica
między lubieniem a przyjaźnią polega moim zdaniem na tym, że kogoś lubię
,albo nie lubię „za coś” -a przyjaźnię się z kimś „mimo że” .I to
„mimo że” jest najważniejsze. Ja bym Krysię po prostu tysiąc razy
zamordowała i ona mnie też! Ale ona wie, że zawsze może na mnie liczyć, a
ja wiem, że zawsze mogę liczyć na nią.
MB:
mimo że-co? I od kiedy? Jako Janda i Umer musicie się oczywiście
w
jakimś sensie „znać” od zawsze, ale „znać” wcale jeszcze nie znaczy
„lubić”, a nawet „akceptować”...
MU:-
jestem starsza-więc kiedy zaczęłam śpiewać piosenki, to Krysia jeszcze do
szkoły chodziła. Ja natomiast zobaczyłam ja po raz pierwszy w „Portrecie
Doriana Graya” i potwornie mnie denerwowała :krzyczała i fałszowała tak,
jak nikt dotąd przy mnie nie fałszował!
MB:
a słuch masz czuły, wiem.
MU:
słyszę każdy nieczysty dźwięk(także swój) i cierpię. Ale od Krysi nie byłam
w stanie oderwać oczu. Nie wiem kto tam grał poza nią, nie wiem, o czym to było,
pamiętam tylko Krysię. A potem ta „Guma do żucia” w Opolu!
KJ:
-co to zaśpiewałam o kwartę za wysoko...
MB
:Żeby tylko o kwartę! A przed „Gumą do żucia” był jeszcze „Człowiek
z marmuru”...
MU:-
Gdzie znów mnie doprowadziła do szewskiej pasji! Ale była tam taka scena z
ojcem kolejarzem, po której powiedziałam sobie :to jakaś okropna osoba,
nerwowa, histeryczna, po prostu okropna, ale na pewno będzie wielką aktorką...I
trochę później zobaczyłam ja w Opolu. Znów to samo: coś wrzeszczy,
wszystko nieczysto...Ale do dzisiaj pamiętam jej występ. I sukienkę, i dekolt
na plecach, i jak jej ręce drżały...Już było wiadomo, że się narodziła
jakaś nieprawdopodobna osobowość!
MB:
Pamiętacie może ten moment, w którym Janda i Umer poznały się osobiście?
M
U: Nie , zupełnie nie.
K
J :-A ja tak: to był sylwester 1976/1977 u Jurka Zelnika, lata temu. Przyszłaś
w farmerkach i chyba byłaś w ciąży. Ale nie miałam odwagi z tobą rozmawiać,
bo jakoś dziwnie się zachowywałaś. Nie chciałaś kontaktu z ludźmi...
M
U :-Nie było mi lekko.
K
J :Magda wyglądała jak ktoś, kto przyniósł ze sobą jakiś straszny
problem. Pamiętam, stała przy piecu, opierała się o piec, a dookoła niej,
jak ciemna chmura, ciągle był jakiś problem. Ja od tego instynktownie uciekałam!
M
U: -Pamiętam tylko, że mogłam wtedy albo popełnić samobójstwo, albo pójść
na tego sylwestra- i wybrałam to drugie.
MB:
Lata później śpiewałyście dwie uwielbiane przeze mnie piosenki
Osieckiej- Magda ”Oczy tej małej”, a Krysia „Na zakręcie”. Utożsamianie
piosenkarki z piosenką, aktorki z rolą może się wydawać skrajnym przejawem
głupoty, ale...Czy w beznadziejnie smutnym "„Na zakręcie" jest coś
z prawdziwej Krysi? A w Magdzie naprawdę jest naiwność i czystość ”białych
zeszytów”?
K
J: -Naprawdę. Powiem ci, że Magda z nikim i nigdzie nie czuje się tak dobrze,
jak ze swoimi dziećmi! Więcej, ona w ogóle rozmawia z dziećmi tak, jakby zakładała,
że są inteligentniejsze od niej- i to nie jest udawane! Ona uważa ,że
dziecko może jej powiedzieć coś mądrzejszego, niż sama byłaby w stanie
wymyślić!
MU:I
często mówi.
M
B: Ale z kolei życie Krysi ani przez chwilę nie „kolebie się jak
balia”...To „na zakręcie” pasuje chyba raczej do Magdy?
KJ:-
Wiesz na czym to polega? Ja „na zakręcie” byłam tak intensywnie jak nikt-
ale tylko przez jeden dzień.
