Jej Styl
Twój
Styl maj 1996r.
Tekst
Joanna Pruszyńska
Lubi przeskakiwać przez poprzeczki, które sama
sobie ustawia, ale nie lubi się ścigać. Nie wpada w rozpacz z powodu
nieudanej próby w teatrze jeżeli świeci słońce. Najchętniej zagłębia się
w hamaku z książką albo uprawia jogę. Ale myliłby się ktoś, kto by sądził,
że nic wtedy nie robi- Ona po prostu myśli.
Magda Umer od roku nie daje recitali.
Ostatni z trzech albumów wydanych przez jej ulubioną wytwórnię Pomaton,
został opatrzony tytułem Wszystko skończone.
– W czasie recitalu najbardziej lubiłam
zawsze ostatnią piosenkę, bo wiedziałam, że występ mam za sobą. To mój
odwieczny dylemat: Jak sprawić przyjemność publiczności, nie dręcząc
siebie.- Mówi Magda Umer.
-Gdybym była aktorką, może umiałabym
co wieczór wkładać kostium. Ale ja za każdym razem opowiadam o sobie. Zupełnie
jakbym stała przed ludźmi nago. Mogę to robić na plaży nudystów, ale nie
na estradzie.
- Widziałem , jak ona strasznie przeżywa
każdy występ – Potwierdza Wojciech Mann. Wykończyłaby się, gdyby robiła
to częściej, No długo przedtem, zanim zaczęła pisać scenariusze i reżyserować
w teatrze i telewizji, zanim z właściwą sobie pasją i skrupulatnością zajęła
się twórczością Wasowskiego i Przybory, zanim wymyśliła swoje nietypowe i
niezwykłe programy telewizyjne, wreszcie zanim wydała pierwszą z dziewięciu
płyt, wiedziała, czego w życiu na pewno robić nie chce. Taniej kariery.
Studentka polonistyki wygrywała
wszystko, co było do wygrania na festiwalu opolskim i na Famie. Kiedy w ślad
za sukcesem pojawili się tekściarze, kompozytorzy, tajemniczy impresariowie i
układy, umiała wybrać.
Nie zapisała się do Estrady, nie zgodziła
się na zdjęcia – pocztówki, wiszące żałośnie w kioskach Ruchu. Występowała
tylko w klubach studenckich. Odrzucała teksty, które wydawały się jej
banalne. Nie śpiewała przebojów, ani Big-Beatu.
- Z dzieciństwa zapamiętała jak ojciec
zamykał się sam w pokoju, grał na fortepianie i śpiewał. Czasami wpuszczał
ją i jej dwóch młodszych braci. W liceum śpiewała ballady Bułata Okudżawy.
I kiedy dawni koledzy: Andrzej Woyciechowski, student romanistyki, Janusz Weiss,
student chemii i Krzysztof Knittel, student Akademii Muzycznej zakładali
kabaret, przypomnieli sobie o dziewczynie ze szkolnych akademii.
Zgodziła się śpiewać pod warunkiem,
że będą przychodzić sami znajomi. Znajomi przyprowadzali znajomych.
Przychodzili przede wszystkim dla Magdy.
– Trudno jej było nie zauważyć -
wspomina Krzysztof Knittel. Kompozytor. – Otwarta i naturalna. Wyrazista i
wiecznie uśmiechnięta. Spoważniała dużo później. Magda była dla mnie
zawsze typem osoby na całe życie. Trzpiotka? Nie, nigdy.
– Musiała mieć pewność, że występuje
w dobrej kompanii – mówi Janusz Weiss, znany dziś z Radia Zet. Ongiś twórca
znakomitych kabaretowych tekstów, twórca z Jackiem Klejfem, słynnego Salonu
Niezależnych. – Do Magdy nic nie pasowało ta jak liryczne piosenki Andrzeja
Woyciechowskiego z fagotem wymyślonym przez Krzysia Knittla. I na pogrzebie
Andrzeja, tak jak sobie życzył, zabrzmiały śpiewane przez Magdę Umer
Kasztany.
– Jej wrażliwość nie tylko na sens,
ale na brzmienie słowa – zastanawia się Krzysztof Knittel – Zawsze
doskonale czuła jak komponować czas. To nieśmiałe śpiewanie półgłosem...