MU:
Marysiu, ona w jeden dzień przeżywa to, co ty i ja całymi miesiącami, a
intensywność tego przeżycia jest piorunująca!
KJ:
-Szybciej z tego wychodzę. Ja w ogóle uważam, że przeżyłam życie trzy
razy szybciej, niż normalny człowiek: miałam i rozwody i dzieci, i siedem
mieszkań, i znowu nowe dzieci, i dom, i tyle już zagrałam, i takie role, i
takie, i teraz już jestem babcią...Czasem sobie myślę ,że dojrzałam do
emerytury- no, ale potem na szczęście zaczyna się nowe życie, tak to już
jest!
MB:
Nie wolno zapominać, że wspominamy tu odległą przeszłość, początki
waszej znajomości, kiedy daleko jeszcze było do przyjaźni. Ciekawa jestem,
czy Krysia z
równie sprzecznymi uczuciami odbierała kiedyś twórczość Magdy?
KJ:
-Ze mną było tak, że na samym początku słuchałam oczywiście piosenek
Magdy i uważałam, że ona śpiewa bardzo prawdziwie, ale potem oglądałam jej
programy w telewizji, takie z udziałem zapraszanych przez nią gości...I
zawsze się dziwiłam: kogo ona zaprasza? ! A
potem się okazywało, że są to dokładnie ci ludzie, z którymi ja też
chciałabym się spotkać! Tylko że ona tak jakoś dziwnie, tak strasznie
powoli do nich mówiła...Za każdym razem to mnie bawiło!
MU:
-Bo mój czas
, to czas Hindusa, a jej czas jest czasem Nowojorczyka, rozumiesz. I ona nie mogła
wytrzymać mojej powolności, a dla mnie była zawsze za szybka! Jestem
natomiast przekonana, że właśnie dlatego tak się przyciągamy: my razem to
jest średni czas środkowoeuropejski. Tak, jak powinno być. Ja trochę
przyspieszam, ona trochę zwalnia- i wtedy jesteśmy na tym samym torze. Bo właściwie
to tylko kwestia temperamentów, a wrażliwość, sposób patrzenia na świat-
to jest niezwykle bliskie i to nas łączy. Bardzo szybko się o tym przekonałyśmy.!
MB
:Ale jak do tego doszło?
KJ:
-Pewnego dnia Magda do mnie zadzwoniła i powiedziała, że chce robić „Abelarda
i Heloizę” w TV, ze mną i z Zygmuntem Hubnerem. Wszystko
Co
było potem-i „Biała Bluzka” i „Kobieta zawiedziona”- stało się
konsekwencją tej pierwszej wspólnej pracy.
MU:-A
zadzwoniłam do Krysi, bo byłam w teatrze ”Prezentacje” ,gdzie grała
Heloizę i zobaczyłam przedstawienie, w którym tekst Duncana -jeden z
najwspanialszych, uwielbianych przeze mnie tekstów- został po prostu
zmarnowany! Zareagowałam jak magister filologii :przymierzyłam się do własnej
adaptacji i poprosiłam Hubnera, żeby to wyreżyserował. Ale Hubner powiedział:
pani ma to tak przemyślane, że sama powinna reżyserować, a ja się skupię
na roli, bo jestem szczęśliwy, że pani mi to zaproponowała...Tak powiedział
i nigdy tego nie zapomnę, bo to dało mi wtedy strasznie dużo siły!
MB:
Więc Krysia miała być w pewnym sensie królikiem doświadczalnym?
MU:
Ja uważam raczej , że to właśnie Krysia zrobiła ze mnie reżysera. Krysia i
Hubner. I jeszcze –Piotrek Skrzynecki, który kiedyś miał reżyserować
Opole, ale nie przyjechał, bo za długo obchodził imieniny Jana Nowickiego...
Katastrofa! I to właśnie ja (bo byłam autorką scenariusza) musiałam w ciągu
24 godzin zmobilizować się i podjąć decyzję, kto wchodzi przez które
drzwi, którędy wychodzi, gdzie stoi...A nigdy do głowy by mi nie przyszło,
że tego typu zajęcie może mnie interesować! Dla mnie w teatrze ważny był
aktor :ktoś, kto robi wszystko, tak uważałam, żeby człowiek był lepszy, mądrzejszy,
wrażliwszy. Ktoś, kto mnie wprowadza w świat czynienia dobra, święta postać!
KJ:-A
teraz czasy się zmieniły i jest dokładnie odwrotnie! Teraz sztuka często
wprowadza w świat czynienia zła, niestety. Na tym w ogóle polega ten czas,
przynajmniej u nas. Ale właśnie w związku z tym chcę powiedzieć, skąd się(między
innymi) wzięło to, że ja mam do Magdy absolutne zaufanie. Mało jest teraz
takich ludzi, którzy by nie byli oszołomami tych czasów, tej bezmyślnej
pogoni za sukcesem, efektem, pieniędzmi! Magdy to zupełnie nie
obchodzi- dla niej ważne jest dobro. Odkryłam to już na pierwszej próbie! Więcej
:odkryłam, że mam do czynienia z kimś, kto bardzo dużo wie, ale nie mówi,
że wie na pewno, potrafi radzić się innych ,nie wstydzi się tego! A na mnie
to podziałało jak łyk źródlanej wody- bo do tej pory miałam do czynienia z
reżyserami, którzy zawsze wszystko wiedzieli! Nie przyjaźniłam się jeszcze
wtedy z Magdą, ale zrozumiałam, że mam przy sobie kogoś, komu mogę zaufać.
I odtąd, jeśli miałam jakiś problem do rozwiązania, to dzwoniłam do Wajdy,
Bardiniego i do Magdy Umer.
MU:-A
dla mnie takim ożywczym łykiem wody był moment, w którym Krysia, z początku
rozedrgana, nagle zatrzymała się na jakimś zdaniu, które powiedziałam, mogła
się na nim zatrzymać i coś, jako aktorka, zbudować...To był bardzo ważny
dla mnie moment! Fantastycznie mi się z nią odtąd nie tylko pracowało ,ale i
przebywało. Rozumiesz, luksus pracy: ona ma do mnie zaufanie, a ja wiem na
pewno, że chcę robić tak, żeby ona wypadła jak najlepiej. Po to jestem. Ale
przed tym, żeby ona wypadła jak najlepiej, jest jeszcze to, żeby sprawa wypadła
jak najlepiej. A o to jej również chodzi, ponieważ nie jest próżną osobą
:Krysia jest na tyle wielką artystką, że ani przez chwilę nie jest próżną
osobą!
MB:
Żałuję, że nie widziałam tego przedstawienia.
KJ:-
Zygmunt Hubner tez nie widział, pociesz się. Nie zdążył obejrzeć. To było
jedno z pierwszych przedstawień
TV po bojkocie-i poszło na parę lat na półki,
ponieważ
tłumacz miał pryncypia i nie zgadzał się na szarganie swojego nazwiska w
czerwonej telewizji! Bo to było jeszcze przed zmianą ustroju.
MB:O
telewizji i jej grzechach można w nieskończoność, ja jestem jej jednak wdzięczna
za świetny film dokumentalny o Magdzie, w którym opowiadała kiedyś między
innymi o swoim komunistycznym i ateistycznym wychowaniu. Krysia natomiast wyrosła
w typowej polskiej rodzinie-tradycyjnej i katolickiej, prawda? Czy dla waszej
przyjaźni kwestia takiego a nie innego wychowania lub
światopoglądu miała jakieś znaczenie?
MU:-O
tym, jak pochodząc z ateistycznego domu w dojrzałym wieku przyjęłam chrzest,
opowiadałam właśnie dla „Przekroju”, nie chcę się powtarzać. Powiem
tylko, że problem metafizyki dotyczył mnie od dzieciństwa- tylko że ja tę
metafizykę uważałam za chorobę psychiczną!
MB:
-Wiem, modlisz się-mówisz do Boga, Bóg mówi do Ciebie-masz schizofrenię!
MU:
-Ale zawsze byłam przekonana, że musi być na świecie coś więcej ,niż te
pięć zmysłów, o jakich mówi materializm. Tak się stało, że odebrałam w
pewnym momencie życia wiele znaków, które mnie w tym upewniły. To znaczy
poczułam, że Bóg-jakby to powiedzieć- chyba jest?! I po jakimś czasie
dojrzałam do chrztu. Zostaliśmy ochrzczeni tego samego dnia-mój syn Mateusz i
ja.