Ledwie dotyka dźwięków, jakby bała się
podnieść głos, krzyknąć. Piosenki, na ogół smutne, krążyły wokół
nieszczęśliwych miłości, bo sama Magda Umer przeżywała miłości
dramatyczne. ( W jednym z jej mieszkań wisiała sentencja Rabindranatha Tagore:
„Znam, znam Twoje sposoby, nigdy nie zrobisz tego na co bym miała ochotę.”).
I te poezje ukochanego Leśmiana, Gałczyńskiego, twierdzi, że pomagały
przede wszystkim jej.
Śpiewała szeptem Przepraszam za słońce,
przepraszam za deszcz... Interpretacją, dykcją wydobywając to, co inni
wielkim głosem.
Nagrała pierwszą płytę, ciągle występowała
w kabarecie Stodoła, na warszawskiej Polonistyce pisała pracę o Wisławie
Szymborskiej, przez cztery lata grała Rachelę w Weselu Adama Hanuszkiewicza. I
jeszcze Maciej Zembaty zaangażował ją do kabaretu czarnego humoru
Dreszczowisko.
- Poznałem Magdę na festiwalu opolskim,
bardzo mi się spodobała – Opowiada Zembaty – Dziewczyna Wikingów:
Włosy do pasa, wcięta w talii, Pierś
wysoka i pokaźna, ciało jak aksamit, pięknie opalona, nawet w zimie.
Bezskutecznie i nieśmiało próbowałem ją uwieść. Wyjeżdżaliśmy zaprzyjaźnieni,
a ja nawet zadowolony, że poznałem tak dziwną osobę. Podobała mi się jej
zmienność nastrojów. W ciągu pięciu minut, od euforii do rozpaczy. Kiedy
jechaliśmy z naszym kabaretem do Szczecina, wyśpiewywała na przemian: Hej wy konie, rumaki stalowe i Pamiętasz
była jesień. A przecież miała pracować w szkole ( niech już da spokój
z tą szkoła – irytuje się Weiss – niech teraz powie, że po studiach
chciała pracować w wiejskich, likwidowanych wypożyczalniach.)
Nie potrafię powiedzieć, jak wówczas
zajętą byłam osobą – wspomina Magda Umer – wieczorami byłam tak zmęczona,
że po prostu rzucałam gdzieś ubranie i zasypiałam. Moje życie toczyło się
w tak zawrotnym tempie, że nawet nie zauważyłam, kiedy minęło 10 lat.
Miała dopiero 28 lat, sama wychowywała
swojego pierwszego syna Mateusza. Utrzymywała dom, pomagała rodzicom (a oni
jej) i starannie przebierała w zawodowych ofertach. Zaczęła występować w
telewizji.
- Stała zawsze trochę z boku. Była
nieprawdziwym pracownikiem nieprawdziwego szefa i było nam z tym dobrze – Mówi
Wojciech Mann, ówczesny przełożony Magdy Umer, który miał ją zmusić do
systematycznej pracy i posiadania własnego biurka – Lubiana przez podobnie myślących.
Miała wielki atut: „Betony” patrzyły na nią jak na nienormalną i nie próbowały
jej wykończyć. Mimo to po Stanie Wojennym, ( jako źródło pesymistycznego
antysocjalizmu), znalazła się bez pracy w telewizji, z zakazem występowania
gdziekolwiek.
Opowiada, że kiedy w wieku 33 lat straciła
jakąkolwiek nadzieję na ułożenie sobie życia zawodowego, udało jej się
wreszcie ułożyć sobie życie prywatne.
To Jeremi Przybora, jej mistrz i
przyjaciel, wywróżył Magdzie kilka lat wcześniej, w piosence oczywiście, męża
„Z pięknym męskim wnętrzem”. Z tym, którego wszyscy nazywają Płetwonurkiem,
jest szczęśliwa od lat 13.
Praca nad Białą Bluzką, Abelardem i
Heloizą, spektaklami Zimy żal, Big Zbig Show i Kobietą zawiedzioną, czyli
teatr, pochłonęły ją do tego stopnia, że zaczęła zaniedbywać piosenkę.
Rzadko ją można namówić na publiczne występy.
Kiedyś jeździła z recitalami, owszem.
Potrafiła rozmawiać długo z nastolatkami czekającymi na nią z wypiekami na
twarzy pod garderobą. Dla nich miała czas zawsze, unikała natomiast
dziennikarzy i życia nocno – restauracyjnego. Uciekała jak najszybciej z
miejsca koncertu.