KJ:-I
to się stało zanim papież został Polakiem...przepraszam, chyba nigdy nie
powiem tak, jak trzeba :zanim Polak został Papieżem! Ale wiesz, ja rzeczywiście
nigdy nie miałam takich metafizycznych problemów. Po prostu chodziłam do kościoła,
bo mój Bóg był dobry i polski, wszystko porządkował i wszystko wybaczał...
MU:-
Krysia w dzieciństwie dostała Boga „na obraz i podobieństwo”, oprawionego
w ramki, tak można powiedzieć. A ja nigdy nie umiałabym oprawić w ramki
czegoś, co nie ma długości i szerokości! Problem wiary będzie dla mnie
zawsze jedną z najważniejszych spraw na świecie, bo Bóg jest dla mnie
podstawowym punktem odniesienia- nigdy ułatwieniem! I przy moich wszystkich załamaniach,
stanach lękowych i tak dalej, jestem jednak chyba niebywale silnym człowiekiem,
tak myślę, dlatego wciąż odważam się mówić: ”Boże, a jeżeli Boga nie
ma?!”
KJ:
Ja zostałam wychowana w rodzinie katolickiej, ale żyję z mężczyzną, który
pochodzi z domu ewangelickiego- i Bóg mojego męża jest inny! Surowy, wymagający,
całkiem inny. Tak że w połowie życia musiałam na kwestie Boga spojrzeć
inaczej, głębiej, niż to wynikało z tradycyjnego polskiego wychowania...Wiem
jedno :nie można być fanatykiem! I dzięki temu Bóg Magdy i mój Bóg mogą
się ze sobą przyjaźnić.
MB:
Wierzę. A propos, na początku naszej rozmowy wspominałam o niedowiarkach, którzy
w ogóle podają w wątpliwość waszą przyjaźń. Czy nie wynika to z bardzo
trzeźwego ( i racjonalnego!)osądu szans na pojawienie się bezinteresownej i
szczerej przyjaźni
za kulisami teatru, w garderobie, na planie filmowym? Mówiąc najkrócej: liczyć
na przekazanie przez artystkę najserdeczniejszych pozdrowień „innym
artystkom” może tylko bardzo naiwna nastolatka!
KJ:
-Nas rzeczywiście bardzo zbliżyła „Biała bluzka”, również dlatego, że
Magda jest kimś, kto potrafi -zawsze! -z morza tekstu wybrać tylko te najpiękniejsze,
najcelniejsze i najlepsze zdania, niezbędne do przedstawienia jakiejś historii
na scenie.
Więcej , w przeciwieństwie do bardzo wielu reżyserów, ona zaczyna od punktu
zero, to znaczy od rzeczy najprostszych i absolutnie pierwszych, naprawdę jak
dziecko! Z czego dla mnie jako aktorki wynikają bardzo ciekawe konsekwencje!
MU:-A
jak Krysia umiała to zagrać!
MB:
-Słyszałam, że różne młode dziewczyny potrafiły jeździć za Krysią po
Polsce, gdziekolwiek grała „Białą bluzkę”, żeby jeszcze raz i jeszcze
raz obejrzeć historie o sobie. Byłaś nimi wszystkimi. To chyba olbrzymia
satysfakcja dla aktorki?
KJ:
-Zgadza się. Ale widzisz, tuż po „Białej bluzce” miałam w „Ateneum”
premierę „Hemara”. Straszną premierę. Najgorszą w moim życiu.
MB:
-Jak to ?Oglądałam kasetę wideo z tego przedstawienia :śpiewasz tam „Nikt,
tylko ty” tak, że ciarki chodzą po plecach...
KJ:
-Poczekaj. Wojtek Młynarski reżyserował, koledzy śpiewali...Dobrze, w największym
skrócie, opowiem jak
to było. W przeddzień premiery dowiedziałam się, że z trzech
piosenek zaśpiewam tylko jedną- bo zepsuję przedstawienie, bo wszystko źle,
bo jestem najgorsza. Mówiłaś przedtem, że ja nigdy nie byłam „na zakręcie”?!
MU:
-Krysia zadzwoniła do mnie w nocy , płakała , chciała w ogóle ze
wszystkiego się wycofać, prawda? Natychmiast przyjechałam, siadłyśmy do
pianina...Ona była po prostu sparaliżowana! Nie ufała sobie, usiłowała śpiewać
jak ktoś inny, cały czas bała się, że zaśpiewa nieczysto...