- Każdy wyjazd z Magdą to był oddech
od codzienności – opowiada Wojciech Borkowski, od kilkunastu lat pianista
Magdy Umer. Jadąc w trasę już na pierwszym skrzyżowaniu słyszeliśmy: Po
cholerę my tam jedziemy?. Albo jeszcze gorzej. Gdyby nie trzeba było występować,
byłoby najlepiej, mówiła Magda pakując się do samochodu w kurtce puchowej
za kolana, w olbrzymich buciorach, z wielkim worem, bez makijażu.
Dopóki Płetwonurek nie kupił jej futra
mówiąc, że artystka powinna się szanować. Jeździła w tym futrze skrępowana,
bez względu na porę roku. Bo jej zawsze jest zimno. Futro więc nosi, ale uważa,
że zimę należy przeczekać w ciepłych krajach albo w saunie. Cały rok czeka
na lato.
Ona jest jak kot – śmieje się jej
przyjaciółka Zuzanna Olbrychska, o której Magda Umer mówi, że potrafi
delikatnie organizować ucieczkę od smutku.
Lubi się zaszyć, wygrzać na słońcu,
leżeć w łóżku. Może spokojnie spędzić tydzień na myśleniu i będzie to
dla niej ważniejsze niż zwiedzanie siedmiu stolic świata.
Magda woli ludzi obserwować, niż z nimi
rozmawiać. Przyjaźnie podtrzymuje najchętniej przez telefon.
O której dzwonić żeby jej nie obudzić?
– zastanawia się Zbigniew Zamachowski. Zaspana jest zawsze, co nie znaczy, że
śpi. Jest typem niedźwiedzia, zimowego. Ja boję się dzwonić o jakiejkolwiek
porze. Można dzwonić zawsze bo i tak nie odbiera telefonów. Włącza się
automatyczna sekretarka, albo odbiera mąż Andrzej.
-Proszę krótko, zachęca ciepłym
barytonem – Podmiot, orzeczenie, przydawka.
W domu ma zawsze dużo roboty. I nie żałuje
tego. Dom prowadzi nie dlatego, że tak wypada, albo że może sobie na to
pozwolić, ale po prostu dlatego, że bardzo to lubi. Agnieszka Osiecka
twierdzi, że tym samym ucieka od zawodowych projektów, ale Magda Umer sądzi,
że myślenie o tym, co zrobić na obiad, daje spokój i przywraca właściwe
proporcje.
Stara się nie myśleć o tym, co było,
i o tym, co będzie. Żyje codziennym dniem. Zanim urodziła dzieci była Nocnym
Markiem, teraz o dziesiątej lubi być w łóżku z książką.
Z takiej osoby La boheme, stała się
odpowiedzialną matką dwójki dzieci – Wojciech Mann zapamiętał, że dopóki
nie nastał Płetwonurek, do pokoju Magdy Umer wchodziło się przez szafę –
To nie jest dom z petami w szklance po herbacie. To jest zadbany, ciepły dom.
Bez żadnej pozy.
Złości ją szybkość i powierzchowność
życia towarzyskiego.
Do teatru woli przyjść nie na premierę,
film ( Woody Allena, Federico Felliniego, Ingmara Bergmana) obejrzeć w pustym
kinie. Ma specyficzny gust, daleki od najnowszych trendów mody. Woli
przyzwyczaić się do jednej sukienki, ale w dobrym gatunku...Sweter bawełniany
w szaroburym kolorze będzie zawsze świetnym prezentem. Bardziej cieszy ją
muszelka przywieziona specjalnie dla niej niż drogie perfumy. Zresztą na
perfumy i kremy ma uczulenie. Nie lubi podarunków z okazji tej czy owej, tak
jak nie lubi świąt i okazji rodzinnych. Bardzo długo prowadziła dziennik.
Odkąd dostała kamerę, filmuje tak zwane drobne przejawy życia. Np. Rozmowy w
kuchni. Z dnia na dzień rzuciła oglądanie telewizji. Słucha radia i płyt.
Ale najchętniej uprawia jogę.
To jest w ogóle sportowy dom: jej mężczyźni
pływają, nurkują, jeżdżą na nartach, grają w koszykówkę.