KJ:-
A Magda powiedziała mi wtedy taka prostą rzecz: nie możesz tak śpiewać, to
nie jesteś ty, wróć do prawdy! Całą noc robiłyśmy te piosenki. I w końcu
przestałam się bać. Zrozumiałam, że mogę zaśpiewać jako ja , i że to może
być ważne, wzruszające, osobiste.. po prostu prawdziwe! W dniu premiery (nikt
nie wiedział, że pracowałam z Magdą) okazało się, że mam jednak zaśpiewać
wszystkie trzy piosenki, ale już się nie denerwowałam. Zaśpiewałam je dla
Magdy, to znaczy: od siebie-dla niej.
MU:
Moja siostra, która na stałe mieszka w Danii, też oglądała tę kasetę i
stwierdziła, że kiedyś nie znosiła Jandy, bo ta Janda niby taka fascynująca,
ale tak strasznie działająca na nerwy...Mnóstwo ludzi, bardzo szanując
aktorstwo Krysi, nie może jej znieść, ma na nią po prostu alergię, tak to
już niestety w tym zawodzie jest. Moja siostra zobaczyła jednak „Nikt ,tylko
ty” -i co? I pokochała Krysię!
KJ:-A
Magda naprawdę ma na mnie alergię, wiesz? Taką prawdziwą. Ona jest uczulona
na wszystko...
MU-Wcale
nie na wszystko, ale rzeczywiście jestem alergiczką. I takiego uczulenia,
jakie miałam na perfumy Krysi –bo ona uwielbia oblewać się perfumami, wciąż
kupuje nowe, bardzo kosztowne, pachnie nimi na pół kilometra..
KJ
:-Edward, mój mąż, mówi mi często, że wolałby już chyba, żebym je piła!
MU:-...takiego
uczulenia nie miałam na nic! Przed premierą „Białej bluzki” spuchłam po
prostu do niemożliwości...Krysia ma zaraz grać wielka rolę, tłumy
podekscytowanych ludzi: Janda, Janda a Janda musi się opiekować swoim reżyserem,
który leży cały w bąblach! Wezwała przez kogoś lekarza i okazało się, że
jestem śmiertelnie uczulona na jej perfumy. Ale to
wszystko nieważne. Liczą się intencje. Ja z tymi bąblami mogę umrzeć,
bo wiem, że ona dobrze mi życzy.
MB:
-Więc wyszło na moje :istna idylla! Teraz z kolei ja w to nie bardzo wierzę...
KJ:
-Ale przyszłam raz do Magdy
ani trochę- dla niej
i tylko dla niej-nie uperfumowana. Pamiętasz?
MU:
-Świetnie pamiętam, bo to było raz w życiu. Specjalnie się nie uperfumowała,
to prawda, za to wdarła się do mnie do szpitala siłą, w dodatku z całym
plikiem tych kolorowych gazet, co mój mąż zabrania mi czytać...Mówię do
niej: no ,tym razem już chyba całkiem zwariowałaś!
KJ:-A
pamiętasz, jak ja tego twojego lekarza skrzyczałam?
MB:-
Że źle leczy?
KJ
:-Że w ogóle jest beznadziejny! To była neurologia, tak? Więc ja krzyczałam,
że trzeba Magdzie umożliwić kontakt z kimś innym, z ludźmi, a nie zamykać
oddział –tak, że ja nie mogę do niej wejść!
MU:
-Wiesz, to był OJOM, czyli oddział intensywnej opieki medycznej, gdzie obowiązuje
całkowity zakaz wstępu. Darła się strasznie.
KJ:-
Ten lekarz prosił mnie w końcu tylko o to, żebym nie używała telefonu komórkowego,
bo to zakłóca pracę tych wszystkich urządzeń...
MU
:-do których ja byłam podłączona. Ja jej mówię: -Krysia, ale ciebie
przecież ci lekarze znienawidzą! Ona na to :e tam, już mnie raz
znienawidzili, jak się wdzierałam do ojca, niech nienawidzą!
KJ:
-Chciałam im tylko wytłumaczyć, że jak Magda mnie zobaczy, od razu poczuje
się lepiej.
MB:-I
co, poczułaś się lepiej?
MU:
-Przestraszyła mnie tak, że zaczęłam szybko wracać do zdrowia. Ona umarłego
obudzi. Ja jej chwilami nienawidzę, boję się jej.
KJ:
-No bo wiesz: Magda leży w szpitalu, ja nie wiem co jej jest, to co mam zrobić?