Ciągle powtarza, że kiedy kobieta robi się starsza, to wszystko w niej się pogarsza.
Najwyraźniej cieszą ją aforyzmy. Ma dwa ulubione: „Kobieta – najlepszy przyjaciel człowieka...” Jeremiego
przybory, którego autorstwa gratulował mu sam Antoni Słonimski oraz
” jedyny
ważny klucz w jedynie słusznej sprawie tworzą żurawie” Andrzeja
Poniedzielskiego.
Bułat Okudżawa, jeden z mistrzów Magdy
Umer, na pytanie, jakie jest jego marzenie, miał kiedyś odpowiedź: „Żyć w
XIX wieku, być bogatym właścicielem ziemskim i żeby wszyscy ludzie żyli w
XIX wieku i byli bogatymi właścicielami ziemskimi’. To zdanie oprawiła
sobie w metaforyczne ramki – a jeśli o nią chodzi, najlepiej, żeby wszyscy
dali jej święty spokój i mogła zaszyć się na dobre w hamaku - mówi
Zamachowski.
Właśnie na strychu, dokąd Magda Umer
prowadzi mnie krętymi schodami, mówi, że czuje się naprawdę szczęśliwa,
kiedy zagłębia się w hamaku i zawinięta w koc, z nogami do góry, czyta. Może
to być powieść Singera lub wiersze Księdza Jana Twardowskiego albo coś zupełnie
innego.
Albo przez sprytnie wymyślone okno w
dachu patrzy w niebo. Na strychu spędza dużo czasu, zimą woli rozmawiać w
salonie, bo na strychu nie ma kaloryferów.
Oprowadza po swoim królestwie: jest tu
hamak, oczywiście kilka ratanowych i drewnianych mebelków, stara maszyna do
pisania, trzy biureczka (Stanowiska pracy”) Na ścianach plakat z ukochanego
spektaklu „Zimy żal” i zdjęcia .Jean – Paul Belmonda. Tutaj Magda Umer
jest u siebie, spokojna, że najbliższa rodzina – mąż i dwaj synowie,
osiemnastoletni Mateusz, student geologii i dziesięcioletni Franek, czeka na
dole.
Powiedz, powiedz, jak nas tu wszystkich
terroryzujesz. Nie odkładasz rzeczy na miejsce: - - -- właśnie wchodzi mąż
Andrzej, wielki, przystojny, uśmiechnięty – Pani jest tą młodą
dziennikarką? A ja jestem stary mąż...
Magda Umer lgnie do ludzi pogodnych. Choć
mąż i Zuzanna Olbrychska doprowadzają ją czasem do szału niepoprawnym
optymizmem, nie może sobie bez tego poradzić.
Może się wydawać nieprzystępna,
wyniosła komuś, z kim nie ma ochoty na bliższą znajomość – ale jeśli
kogoś wpuści do serca – zapewnia jej przyjaciółka, poetka i psycholog
Magda Czapińska – potrafi być prawdziwym przyjacielem. Mam szczęście tego
doświadczać.
I przyjaciele garną się do niej. Nawet
najbardziej zajęci, których prosiłam o spotkanie, mówili: dla Magdy, zawsze.
Garną się prosząc o radę, traktując
ją jak wyrocznię.
Nie wyrzuci nieszczęśliwego na zbity
pysk, a ma rzeczywiście magiczną siłę przyciągania ludzi nieszczęśliwych
– Krzysztof Materna widzi w niej wróżkę, pocieszycielkę. Maciej Zembaty
twierdzi, że Magdzie Umer obca jest plotka, zawiść, podchody intrygi i
spiski.
Mówi prawdę w oczy. Jeśli się czymś
zachwyci, natychmiast daje temu wyraz. Nic nie sprawia jej takiej przyjemności,
jak pochwalić kogoś z całego serca
-Ostatni film Nikity Michałkowa, zrobił
na mnie takie wrażenie, że po prostu oddałam mu swój kapelusz
( Bardzo kosztowny, wtrąca mąż)
Nie prawi czczych komplementów, co to,
to nie – idzie na przedstawienie i zapytana mówi, że okropne.
Musisz do nas wpaść koniecznie, mówi
ktoś. Nie przyjdę, Magda na to. Nie wezmę udziału w programie, bo mi się
nie podoba – wylicza Zuzanna Olbrychska – ale Magda ma tyle wdzięku, że
jakoś jej to uchodzi.