Nie ma takiego miejsca, gdzie bym nie weszła!
MB:-
Czyli idylla z elementami tragikomedii...Łączy was na szczęście poczucie
humoru i zmysł autoironii. Jesteście jednak tak różnymi osobowościami, że
zgrzytów i spięć nie da się chyba uniknąć?
KJ:
-My tu mówimy o naszej przyjaźni, tak? Wtedy, przy piosenkach Hemara, czyli właśnie
na jakimś „zakręcie”, zrozumiałam, że ja-przy moich nerwach,
temperamencie, histerii, podatności na wpływy, klimat, atmosferę- bez Magdy mądrości
i spokoju mogę naprawdę zginąć! Tak się zaczęła przyjaźń. Ale przez te
wszystkie lata musiałam się też nauczyć Magdy- i odkryłam, że ona, taka
niby spokojna i powolna, reaguje czasem równie emocjonalnie i histerycznie jak
ja! Zdarza się, że mówi mi coś takiego, z czym ja się absolutnie nie mogę
zgodzić!
MU:
-Krysia już teraz wie, co jest moim pierwszym wrażeniem, co jest moją histerią,
co jest moim lękiem...
KJ:
-Magda nie mogła na przykład ścierpieć mojego „Na szkle malowane”, bo ma
uczulenie na góralską muzykę...Magda mówi, żebym nie grała Szekspira,
„bo tam się wszyscy mordują”! I jeszcze coś, co już wygląda na absolutną
paranoję: ja to niby Magdzie ufam w sprawach zawodowych, tymczasem to jest
osoba, która nie chciała przyjść na „Medeę”, bo nie mogła oglądać
sztuki, w której kobieta zabija swoje dzieci. No...to już ją całkowicie
dyskwalifikuje jako doradcę!
MU:-
Ja cierpię, że moja Krysia gra kobietę, która zabiła dwoje dzieci!
Nienawidzę tego! W ogóle nie jestem w stanie zrozumieć, że ktoś chce coś
takiego zagrać!
MB:
-Niesamowite...tego się nie spodziewałam!
KJ:
-Ale to też jest dla mnie jakaś wskazówka. Ponieważ, jeśli Magda tak
reaguje, to grając Medeę muszę na nią spojrzeć również z perspektywy, bo
ja wiem, kroniki sądowej w „Expresie Wieczornym”. To znaczy muszę jeszcze
bardziej uwiarygodnić psychikę kobiety, która znalazła się aż w takim
stanie bólu, zazdrości, choroby...
MB
:-Czyli niezależnie od wszystkiego wciąż wyrywasz do przodu!
KJ:
-Ja chcę spróbować zagrać wszystko. A Magda mi mówi: a po co?
MU:
-Krysia ma siłę, której ja już nie mam. Kiedyś świat sztuki, piosenki,
kabaretu, ”Kabaretu Starszych Panów”, wydawał mi się sto razy ciekawszy,
niż świat prawdziwy. Teraz jest na odwrót . Teraz sobie myślę: po co występować,
grać, śpiewać, reżyserować? I straszliwie zazdroszczę Krysi tego, że jej
sprawia przyjemność wychodzenie
o siódmej na scenę! Ona przyjeżdża do mnie po przedstawieniu „Marii
Callas”...
MB:
-Wielki, wspaniały i w pełni zasłużony sukces Krystyny Jandy! Przepraszam,
musiałam to dodać.
MU:
-Szczyty aktorstwa! W ogóle dziś w polskim teatrze, jak mówi jej mąż, jest
Krysia- a za nią ciemność. Ona przyjeżdża do mnie wykończona jak górnik
po ośmiu godzinach pracy w kopalni, ale naładowana energią - i szczęśliwa.
Widzę to. A mnie jakikolwiek kontakt z ludźmi tak strasznie dużo kosztuje
psychicznie! Ja najchętniej przyjaźnię się przez telefon, a w ogóle, gdyby
nie moja rodzina, zamieszkałabym na resztę życia w celi brata Alberta, na
Kalatówkach...
KJ:
-Ależ Magda, aktor żyje tylko wtedy, kiedy na niego patrzą, słuchają go i
biją mu brawo. To jest ta chwila między 19-tą a 21-szą.Więcej nic nie ma!
MU:
-Widzisz, Krysia wciąż coś robi, planuje, chce ze mną pracować, chce mnie
za uszy wyciągnąć do życia , a ja nie jestem w stanie ruszyć się z kanapy,
nie widzę sensu w ścieleniu łóżka i zdejmowaniu piżamy...A ta wydzwania,
albo przychodzi z kasetą Krawczyka i upiera się, że musimy potańczyć, to świat
od razu będzie piękniejszy! A ja wiem, że nie będzie. Mówię do niej :czemu
mnie męczysz? Idź do swojego kolorowego , intensywnego życia, zostaw mnie!
KJ:-
Magda jest mi potrzebna. Nad niektórymi rzeczami po prostu nie chcę pracować
z nikim innym. Są takie tematy i takie problemy, które ona –właśnie z tymi
swoimi depresjami , rozumie lepiej niż ktokolwiek! A ja gram przecież nie
tylko po to ,żeby mi ludzie bili brawo, również po to, żeby wychodząc z
teatru mogli powiedzieć :ach, więc tak to jest.. I dlatego chce się spotykać
z jej smutkami, lękami, uczuleniem na moje perfumy, ze wszystkim!
MU:
-Nienawidzę jej, a po miesiącu mi to przechodzi. I wtedy jestem rozczulona:
ona przecież chciała dobrze, chciała jak najlepiej! Na tym polega moja do
niej miłość i moja przyjaźń. Wszystko co Krysia chce ze mną zrobić- obojętne,
czy jej się to udaje ,czy nie- robi dlatego, że życzy mi jak najlepiej. I to
jest wzajemne. Tyle, że jesteśmy bardzo różne. Mieszkałam u niej przez pół
roku, w Milanówku. W niedzielę Krysia nie ma co robić-idzie sadzić tuje. Sześćdziesiąt
tui w ogrodzie! Ja bym w taką niedzielę po prostu leżała, patrzyła w niebo,
myślała: mój Boże, takie słońce, takie chmury, a my musimy przeminąć,
przemijamy, kto nas w to wszystko wrobił...problemy egzystencjalne, sens życia
i tak dalej. A ona sadzi tuje!
KJ:
-Najlepszy był Magdy mąż, który mnie wtedy zobaczył i zdziwił się, co
robię. Powiedziałam: sadzę tuje.
MU:
-Przybiegł zaraz do mnie: ”Spójrz, Krysia sadzi tuje, a ty co?! Idź tam, coś
zasadź!”...Krysia jest strasznym przykładem, bo ciągle coś robi. Ale ona mówiła
o Medei, to ja opowiem o jodze. Czas Hindusa i czas Nowojorczyka, rozumiesz.
Każda
z nas jest tylko sobą!
KJ:
-Tak, to rewelacja .Magda wciąż wspominała o jodze, więc któregoś dnia
przemknęło mi przez głowę, że może ja też spróbuję, to znaczy siądę w
tym czymś, no, pozycji lotosu, skupię się i coś wymyślę, to będzie dobre!
A ona nagle mówi, że chodzi właśnie o to, żeby nie myśleć...No nie, to już
jest nie dla mnie!
MU
:-Krysi się wydawało, że medytacja ,to jest myślenie.
KJ:
-No właśnie- takie intensywne, bardziej skupione myślenie! Że trzy razy
szybciej przemyślę to, co mam do przemyślenia!
MU:-A
ja jej mówię, że najważniejszy wysiłek polega na tym, żeby nie myśleć
ani o ty co było, ani o tym co będzie. Żeby oczyścić umysł i tkwić w teraźniejszości
, w chwili. Jak się zdenerwowała! ”To tak można żyć?! ”Tłumaczę, że
chorym osobom myśli tak się kotłują, że zabijają, nie można tego wytrzymać...A
ona: ”Jak to zabijają? Najpierw myślę o tym, potem o czymś innym, potem
jeszcze o tamtym, potem wychodzę do teatru, potem wracam i zasypiam. A jak nie
mogę zasnąć, to czytam, albo piszę scenariusz- i wstaję!”
Rozśmieszyła
mnie strasznie. Ale mimo że jestem zupełnie inna- rozumiesz „mimo że”-
pomyślałam sobie: a może to właśnie Krysia jest mędrcem?
MB:
Dziękuję wam i żegnam kawałeczkiem wiersza Agnieszki Osieckiej, którym kończą
się „Szpetni czterdziestoletni”:
Potem
wraca się do siebie...
Zawsze
wraca się do siebie...
Tylko
powiedz...tylko powiedz:
Gdzie
to jest?