- Potrafi kierować ludźmi, zauważa
Maciej Zembaty – robią to, co chce. I nawet tego nie zauważają.
- Opowiada wdzięcznie, literacko, to
Krzysztof Materna – spacerując w tych opowieściach przez najróżniejsze
meandry swojego życia. Lubi pracę z aktorami i oni lubią pracę z Magdą –
jej namowy, upór to potok słów okraszanych miną anioła – rozmarza się
Zbigniew Zamachowski
- Magda przy całej swojej eteryczności
jest osobą upartą i konsekwentną. Potrafi dopiąć swego.
Magda Umer to może więc nie tylko, jak
mówi Agnieszka Osiecka, dojrzały elf.
Wojciech Mann twierdzi, że jest trudno
uchwytna, potrafi bardzo zmylić, jeśli ktoś jej nie zna. Jednemu wyda się
nieuporządkowaną muzą, drugiemu osobą, która załatwia sprawy rozsądnie i
szybko – to są stany a nie świadome przybieranie pozy – zaznacza Mann –
wynikające z głębi jej kobiecości. Bo pewnie by się deską zabiła, gdyby
się przyłapała na takim udawaniu.
Roztargniona, ciągle czegoś szuka. Nie
wie, nie pamięta, ale przypomni sobie, jeśli to naprawdę konieczne.
Na niektóre rzeczy nie zwraca uwagi. Jeśli
coś ważnego ją odciągnie. Może to być ptak. Albo telefon Agnieszki
Osieckiej. Niezorganizowana a, o dziwo, skuteczna.
Próby mają często charakter
towarzyski, ale tylko dlatego, że Magda Umer ma zawsze wszystko starannie
przemyślne.
Taka dokładnie zaplanowana improwizacja.
Aktorom ciągle powtarza, ze trzeba grać tak, żeby nie było widać fastrygi
– piórko Kulisiewicza – przypomina sobie Janusz Józefowicz – tak mówiła
zawsze Magda. I tak ją nazywaliśmy. Ona, rozumiesz, dawała nam taki cynk
estetyczny, żeby trochę bardziej finezyjnie, a my stosowaliśmy grubą krechę.
Ona nie lubi spraw jednoznacznych, rzecz musi być zawsze odrobinę zawoalowana.
Reaguje na każdy dźwięk niepotrzebny. Zastrzeżenia może budzić jakość dźwięku,
ale nie jakość emocji.
Magda pyta zawsze, ale po co to jest?
Zuzanna Olbrychska uważa, że Magda ma
wyjątkowe ucho na fałsz. Dlatego jest dobrym reżyserem. Jak się do czegoś
zapali, robi to bardzo solidnie. Wybranym przez siebie osobom oddaje się bez
reszty. Nikt jak ona nie zajął się Krystyną Jandą, albo Zbigniewem
Zamachowskim. Tak się zaopiekowała twórczością Przybory, że on teraz
niczego nie chce robić bez niej.
Jeśli jakaś instytucja zaczynała
stawiać warunki, których nie aprobowała, wstawała i mówiła, bez cienia
zdenerwowania: No to nie robimy. Wiedziała, że jeśli w tym co wymyśliła,
wszystko ma sens, to gdy jeden klocek wypadnie, wszystko runie.
Nie zgadza się na reżyserowanie składanek,
koncertu z dnia na dzień.
- Myślę, że nie zrobiłam piętnastu
przedstawień tylko dlatego, że już je wcześniej sobie wyobrażałam – mówi
Magda Umer – i Panu Bogu dziękuję, że nie muszę tego robić dla pieniędzy.
No, może też trochę mężowi...
Wolę nie robić niczego, niż coś, pod
czym nie mogłabym się podpisać.
***
PRACA
– lubię, ale nie za często.
KARIERA
– mała rzecz a cieszy
ŚPIEWANIE
– poproszę o drugi zestaw pytań
DOM
– centrum świata.
PRZYJACIELE
– najważniejsi ludzie.
SAMOTNOŚĆ
– cóż po ludziach...
NUDA
- Nie znam tego pojęcia
HUMOR
– bez niego od razu należy się powiesić.
PRAWDA
– jest ich wiele
NERWY
– Bez przerwy.